Muzyka

niedziela, 3 stycznia 2016

Fremione- rozdział 11 Wypad do Hogsmade



-Boże! Hermiona! Gdzie ty byłaś?! Szukaliśmy Cię po całym Hogwarcie!-krzyczała Ginny.

-To skąd Harry wiedział gdzie jestem?-zapytała Hermiona nadal siedząc na kanapie otulona kocami.

-Wiem, że to dziwnie zabrzmi, ale przyszedł do nas Malfoy i powiedział gdzie jesteś-mówił Harry drapiąc się po głowie.

-Co? Draco wam powiedział?

-No tak.

-A tak w ogóle, gadałaś z Fredem?-zapytała nagle ruda.

Szatynka, kiedy tylko usłyszała jego imię zaczęła płakać.

-Miona, kochanie co się stało?-spytała Gin siadając obok przyjaciółki.

Hermiona opowiedziała młodej Weasley, o tym co zobaczyła w Pokoju Wspólnym. Gin nie wytrzymała.

-Co takiego?! Mam już serdecznie dosyć tej Jonhson! Już jej raz tłumaczyłam, żeby odwaliła się od Freda.

Bliźniak, kiedy kolejny raz usłyszał swoje imię, wyszedł z dormitorium chłopców. Gdy tylko zobaczył zapłakaną dziewczynę, od razu do niej podbiegł, ale Ginny go zatrzymała.

-Gin no coś ty! Przepuść mnie!-krzyczał chłopak.

-Nie po tym co zrobiłeś dla Hermiony-mówiła stanowczo młoda Weasley.

-Ale o co ci chodzi?!

-Ha! Udaje, że nie pamięta! Chodzi mi o Angelinę!

-Aaaa, ale ona mi powiedziała, że zerwał z nią chłopak, i chciałem ją jakoś pocieszyć.

-Tylko z nią nie zerwał, żaden chłopak! Słyszałam jak mówi o tym dla swojej koleżanki, że ma pomysł jak ciebie poderwać!-Gin coraz bardziej się denerwowała.

-Naprawdę? Ooo, nie wiedziałem, ja przepraszam Cię Hermiona, ale naprawdę nie miałem o tym pojęcia.

Ginny i Harry widząc, że Fred i Hermiona chcą pobyć przez chwilę sami, wrócili do pokojów.

-Miona? Chciałaś mi coś wtedy powiedzieć?-zapytał kucając przed kanapą.

-Tak...ja chciałam Cię wtedy przeprosić...

-Mnie? Przeprosić? Za co?-pytał zdziwiony.

-Za to, że się do Ciebie nie odzywałam....

-Jejku Hermiona, przecież nic się nie stało, nie wiem dlaczego w ogóle myślałaś, że coś się stało-chłopak wstał, usiadł obok dziewczyny i objął ją ramieniem.

-Pamiętasz jak w parku graliśmy w tą grę? Nie odpowiedziałeś mi...-zapytała niepewnie.

-Jasne że pamiętam.

-Kiedy masz zamiar mi odpowiedzieć?-Hermiona usiadła ,,po turecku'' na kanapie i popatrzyła na chłopaka.

Fred uczynił to samo.
-Możemy teraz...-uśmiechną się.

-No dobra. Czerwony czy czarny?

-Czarny.

-Ciasto czy babeczki?

-Babeczki.

-Miami czy Nowy York?

-Miami.

-Lubisz mnie?

-Jasne!

-Bardzo?

-Bardzo, bardzo.

-Uwaga ostatnie pytanie, Kochasz mnie?

-Oczywiście, że tak! Dlaczego myślałaś, że nie?

Fred siedział uśmiechnięty wpatrując się w Hermionę. Dziewczyna nie wiedziała co powiedzieć, tylko się uśmiechała.

-A ty? Ty też mnie kochasz?-zapytał chwytając ją za rękę.

-Kocham, nawet nie wiesz jak bardzo Cię kocham-gryfonka powiedziała to i już chciała wstawać, kiedy Fred złapał ją za rękę.

-Już idziesz?

Hermiona znowu usiadła na kanapie, tylko tym razem przytuliła się do Freda.

-Fajnie, że jesteś...

Chłopak pocałował ją w czubek głowy.

*16 styczeń, sobota 9.26*

Hermiona obudziła się słysząc podniecone głosy Ginny i Blaisa. Chwila, Blaisa?! Przecież to jest Wieża Gryffindoru! Co on tu robi? Dziewczyna szybko podniosła się z kanapy. Kiedy spojrzała na swoje posłanie, ujrzała tam Freda. W jednym momencie Gin z Blaisem spojrzeli na rozczochraną i jeszcze zaspaną gryfonkę.

-Hej Blaise...Co ty tutaj robisz?-pytała drapiąc się po głowie.

-No, ja, ten, przyszedłem zaprosić kilka osób z Gryffindoru na moje urodziny. Będą za dwa tygodnie i pomyślałem sobie, że fajnie byłoby spędzić czas z fajnymi osobami-mówił zadowolony z siebie ślizgon.- Oczywiście jesteś zaproszona razem ze swoim chłoptasiem-mrugną do Hermiony.- Wiesz może gdzie jest Potter?-mówił tak szybko, że dziewczyna ledwo co zrozumiała.

-Harry? Jest chyba w dormitorium chłopców.

Szatynka szybko podniosła się z kanapy i jeszcze raz spojrzała na rudzielca. Tak słodko wyglądał, kiedy spał. Dziewczyna uśmiechnęła się lekko , co zauważyła jej przyjaciółka.

-Widzę, że się pogodziliście -powiedziała niepewnie, patrząc na odchodzącego w kierunku dormitorium chłopców Blaisa.

Dziewczyna lekko się uśmiechnęła.

Hermiona kilka minut później poszła do pokoju. Dziś miało być wyjście do Hogsmade. Z racji tego, że jest już ciepło (pomijając fakt, że jest połowa stycznia), dziewczyna założyła lekką, czerwoną sukienkę do kolan. Usiadła przy dużym lusterku i zaczęła rozczesywać włosy. Nie wiedziała co ma z nimi zrobić, W końcu postanowiła, że zostawi je rozpuszczone. Wstała, założyła buty na niewysokim koturnie i spryskała się truskawkowymi perfumami. Kiedy schodziła na dół, zastała tam Harrego, bliźniaków, Ginny i Blaisa siedzących na kanapie i fotelach. Zawzięcie o czymś rozmawiali. Po chwili ciemnoskóry chłopak odezwał się.

-Miona! Po długich namowach McGonagall i Snape, zgodzili się, żeby zorganizować małe ognisko na moje urodziny. Co ty na to?-pytał podekscytowany.

-Ognisko? Tylko na naszą szóstkę?

-No coś ty! Będzie więcej osób. Ma się te znajomości! Będzie jeszcze Pansy, Draco, Greengrass, Nott, wy i jeszcze kilka osób.

-Nott? Czy to nie jest przypadkiem Teodor Nott?-pytała z zaciekawieniem Hermiona.

-Dokładnie, to on.

-Fajnie, zawsze chciałam go poznać...-rozmarzyła się szatynka.

Fred wciągnął głośno powietrze. Był zazdrosny i tyle.

Około godziny później wszyscy zeszli na dół, przed Hogwart. Oddali pozwolenia Filchowi i kierowali się do miasteczka. Na miejscu rozłączyli się. Hermiona razem z bliźniakami poszła do Miodowego Królestwa, Ginny z Blaisem do herbaciarni Pani Puddifoot. Ron był skazany na towarzystwo Harrego i Penelopy, którzy poszli do Trzech Mioteł.

Miona razem z Fredem szli trzymając się bezwiednie za ręce, a obok nich nieszczęśliwy George.

-Coś się stało?-spytała z troską szatynka, spoglądając na przyjaciela.

-Nie nic...-powiedział i przyśpieszył kroku.
Hermiona popatrzyła pytająco na swojego nowego chłopaka. Fred odpowiedział tym samym. Nie wiedziała co gryzie bliźniaka, ale miała zamiar się o tym dowiedzieć.
Dochodzili właśnie do Miodowego Królestwa, kiedy Go spotkali.
-No, no, no... Granger, od kiedy się tak stroisz?
-Czego tu, Malfoy?-wycedził przez zęby George.
-Też jestem uczniem, i mogę chyba przyjść do Hogsmade. Mam do tego takie same prawo jak ty.
-Nie ważne, a teraz złaź nam z drogi-powiedział Fred ciągnąc za rękę zdezorientowaną Hermionę.
Blondyn obejrzał się za dziewczyną i zlustrował ją wzrokiem. Jego oczy zatrzymały się na jej szczupłych, lekko opalonych nogach.
-Jakie ona ma piękne, długie nogi-pomyślał.- Ten Weasley to ma jednak szczęście.

Właśnie wchodzili do budynku. W środku zastali niemałą grupę uczniów. Wszyscy albo stali w kolejce, albo przy półkach. Kupili Fasolki Wszystkich Smaków, kilka czekoladowych żab i dwa opakowania Musów Świstusów. Po dłuższym czasie stania w kolejce, wyszli na świeże powietrze. Tym razem kierowali się w stronę Wrzeszczącej Chaty. Georgowi poprawił się humor, kiedy zjadł połowę opakowania Musów.
Gdy byli już na miejscu, usiedli na soczyście zielonej trawie i zajadali się słodyczami. Nie ma to jak słoneczne popołudnie spędzone wśród przyjaciół. Wydawało się, że nic nie może zepsuć im nastroju. Ale oczywiście takie chwile nie mogą trwać wiecznie. Byłoby idealnie, gdyby nie przyszła Pansy.
-Granger, możemy pogadać?-zapytała brunetka.
-Najpierw Malfoy, teraz Ty. Ilu ślizgonów jeszcze dzisiaj spotkam?-odpowiedziała sarkastycznie, ale mimowolnie wstała.
Parkinson zaprowadziła ją na pobliskie wzgórze. Było dość daleko od bliźniaków. I znowu On. Draco stał opierając się o dość grube drzewo.
-Ehh, czego chcecie?-spytała z niechęcią.
-Mamy do Ciebie pewną sprawę Granger-powiedziała lekko zdenerwowana ślizgonka.-Gdzie kupiłaś tą sukienkę? Jest mega śliczna!-powiedziała szybko odbiegając od tematu.
-Pan! Nie po to tu przyszliśmy!-szepną Malfoy.
-A no tak. No bo widzisz Granger... Muszisznasnauczyćwyczarowywaćpatronusa-powiedziała tak szybko, że gryfonka niczego nie zrozumiała.
-Co? Musisz powtórzyć, nic nie zrozumiałam.
-No dobra. Musisz Nas nauczyć wyczarowywać Patronusa-splotła palce i wlepiła swój wzrok w Hermionę.
-Co?! Dlaczego? Poza tym, dlaczego mam wam niby pomóc? Zawsze mnie obrażaliście.
-No wiemy, i przepraszamy Cię za to-tak wiem, że z Naszych ust to dziwnie brzmi, ale nikt inny Nas tego nie nauczy, a wiem, że ty umiesz-powiedział Draco.
-A co mi z tego będzie?-zapytała zakładając ręce na piersi.
-Satysfakcja z tego, że dwa nienawidzące się domy zaczęły się integrować?-powiedziała Pansy posyłając jej sztuczny uśmiech.
-Ehh, no dobrze. Możemy spotkać się w Pokoju Życzeń, w poniedziałek po zajęciach.
Hermiona szybko się odwróciła odganiając przy tym włosy.
  Wracając szatynka zobaczyła, że Fred i George o czymś rozmawiają. Fred gestykulował przy tym rękami. Obaj wstali z ziemi, i zaczęli się popychać. Hermiona wtedy wiedziała, że powinna ich rozdzielić. Powinna zrobić to gdy Freddie zaczął machać rękami, jednak chciała wiedzieć co się dalej stanie.
-Ej! Chłopcy! Co wy wyprawiacie!?-krzyczała stając pomiędzy nimi.
-Fred sobie coś uroił!
-Ja?! Raczej ty!
I znowu zaczęli się przepychać. Dziewczyna nie wytrzymała, i ruszyła w stronę wioski.
-Gdzie idziesz Hermiona?-zapytali z ciekawością.
-Do Hogwartu!
-Po co? Mamy jeszcze dużo czasu do powrotu.
Dziewczyna tylko popatrzyła na nich karcącym wzrokiem i poszła do szkoły.



Blaise z Ginny siedzieli w kącie sali, pijąc gorącą czekoladę z piankami. Patrzyli sobie w oczy, śmiali się i rozmawiali. Wyglądali na takich zakochanych. Chwilkę później, kelnerka przyniosła im wielki puchar różnych lodów. Były czekoladowe, truskawkowe, waniliowe i pistacjowe, wszystko było ozdobione bitą śmietaną i owocami. Były także dwie łyżeczki. Chłopak nie wiedział co go podkusiło, ale nabrał śmietany na sztuciec i ubrudził nią gryfonce cały nos. I tak zaczęła się bitwa. Około 17 sekund później, dziewczyna miała na łyżce niemałą porcję lodów, które już były na głowie Diabła. Oburzeni klienci, zaczęli krzyczeć, żeby wyszli z budynku. Po pewnym czasie, podeszła do nich sama Pani Puddifoot.
-Dzieciaki! Jak wy się zachowujecie?! Założyłam tą herbaciarnie, żeby zakochane pary, takie jak wy, mogły spokojnie posiedzieć, wypić różnych rodzai herbatę. A wy tym czasem obrzucacie się lodami! Jeszcze raz coś takiego zrobicie to was więcej nie wpuszczę!-pulchna kobieta otworzyła drzwi, wypraszając tym samym dwójkę młodych czarodziejów.

Kiedy byli, już na zewnątrz czarami się oczyścili.
-Blaise! Przez Ciebie możemy tam więcej nie wejść!-krzyczała gryfonka, bijąc chłopaka pięściami w ramię.
Diabeł złapał ją zręcznie za obie dłonie i  spojrzał głęboko w oczy.
-Ginny uspokój się.
Dziewczyna sama nie wiedziała dlaczego to zrobiła. Miała, jak to się mówi, chwilową głupawkę. Gryfonka popatrzyła na te brązowe, piękne oczy, i czule się przytuliła do Blaisa. Ślizgon nie wiedział co ma robić, dlatego odwzajemnił uścisk.
 
Penelopa zamówiła trzy piwa kremowe, jedno z miodem i usiadła obok Harrego. Ron ze zniesmaczoną miną usiadł na przeciwko nich. Jak to on mówi dla przyjaciela "Ja już rzygam tymi zakochanymi parami. Najpierw moja siostra z tym Zabinim, potem Ty z Pen a teraz jeszcze Fred z Hermioną. Może zaraz George będzie z Romildą?" Harry jak tylko to słyszał szeptał coś o Georgu, i że na pewno nie z Romildą. Weasley, kiedy tylko pytał czy coś wie, to ten od razu zmieniał temat.
Kiedy madame Rosmerta przyniosła im napoje, od razu wzięli się za picie. Kiedy tylko wzięli jeden łyk, przez przełyk przepłynęło przyjemne ciepło. Ich twarze stały się wesołe. Śmiali się, żartowali i zamówili jeszcze kilka piw. Po pewnym czasie właścicielka pubu ich wyprosiła, bo podobno denerwują innych gości. Posłusznie wyszli i wrócili do szkoły.
  Już zbliżała się godzina uczty. Hermiona razem z Fredem i Ginny siedziała po jednej stronie stołu. George razem z Harrym, Penelopą i Ronem po drugiej. Bliźniacy pierwszy raz nie siedzieli obok siebie, co było spowodowane ich kłótnią. Całą ucztę milczeli, nawet się nie uśmiechnęli, a po kolacji udali się prosto do swojego dormitorium.

Hej, Hej. Tak wiem, wiem długie. Każdy będzie myślał "o co się pokłócili Fred i George?! Przecież oni nigdy się nie kłócili!" Ale spokojnie, wszystko w swoim czasie. Szykujcie się na mega, super fajny kolejny post. Szczerze? Nie podoba mi się ten post, ale mam nadzieję, że Wam się jednak spodoba.
~Panna Weasley