Muzyka

wtorek, 29 grudnia 2015

UWAGA UWAGA!

Ogłoszenia parafialne!
Od następnego posta będę pisać inną czcionką! 
Postaram się by były dłuższe i ciekawsze. 
Co jeszcze mogę powiedzieć... szykujcie się na urodziny
Blaisa <3
Panna Weasley ^-^

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Fremione- rozdział 10 Harry! Chyba Cię kocham!

  Hej! Pomyślałam sobie, że piszę tylko Fredzie i Hermionie! Tak wiem o nich miał być blog, ale chyba przydałoby się trochę innych osób. Ten rozdział będzie o wszystkich, tylko nie o Hermionie i Fredzie. Będę tam opisywać różne czynności, różnych osób. Najpierw będę mówić w zdrobnieniu, a potem to rozwinę. Mam nadzieję, że się  spodoba. A i tak przy okazji, to mniej więcej tak wygląda Penelopa.
         ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

   Harry siedział przy stole w Pokoju Wspólnym. Dziś miał zająć się wszystkimi zaległymi pracami domowymi. Musiał napisać esej z eliksirów dla Snape'a o Eliksirze Żywej Śmierci, dla Hagrida na temat Sklątek Tylnowybuchowych, dla McGonagall o tym jak zmienić zwierzę w puchar. Miał mnóstwo roboty, później miał jeszcze trening Qudditcha. Z racji tego, że jest sobota miał dużo czasu. Wychodził tylko na ucztę. Po skończonym treningu spotkał się z Penelopą i...
  Ginny razem z Blaisem chodziła po błoniach. Wyglądali na takich zakochanych. Chodzili za rękę koło jeziora. Po kilku minutach Blaise wstał i...
  Ron pałętał się po zamku i nie wiedział co ze sobą zrobić. Szukał jakiegokolwiek zajęcia. Choćby miał pomagać Filchowi, aż tak się nudził. W końcu postanowił, że pójdzie do Wieży Gryffindoru. Pierwszy raz chciał z dobrej woli odrobić lekcje. Zwykle to Hermiona pisała za niego przynajmniej początek. A właśnie, gdzie ona jest? Dobra teraz to nie ważne. Teraz Ron musi się skupić. W końcu ma do zrobienia  dużo roboty. Po drodze spotkał Lunę z Nelvilem. Trzymali się za ręce. 
  Draco spędził cały ranek na namawianiu Pansy na pewną rzecz. Ta sprawa była związana z zaufaniem Hermiony. Miał już na to plan.Potrzebował kogoś kto myśli podobnie jak Hermiona i jest w tym samym wieku. Jeśli jest jego przyjaciółką musi się zgodzić.
  Harry po skończonym treningu poszedł do Penelopy, która akurat siedziała na kanapie w Pokoju Wspólnym. Owinięta w swój zielony, puchowy kocyk przyglądała się ogniu. 
-Hej kochanie, wszystko w porządku?- spytał Harry.
-Jasne, tylko tak sobie myślałam i w ogień patrzyłam. To mnie zawsze uspokaja. 
-Okej, zapraszam Cię na spacer. Zgadzasz się?-pytał podając rękę dziewczynie. 
-Z tobą zawsze.
Penelopa szybko się ubrała i razem z Harrym wyszła na błonia. Chodzili tak długo, że już zaczynało się ściemniać.
-Może już powinniśmy wracać?-zapytała Penelopa.
-Aż tak bardzo uprzykrzam Ci czas?-zaśmiał się.
-Nie, to znaczy uwielbiam chodzić z tobą na spacery, ale robi się zimno, ciemno...
Po tych słowach razem wrócili do zamku. Po drodze spotkali Umbridge. Harry wytłumaczył jej, że tylko za jego namową Penelopa wyszła z Hogwartu. Dzięki temu nie ukarała jej, tylko odjęła 20 punktów Gryffindorowi. Potter musiał z nią iść do jej gabinetu. Usiadł na krześle przy stoliku. Gabinet był cały różowy. Na ścianach wisiały ruchome obrazy z kotami. Na małym biurku leżał pergamin i pióro. Nie było jednak atramentu. Umbridge wytłumaczyła, że ma pisać bez jego użycia. Po kilku wyrazach ,,Nie będę wychodził na błonia po zachodzie słońca'' na jego dłoni pojawiał się ten właśnie napis. Był on cały czerwony. Krew kapała na pergamin.  Po około pół godzinie mógł iść do Wieży. Kiedy tylko wszedł , Pen od razu dała mu leki. 
-Stara, wredna, brzydka ropucha!-krzyczała Penelopa. 
Mniej więcej przez godzinę, siedzieli na kanapie w Pokoju Wspólnym. Po pewnym czasie Pen wstała.
-Harry! Chyba Cię kocham!-powiedziała podekscytowana.
Chłopak miał zdziwioną minę, która po chwili zmieniła się na szczery uśmiech. Wybraniec wstał i pocałował nową gryfonkę. Trwało to kilka minut. Kiedy już się od siebie oderwali, popatrzyli sobie w oczy i zaczęli się śmiać. Ten wieczór na pewno zapamiętają na długo.
   Ginny z Blaisem chodzili razem po błoniach. Oboje wyglądali na zakochanych. W końcu usiedli pod wielkim i rozłożystym dębem. Dziewczyna oparła głowę o ramię Blaisa. Po pewnym czasie chłopak wstał, wziął na ręce Ginny, z racji tego, że była od niego o wiele  niższa, i czule pocałował. Chwilę później, gdy popatrzyli sobie w oczy, Blaise wrzucił gryfonkę do jeziora.
-I po co Ci to było?-pytała wychodząc z wody.
-Nie wiem, jakoś za cicho było-śmiał się ślizgon. 
Po kilku minutach dziewczyna była już sucha, za sprawą zaklęcia Zabiniego. Ponownie usiedli pod drzewem. 
-Wiesz co? Kiedyś próbowałem wlać Ci do picia amortensję-powiedział nagle chłopak.
-Co?!-oburzyła się gryfonka.
-No bo ja zawsze byłem w tobie zakochany, ale dopiero na tym roku odważyłem się do Ciebie zaga...-nie skończył bo dostał pięścią w ramię.- Co ja takiego zrobiłem?!
-Chciałeś mnie zaczarować?!
-No tak jakby...Ale tego nie zrobiłem-powiedział szybko widząc,że Ginny już zaciska pięści. 
-Ale chciałeś. 
-Ej, obraziłaś się na mnie?
-Tak. 
-Ginny, kochanie...
-Nie kochaniuj mi tu-powiedziała stanowczo Weasley. 
-Przepraszam, wybaczysz mi?-zapytał z nadzieją w głosie.
-Tylko jeśli powiesz mi coś o sobie. Ja nic o tobie nie wiem.
-No dobrze, dobrze-zaśmiał się chłopak.- A więc, nazywam się Blaise Zabini, mam 15 lat. Moją dziewczyną jest wspaniała gryfonka Ginny Weasley. Za dwa tygodnie czyli 29 stycznia, skończę 16 lat. Mam sowę, która nazywa się West. Moim najlepszym przyjacielem jest Draco Malfoy, który prawdopodobnie teraz biega po szkole za Pansy. Moja matka co raz ma nowego męża. Jestem czystej krwi. Moją przyjaciółką jest Hermiona Granger, która prawdopodobnie nie wiem gdzie jest. No i to chyba tyle.
-Serio? Ciekawe...
Chłopak tylko się zaśmiał i objął ją ramieniem. 
  Ron wracając do Wieży spotkał Nevila trzymającego za rękę Lunę.Chłopak przez chwilę się im przyglądał.
-To..wy ten no chodzicie ze sobą?-zapytał niepewnie rudy.
-Och, tak już od dawna-powiedziała z przerażającym spokojem blondi. 
-No jakoś tak wyszło -uśmiechną się Neville. 
 -Musicie mi o tym opowiedzieć. Jak to się stało?-zapytał Ron ciągnąc  ich za sobą na ławkę. 
-No więc to było tak...-zaczął Longbottom.- Już na początku roku zaczęliśmy spędzać ze sobą więcej czasu. Razem chodziliśmy po Zakazanym Lesie i szukaliśmy testrali. Zamiast nich znaleźliśmy hipogryfa. Super no nie? Wtedy Luna nisko się ukłoniła  i czekała aż on odwzajemni ukłon. Kiedy już to zrobił, Luna chciała na niego usiąść. Ja odmawiałem, myślałem że może nam coś zrobi, ale on tylko zniżył się na wysokość jej brzucha, tak żeby mogła z łatwością na niego wejść. Kiedy już na nim siedziała podała mi rękę. Jak już ją chwyciłem to poczułem mrowienie w dłoniach.
-Ja tak samo, to było takie, magiczne i przyjemne-wtrąciła Lovegood. 
-Hipogryf wzniósł się w powietrze, i Luna, która siedziała za mną objęła mnie tak, żeby nie spadła. Poczułem, że na moich policzkach pojawiły się rumieńce. Wiesz jakie to jest fajne uczucie? No i jakoś mniej więcej tydzień temu zaczęliśmy ze sobą chodzić, bo uświadomiliśmy sobie, że się kochamy-powiedział i przytulił Lunę. 
-To super, gratuluję-powiedział Ron i wstał. Kierował się w stronę Wieży(znowu). 
W Pokoju Wspólnym spotkał Harrego. Opowiedział mu o tym, że spotkał Lunę i Nevilla, oraz że opowiedzieli mu o tym jak zaczęli ze sobą chodzić. Po kilkunastu minutach chłopcy wstali i poszli spać. 
  Draco nadal biegał za Pansy próbując ją namówić.
-Pansy, no błagam Cię!
-Draco, czy ty wiesz o co mnie prosisz? 

-No wiem, wiem...Ale musisz mi pomóc!
-Wcale nie muszę!
-Jesteś mi coś winna. Pamiętasz o zapasach Snapea, eliksirze wielosokowym, o Deanie Thomasie?
-Draco! Mieliśmy o tym zapomnieć!-burzyła się Parkinson. 
-No sama widzisz, jesteś mi coś winna. 
-Ale czy nie uważasz, że to trochę dziwne? Mamy poprosić Granger, żeby nas nauczyła jak wyczarowywać patronusa? Ona w ogóle umie go wyczarowywać? 
-No umie, umie-mówił Draco.-Proszę Cię Pansy.
-Ehh, no dobrze. Ale już zapomnijmy o tej sprawie z Deanem, dobrze?
-Jasne, dziękuje!-przytulił przyjaciółkę. 

Wybaczcie, że nie napisałam jaki to był płyn na te rozcięcia, ale zapomniałam. Może jak ktoś wie to w komentarzu mi podpowie? Mam nadzieję, że się spodobało
~Panna Weasley ;)

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Rozdział 1 Czystość |Black - Not all sisters are pureblood.|

|Cześć misioki! Nareszcie piątek! Czekałam na niego cały tydzień, dziwne nie? Głównie dlatego, że właśnie dzisiaj piszę pierwszy rozdział tego opowiadania. Cóż, miłego czytania! :)|
          
          Siostry, o godzinie 10:42, już stały na peronie. Wyczekiwały najlepszego pociągu na świecie. Miał je zabrać w miejsce magiczne, w którym już nie musiały obawiać się niczego. W miejsce, które od lat kochały. Tego uczucia właśnie miała doznać Narcyza. Pierwszy rok w Hogwarcie. Jest to najlepszy czas w życiu czarodzieja. Żaden pierwszoroczniak nie zdaje sobie sprawy, że to właśnie będzie jego pamiętny rok w życiu.
         Cyzia bardzo się niecierpliwiła. Siostry dużo opowiadały jej o szkole, w której już jutro będzie się uczyć. Była pewna, że trafi do Slytherinu.
      



                   7 lat później...

          Bellę obudził głośny trzask drzwi. Dziewczyna szybko ubrała się i wyszła z pokoju. Było jej strasznie niedobrze. Upiła się wczoraj na imprezie, na której znienawidziła mugoli.
          Wszystko zaczęło się 7 maja. Bella stała się najszczęśliwszą dziewczyną na świecie. Zdobyła chłopaka, w którym bujała się jeszcze gdy uczęszczała do Hogwartu. Mugol z krwi i kości. Umówiła się z nim w klubie. Przyszła kwadrans wcześniej. W łazience przyłapała jej chłopaka całującego się z jej rywalką, Gretą Pineapples z Gryffindoru.
          Mimo wszystko starała się zachowywać pozorny spokój. Gdy weszła do kuchni, ujrzała jej matkę i jej szwagierkę Walburgę. Obie krzyczały coś o zdrajcy i, że jego noga tu nie postanie.
- Co się tu dzieje? - spytała dziewczyna.
- Syriusz... - odparła niepewnie Walburga.
- Co z młodym? - spytała dziewczyna z udawanym zaniepokojeniem. Od urodzenia go nienawidziła. Był taki inny. Taki uśmiechnięty. Zero powagi.

- Zdradził ród. Trafił do Gryffindoru. Zdrajca krwi. Zaraz okaże się, że szlamowaty! - mówiła z obrzydzeniem Druella Black.
- Gdzież od razu zdrajca krwi Druello? - broniła syna kobieta.
- A jak wytłumaczysz to Walburgo?
        Dziewczyna pozostawiła dwie kobiety same. Widać było, że przeszkadza im obecność najstarszej córki jednej z nich. Nie mogła zrozumieć jakim cudem trafił gdzie indziej. Od lat ród Blacków był pełen Ślizgonów. Wiedziała jedno, czystość jest najważniejsza. 
        Bella postanowiła powiedzieć swojej średniej siostrze o całym zajściu. Weszła do pokoju bez pukania i zamarła. Jej siostra siedziała na łóżku w objęciach jakiegoś nieznajomego chłopaka.
- Bella? C-co ty tu robisz? - spytała zakłopotana Andromeda.
- Dromeda...Kto to jest?
- Ted, przedstaw się. - zachichotała.
- Jestem Ted. Ted Tonks. - powiedział brunet i wyciągnął rękę na powitanie. Bella poczuła się dziwnie. W świecie czarodziejów nikt nigdy nie podawał sobie ręki. Dziewczyna nie wiedziała co zrobić więc uśmiechnęła się i ciągnęła dalej rozmowę.

- A ty Tedzie pochodzisz z rodziny czystokrwistej czy jesteś półkrwi?
- Ted jest czysty! - uprzedziła przyjaciela Andromeda.
- To...W takim razie nie przeszkadzam. Dromedziu?
- Tak?
- Zejdź za 15 minut na dół proszę.
- Dobrze kochana, zejdę nawet za 14.
       Następne dni były takie same. Przepełnione krzykami Druelli i Walburgi Black. Dziewczyny były naprawdę znudzone następnymi dniami. W szczególności Bellatrix. Andromeda spotykała się z Tedem i często nie było jej w domu. Cieszyła się chociaż, że jej ukochana siostrzyczka przyjeżdża na święta. Już 2 dni i przyjedzie! Bella darzyła szczególną sympatię najmłodszą z sióstr. Nie ważne, że dzieliła ich duża różnica wieku.
       W dniu przyjazdu Narcyzy, Druella zaprosiła najstarszą córkę na rozmowę. Dziewczyna udała się w pośpiechu do pokoju pani Black.
- Bellatrix Lestrange...to brzmi pięknie! - zachwycała się głowa rodziny.

- S-słucham? Co to ma znaczyć? - zdziwiła się Bellatrix, która przypadkowo usłyszała słowa matki.
- Och, kochana. Jesteś wreszcie! Siadaj. - powiedziała po czym popchnęła krzesło w stronę córki. - Znalazłam ci partnera.
- Mamo o co tu chodzi?
- Za dwa dni bierzesz ślub! To cudownie nieprawdaż?
      Bellatrix nie mogła tego dłużej słuchać. Nie dopuszczała do siebie myśli, że właśnie wyjdzie za osobę, której nie zna. Może jeszcze ma mieć z nim dzieci? Wolała już pójść i utopić się w rzece nieopodal.

środa, 9 grudnia 2015

Fremione- rozdział 9 Uwielbiam noc.

     Draco wziął pod uwagę radę przyjaciela. Co jak co, ale miał on powodzenie u dziewczyn. Blaise był jednym z najprzystojniejszych chłopaków w CAŁEJ szkole. Mógł mieć każdą. Ale wybrał Ginny. 
     Kilka tygodni później
  Malfoy rzadko widywał Hermionę z Fredem. Wyglądało to tak jakby się pokłócili. Za każdym razem, kiedy rudy do niej podchodził, ona szybko wstawała i szła w zupełnie w inną stronę. 
 *Z punktu widzenia Draco*
Weasley pokłócił się z Granger? To nawet dobrze, w końcu mam u niej jakieś szanse! Ciekawe co się stało. Przecież 3 tygodnie temu widziałem ich jeszcze jak razem siedzieli na uczcie i się śmiali. Czyżby rudy jej coś powiedział? Coś za co się obraziła? Nie mam pojęcia, ale muszę się tego dowiedzieć. Jak się dowiem o co chodzi to będę wiedział jak ją pocieszyć, ale najpierw muszę zdobyć jej zaufanie. Tylko jak? Przecież tak z dnia na dzień nie można ot tak komuś zaufać. Szczególnie mi. Przez te wszystkie lata wyzywałem ją od szlam. Na pewno mi nie zaufa, nie będzie chciała ze mną nawet rozmawiać. Ale tak właściwie co ona mi zrobiła że tak się zachowuje?! To wszystko wina mojego ojca! Przecież status krwi nie ma znaczenia! Ona jest lepsza w czarach niż cały Slytherin. Muszę ją przeprosić za te wszystkie lata. Jakoś się odwdzięczyć. Ale ona mnie nienawidzi! Muszę coś wymyślić! Już wiem! 
  *Z punktu widzenia Hermiony*
  Ja już tak nie mogę! Odkąd się pocałowaliśmy nie mogę przestać o nim myśleć! Po co ja to zrobiłam?! Chciałam udowodnić że jestem prawdziwą gryfonką?! Ale ja jestem głupia. Co ja mam robić? Chyba muszę o tym powiedzieć Ginny, już tak dłużej nie wytrzymam.  Muszę to komuś powiedzieć. Tak, na następnej przerwie powiem to Ginny. On pewnie będzie z Blaisem. Trudno, przecież to mój przyjaciel też powinien o tym wiedzieć. Ale jak on to wszystko wygada dla Malfoya? Zaraz cała szkoła będzie o tym mówić. Stanę się pośmiewiskiem. Ale zauważyłam że Draco ostatnio się na mnie gapił. Trochę to dziwne. Kiedy rozmawiamy, jak już rozmawiamy co zdarza się bardzo rzadko, nie mówi do mnie szlama. Chyba naprawdę się zmienił. Łatwo to zauważyć. Ale nadal nie wiem co mam myśleć o sprawie z galerii. On chciał mnie POCAŁOWAĆ! Draco Malfoy chciał pocałować Hermionę Granger! Przecież to nawet brzmi nieprawdopodobnie. Muszę w końcu zacząć rozmawiać z Fredem. Jakoś ostatnio mi smutno. Tak fajnie się z nim zawsze rozmawia. 

Hermiona po zielarstwie, udała się w stronę Wieży Gryffindoru. Miała nadzieję że zastanie tak Ginny. Nie myliła się. Siedziała na parapecie i wyglądała przez okno. Kiedy szatynka podeszła do przyjaciółki zobaczyła, że ma dziwną minę.
-Hermiono! Chodź, musimy pogadać!-powiedziała ruda i pociągnęła ją do swojego dormitorium. 
-Co się stało Gin?-pytała zdziwiona gryfonka.
-No bo, ja się dowiedziałam od Blaisa, że Malfoy ostatnio gada coś o jakimś planie i że wie jak zdobyć Twoje zaufanie! 
-Co?! Malfoy?!
-No przecież mówię!-krzyczała chodząc po pokoju. Była strasznie podekscytowana. 
-Ginny ale to jest nie możliwe! To Malfoy, on chce zdobyć moje zaufanie? Po co?
-Pamiętasz jak mi mówiłaś o tej sprawie z galerii?
-Nie mówiłam Ci o niej.
-Aaaa, to Fred mi o tym opowiedział-zarumieniła się lekko dziewczyna.- No to ja myślę, że on mógł się w Tobie zakochać!
-CO!? Ginny czy ty siebie słyszysz? To MALFOY! Przecież to nawet dziwnie brzmi. Malfoy zakochał się w Granger. 
-No wiem, wiem ale czy nie wydaje Ci się to słodkie?-dziewczyna zapiszczała z radości.
-Ale Ginny...
-Będziecie razem spędzać wszystkie wolne chwile, będziecie całować się o zachodzie słońca...
-Ginny...
-Cicho! Tworzę waszą historię miłosną...
-Ale Gin...
-Zamknij się! A po skończeniu Hogwartu On Ci się oświadczy na romantycznej kolacji przy świecach...
-Ginny! Ale ja kocham Freda!-dziewczyna nie wierzyła że to powiedziała.
Rudej opadła szczęka. Przez chwilę przyglądała się całej różowej Hermionie. 
-H...H..Hermiona...ja myślałam że wy się tylko przyjaźnicie...-odpowiedziała po chwili.
-Naprawdę niczego nie zauważyłaś? Nie zauważyłaś tego że spędzam z Nim każdą wolną chwilę? -dziewczyna nie  wiedząc czemu mówiła to ze łzami w oczach. Po tym co po powiedziała, zrobiło jej się lżej na sercu. W końcu mogła o tym komuś powiedzieć. 
-No zauważyłam, Fred nawet coś tam o was mówił. I jeszcze to co się stało na balu. O Jezu, Hermiona, jestem taka szczęśliwa-mówiła podchodząc do przyjaciółki.-Ale dlaczego płaczesz?
-Bo ja nie wiem co mam dalej robić. 
-O co chodzi? Czy coś się stało?
Hermiona opowiedziała co się stało na błoniach. 
-Całowałaś się z Fredem?!-krzyczała na cały głos podekscytowana Ginny.
-Gin! Zamknij się! Jeszcze ktoś to usłyszy.
-Ale to jest super wiadomość! Tylko dziwi mnie to, że jeszcze nie jesteście parą. Już się całowaliście, spędzacie, a raczej spędzaliście razem każdą wolną chwilę. No właśnie dlaczego już ze sobą nie rozmawiacie?
-Bo ja musiałam to wszystko przemyśleć...i jakoś tak wyszło, że już z nim nie gadam.
-Hermiona ty idiotko! Nie zauważyłaś, że Fred chodzi teraz smutny? On mówił mi że tęskni za tym jak razem siadaliście na uczcie i się śmialiście, on myśli, że to wszystko jego wina. 
-Ale...
-Żadnego ale! Masz natychmiast iść i go przeprosić! 
-Ale-zobaczyła wzrok przyjaciółki.- Za co ja mam go przepraszać?
-Za to, że z nim nie rozmawiałaś!-wstała i wypchnęła dziewczynę za drzwi.-Jeśli z nim nie porozmawiasz, to się więcej do Ciebie nie odezwę!-krzyczała zza zamkniętych drzwi.
Hermiona postanowiła, że musi w końcu zacząć z nim rozmawiać. Kiedy zeszła na dół, zobaczyła Freda przytulającego się do Angeliny Johnson. Dziewczyna, gdy tylko to zobaczyła puściła się biegiem w kierunku obrazu. Chłopak od razu odepchną gryfonkę od siebie i pobiegł za Hermioną na błonia. Jednak było zbyt ciemno by cokolwiek zobaczyć. Długo jej szukał, ale dziewczyna skutecznie się ukryła. Wiedziała, że przytulanie niczego nie świadczy, przecież to mógł być przyjacielski uścisk. Ale Angelina już zmierzała do jego ust. 
   Dopiero po kilkunastu minutach Hermiona zorientowała się, że nie siedzi na pomoście sama. Obok niej siedział nieziemsko przystojny Draco Malfoy, i wpatrywał się w taflę jeziora. Najpierw nie odzywał się do niej.  Hermiona moczyła nogi w ciepłej wodzie. 
-Wiesz co chcę Ci powiedzieć Granger?-zapytał nagle Dracon.
-Co?-pytała smutnym i zawiedzionym głosem.
-Uwielbiam noc. W nocy, gdy wszyscy śpią, wszystko wydaje się możliwe.
-Nie wszystko...
-Masz rację...
-Co według Ciebie co jest niemożliwe?-pytała cichutko.
-Boje powiedzieć jednej osobie co czuję, powiedzieć te trzy słowa.
    Chłopak wstał powoli i znikną w ciemności, zmierzając w kierunku szkoły. Hermiona długo zastanawiała się nad słowami Dracona. Po kilku minutach ktoś do niej podszedł. Harry Potter.
-Hermiona, kochanie. Co ty tutaj robisz? Jest już dużo po pierwszej.
-Harry, ja nie mogę tam wrócić. Nie mogę na niego patrzeć...-znowu zaczęła płakać.
Miona opowiedziała przyjacielowi o tym co było w pokoju Gin, o tym co się stało na błoniach i  w Pokoju Wspólnym. Harry próbował wypytać dziewczynę, dlaczego mu o tym wcześniej nie powiedziała. Mówiła, że się bała. Po kilkunastu minutach rozmowy, wrócili do Wieży Gryffindoru. Kiedy Hermiona przekroczyła próg obrazu, Ginny zasypywała ją masą pytań...

Ale to już w następnym rozdziale. Jakby co, ja to pisałam, kiedy mi coś odwaliło, więc może być trochę dziwne xD Mam oczywiście nadzieję, że się wam spodobało.

~Panna Weasley <3




czwartek, 3 grudnia 2015

PROLOG "Black - Not all sisters all pureblood."

|Cześć! Tutaj ~Draco Dormiens Nunqam Titillandus! Zaczynam dzisiaj pisać nowe opowiadanie, a dzisiaj napiszę Wam prolog. Przestałam pisać Dramione ponieważ czytałam Remfadore (szczerze kocham ten parring) i to mi pomieszało w głowie :'). Pokochałam też ród Black'ów, o którym będzie te opowiadanie. Dokładnie będzie ono o znanym Wam (lub też nie choć wątpię) Black Sisters czyli na polski Siostry Black. Jeśli ktoś nie wie, które czarownice wchodzą w ich skład to są: Narcyza, Bellatrix i Andromeda. Najbardziej jednak skupimy się na Belli...|

          1 września, 6:00, posiadłość Blacków. Jak zwykle w pokoju sióstr panował nadmierny porządek. Po lewej stronie stały trzy jednakowe łóżka, a na każdym z nich spała jedna dziewczynka.
         Jedna z nich miała bardzo jasne, proste włosy. Była to Narcyza. Najrozsądniejsza z sióstr. Już w wieku 11 lat miała pomysł na życie. Najmłodsza z sióstr, wybierała się właśnie na 1 rok w Hogwarcie.
         Kolejna była przeciwieństwem pierwszej. Miała brązowe, kręcone włosy. Była szaloną, roztrzepaną dziewczyną. Nosiła imię Bellatrix. Mimo wszystko była jednak najstarszą z sióstr.
         I ostatnia z sióstr, Andromeda. Rudowłosa, mądra dziewczyna. Była bardzo inteligentna, chociaż nieraz zdarzało jej się zaszaleć z Bellą.
   - Dziewczyny, a wy jeszcze w łóżku?! Już mi do łazienek. - do pokoju wparowała kobieta ubrana w długą suknię. Była to Druella, Druella Rosier. Matka dziewczyn.
         Dziewczynki niechętnie poczłapały do łazienek. Po drodze przywitały swojego 7-mio letniego kuzyna Syriusza.
         Dla Cyzi był to ekscytujący dzień, ponieważ jeszcze wieczorem miała przekroczyć bramy tak sławnego w świecie czarodziei, Hogwartu. Szybko umyła się i pobiegła do łazienki Belli.
- Jezu, Cyzia. Nie znalazłaś lepszego momentu, żeby tu wejść? - krzyczała naga dziewczyna, zasłaniając się ręcznikiem.
        Narcyza pobiegła więc do drugiej siostry. Ta jednak była już przygotowana. Rozpoczynała 3 rok nauki w Szkole Magii i Czarodziejstwa.
- Co się stało kochanie? - powiedziała czuło Andromeda. Była niezwykle delikatną dziewczyną. Miała "to coś" w sobie.
- Nie nic. - ukrywała zawstydzona dziewczynka.
- Co tak długo robi Bella? Nie rozumiem tego roztrzepańca.
- Ekhm, ja tu stoję! - odezwał się głos z drugiego kąta pokoju. Dziewczyny zaczęły się śmiać. Łączyła je niezwykła więź rodzinna. Jedna była zdolna skoczyć za drugą w ogień.

środa, 2 grudnia 2015

Fremione- rozdział 8 ,,Mowa jest źródłem nieporozumień...''

Hermiona z ostatniego wieczoru pamiętała tylko to, że razem z Fredem siedziała na schodach, po tym film się urwał. Obudziła się. W swoim dormitorium. Tylko jak ona się tu znalazła? Chyba bliźniak musiał ją tu przynieść. Ale jak udało mu się wejść do dormitorium dziewczyn? To teraz było nie ważne. Musiała się przebrać z sukienki. Spojrzała na zegarek: 12.48. Na szczęście jest niedziela. Zobaczyła  że jej koleżanki nadal śpią. Wydawało się tak pięknie. Wczoraj świetnie się bawiła, ale kiedy przypomniała sobie powód płaczu znowu się zaczęło. Musiała wziąć się w garść. Przecież ona nigdy nie płakała tak dużo. Zawsze to ona pocieszała swoje współlokatorki. Ubrała się w czarne rurki, szarą bluzkę, na to założyła fioletowy sweterek. Na nogach miała czarne conversy. Zeszła na późne śniadanie. Przy stołach siedziało mało osób. Na jego końcu siedziała Ginny z bliźniakami. Hermiona nie chciała z nimi rozmawiać. Szczególnie po tym co się stało na balu. Usiadła na drugim końcu stołu. Chciała być jak najdalej od niego.
-Zobaczcie, ma czerwone i zapuchnięte oczy. Znowu płakała-mówiła z przejęciem Ginny. 
-Znowu?-zapytali razem bliźniacy.-Dlaczego?
-Nie mówcie jednocześnie bo to przerażające. Hermiona lubi Freda ale nie wie czy ty ją lubisz-wskazała na brata. - Cały czas płacze bo boi się że ją odrzucisz, wykorzystasz. Myśli że założyłeś się z kimś dlatego ją zaprosiłeś na bal. 
-Co?! Oczywiście że ją lubię, nigdy bym jej nie wykorzystał, to moja przyjaciółka...-mówił Fred. 
-Tylko przyjaciółka?-bliźniak ruszał porozumiewawczo brwiami.
-Ginny, pamiętasz naszą wczorajszą rozmowę? Co miałaś na myśli, kiedy mówiłaś że coś będzie nie legalne?
-No bo ja jak gadałam z Pen, to ona mówiła że w jej poprzedniej szkole uczyli ich transmutacji.
-Noo, ale u nas też tego uczą-powiedział George. 
-Ale chodzi mi o transmutację ludzi w zwierzęta.
-Uczyli ich jak być animagami?-powiedział podekscytowany Fred. 
-No właśnie, i pomyślałam że mógłbyś nauczyć się jak być animagiem i przychodzić do Hermiony, ona zawsze jak nikogo nie ma w pobliżu to gada sama do siebie, głośno myśli. 
-Nasza Mionka gada sama ze sobą?-śmiał się George. 
-Chcę ci przypomnieć że ty też tak robisz-powiedział sarkastycznie Fred.
-No racja.
-To trzeba jeszcze pogadać z Pen-powiedział Fred.-Ginny to jest twoje zadanie, ja tym czasem idę pogadać z naszą płaczką-już wstawał od stołu, kiedy podeszła do niego Angelina Johnson. 
-Hej Fred,  co tam? 
-A nic, wiesz spieszę się więc...-próbował wyminąć dziewczynę.
-Gdzie? 
-Nie ważne, ale na prawdę muszę już iść. 
Chłopak zręcznie się wymkną. Szybko podbiegł do wychodzącej z sali Hermiony.
-Hej! Hermiona zaczekaj!-krzyczał bliźniak.
Złapał ją za rękę.
-Fred, ja naprawdę nie mam teraz nastroju do żartów-próbowała się wyrwać Gryfonka.
-Ja chciałem tylko pogadać. Pójdziesz ze mną na spacer?
-Fred, ja...ja...ja naprawdę nie mam humoru, chciałabym pobyć chwilę sama...-mówiła coraz ciszej.
-To pobądźmy sami razem-chłopak uśmiechną się jednak widząc minę dziewczyny szybko przestał. -No proszę, musimy pogadać.
-Tylko na pięć minut. 
Już chwilę później byli na błoniach. 
-No więc, o czym chciałeś rozmawiać?- pytała dziewczyna nie patrząc się na chłopaka. 
-Po pierwsze: nie wiem jak mogłaś sobie pomyśleć że chciałbym Ciebie wykorzystać. Po drugie: nie założyłem się z nikim, chciałem po prostu miło spędzić z tobą wieczór. 
-Co? Skąd o tym wiesz? Ginny Ci powiedziała?-mówiła oburzona Gryfonka. 
-Spokojnie, ona nic mi nie chciała mówić, ja nalegałem. Myślałaś że Ciebie nie lubię? Ja Ciebie bardzo lubię! Dlaczego tak myślałaś?
-Sama nie wiem, bałam się że mnie odrzucisz...
-Nigdy bym czegoś takiego nie zrobił....Lubię Cię, nawet nie wiesz jak bardzo...
W jednej minucie Hermionie zrobiło się wesoło. 
-Wiem że byś tego nie zrobił-powiedziała z uśmiechem.
-Co? To czemu tak myślałaś?
-Nie wiem.
-I weź tu zrozum kobietę...A ja wiem, czego ty byś nie zrobiła-powiedział nagle Fred.
-Co takiego?-pytała krzyżując ręce na piersi.

-Nie pocałowałabyś mnie.
Dziewczyna zrobiła krok w stronę chłopaka, mimo że stanęła na palcach nadal nie sięgała Rudemu do nosa. Weasley pochylił lekko głowę. Ich usta dzieliły milimetry. W końcu zetknęły się. Trwało to kilka sekund. Dziewczyna oderwała swoje wargi. Kiedy spojrzała na chłopaka nadal miał zamknięte oczy i lekko uchylone usta. 

Hermiona uśmiechnęła się tylko i poszła w stronę szkoły. Po kilku sekundach Fred ją dogonił. 
-I co? Ja zrobię wszystko! Nie bez powodu jestem  w Gryffindorze-powiedziała dziewczyna z rumieńcami na twarzy.
-Wow, Hermiona nie wiedziałem że naprawdę to zrobisz, znaczy nie żałuję, ale...Wow.
-Co, zdziwiony?-Hermiona się zaśmiała. 
-No troszeczkę...Moglibyśmy to powtórzyć.
-Co? Fred powiedz że żartujesz. Przecież tak nie można!
-Dlaczego nie można? 
-Nie można się całować nie będąc parą.
-Dlaczego?
-No...bo...bo tak.
-Nic dwa razy się nie zdarza, ale są takie chwile, które chciałoby się przeżyć jeszcze raz. Mam rację?
-Wow, Fred nie spodziewałam się tego. Ale tak, masz rację. 
-No i to jest właśnie taka chwila. Chciałbym ją przeżyć jeszcze raz.
Po tych słowach, szatynka patrzyła jeszcze chwilę na bliźniaka po czym poszła do szkoły. Okazało się że już jest prawie 15. Byli na błoniach ponad 2 godziny. 
    Tą całą sytuację obserwował pewien nieziemsko przystojny blondyn. Draco Malfoy niespokojnie chodził po dormitorium, rzucając wszystkim co miał akurat pod ręką. Po pewnym czasie, słysząc niepokojące dźwięki do pokoju wszedł nie kto inny jak Blaise. 
-Smoku co ty wyprawiasz? Ej uważaj to jest wazon z czasów Salazara Slytheri...-nie skończył,musiał się schylić przed rzutem. - Co się z tobą dzieje?
-A ty już nie ze swoją Rudą wiewiórą?-mówił przez zęby. 
-O co ci chodzi? Chcę ci przypomnieć że ty też zakochałeś się w pewnej Gryfonce.
-No wiem i w tym problem-powiedział siadając na parapecie. 
-Dlaczego? Myślałem że z twoim ,,urokiem osobistym,, możesz mieć każdą dziewczynę.
-No tak, każdą tylko nie Granger. Ona jest inna. Nigdy nie będzie chciała być z kimś takim jak ja...
-Stary, mowa jest źródłem nieporozumień. Musisz jej to pokazać że się zmieniłeś. 
-No tak, ale ona się przed chwilą obściskiwała z Weasleyem. 
-Co?!-krzyczał podbiegając do okna.-Hermiona mówiła że z nim nie jest.
-Gadałeś z nią?!
-No jasne, przecież to moja przyjaciółka.
-Ale wy gadacie ze sobą od trzech dni...
-No to co. Draco musisz ją oczarować-mówił wracając do tematu Blaise.

No hej. Wiem że dawno nie wstawiałam postów. Mam nadzieję że się wam spodoba. Proszę was! Zostawiajcie komentarze!!

~Panna weasley