Muzyka

niedziela, 25 czerwca 2017

Kiss For Luck #11 | Let's start from the beginning

Blaise Pov:
   Leżałem na moim ogromnym łóżku i wpatrywałem się bez celu w sufit. Wstałem już z godzinę temu, ale byłem zbyt leniwy, żeby iść na śniadanie. Usłyszałem głos mojej mamy. Rozmawiała z Riggs'em na temat portu. Mieszkamy nad prywatnym, zamkniętym dla innych morzem. Moja rodzicielka chciała kupić jacht, ale do tego potrzebny był port. 
   Wstałem, wziąłem szorty i poszedłem się  umyć. Po około 10 minutach szedłem w stronę kuchni. Z racji tego, że wszyscy byli zajęci rozmową z mamą, sam zrobiłem sobie śniadanie. Nie była to dla mnie nowość. 
   Koło godziny 13, kiedy siedziałem w ogrodzie usłyszałem pukanie do drzwi. Popatrzyłem w stronę salonu, który był niedaleko wejścia. Oczywiście nikt nie zwrócił uwagi na to, że ktoś przyszedł. Wstałem i poszedłem otworzyć. W drzwiach stała moja najlepsza przyjaciółka. Szatynka weszła do środka i popatrzyła na mnie z uśmiechem. Tak dawno jej nie widziałem. 
-Pans! - krzyknąłem. 
-Hej, Blaise! A co ty bez koszulki po domu chodzisz? - zaśmiała się. Rzeczywiście miałem tylko szorty. Przyczyną tego było to, że gorąco. 
-Trochę mi ciepło, chodźmy do ogrodu. Chcesz się czegoś napić? 
-Jasne, może być woda z lodem i słomką - uśmiechnęła się.
-Oczywiście, księżniczko.
   Po kilku minutach siedzieliśmy na ławce w ogrodzie. Pansy zadawała mnóstwo pytań, dotyczących wakacji. Kiedy doszło do wydarzenia na imprezie u Olivii, zatrzymałem się na chwili, kiedy spotkałem Granger. Nie chciałem, żeby się dowiedziała, że byłem u niej kilka dni. Nie miałem ochoty, znowu słuchać tego samego.
-Blaise, halo. Zawiesiłeś się, czy jak? - Parkinson machała mi dłonią przed twarzą.
-Hmm?
-Pytam, co było dalej. No po tym, jak Olivia przedstawiła ci tą idealną dziewczynę. Kim ona była?
-Chyba nie chcesz wiedzieć.
-Wręcz przeciwnie. Jestem tego bardzo ciekawa - mówiła coraz bardziej podekscytowana.
-No więc...to była nasza przyjaciółka....
-Ast?!
-Co?! Nie! Astoria nie wychodziła z domu przez całe wakacje. Zgaduj dalej.
-Hmmm, Mili?
-Nie...
-To kto jeszcze został?! Czekaj...Hermiona?
-Bingo!
-To była ta idealna dziewczyna dla ciebie? - zapytała. W odpowiedzi poruszałem wolno głową. - Ale, Blaise, wiesz jak to się skończy. Chcesz, żeby znowu cierpiała?
-Nie chcę, oczywiście, że nie chcę. Po prostu...bez niej czuję się taki...taki niepełny. Ty tak nie masz?
-Mam, i to mnie dobija. Nie mogę pogodzić się z myślą, że już nic nie będzie takie samo. Ona teraz nienawidzi mnie tak samo jak wcześniej, prawda?
-Mam nadzieję, że nie.
-Rozmawiałeś z nią o tym? O tamtym roku?
-Nie, ale boję się, że Draco się wygadał.
-Co?! Żartujesz. Co jej powiedział?
-Nie wiem, usłyszałem tylko, jak mówił coś o wybaczeniu.
-Świetnie! Dlaczego mu nie przerwałeś?
-Spałem! Mam nadzieję, że nie mówił nic o mnie. W ogóle nic o naszej paczce.
-A Potter? Gadałeś z nim już?
-Nie miałem jeszcze sposobności.
-Myślisz, że jej coś powie?
-Raczej wątpię. Nie chce tak samo jak my, żeby Miona cierpiała jeszcze raz. Ale widzę w jego oczach, że jest na mnie zły. Chyba nie wie przez co przechodzę, kiedy widzę ją uśmiechniętą i wiem, że to nie z mojego powodu się uśmiecha. Kiedy jest smutna przeze mnie bo powiedziałem coś, co kiedyś było dla nas normalnością. Albo kiedy widzę ją w samym stroju kąpielowym i wiem, że nie mogę jej dotknąć, bo nie jest już moja...
-Blaise... - wyszeptała i mnie przytuliła. Zawsze mogłem  i mogę na nią liczyć. - Czy ty...za nią tęsknisz?
-Cholernie...
-Może...może moglibyśmy znów się z nią przyjaźnić.
-Tak myślisz?
-Można spróbować...
-Oby nam się udało, ale tym razem sprawy potoczą się inaczej!
-Ehe, zobaczymy.

Taki niezbyt długi rozdział złożony głównie z dialogu, ale tak miało być! Wiem, że teraz macie pewnie totalnego mindfucka ale o to chodzi! Zrozumiecie o co mi chodziło w następnych rozdziałach. 
~Panna Weasley 

środa, 21 czerwca 2017

Kiss For Luck #10 | Park, that's what i like... from today

Hej, hej. Mam tylko jedno ogłoszenie przed nowym rozdziałem. Tak jak w poprzednim opowiadaniu zmieniam narrację! Znów będzie pierwszoosobowa. Miłego czytania! 
.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-..-.-.-.--.-.-.-.-.-.-.-..-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-..-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-..--.-.-..-.-.--..
   
      Obudziłam  się bardzo wcześnie. Zobaczyłam obok siebie przytulającego mnie przyjaciela. Uśmiechnęłam się na ten widok.Wyglądał tak uroczo. Nie mogę  zaprzeczyć, że chłopak jest przystojny. Po kilku minutach wyswobodziłam się z uścisku Arrona. Poszłam w stronę szafy, w poszukiwaniu ubrań. Wybrałam czarną, przewiewną bluzkę i beżowe spodnie. Szybko się przebrałam i usiadłam przy toaletce. Rozczesałam włosy i je wyprostowałam. Wyjęłam z torby kosmetyczkę i zrobiłam lekki makijaż. 
   Kiedy zmierzałam w stronę drzwi nadepnęłam na butelkę stojącą koło szafki nocnej. Cicho  przeklęłam pod nosem i spojrzałam czy Smith się nie obudził. Na szczęście miał mocny sen. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę 5.50. Sama się zdziwiłam, że obudziłam się tak wcześnie. 
   Zeszłam na dół i zaczęłam robić śniadanie. Kolejny raz tego ranka byłam w szoku. Rodzice powinni jeszcze spać. Myślałam, że będą mieli wolne. Zobaczyłam elegancko ubraną mamę. Siedziała razem z tatą przy stole i pili kawę. 
-Idziecie już dzisiaj do pracy? - spytałam.
-Tak. Zadzwonili z gabinetu, że mają multum wizyt i potrzebują wsparcia - powiedział tata, nie odrywając wzroku z gazety. 
-Myślałam, że będziecie odsypiać - powiedziałam i nalałam mojego ulubionego napoju (kawy) do kubka. 
-Ja nie jestem ani trochę zmęczona, a ty skarbie? - tata lekko pokręcił głową na znak, że zgadza się z mamą. - A poza tym, już miałam dość tego odpoczynku. 
No tak, cała mama. Pracoholiczka. Podeszłam do szafki  i wyjęłam składniki potrzebne do zrobienia naleśników. Podczas przygotowywania śniadania myślałam o Blaisie i Draco. To był dopiero początek roku, a tyle się już wydarzyło. Najpierw pocałunek z Zabinim, potem ta ręka i nocna rozmowa z Draco. Co jeszcze mnie czeka tego roku?
-Arron został na noc? - spytała nagle mama. 
-Hmm? Tak.
-I gdzie spał, bo widziałam, że Harry w pokoju gościnnym. 
-Ze mną, tak jak kiedyś. Wiesz, jak byliśmy mali - odpowiedziałam niepewnie. Troszeczkę bałam się reakcji rodziców. W końcu, nie jesteśmy już dziećmi. 
-Oh, no dobrze. Myślałam, że będzie spać w salonie - powiedziała zdziwiona mama. - I, hmmm, dobrze wam się...spało? 
-Tak...o co ci chodzi, mamo? - spytałam zmieszana całą tą sytuacją.
-No wiesz, jesteście w takim wieku, że takie sprawy są normalne - zaczął tato. 
-Ugh, tato! O czym wy w ogóle mówicie?! Arron jest dla mnie jak brat, nigdy nawet bym...nie pomyślała o tym! Ta rozmowa jest nie na miejscu! - oburzyłam się. Prawdopodobnie byłam cała czerwona. 
-Dobrze, już dobrze - rodzice się zaśmiali. - Ale jeśli będziesz miała potrzebę porozmawiania o tym, to śmiało pytaj.
   Odwróciłam się i skończyłam smażyć naleśniki. Przygotowałam nową kawę w ekspresie i pożegnałam się z rodzicami, którzy właśnie wychodzili do pracy. Była godzina za piętnaście siódma. Usiadłam na kanapie w salonie i odetchnęłam. Miałam nadzieję, że chłopcy zaraz wstaną. Tak strasznie mi się nudziło. Po chwili wstałam i podeszłam do regału. Wzięłam mój ulubiony album i znów usiadłam na sofę. Otworzyłam na pierwszą stronę, gdzie było moje ukochane zdjęcie. Przedstawiało mnie i Blaisa, kiedy byliśmy mali. Wokół zdjęcia znajdowały się kluczowe słowa związane z naszymi przygodami. Rodzice zawsze dopisywali jeden wyraz po każdym spotkaniu. 
   Usłyszałam, że ktoś idzie po schodach. Odwróciłam się i ujrzałam Harrego w spranej szarej bluzie z herbem Gryffindoru. Na nogach miał czarne dresy. Jego włosy jak zwykle z rana były potargane. Szedł w stronę kuchni pocierając oczy rękami,  Wziął kubek i nalał do niego kawy. Usiadł przy stole i walnął głową w mebel.
-Dzień dobry, Harry. Wyspałeś się? - zapytałam.
W odpowiedzi dostałam dziwny dźwięk wydany przez mojego przyjaciela. Lekko się zaśmiałam i odłożyłam album na miejsce. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę 7:30. Stwierdziłam, że jest jeszcze za wcześnie, żeby budzić Arrona. Podeszłam do blatu kuchennego i posmarowałam naleśnika Nutellą. Podałam go Harremu, który na zapach czekolady od razu podniósł głowę.
-Dzięki, Miona. Jesteś genialna.
*3 godziny później* 
-Arron! Czas wstawać! Słońce już wstało! - weszłam do mojego pokoju. 
-No widzę, że już wstałaś, słoneczko - odpowiedział z nadal zamkniętymi oczami. 
-Ha, ha, bardzo śmieszne - popatrzyłam na niego, kiedy właśnie się uśmiechnął. Podeszłam do łóżka i już chciałam zacząć go łaskotać, kiedy pociągnął mnie za rękę tak, że leżałam teraz na nim. 
-Jak dla mnie śmieszne - powiedział to bardzo poważnie. 
   W odpowiedzi przytuliłam go. A potem go połaskotałam. To go wygoniło z łóżka. Łaskotanie zawsze działa 😈. Po piętnastu minutach siedział przy stole w kuchni i jadł naleśniki. 
   Przez kolejną godzinę leżeliśmy na kanapie i oglądaliśmy Talk Show. Co chwilę musiałam rzucać w Pottera poduszką, bo przysypiał. W końcu energicznie wstałam i oznajmiłam :
-Idziemy do parku!
-Pogrzało cię? - zapytał spokojnie Smith. 
-Dlaczego, jest bardzo ładna pogoda. O! Pójdziemy na lody. Ja zapłacę, no błagam. Nie możemy przesiedzieć całego dnia w domu!
-Zakład?
-Pff. Dobra to zadzwonię po kogoś o WIELE - specjalnie podkreśliłam to słowo - FAJNIEJSZEGO od was - powiedziałam z naciskiem na te dwa wyrazy i wyciągnęłam telefon. 
-Nie ma kogoś takiego, ponieważ nie ma kogoś kto jest fajniejszy od nas. Prawda Harry?
-Dokładnie!
-No to co, pójdziecie ze mną? - uśmiechnęłam się chytrze. Wiedziałam, że to na nich podziała.
   Po 15 minutach byliśmy na miejscu. Przejście całego parku zajęło nam trzy godziny. W chłopców wstąpiło dziecko i pobiegli na plac zabaw. Zaczęło się na zwykłym huśtaniu się, a skończyło na budowaniu zamków. Oczywiście we wszystkim musieli rywalizować. Najpierw było, który wyżej się rozhuśtał, potem, kto ma większy zamek. Nie mogę zrozumieć, dlaczego się nie dogadują.
   W parku byliśmy do godziny 22:30. Było już ciemno, więc zostaliśmy tylko my. Szybko pobiegliśmy do ostatniej otwartej budki z lodami i , tak jak obiecałam, zapłaciłam za nasze lody. 
    Usiedliśmy na ławce. Arron koniecznie chciał nam coś opowiedzieć. W trakcie swojej historii strasznie gestykulował rękami. Skończyło się tym, że miałam bluzkę całą brudną w waniliowych  lodach. 
-O mój Boże, przepraszam Hermiona - powiedział szybko.
-Nic się nie stało, serio.
-Nie no, na prawdę mi przykro. Masz moją koszulkę, weź przebierz się w nią.
-Jest dobrze w mojej, to tylko plama.
-Na razie jest okej, zaraz będziesz narzekać. Zakładaj i nie marudź. 
   I w tym momencie Arron zdjął czarną bluzkę. Znowu mogłam podziwiać jego wysportowane ciało. Wzięłam od niego ubranie i się odwróciłam. 

Harry Pov: 
   Dlaczego on zawsze musi być lepszy ode mnie. Najpierw wita się z Mioną jakby był jej chłopakiem, potem z nią śpi, teraz jeszcze okazuje się, że ma brzuch jakby był jakimś bogiem olimpijskim. NO CO TO W OGÓLE MA BYĆ. *HarryCri* 


Hermiona Pov: 
Jeśli codziennie będę miała takie widoki w parku, to chyba będę tam ciągle chodzić.

I tym pięknym zdaniem wypowiedzianym przez Hermionę, kończymy rozdział XD. Taki na szybko pisany, niesprawdzony więc nie wiem czy jest ok, czy wyszło jakieś gówno. Sami oceńcie. 
~Panna Weasley (powinno chyba być : Panna Zabini, albo Smith xD) 

Kiss For Luck #9 | Arron Smith

   W Londynie byli koło 9. Kiedy tylko wysiedli z pociągu, wszyscy na siebie popatrzyli i bez słowa poszli w stronę ściany. Po przejściu na drugą stronę, każdy poszedł swoją drogą.
   Hermiona z Harrym czekali na przystanku na autobus. Po kilku minutach siedzieli już w pojeździe i kierowali się w stronę domu gryfonki. 10 minut później byli na miejscu. Dziewczyna już koło furtki czuła słodki zapach ciastek cynamonowych, które są specjałem jej mamy. Hermiona przez szybkę w drzwiach zobaczyła cień wysokiej osoby. Nie miała pojęcia kto to może być. Powoli podeszła do drzwi i je otworzyła.
-O! Miona, Harry!  W końcu jesteście! - do nastolatków właśnie podbiegła pani Granger.- Dostaliśmy list od pani McGonagall, że będziecie wcześniej . Mionka, co się stało, dlaczego nic nie mówisz?
Dziewczyna patrzyła na tą tajemniczą postać, którą widziała przez drzwi. Nie mogło do niej dotrzeć, że przed nią soi. 
-A..Aarron? - brunetka niepewnie podeszła do o wieele wyższego od siebie chłopaka. 
-Hej, Hermisiu ❤
-Nie wierzę, to naprawdę ty?
-We własnej osobie Misiu.
-Nienawidzę jak tak do mnie mówisz - powiedziała i podeszła bliżej bruneta.
-Wiem. A tak w ogóle, nie przywitasz się ze mną? - zapytał i rozłożył ręce.
Hermiona w tym samym momencie rzuciła się na szyję chłopaka. Arron oplótł rękami jej brzuch i jednym ruchem podniósł ją do góry, tym samym się prostując. Trwali tak kilka minut. W końcu dziewczyna się od niego oderwała i przedstawiła brunetowi Harrego. Hermiona popatrzyła na Wybrańca i dostrzegła w jego oczach niepewność i pewnego rodzaju złość.
   Niezręczną ciszę przerwała mama gryfonki. Po krótkim przywitaniu z córką, zaprosiła wszystkich do kuchni, gdzie już czekał na nich obiad, w postaci pizzy. Szatynka domyśliła się, że pani Granger nie miała siły gotować po długim locie z Grecji, z której wrócili dziś w nocy.
   Po pół godzinie nie zostało ani kawałka pizzy. Wszyscy słuchali opowieści mamy Hermiony, która wspominała małą gryfonkę i Arrona. Opowiadała, jak spędzili razem całe dzieciństwo, jak byli nierozłączni. Hermiona na to wspomnienie uświadomiła sobie, że kiedyś ledwo wytrzymywała bez niego dzień, a teraz widziała się z nim pierwszy raz od pięciu lat. Smith (Arron) jako jedyny z jej mugolskich przyjaciół wiedział, że Granger jest czarownicą. Przez pierwszy rok Hogwartu pisali do siebie listy, ale po pewnym czasie większość ich czasu zajęła nauka i nie mieli dla siebie czasu. Szatynka postanowiła spędzić te 3 dni tylko z Arronem. Musiała nadrobić te 5 lat.
   Państwo Granger moment po zjedzonej kolacji poszli spać, do sypialni na piętrze. Harry z Arronem siedzieli w salonie i oglądali jakiś film, podczas gdy gryfonka sprzątała po posiłku. Widząc wylegujących się chłopców prychnęła. 'Nawet nie pomogą mi posprzątać, pff' . Skończyła dopiero koło 23. Kiedy tylko usiadła na fotel, Potter stwierdził, że zrobi ciasteczka.
-Ani mi się waż! - krzyknęła gryfonka.
-Dlaczego? Przecież lubisz ciastka.
-Dopiero co posprzątałam.
-Serio? Myślałem, że byłaś w pokoju i nas olałaś - powiedział spokojnie Harry patrząc na telewizor.
-Okej, to idź sobie zrób te ciasteczka - powiedziała oschle, wstała i poszła do łazienki.
   Hermiona postanowiła zrobić sobie długą kąpiel. Weszła do pokoju, wzięła czystą bieliznę, piżamę z odkrytym brzuchem i krótkimi spodenkami w kratkę i słuchawki. Zostawiła wszystko w łazience i odkręciła wodę dolewając waniliowego płynu. Wróciła do pokoju po szlafrok. Zastała tam Pottera.
-Coś się stało, Harry?
-Nie, tylko... kto to jest, ten Arron. Rzuciłaś się na niego jakby był niewiadomo kim.
-Arron...Arron to mój brat...
-Brat?! Nie mówiłaś, że masz brata!
-Znaczy, nie jest moim rodzonym bratem, w ogóle nim nie jest.Po prostu znamy się tak długo, że traktuję go jak brata. Wszystkim mówię, że jest moim bratem.
-Oh, teraz to wszystko wygląda inaczej. Dlaczego nie mówiłaś mi o nim wcześniej?
-Sama nie wiem, miałam za dużo na głowie. A czemu pytasz?
-Jakoś za nim nie przepadam, wydaje się podejrzany...
-Harry, co ty gadasz? Znam go od zawsze, jest cudowny.
-No nie wiem, powiesz mi o nim trochę więcej?- zapytał speszony. W tym momencie dziewczyna wybiegła do łazienki i zakręciła wodę w kranie. Po chwili wróciła do pokoju. Upewniła się, że Arron niczego nie podejrzewa i wbiegła po schodach.
-Dobrze, co chcesz wiedzieć?
-No tak ogólnie, ile ma lat, co lubi, itp.
-Nazywa się Arron Smith , ma 19 lat, lubi motory, czarny kolor i oglądać komedie. Znam go od 3 roku życia, nasze mamy razem studiowały i się przyjaźniły. Kiedy jeszcze chodziłam do podstawówki, to widziałam, że wszyscy się go boją. Każdy wiedział, że się przyjaźnimy więc nikt mnie nie zaczepiał - Hermiona uśmiechnęła się na jedno ze wspomnień związanych z sytuacją, kiedy ktoś zaczepił gryfonkę. - Jest miły, kochany, wrażliwy, odważny i pewny siebie. Gdyby nie to, że jest dla mnie jak brat, pewnie bym się w nim zakochała - dziewczyna lekko się zaśmiała.
-Uff, jak dobrze, że znamy się całe życie - w progu pokoju stał brunet. - Przynajmniej nie muszę znosić twoich flirtów - zaśmiał się, a razem z nim Hermiona. - Poza tym, kto chciałby z tobą chodzić- powiedział i usiadł koło Granger, obejmując ją ramieniem.
-To chyba miało mnie obrazić - wbiła mu łokieć w żebra.
-Tylko troszeczkę.
-Poczekam na dole - Potter wstał  i zszedł do salonu.
    Hermiona i Arron położyli się obok siebie na plecach. Patrzyli na sufit, na którym powieszone były zdjęcia. Co chwilę śmiali się wspominając wspólne chwile.
-Ale ja za tobą tęskniłem, Misiu...-powiedział po cichu, przytulając gryfonkę.
-Ja za tobą też. Nie mogę uwierzyć, że nie widzieliśmy się od pięciu lat!
-Bardzo się zmieniłaś przez ten czas. Wypiękniałaś - popatrzył na nią i się uśmiechnął.
-Ty też nie jesteś taki jak wtedy, kiedy miałeś 14 lat. Ehh, byłeś taki słodki.
-Byłem? Chyba nadal jestem, pff.
-Haha, no dobra, nadal jesteś. Dogadałeś się jakoś z Harrym?
-Jakoś nie możemy znaleźć wspólnego tematu, nie wiem o czym mam z nim rozmawiać.
-A o czym zwykle rozmawiają chłopcy w wieku 16-19 lat?
-O piłce, więc już odpada, hmmm, może o dziewczynach? Niee, nie znamy tych samych dziewczyn.
-I tu się zdziwisz. A Sophie i Olivia?
-Oni się znają? - zapytał zszokowany.
-Jasne, przecież to moi przyjaciele. Tyle, że dziewczyny nadal myślą, że razem się uczymy w 'szkole specjalnej'.
-Czyli mam z nim pogadać o Sophii i Olivii?
-Noo możesz wymyślić coś na poczekaniu, a teraz wybacz bo idę się umyć.
   Hermiona w końcu weszła do wanny. Woda oczywiście była już zimna, więc jej kąpiel nie trwała długo. Po umyciu się wróciła do salonu, gdzie zastała rozmawiających przyjaciół. Cieszyła się, że w końcu znaleźli wspólny język.
   Szatynka przygotowała dla Harrego pokój gościnny. Arron miał spać z Hermioną. Nie było to dla niej nowością. W dzieciństwie wiele razy spali w jednym łóżku.
   Dziewczyna poszła do swojego pokoju i położyła się pod ścianą. Chwilę później do sypialni wszedł Arron. Ubrany był w białą koszulkę i czarne spodnie. Hermiona przyglądała mu się zza kołdry. Chłopak w ciągu kilku sekund znalazł się koło Granger. Był w samych bokserkach więc dziewczyna mogła podziwiać jego wysportowane ciało. Hermiona odwróciła się do niego plecami, co chłopak wykorzystał i przytulił ją do siebie.
   'Ten rok zapowiada się wyjątkowo dobrze' -pomyślała. Chwilę później zasnęła w uścisku jej najlepszego przyjaciela.

W KOŃCU NOWY ROZDZIAŁ. Cieszę się niezmiernie. Takiej weny dostałam, że szok. 
Wiem, że w tym rozdziale pojawiły się postacie, które były w prologu (Sophie i Olivia). Nie bijcie za to... Mam nadzieję, że się podobało, nie obrażę się za komentarz i miłego dnia/wieczoru :D
~Panna Weasley <3 

czwartek, 1 czerwca 2017

Kiss For Luck #8 | Crazy evening...

   Gryfonka siedziała na miękkim dywanie w swoim pokoju. Przed nią leżała jej duża ,czarna torba, w której miała tylko potrzebne rzeczy. Za dwie godziny  odjeżdża pociąg więc musi się pospieszyć. Do pomieszczenia nagle wszedł czarnowłosy chłopak. Harry rzucił się na łóżko współlokatorki. Hermiona zauważyła że jest w luźnych dresach i samej podkoszulce. Na włosach zauważyła kropelki potu, co wskazywało na to, że właśnie ćwiczył. Gryfon zaczął ćwiczyć pod koniec tamtego roku, ponieważ jak stwierdził, 'musi dobrze wyglądać ,żeby znaleźć dziewczynę '.
-Gdzie byłeś? -spytała dziewczyna.
-Na błoniach, najpierw trochę biegałem a potem latałem. Wiesz, jeśli chcemy wygrać w tym roku ze ślizgonami to miejmy dużo ćwiczyć, dlatego jak tylko rozpocznie się rok szkolny od razu z drużyną bierzemy się do roboty.
-Mam nadzieję, że nie będziesz dla nich zbyt surowy.
-Zobaczymy - powiedział i uśmiechnął się podejrzanie.
-Spakowałeś się już?
-A co mam spakować, przecież masz u siebie trochę moich ubrań, prawda?
-No tak, przepraszam, jestem dzisiaj trochę nieogarnięta, to pewnie przez tą rękę.
-Mówisz ,że kto ci ją opatrzył?
-Malfoy.
-Malfoy?!
-Tak wiem, mnie też to zdziwiło. Może nie jest taki zły na jakiego wygląda...
-Obrażał ciebie na każdym kroku odkąd jesteśmy w Hogwarcie, myślisz, że może się zmienić?!
-Harry...proszę cię, nie denerwuj się..
-Nie, Hermiona! Mam już tego dość, że zawsze mówisz, że może się zmienił , a on i tak robi to co zwykle!
Dziewczyna siedziała w bezruchu, słuchając krzyków przyjaciela. Wiedziała, że Draco Malfoy nigdy się nie zmieni, ale w głębi duszy miała nadzieję, że jednak to się odmieni i kiedyś porozmawiają normalnie. W momencie, kiedy Harry poraz kolejny przeklinał ślizgona, usłyszała ciche pukanie do drzwi. Najpierw myślała, że tylko się jej przesłyszało, jednak kiedy pukanie nasiliło się, podeszła do drzwi i powoli je otworzyła. W nich stała osoba, której najmniej się spodziewała w progu drzwi pokoju gryfonów.
-Hej, przyszedłem zobaczyć jak z twoją ręką.
-Cześć...interesuje cię moja ręka?
-No wiesz, muszę dbać o swojego pierwszego pacjenta, żeby mógł mówić innym jaki wspaniały ze mnie magomedyk.
-Miona! Kto to przy...Malfoy?! - zdenerwowany Potter szybko podszedł do drzwi.
-Potter, nie wyglądasz najlepiej. Może weźmiesz prysznic, a ja zmienię opatrunek dla Granger?
-Co?! Nigdy w życiu! Nie dotkniesz jej kolejny raz! Sam dam sobie radę! - krzyknął i złapał dłoń przyjaciółki, powodując ból.
-Au! Harry! To boli! Uspokój się trochę. 
-Dobra rób sobie co chcesz! - powiedział i szybko wyszedł. Granger wiedziała, że tylko poniosły go emocje, zwykle się tak nie zachowuje. 
W pokoju zostali już tylko Draco i Hermiona. Dziewczyna trzymała się za nadgarstek nadal ze skrzywioną miną. Harry jak się zdenerwuje staje się strasznie nerwowy i niedelikatny. 
-Chodź, zmienię ci ten opatrunek - powiedział i ruszył w stronę łazienki. Hermiona niepewnie ruszyła za nim.Zachowanie blondyna trochę ją przerażało, zwykle ją wyzywał albo się z nią kłócił. A teraz spokojnie z nią rozmawiał i chyba w pewnym momencie się uśmiechnął. 
   Draco tak jak ostatnio jednym ruchem posadził brunetkę na szafce w łazience i powoli zdejmował opatrunek. Rana dość szybko się goiła. Wyjął z szuflady nowy opatrunek i delikatnie go założył. Hermiona z czasem zauważała inne strony tego chłopaka. Raz był okrutny i bezwzględny a raz miły, delikatny i zabawny. O wiele bardziej wolała jego drugie oblicze. 
-I gotowe - powiedział.
-Już? - spytała zamyślona.
-No a co myślałaś? Ile to zdjąć opatrunek i założyć nowy. Staraj się nie robić za wielu rzeczy tą ręką, a jeśli bardzo chcesz to przynajmniej na nią uważaj, dobrze?
-Dobrze, panie doktorze! 
-Śmieszne - uśmiechnął się  i stanął w drzwiach wyjściowych z pokoju.
-Dziękuję...
Odwrócił się i wyszedł. Hermiona nadal zastanawiała się,dlaczego chłopak to robi. Przecież nie jest jej nic winien, a na pewno nie robi tego z własnej woli. 
   Draco, kiedy tylko przekroczył próg pokoju ślizgonów , usłyszał miliony pytań na raz. Zrozumiał jedynie: ' gdzie byłeś', 'co robiłeś' , 'dlaczego cie tak długo nie było' i ' co robiłeś u Granger!"
Szarooki zignorował przyjaciela i rzucił się na łóżko. Był okropnie zmęczony. Do czasu, kiedy Harry wszedł na boisko, ciągle trenował. Blaise po nieudanych próbach wyciągnięcia czegoś z Malfoya, zrezygnowany położył się spać. Draco wiedział, że ten zaraz zaśnie, więc będzie mógł pójść do salonu. Uwielbiał przed snem patrzeć na ogień. To mu przypominało czasy dzieciństwa, kiedy Voldemort jeszcze się nie narodził na nowo, kiedy siadał z rodzicami przed kominkiem i słuchał opowieści taty. Wiedział, że to już nigdy nie wróci, że już nigdy nie będzie tak samo.
   Powoli wstał i ruszył do salonu. Kiedy otworzył drzwi zobaczył płomienie, Nie zdziwiło go to, ponieważ zawsze się palą. Jednak coś mu nie pasowało w tym pomieszczeniu. Tapety te same, podłoga też, dywan leży na swoim miejscu, kanapa stoi tam gdzie stała. Ale fotel, coś jest nie tak z fotelem. JEGO fotelem. Tuż po wyremontowaniu wieży ustalili, że TEN fotel, to będzie JEGO fotel tylko i wyłącznie JEGO. Zdenerwowany, szybko ruszył w stronę mebla, w którym wyraźnie ktoś siedział. Już chciał rzucić czar, jednak kiedy zobaczył, że to gryfonka szybko opuścił różdżkę. Sam nie wiedział dlaczego. Przecież  nic dla niego nie znaczy. Jednym zaklęciem mógłby ją zabić. Ale nie chce tego zrobić. Nie jej. 
-Oo, Draco- powiedziała zaspana.
-Hej, dlaczego tu siedzisz?
-Och, no tak, to twój fotel, wybacz już schodzę - powiedziała i powoli wstawała.
-No coś ty, siedź! Nie przeszkadza mi to, że w nim siedzisz.
-Doprawdy? 
-Tak
Siedzieli kilka minut w ciszy, zastanawiając się, co powiedzieć.
-Dlaczego tak właściwie stałeś się dla mnie taki miły? - spytała nagle Hermiona.
-Dlaczego? Sam nie wiem, po prostu...po prostu jak na ciebie patrze i już mam powiedzieć coś okropnego to...to nie mogę tego powiedzieć. Nie mam pojęcia dlaczego. Czuję, że jakbym to powiedział, to miałbym potworne poczucie sumienia. Nie czuję do ciebie miłości, jeśli tak myślisz to się mylisz, ja po prostu, nie wiem....chyba chciałbym się z tobą zaprzyjaźnić. 
Hermiona była w szoku. Nigdy by nie pomyślała, że Draco Malfoy, ten nieczuły arystokrata powiedziałby coś takiego i to jeszcze do Hermiony Granger. 
-Mówisz....mówisz to poważnie? - spytała z nadzieją. - Przecież nie jesteś mi nic winien, dlaczego tak nagle zaczęło ci zależeć ?
-Jestem ci bardzo dużo winien, Gra.....Hermiono. Jestem  winien ci te wszystkie lata. Mam nadzieję, że mi je wybaczysz...
-Draco... ja ci już ... 
-SŁUCHAJCIE! ZOSTAŁO TYLKO PÓŁ GODZINY I POCIĄG ODJEŻDŻA. A tak w ogóle, o Draco, co ty tu robisz? - spytał Blaise.
-Pół godziny?! - Hermiona szybko się poderwała i pobiegła do pokoju gryfonów. 
Obudziła Harrego, wzięła swoje rzeczy i razem z innymi Prefektami Naczelnymi pobiegli na stację. Ledwo zdążyli. W Londynie będą dopiero rano. To był na prawdę szalony wieczór.