Muzyka

wtorek, 29 grudnia 2015

UWAGA UWAGA!

Ogłoszenia parafialne!
Od następnego posta będę pisać inną czcionką! 
Postaram się by były dłuższe i ciekawsze. 
Co jeszcze mogę powiedzieć... szykujcie się na urodziny
Blaisa <3
Panna Weasley ^-^

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Fremione- rozdział 10 Harry! Chyba Cię kocham!

  Hej! Pomyślałam sobie, że piszę tylko Fredzie i Hermionie! Tak wiem o nich miał być blog, ale chyba przydałoby się trochę innych osób. Ten rozdział będzie o wszystkich, tylko nie o Hermionie i Fredzie. Będę tam opisywać różne czynności, różnych osób. Najpierw będę mówić w zdrobnieniu, a potem to rozwinę. Mam nadzieję, że się  spodoba. A i tak przy okazji, to mniej więcej tak wygląda Penelopa.
         ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

   Harry siedział przy stole w Pokoju Wspólnym. Dziś miał zająć się wszystkimi zaległymi pracami domowymi. Musiał napisać esej z eliksirów dla Snape'a o Eliksirze Żywej Śmierci, dla Hagrida na temat Sklątek Tylnowybuchowych, dla McGonagall o tym jak zmienić zwierzę w puchar. Miał mnóstwo roboty, później miał jeszcze trening Qudditcha. Z racji tego, że jest sobota miał dużo czasu. Wychodził tylko na ucztę. Po skończonym treningu spotkał się z Penelopą i...
  Ginny razem z Blaisem chodziła po błoniach. Wyglądali na takich zakochanych. Chodzili za rękę koło jeziora. Po kilku minutach Blaise wstał i...
  Ron pałętał się po zamku i nie wiedział co ze sobą zrobić. Szukał jakiegokolwiek zajęcia. Choćby miał pomagać Filchowi, aż tak się nudził. W końcu postanowił, że pójdzie do Wieży Gryffindoru. Pierwszy raz chciał z dobrej woli odrobić lekcje. Zwykle to Hermiona pisała za niego przynajmniej początek. A właśnie, gdzie ona jest? Dobra teraz to nie ważne. Teraz Ron musi się skupić. W końcu ma do zrobienia  dużo roboty. Po drodze spotkał Lunę z Nelvilem. Trzymali się za ręce. 
  Draco spędził cały ranek na namawianiu Pansy na pewną rzecz. Ta sprawa była związana z zaufaniem Hermiony. Miał już na to plan.Potrzebował kogoś kto myśli podobnie jak Hermiona i jest w tym samym wieku. Jeśli jest jego przyjaciółką musi się zgodzić.
  Harry po skończonym treningu poszedł do Penelopy, która akurat siedziała na kanapie w Pokoju Wspólnym. Owinięta w swój zielony, puchowy kocyk przyglądała się ogniu. 
-Hej kochanie, wszystko w porządku?- spytał Harry.
-Jasne, tylko tak sobie myślałam i w ogień patrzyłam. To mnie zawsze uspokaja. 
-Okej, zapraszam Cię na spacer. Zgadzasz się?-pytał podając rękę dziewczynie. 
-Z tobą zawsze.
Penelopa szybko się ubrała i razem z Harrym wyszła na błonia. Chodzili tak długo, że już zaczynało się ściemniać.
-Może już powinniśmy wracać?-zapytała Penelopa.
-Aż tak bardzo uprzykrzam Ci czas?-zaśmiał się.
-Nie, to znaczy uwielbiam chodzić z tobą na spacery, ale robi się zimno, ciemno...
Po tych słowach razem wrócili do zamku. Po drodze spotkali Umbridge. Harry wytłumaczył jej, że tylko za jego namową Penelopa wyszła z Hogwartu. Dzięki temu nie ukarała jej, tylko odjęła 20 punktów Gryffindorowi. Potter musiał z nią iść do jej gabinetu. Usiadł na krześle przy stoliku. Gabinet był cały różowy. Na ścianach wisiały ruchome obrazy z kotami. Na małym biurku leżał pergamin i pióro. Nie było jednak atramentu. Umbridge wytłumaczyła, że ma pisać bez jego użycia. Po kilku wyrazach ,,Nie będę wychodził na błonia po zachodzie słońca'' na jego dłoni pojawiał się ten właśnie napis. Był on cały czerwony. Krew kapała na pergamin.  Po około pół godzinie mógł iść do Wieży. Kiedy tylko wszedł , Pen od razu dała mu leki. 
-Stara, wredna, brzydka ropucha!-krzyczała Penelopa. 
Mniej więcej przez godzinę, siedzieli na kanapie w Pokoju Wspólnym. Po pewnym czasie Pen wstała.
-Harry! Chyba Cię kocham!-powiedziała podekscytowana.
Chłopak miał zdziwioną minę, która po chwili zmieniła się na szczery uśmiech. Wybraniec wstał i pocałował nową gryfonkę. Trwało to kilka minut. Kiedy już się od siebie oderwali, popatrzyli sobie w oczy i zaczęli się śmiać. Ten wieczór na pewno zapamiętają na długo.
   Ginny z Blaisem chodzili razem po błoniach. Oboje wyglądali na zakochanych. W końcu usiedli pod wielkim i rozłożystym dębem. Dziewczyna oparła głowę o ramię Blaisa. Po pewnym czasie chłopak wstał, wziął na ręce Ginny, z racji tego, że była od niego o wiele  niższa, i czule pocałował. Chwilę później, gdy popatrzyli sobie w oczy, Blaise wrzucił gryfonkę do jeziora.
-I po co Ci to było?-pytała wychodząc z wody.
-Nie wiem, jakoś za cicho było-śmiał się ślizgon. 
Po kilku minutach dziewczyna była już sucha, za sprawą zaklęcia Zabiniego. Ponownie usiedli pod drzewem. 
-Wiesz co? Kiedyś próbowałem wlać Ci do picia amortensję-powiedział nagle chłopak.
-Co?!-oburzyła się gryfonka.
-No bo ja zawsze byłem w tobie zakochany, ale dopiero na tym roku odważyłem się do Ciebie zaga...-nie skończył bo dostał pięścią w ramię.- Co ja takiego zrobiłem?!
-Chciałeś mnie zaczarować?!
-No tak jakby...Ale tego nie zrobiłem-powiedział szybko widząc,że Ginny już zaciska pięści. 
-Ale chciałeś. 
-Ej, obraziłaś się na mnie?
-Tak. 
-Ginny, kochanie...
-Nie kochaniuj mi tu-powiedziała stanowczo Weasley. 
-Przepraszam, wybaczysz mi?-zapytał z nadzieją w głosie.
-Tylko jeśli powiesz mi coś o sobie. Ja nic o tobie nie wiem.
-No dobrze, dobrze-zaśmiał się chłopak.- A więc, nazywam się Blaise Zabini, mam 15 lat. Moją dziewczyną jest wspaniała gryfonka Ginny Weasley. Za dwa tygodnie czyli 29 stycznia, skończę 16 lat. Mam sowę, która nazywa się West. Moim najlepszym przyjacielem jest Draco Malfoy, który prawdopodobnie teraz biega po szkole za Pansy. Moja matka co raz ma nowego męża. Jestem czystej krwi. Moją przyjaciółką jest Hermiona Granger, która prawdopodobnie nie wiem gdzie jest. No i to chyba tyle.
-Serio? Ciekawe...
Chłopak tylko się zaśmiał i objął ją ramieniem. 
  Ron wracając do Wieży spotkał Nevila trzymającego za rękę Lunę.Chłopak przez chwilę się im przyglądał.
-To..wy ten no chodzicie ze sobą?-zapytał niepewnie rudy.
-Och, tak już od dawna-powiedziała z przerażającym spokojem blondi. 
-No jakoś tak wyszło -uśmiechną się Neville. 
 -Musicie mi o tym opowiedzieć. Jak to się stało?-zapytał Ron ciągnąc  ich za sobą na ławkę. 
-No więc to było tak...-zaczął Longbottom.- Już na początku roku zaczęliśmy spędzać ze sobą więcej czasu. Razem chodziliśmy po Zakazanym Lesie i szukaliśmy testrali. Zamiast nich znaleźliśmy hipogryfa. Super no nie? Wtedy Luna nisko się ukłoniła  i czekała aż on odwzajemni ukłon. Kiedy już to zrobił, Luna chciała na niego usiąść. Ja odmawiałem, myślałem że może nam coś zrobi, ale on tylko zniżył się na wysokość jej brzucha, tak żeby mogła z łatwością na niego wejść. Kiedy już na nim siedziała podała mi rękę. Jak już ją chwyciłem to poczułem mrowienie w dłoniach.
-Ja tak samo, to było takie, magiczne i przyjemne-wtrąciła Lovegood. 
-Hipogryf wzniósł się w powietrze, i Luna, która siedziała za mną objęła mnie tak, żeby nie spadła. Poczułem, że na moich policzkach pojawiły się rumieńce. Wiesz jakie to jest fajne uczucie? No i jakoś mniej więcej tydzień temu zaczęliśmy ze sobą chodzić, bo uświadomiliśmy sobie, że się kochamy-powiedział i przytulił Lunę. 
-To super, gratuluję-powiedział Ron i wstał. Kierował się w stronę Wieży(znowu). 
W Pokoju Wspólnym spotkał Harrego. Opowiedział mu o tym, że spotkał Lunę i Nevilla, oraz że opowiedzieli mu o tym jak zaczęli ze sobą chodzić. Po kilkunastu minutach chłopcy wstali i poszli spać. 
  Draco nadal biegał za Pansy próbując ją namówić.
-Pansy, no błagam Cię!
-Draco, czy ty wiesz o co mnie prosisz? 

-No wiem, wiem...Ale musisz mi pomóc!
-Wcale nie muszę!
-Jesteś mi coś winna. Pamiętasz o zapasach Snapea, eliksirze wielosokowym, o Deanie Thomasie?
-Draco! Mieliśmy o tym zapomnieć!-burzyła się Parkinson. 
-No sama widzisz, jesteś mi coś winna. 
-Ale czy nie uważasz, że to trochę dziwne? Mamy poprosić Granger, żeby nas nauczyła jak wyczarowywać patronusa? Ona w ogóle umie go wyczarowywać? 
-No umie, umie-mówił Draco.-Proszę Cię Pansy.
-Ehh, no dobrze. Ale już zapomnijmy o tej sprawie z Deanem, dobrze?
-Jasne, dziękuje!-przytulił przyjaciółkę. 

Wybaczcie, że nie napisałam jaki to był płyn na te rozcięcia, ale zapomniałam. Może jak ktoś wie to w komentarzu mi podpowie? Mam nadzieję, że się spodobało
~Panna Weasley ;)

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Rozdział 1 Czystość |Black - Not all sisters are pureblood.|

|Cześć misioki! Nareszcie piątek! Czekałam na niego cały tydzień, dziwne nie? Głównie dlatego, że właśnie dzisiaj piszę pierwszy rozdział tego opowiadania. Cóż, miłego czytania! :)|
          
          Siostry, o godzinie 10:42, już stały na peronie. Wyczekiwały najlepszego pociągu na świecie. Miał je zabrać w miejsce magiczne, w którym już nie musiały obawiać się niczego. W miejsce, które od lat kochały. Tego uczucia właśnie miała doznać Narcyza. Pierwszy rok w Hogwarcie. Jest to najlepszy czas w życiu czarodzieja. Żaden pierwszoroczniak nie zdaje sobie sprawy, że to właśnie będzie jego pamiętny rok w życiu.
         Cyzia bardzo się niecierpliwiła. Siostry dużo opowiadały jej o szkole, w której już jutro będzie się uczyć. Była pewna, że trafi do Slytherinu.
      



                   7 lat później...

          Bellę obudził głośny trzask drzwi. Dziewczyna szybko ubrała się i wyszła z pokoju. Było jej strasznie niedobrze. Upiła się wczoraj na imprezie, na której znienawidziła mugoli.
          Wszystko zaczęło się 7 maja. Bella stała się najszczęśliwszą dziewczyną na świecie. Zdobyła chłopaka, w którym bujała się jeszcze gdy uczęszczała do Hogwartu. Mugol z krwi i kości. Umówiła się z nim w klubie. Przyszła kwadrans wcześniej. W łazience przyłapała jej chłopaka całującego się z jej rywalką, Gretą Pineapples z Gryffindoru.
          Mimo wszystko starała się zachowywać pozorny spokój. Gdy weszła do kuchni, ujrzała jej matkę i jej szwagierkę Walburgę. Obie krzyczały coś o zdrajcy i, że jego noga tu nie postanie.
- Co się tu dzieje? - spytała dziewczyna.
- Syriusz... - odparła niepewnie Walburga.
- Co z młodym? - spytała dziewczyna z udawanym zaniepokojeniem. Od urodzenia go nienawidziła. Był taki inny. Taki uśmiechnięty. Zero powagi.

- Zdradził ród. Trafił do Gryffindoru. Zdrajca krwi. Zaraz okaże się, że szlamowaty! - mówiła z obrzydzeniem Druella Black.
- Gdzież od razu zdrajca krwi Druello? - broniła syna kobieta.
- A jak wytłumaczysz to Walburgo?
        Dziewczyna pozostawiła dwie kobiety same. Widać było, że przeszkadza im obecność najstarszej córki jednej z nich. Nie mogła zrozumieć jakim cudem trafił gdzie indziej. Od lat ród Blacków był pełen Ślizgonów. Wiedziała jedno, czystość jest najważniejsza. 
        Bella postanowiła powiedzieć swojej średniej siostrze o całym zajściu. Weszła do pokoju bez pukania i zamarła. Jej siostra siedziała na łóżku w objęciach jakiegoś nieznajomego chłopaka.
- Bella? C-co ty tu robisz? - spytała zakłopotana Andromeda.
- Dromeda...Kto to jest?
- Ted, przedstaw się. - zachichotała.
- Jestem Ted. Ted Tonks. - powiedział brunet i wyciągnął rękę na powitanie. Bella poczuła się dziwnie. W świecie czarodziejów nikt nigdy nie podawał sobie ręki. Dziewczyna nie wiedziała co zrobić więc uśmiechnęła się i ciągnęła dalej rozmowę.

- A ty Tedzie pochodzisz z rodziny czystokrwistej czy jesteś półkrwi?
- Ted jest czysty! - uprzedziła przyjaciela Andromeda.
- To...W takim razie nie przeszkadzam. Dromedziu?
- Tak?
- Zejdź za 15 minut na dół proszę.
- Dobrze kochana, zejdę nawet za 14.
       Następne dni były takie same. Przepełnione krzykami Druelli i Walburgi Black. Dziewczyny były naprawdę znudzone następnymi dniami. W szczególności Bellatrix. Andromeda spotykała się z Tedem i często nie było jej w domu. Cieszyła się chociaż, że jej ukochana siostrzyczka przyjeżdża na święta. Już 2 dni i przyjedzie! Bella darzyła szczególną sympatię najmłodszą z sióstr. Nie ważne, że dzieliła ich duża różnica wieku.
       W dniu przyjazdu Narcyzy, Druella zaprosiła najstarszą córkę na rozmowę. Dziewczyna udała się w pośpiechu do pokoju pani Black.
- Bellatrix Lestrange...to brzmi pięknie! - zachwycała się głowa rodziny.

- S-słucham? Co to ma znaczyć? - zdziwiła się Bellatrix, która przypadkowo usłyszała słowa matki.
- Och, kochana. Jesteś wreszcie! Siadaj. - powiedziała po czym popchnęła krzesło w stronę córki. - Znalazłam ci partnera.
- Mamo o co tu chodzi?
- Za dwa dni bierzesz ślub! To cudownie nieprawdaż?
      Bellatrix nie mogła tego dłużej słuchać. Nie dopuszczała do siebie myśli, że właśnie wyjdzie za osobę, której nie zna. Może jeszcze ma mieć z nim dzieci? Wolała już pójść i utopić się w rzece nieopodal.

środa, 9 grudnia 2015

Fremione- rozdział 9 Uwielbiam noc.

     Draco wziął pod uwagę radę przyjaciela. Co jak co, ale miał on powodzenie u dziewczyn. Blaise był jednym z najprzystojniejszych chłopaków w CAŁEJ szkole. Mógł mieć każdą. Ale wybrał Ginny. 
     Kilka tygodni później
  Malfoy rzadko widywał Hermionę z Fredem. Wyglądało to tak jakby się pokłócili. Za każdym razem, kiedy rudy do niej podchodził, ona szybko wstawała i szła w zupełnie w inną stronę. 
 *Z punktu widzenia Draco*
Weasley pokłócił się z Granger? To nawet dobrze, w końcu mam u niej jakieś szanse! Ciekawe co się stało. Przecież 3 tygodnie temu widziałem ich jeszcze jak razem siedzieli na uczcie i się śmiali. Czyżby rudy jej coś powiedział? Coś za co się obraziła? Nie mam pojęcia, ale muszę się tego dowiedzieć. Jak się dowiem o co chodzi to będę wiedział jak ją pocieszyć, ale najpierw muszę zdobyć jej zaufanie. Tylko jak? Przecież tak z dnia na dzień nie można ot tak komuś zaufać. Szczególnie mi. Przez te wszystkie lata wyzywałem ją od szlam. Na pewno mi nie zaufa, nie będzie chciała ze mną nawet rozmawiać. Ale tak właściwie co ona mi zrobiła że tak się zachowuje?! To wszystko wina mojego ojca! Przecież status krwi nie ma znaczenia! Ona jest lepsza w czarach niż cały Slytherin. Muszę ją przeprosić za te wszystkie lata. Jakoś się odwdzięczyć. Ale ona mnie nienawidzi! Muszę coś wymyślić! Już wiem! 
  *Z punktu widzenia Hermiony*
  Ja już tak nie mogę! Odkąd się pocałowaliśmy nie mogę przestać o nim myśleć! Po co ja to zrobiłam?! Chciałam udowodnić że jestem prawdziwą gryfonką?! Ale ja jestem głupia. Co ja mam robić? Chyba muszę o tym powiedzieć Ginny, już tak dłużej nie wytrzymam.  Muszę to komuś powiedzieć. Tak, na następnej przerwie powiem to Ginny. On pewnie będzie z Blaisem. Trudno, przecież to mój przyjaciel też powinien o tym wiedzieć. Ale jak on to wszystko wygada dla Malfoya? Zaraz cała szkoła będzie o tym mówić. Stanę się pośmiewiskiem. Ale zauważyłam że Draco ostatnio się na mnie gapił. Trochę to dziwne. Kiedy rozmawiamy, jak już rozmawiamy co zdarza się bardzo rzadko, nie mówi do mnie szlama. Chyba naprawdę się zmienił. Łatwo to zauważyć. Ale nadal nie wiem co mam myśleć o sprawie z galerii. On chciał mnie POCAŁOWAĆ! Draco Malfoy chciał pocałować Hermionę Granger! Przecież to nawet brzmi nieprawdopodobnie. Muszę w końcu zacząć rozmawiać z Fredem. Jakoś ostatnio mi smutno. Tak fajnie się z nim zawsze rozmawia. 

Hermiona po zielarstwie, udała się w stronę Wieży Gryffindoru. Miała nadzieję że zastanie tak Ginny. Nie myliła się. Siedziała na parapecie i wyglądała przez okno. Kiedy szatynka podeszła do przyjaciółki zobaczyła, że ma dziwną minę.
-Hermiono! Chodź, musimy pogadać!-powiedziała ruda i pociągnęła ją do swojego dormitorium. 
-Co się stało Gin?-pytała zdziwiona gryfonka.
-No bo, ja się dowiedziałam od Blaisa, że Malfoy ostatnio gada coś o jakimś planie i że wie jak zdobyć Twoje zaufanie! 
-Co?! Malfoy?!
-No przecież mówię!-krzyczała chodząc po pokoju. Była strasznie podekscytowana. 
-Ginny ale to jest nie możliwe! To Malfoy, on chce zdobyć moje zaufanie? Po co?
-Pamiętasz jak mi mówiłaś o tej sprawie z galerii?
-Nie mówiłam Ci o niej.
-Aaaa, to Fred mi o tym opowiedział-zarumieniła się lekko dziewczyna.- No to ja myślę, że on mógł się w Tobie zakochać!
-CO!? Ginny czy ty siebie słyszysz? To MALFOY! Przecież to nawet dziwnie brzmi. Malfoy zakochał się w Granger. 
-No wiem, wiem ale czy nie wydaje Ci się to słodkie?-dziewczyna zapiszczała z radości.
-Ale Ginny...
-Będziecie razem spędzać wszystkie wolne chwile, będziecie całować się o zachodzie słońca...
-Ginny...
-Cicho! Tworzę waszą historię miłosną...
-Ale Gin...
-Zamknij się! A po skończeniu Hogwartu On Ci się oświadczy na romantycznej kolacji przy świecach...
-Ginny! Ale ja kocham Freda!-dziewczyna nie wierzyła że to powiedziała.
Rudej opadła szczęka. Przez chwilę przyglądała się całej różowej Hermionie. 
-H...H..Hermiona...ja myślałam że wy się tylko przyjaźnicie...-odpowiedziała po chwili.
-Naprawdę niczego nie zauważyłaś? Nie zauważyłaś tego że spędzam z Nim każdą wolną chwilę? -dziewczyna nie  wiedząc czemu mówiła to ze łzami w oczach. Po tym co po powiedziała, zrobiło jej się lżej na sercu. W końcu mogła o tym komuś powiedzieć. 
-No zauważyłam, Fred nawet coś tam o was mówił. I jeszcze to co się stało na balu. O Jezu, Hermiona, jestem taka szczęśliwa-mówiła podchodząc do przyjaciółki.-Ale dlaczego płaczesz?
-Bo ja nie wiem co mam dalej robić. 
-O co chodzi? Czy coś się stało?
Hermiona opowiedziała co się stało na błoniach. 
-Całowałaś się z Fredem?!-krzyczała na cały głos podekscytowana Ginny.
-Gin! Zamknij się! Jeszcze ktoś to usłyszy.
-Ale to jest super wiadomość! Tylko dziwi mnie to, że jeszcze nie jesteście parą. Już się całowaliście, spędzacie, a raczej spędzaliście razem każdą wolną chwilę. No właśnie dlaczego już ze sobą nie rozmawiacie?
-Bo ja musiałam to wszystko przemyśleć...i jakoś tak wyszło, że już z nim nie gadam.
-Hermiona ty idiotko! Nie zauważyłaś, że Fred chodzi teraz smutny? On mówił mi że tęskni za tym jak razem siadaliście na uczcie i się śmialiście, on myśli, że to wszystko jego wina. 
-Ale...
-Żadnego ale! Masz natychmiast iść i go przeprosić! 
-Ale-zobaczyła wzrok przyjaciółki.- Za co ja mam go przepraszać?
-Za to, że z nim nie rozmawiałaś!-wstała i wypchnęła dziewczynę za drzwi.-Jeśli z nim nie porozmawiasz, to się więcej do Ciebie nie odezwę!-krzyczała zza zamkniętych drzwi.
Hermiona postanowiła, że musi w końcu zacząć z nim rozmawiać. Kiedy zeszła na dół, zobaczyła Freda przytulającego się do Angeliny Johnson. Dziewczyna, gdy tylko to zobaczyła puściła się biegiem w kierunku obrazu. Chłopak od razu odepchną gryfonkę od siebie i pobiegł za Hermioną na błonia. Jednak było zbyt ciemno by cokolwiek zobaczyć. Długo jej szukał, ale dziewczyna skutecznie się ukryła. Wiedziała, że przytulanie niczego nie świadczy, przecież to mógł być przyjacielski uścisk. Ale Angelina już zmierzała do jego ust. 
   Dopiero po kilkunastu minutach Hermiona zorientowała się, że nie siedzi na pomoście sama. Obok niej siedział nieziemsko przystojny Draco Malfoy, i wpatrywał się w taflę jeziora. Najpierw nie odzywał się do niej.  Hermiona moczyła nogi w ciepłej wodzie. 
-Wiesz co chcę Ci powiedzieć Granger?-zapytał nagle Dracon.
-Co?-pytała smutnym i zawiedzionym głosem.
-Uwielbiam noc. W nocy, gdy wszyscy śpią, wszystko wydaje się możliwe.
-Nie wszystko...
-Masz rację...
-Co według Ciebie co jest niemożliwe?-pytała cichutko.
-Boje powiedzieć jednej osobie co czuję, powiedzieć te trzy słowa.
    Chłopak wstał powoli i znikną w ciemności, zmierzając w kierunku szkoły. Hermiona długo zastanawiała się nad słowami Dracona. Po kilku minutach ktoś do niej podszedł. Harry Potter.
-Hermiona, kochanie. Co ty tutaj robisz? Jest już dużo po pierwszej.
-Harry, ja nie mogę tam wrócić. Nie mogę na niego patrzeć...-znowu zaczęła płakać.
Miona opowiedziała przyjacielowi o tym co było w pokoju Gin, o tym co się stało na błoniach i  w Pokoju Wspólnym. Harry próbował wypytać dziewczynę, dlaczego mu o tym wcześniej nie powiedziała. Mówiła, że się bała. Po kilkunastu minutach rozmowy, wrócili do Wieży Gryffindoru. Kiedy Hermiona przekroczyła próg obrazu, Ginny zasypywała ją masą pytań...

Ale to już w następnym rozdziale. Jakby co, ja to pisałam, kiedy mi coś odwaliło, więc może być trochę dziwne xD Mam oczywiście nadzieję, że się wam spodobało.

~Panna Weasley <3




czwartek, 3 grudnia 2015

PROLOG "Black - Not all sisters all pureblood."

|Cześć! Tutaj ~Draco Dormiens Nunqam Titillandus! Zaczynam dzisiaj pisać nowe opowiadanie, a dzisiaj napiszę Wam prolog. Przestałam pisać Dramione ponieważ czytałam Remfadore (szczerze kocham ten parring) i to mi pomieszało w głowie :'). Pokochałam też ród Black'ów, o którym będzie te opowiadanie. Dokładnie będzie ono o znanym Wam (lub też nie choć wątpię) Black Sisters czyli na polski Siostry Black. Jeśli ktoś nie wie, które czarownice wchodzą w ich skład to są: Narcyza, Bellatrix i Andromeda. Najbardziej jednak skupimy się na Belli...|

          1 września, 6:00, posiadłość Blacków. Jak zwykle w pokoju sióstr panował nadmierny porządek. Po lewej stronie stały trzy jednakowe łóżka, a na każdym z nich spała jedna dziewczynka.
         Jedna z nich miała bardzo jasne, proste włosy. Była to Narcyza. Najrozsądniejsza z sióstr. Już w wieku 11 lat miała pomysł na życie. Najmłodsza z sióstr, wybierała się właśnie na 1 rok w Hogwarcie.
         Kolejna była przeciwieństwem pierwszej. Miała brązowe, kręcone włosy. Była szaloną, roztrzepaną dziewczyną. Nosiła imię Bellatrix. Mimo wszystko była jednak najstarszą z sióstr.
         I ostatnia z sióstr, Andromeda. Rudowłosa, mądra dziewczyna. Była bardzo inteligentna, chociaż nieraz zdarzało jej się zaszaleć z Bellą.
   - Dziewczyny, a wy jeszcze w łóżku?! Już mi do łazienek. - do pokoju wparowała kobieta ubrana w długą suknię. Była to Druella, Druella Rosier. Matka dziewczyn.
         Dziewczynki niechętnie poczłapały do łazienek. Po drodze przywitały swojego 7-mio letniego kuzyna Syriusza.
         Dla Cyzi był to ekscytujący dzień, ponieważ jeszcze wieczorem miała przekroczyć bramy tak sławnego w świecie czarodziei, Hogwartu. Szybko umyła się i pobiegła do łazienki Belli.
- Jezu, Cyzia. Nie znalazłaś lepszego momentu, żeby tu wejść? - krzyczała naga dziewczyna, zasłaniając się ręcznikiem.
        Narcyza pobiegła więc do drugiej siostry. Ta jednak była już przygotowana. Rozpoczynała 3 rok nauki w Szkole Magii i Czarodziejstwa.
- Co się stało kochanie? - powiedziała czuło Andromeda. Była niezwykle delikatną dziewczyną. Miała "to coś" w sobie.
- Nie nic. - ukrywała zawstydzona dziewczynka.
- Co tak długo robi Bella? Nie rozumiem tego roztrzepańca.
- Ekhm, ja tu stoję! - odezwał się głos z drugiego kąta pokoju. Dziewczyny zaczęły się śmiać. Łączyła je niezwykła więź rodzinna. Jedna była zdolna skoczyć za drugą w ogień.

środa, 2 grudnia 2015

Fremione- rozdział 8 ,,Mowa jest źródłem nieporozumień...''

Hermiona z ostatniego wieczoru pamiętała tylko to, że razem z Fredem siedziała na schodach, po tym film się urwał. Obudziła się. W swoim dormitorium. Tylko jak ona się tu znalazła? Chyba bliźniak musiał ją tu przynieść. Ale jak udało mu się wejść do dormitorium dziewczyn? To teraz było nie ważne. Musiała się przebrać z sukienki. Spojrzała na zegarek: 12.48. Na szczęście jest niedziela. Zobaczyła  że jej koleżanki nadal śpią. Wydawało się tak pięknie. Wczoraj świetnie się bawiła, ale kiedy przypomniała sobie powód płaczu znowu się zaczęło. Musiała wziąć się w garść. Przecież ona nigdy nie płakała tak dużo. Zawsze to ona pocieszała swoje współlokatorki. Ubrała się w czarne rurki, szarą bluzkę, na to założyła fioletowy sweterek. Na nogach miała czarne conversy. Zeszła na późne śniadanie. Przy stołach siedziało mało osób. Na jego końcu siedziała Ginny z bliźniakami. Hermiona nie chciała z nimi rozmawiać. Szczególnie po tym co się stało na balu. Usiadła na drugim końcu stołu. Chciała być jak najdalej od niego.
-Zobaczcie, ma czerwone i zapuchnięte oczy. Znowu płakała-mówiła z przejęciem Ginny. 
-Znowu?-zapytali razem bliźniacy.-Dlaczego?
-Nie mówcie jednocześnie bo to przerażające. Hermiona lubi Freda ale nie wie czy ty ją lubisz-wskazała na brata. - Cały czas płacze bo boi się że ją odrzucisz, wykorzystasz. Myśli że założyłeś się z kimś dlatego ją zaprosiłeś na bal. 
-Co?! Oczywiście że ją lubię, nigdy bym jej nie wykorzystał, to moja przyjaciółka...-mówił Fred. 
-Tylko przyjaciółka?-bliźniak ruszał porozumiewawczo brwiami.
-Ginny, pamiętasz naszą wczorajszą rozmowę? Co miałaś na myśli, kiedy mówiłaś że coś będzie nie legalne?
-No bo ja jak gadałam z Pen, to ona mówiła że w jej poprzedniej szkole uczyli ich transmutacji.
-Noo, ale u nas też tego uczą-powiedział George. 
-Ale chodzi mi o transmutację ludzi w zwierzęta.
-Uczyli ich jak być animagami?-powiedział podekscytowany Fred. 
-No właśnie, i pomyślałam że mógłbyś nauczyć się jak być animagiem i przychodzić do Hermiony, ona zawsze jak nikogo nie ma w pobliżu to gada sama do siebie, głośno myśli. 
-Nasza Mionka gada sama ze sobą?-śmiał się George. 
-Chcę ci przypomnieć że ty też tak robisz-powiedział sarkastycznie Fred.
-No racja.
-To trzeba jeszcze pogadać z Pen-powiedział Fred.-Ginny to jest twoje zadanie, ja tym czasem idę pogadać z naszą płaczką-już wstawał od stołu, kiedy podeszła do niego Angelina Johnson. 
-Hej Fred,  co tam? 
-A nic, wiesz spieszę się więc...-próbował wyminąć dziewczynę.
-Gdzie? 
-Nie ważne, ale na prawdę muszę już iść. 
Chłopak zręcznie się wymkną. Szybko podbiegł do wychodzącej z sali Hermiony.
-Hej! Hermiona zaczekaj!-krzyczał bliźniak.
Złapał ją za rękę.
-Fred, ja naprawdę nie mam teraz nastroju do żartów-próbowała się wyrwać Gryfonka.
-Ja chciałem tylko pogadać. Pójdziesz ze mną na spacer?
-Fred, ja...ja...ja naprawdę nie mam humoru, chciałabym pobyć chwilę sama...-mówiła coraz ciszej.
-To pobądźmy sami razem-chłopak uśmiechną się jednak widząc minę dziewczyny szybko przestał. -No proszę, musimy pogadać.
-Tylko na pięć minut. 
Już chwilę później byli na błoniach. 
-No więc, o czym chciałeś rozmawiać?- pytała dziewczyna nie patrząc się na chłopaka. 
-Po pierwsze: nie wiem jak mogłaś sobie pomyśleć że chciałbym Ciebie wykorzystać. Po drugie: nie założyłem się z nikim, chciałem po prostu miło spędzić z tobą wieczór. 
-Co? Skąd o tym wiesz? Ginny Ci powiedziała?-mówiła oburzona Gryfonka. 
-Spokojnie, ona nic mi nie chciała mówić, ja nalegałem. Myślałaś że Ciebie nie lubię? Ja Ciebie bardzo lubię! Dlaczego tak myślałaś?
-Sama nie wiem, bałam się że mnie odrzucisz...
-Nigdy bym czegoś takiego nie zrobił....Lubię Cię, nawet nie wiesz jak bardzo...
W jednej minucie Hermionie zrobiło się wesoło. 
-Wiem że byś tego nie zrobił-powiedziała z uśmiechem.
-Co? To czemu tak myślałaś?
-Nie wiem.
-I weź tu zrozum kobietę...A ja wiem, czego ty byś nie zrobiła-powiedział nagle Fred.
-Co takiego?-pytała krzyżując ręce na piersi.

-Nie pocałowałabyś mnie.
Dziewczyna zrobiła krok w stronę chłopaka, mimo że stanęła na palcach nadal nie sięgała Rudemu do nosa. Weasley pochylił lekko głowę. Ich usta dzieliły milimetry. W końcu zetknęły się. Trwało to kilka sekund. Dziewczyna oderwała swoje wargi. Kiedy spojrzała na chłopaka nadal miał zamknięte oczy i lekko uchylone usta. 

Hermiona uśmiechnęła się tylko i poszła w stronę szkoły. Po kilku sekundach Fred ją dogonił. 
-I co? Ja zrobię wszystko! Nie bez powodu jestem  w Gryffindorze-powiedziała dziewczyna z rumieńcami na twarzy.
-Wow, Hermiona nie wiedziałem że naprawdę to zrobisz, znaczy nie żałuję, ale...Wow.
-Co, zdziwiony?-Hermiona się zaśmiała. 
-No troszeczkę...Moglibyśmy to powtórzyć.
-Co? Fred powiedz że żartujesz. Przecież tak nie można!
-Dlaczego nie można? 
-Nie można się całować nie będąc parą.
-Dlaczego?
-No...bo...bo tak.
-Nic dwa razy się nie zdarza, ale są takie chwile, które chciałoby się przeżyć jeszcze raz. Mam rację?
-Wow, Fred nie spodziewałam się tego. Ale tak, masz rację. 
-No i to jest właśnie taka chwila. Chciałbym ją przeżyć jeszcze raz.
Po tych słowach, szatynka patrzyła jeszcze chwilę na bliźniaka po czym poszła do szkoły. Okazało się że już jest prawie 15. Byli na błoniach ponad 2 godziny. 
    Tą całą sytuację obserwował pewien nieziemsko przystojny blondyn. Draco Malfoy niespokojnie chodził po dormitorium, rzucając wszystkim co miał akurat pod ręką. Po pewnym czasie, słysząc niepokojące dźwięki do pokoju wszedł nie kto inny jak Blaise. 
-Smoku co ty wyprawiasz? Ej uważaj to jest wazon z czasów Salazara Slytheri...-nie skończył,musiał się schylić przed rzutem. - Co się z tobą dzieje?
-A ty już nie ze swoją Rudą wiewiórą?-mówił przez zęby. 
-O co ci chodzi? Chcę ci przypomnieć że ty też zakochałeś się w pewnej Gryfonce.
-No wiem i w tym problem-powiedział siadając na parapecie. 
-Dlaczego? Myślałem że z twoim ,,urokiem osobistym,, możesz mieć każdą dziewczynę.
-No tak, każdą tylko nie Granger. Ona jest inna. Nigdy nie będzie chciała być z kimś takim jak ja...
-Stary, mowa jest źródłem nieporozumień. Musisz jej to pokazać że się zmieniłeś. 
-No tak, ale ona się przed chwilą obściskiwała z Weasleyem. 
-Co?!-krzyczał podbiegając do okna.-Hermiona mówiła że z nim nie jest.
-Gadałeś z nią?!
-No jasne, przecież to moja przyjaciółka.
-Ale wy gadacie ze sobą od trzech dni...
-No to co. Draco musisz ją oczarować-mówił wracając do tematu Blaise.

No hej. Wiem że dawno nie wstawiałam postów. Mam nadzieję że się wam spodoba. Proszę was! Zostawiajcie komentarze!!

~Panna weasley 




poniedziałek, 23 listopada 2015

Fremione- rozdział 7 Bal...

No heej. Wiem że dawno nie dodawałam postów, ale wiecie jak jest, szkoła. W tym opowiadaniu będą linki do fajnych piosenek, więc jeśli chcecie to możecie ich słuchać w trakcie czytania. <3
    __________________________________________________________

Uczta się skończyła. Hermiona siedziała na łóżku i czytała książkę ,,Tylko mnie kochaj...''. Uwielbiała jej autorkę. Ostatnio nie miała czasu dla siebie. Wszystkie wolne chwile spędzała z Fredem. No i znowu. Płacze. Miała przyjaciół, rodzinę, państwo Weasley zachowywali się jakby była ich drugą córką. Ale brakowało jej miłości. Czyta o niej książki ale to nie wypełnia tej pustki. Potrzebny jej był ktoś, kto przytuli ją w potrzebie, przyjdzie pocieszyć jakoś wesprzeć. Wiadomo, tacy byli Ron i Harry. Kochała ich, ale jak braci. Inaczej było z Fredem i Georgem. Z nimi spędzała o wiele mniej czasu. Ale coś się chyba zmieniło. W tym roku wszystko było inaczej. Chyba powoli dorastała. Przestała już być szarą myszką, poznała nowe osoby, rozmawiała z ludźmi z Slytherinu. Trochę ją to zdziwiło, ale chyba w końcu zrozumieli, że status krwi się nie liczy. Na przykład taki Zabini.  Robił postępy. Nagle ktoś zapukał. Domyślała się kto to może być. Przecież każda dziewczyna może wejść do tego dormitorium. Kiedy otworzyła drzwi zobaczyła w nich Ginny.
-Ginny, przecież wiesz, że możesz tutaj wejść nie pytając-mówiła ocierając ostatnią łzę.
-No wiem, ale myślałam, że jesteś zajęta, że chcesz mieć trochę czasu dla siebie. I widzę, że znowu płaczesz...Hermiona co się dzieje?
-Nie, nic...po prostu jakoś mi smutno...-pierwszy raz dziewczyna nie powiedziała przyjaciółce prawdy.
-Widzę, że coś się dzieje. Jeśli chodzi o tą rozmowę z Harrym, to nic nie szkodzi. Przed chwilą Blaise zaprosił mnie na bal. 
-To dobrze, bo już się martwiłam, że mi tego nie wybaczysz.
-Spoko, znaczy nadal lubię Harrego ale już coraz mniej-ruda przytuliła Gryfonkę.
Szatynka lekko się uśmiechnęła.
-Już Ci lepiej?-zapytała ponownie.
-Tak, o wiele...
-No to teraz mi powiedz prawdę-dziewczyna jakby czytała Hermionie w myślach.
-Co? Skąd wiedziałaś?
-Znam Cię zbyt długo, ty nie potrafisz kłamać.
-No dobrze, pamiętasz co Ci mówiłam na moście? Cały czas mnie to męczy...-po policzku spłynęła jej łza.
-Hermiona....spróbuję z nim pogadać, ale teraz już muszę lecieć bo  się schodzą do pokoju. Poradzisz sobie?
-Jasne, dziękuje.
Obie dziewczyny poszły spać. Jest już dawno po drugiej w nocy. Hermiona przekładała się z boku na bok. Nie mogła zasnąć. Wiedziała, że reszta jest już pogrążona w śnie. Poszła do łazienki, która oczywiście jest na korytarzu. Kiedy założyła kapcie (szlafroka nie musiała bo miała piżamę jako body w kolorach pandy) zeszła ze schodów. Gdy już była za obrazem, ten się odezwał.
-Moja droga panno, czy nie jest ciut za późno na spacerek po zamku?
-Ja idę tylko do łazienki, za chwilę wrócę-powiedziała cicho.
Szybko pobiegła w stronę toalety. Po drodze spotkała, co ją bardzo zdziwiło, Ginny i Blaisa.
-Ginny? Co ty tutaj robisz?
-O, cześć Hermiono fajna piżama.
-Hej-powiedział radośnie Zabini.
-Cześć, co wy tu robicie? Nie powinniście już dawno spać?
- Tak samo jak ty.
-Ale ja poszłam tylko do łazienki, a sądząc po tym, że tylko ja z naszej trójki mam zaspany głos, to siedzicie tu od dawna.
-Bingo!-krzykną Ślizgon.
-Kurcze! Zabini! Zamknij się bo nas przyłapią!-mówiła Gin.
-Sorry...
-Dobra ja już pójdę, a wy nie siedźcie tu długo-tylko się uśmiechnęła i odeszła. 
Przez całą drogę miała dobry humor. Aż w końcu sobie o nim przypomniała. Hermiona, nie możesz cały czas płakać. Jesteś silna, mądra dlatego tiara przydzieliła Ciebie do Gryffindoru. Nie poddawaj się. Może i masz rację, no w końcu co się może stać? Może Cię odrzucić, obrazić i wyśmiać?-to było z sarkazmem. Dzięki mądry głosie!-krzyczała w duszy. W końcu dotarła do celu. Po pięciu minutach stała już przed drzwiami. Postanowiła, że pójdzie jeszcze na Wieżę Astronomiczną. Musiała pomyśleć. Znowu. Noce nie były już takie zimne jak, np. tydzień temu. Racja było chłodno ale nie za bardzo. Znajdowała się już na schodach, kiedy ich zobaczyła. Znowu. Ale tym razem coś się zmieniło. Już nie chodzili za rękę. Wręcz przeciwnie! Całowali się! Zachowywali się jakby spotykali się już parę miesięcy. Hermiona nie chciała im przeszkadzać. Uznała, że powinna już iść spać.
  *Sobota, Bal*
Chociaż zabawa była dopiero o 20, dziewczyny od samego rana prawie nie wychodziły z pokoi. Z Hermioną nie było inaczej. O godzinie 12, profesor McGonagall zwołała wszystkich Gryfonów. 
-Drodzy uczniowie. Chciałam wam tylko przypomnieć, że na ten bal ma przybyć sam Minister. Nie możecie zachowywać się jak banda małpiszonów. Musimy pokazać się z jak najlepszej strony. Możecie wracać do przygotowań. 
Hermiona szybko weszła do pokoju. To co tam zobaczyło zszokowało ją. Jej nowa sukienka była podarta na małe strzępki materiału. Dziewczyna już chciała iść powiedzieć Fredowi, że nie może iść na bal, kiedy Ginny powiedziała:
-Hermiona, chyba nie masz zamiaru nie iść na bal?!
-Właśnie chciałam powiedzieć Fredowi, że nie mam w czym iść.
-Nie ma mowy! Chodź, zaraz coś wymyślimy.
Gin pociągnęła ją do swojego dormitorium. Ruda od razu podbiegła do swojego kufra. Po chwili poszukiwań wyjęła z niej przepiękną suknię. Była od pasa w górę czarna. Dół był zrobiony z cienkiego, przewiewnego, różowego materiału. Hermiona zaniemówiła.
-Ginny, ja nie mogę jej założyć.
-Możesz, a nawet musisz.
-Ale w tedy ty nie będziesz miała w czym iść.
-Ja mam swoją sukienkę-*.-Tą wzięłam tak na wszelki wypadek. Masz.
-Ginny! Jesteś kochana!-szatynka przytuliła przyjaciółkę. 
-No to teraz leć się przygotowywać.
Hermiona szybko wróciła do swojego pokoju. Kiedy pokazała nowy strój współlokatorkom zaniemówiły. Dziewczyna usiadła przy toaletce i zaczęła się malować. Musnęła tuszem rzęsy, przypudrowała policzki, posmarowała usta nie mocną szminką. Wyglądała ślicznie w samym makijażu, a co dopiero, kiedy już założy suknię i zrobi fryzurę. Spojrzała na zegarek : 17.30. Jak ten czas szybko leci! Przed chwilą była 12! No jest mało czasu. Dziewczyny zaczęły latać, to do lustra, to do toaletek, to do kufra i tak cały czas. Hermiona zrobiła koka zawijanego do środka. Zostało pół godziny. Wszystkie Gryfonki stały już przy kominku w swoich strojach. Ich partnerzy mieli na nie czekać przy Wielkiej Sali. Szatynka odnalazła przyjaciółkę w tłumie.
-Ginny! Ślicznie wyglądasz.
-Ja?! Ty wyglądasz o wiele lepiej!
-Dobra, dobra nie kłóć się ze mną. Idziemy na dół?-zaproponowała Miona.
-Jasne, chodźmy.
Dziewczyny chwilę później były już za obrazem. Co chwila obok nich przechodziło coraz więcej osób. 
  Już po pięciu minutach znajdowały się przed Wielką Salą. Kilka chłopców stało czekając na swoje partnerki. Wśród nich znalazła Freda, Georga i Blaisa. Do Georga podeszła Katie Bell. Ginny szybko podbiegła do Zabiniego. 
-Mówiłem, że w końcu zakocha się w kimś innym-mówił rudzielec, kiedy szatynka do niego podeszła.- A w ogóle, ślicznie wyglądasz.
-Dzięki-dziewczyna lekko się zarumieniła.  
Chłopak wziął Hermionę pod ramię i razem weszli do sali. Na środku był przygotowany wielki parkiet, po bokach stały stoły z przekąskami i napojami. Zamiast stołu nauczycielskiego stała cała masa krzeseł i ławek. Z sufitu zwisały przeróżne ozdoby świąteczne. Zabrzmiała muzyka. 
-Zatańczysz?-zapytał Fred podając rękę dziewczynie.
-Jasne-Miona ułożyła  swoją nie wielką dłoń na jego ręce. 
Już  chwilę później znajdowali się na parkiecie. Szatynka położyła rękę na jego ramieniu. On natomiast swoją na jej biodrze. Hermionie w jednej chwili zrobiło się gorąco. Dlaczego dotyk chłopaka tak na nią działa? Bo Go kochasz! Znowu ten głupi głos. Jaki tam głupi?! Gdyby nie ja to na pewno siedziałabyś sama w pokoju. 
-Och zamknij się!-powiedziała dziewczyna.
-Ale ja przecież nic nie mówię-zaprzeczył chłopak, miał rozbawioną minę ale był trochę przerażony. 
-Wybacz, to tylko jakiś głupi głos...-Miona zobaczyła, że chłopak  jest jeszcze bardziej przerażony.- E tam. Nie ważne. 
Piosenka szybko minęła. Po niej natychmiast zabrzmiała inna. Chłopak porwał Hermionę na sam środek sali. Tańczyli tak jeszcze przez kilka piosenek pod rząd. 
-Nie mam już siły. Muszę odpocząć-mówiła zasapana dziewczyna.
-No co ty? Naprawdę? Ja mogę tak całą noc-mówił trochę zmęczony Fred. 
Minęło 10 minut i znowu polecieli na parkiet. Tym razem to była wolniejsza piosenka od wcześniejszych. Dziewczyna oparła głowę o tors chłopaka. Mimo tego, że założyła dość wysokie obcasy nie dorastała mu nawet do czubka nosa. Objęła go w pasie. Fred uczynił to samo. I tak kołysali się w takt muzyki. Rudzielec oparł brodę o głowę szatynki. Hermiona nie wiedziała czemu lepiej się czuła w towarzystwie chłopaka niż z Harrym i Ronem. Przy nim czuła się bezpiecznie. Wiedziała, że nie pozwoli by coś się jej stało. Ufała mu. Te myśli odciągnęły ją na chwilę od rzeczywistości. Już zaczynała wierzyć, że może to się jednak uda. A potem wróciła na Ziemię. Przypomniały jej się ostatnie wieczory. A co jeśli ją odrzuci? Jeśli tylko się z kimś założył, dlatego zaprosił ją na bal?Nie na pewno nie. On taki nie jest. Skąd wiesz, przecież nie znasz go za dobrze. Ale wiem, że taki nie jest. Aaaa, ty to po prostu wiesz?  Tak, myślę, że tak. 
-Hermiona- mówi cicho chłopak.- Hermiona-nieco głośniej.-Hermiona!
-Co? A tak. Co mówiłeś?
-Że piosenka się już dawno skończyła. Zachowujesz się jakbyś była nie obecna duchem. Co się dzieje?-popatrzył na nią tak przenikliwym wzrokiem, że Hermionie ugięły się nogi.
-Nic, po prostu się zamyśliłam.
-Taa? To czemu masz rozmazany tusz? Znowu płakałaś?-zapytał z troską.
Płakała? Nawet nie wiedziała że o robi.
-Serio?-przetarła ręką pod okiem. Rzeczywiście była rozmazana. Szybko wyjęła z torebki małe lusterko i mokrą chusteczkę. Kilkoma zręcznymi ruchami doprowadziła się do porządku.
-Lepiej?-zapytała chowając lusterko do torebki. 
-O wiele. Powiesz mi dlaczego płakałaś?
-E tam, przypomniało mi się coś smutnego.
-Bardzo?
-Nawet nie wiesz jak bardzo. 
-A powiesz  mi dlaczego?
-Nic ważnego...
-Dla mnie tak...-powoli zbliżał swoją głowę do jej.
Ich usta były kilka milimetrów od siebie, kiedy podbiegła do nich Ginny z Blaisem. 
-Uuu, chyba w czymś wam przeszkodziliśmy-powiedziała wyraźnie zadowolona ale i zła, na siebie że przyszła w nie odpowiednim momencie. 
W jednej chwili odskoczyli od siebie. 
-Co was do nas sprowadza?-pytała zaróżowiona Hermiona.
-Postanowiliśmy, że ja zatańczę z Fredem, a ty z Blaisem-powiedziała radosna.
-Nawet dobrze się składa bo muszę z tobą POGADAĆ-ostatnie słowo Fred powiedział z naciskiem. 
-A więc, zatańczysz Granger?-Ślizgon ukłonił się lekko i podał dłoń Gryfonce.
-Jasne, Zabini. 
Razem poszli na parkiet. Świetnie się bawili.
-Wiesz co Blaise? Jak nie zachowujesz się typowo Ślizgońsko jesteś w porządku. 
-W twoich ustach to brzmi jak komplement.
-Tak miało zabrzmieć-zaczęli się głośno śmiać.
-To ty jesteś z Weasleyem?
-Co? Nie...
-A wyglądacie jak para.
-My? Chyba ty i Ginny. 
-Przecież chodzenie za rękę i przyjście razem na bal to nie oznacza, że tak wyglądamy. 
-Taa, a to co było na Wieży Astronomicznej?
-Skąd wiesz co wtedy robiliśmy?Ginny ci powiedziała?-chłopak nie był już tak wyluzowany.
-Nie, Gin nic mi nie mówiła. Chciałam pomyśleć i poszłam na Wieżę ale zobaczyłam was i nie chciałam wam przeszkadzać. 
-To dobrze, bo już myślałem, że wszystkim wygadała.
-Spokojnie, ona jest dobrą przyjaciółką, sądzę, że dziewczyną też.
-Ty byłabyś dobrą dziewczyną-powiedział nagle.
-Co? Ja? Kto tak mówi?-pytała naprawdę zdziwiona.
-Wszyscy Weasleyowie, Draco, Ja, Potter no i jeszcze kilka osób.
Hermiona szybko zmieniła temat. Nie chciała o tym słuchać.
* Fred i Ginny*
-Fred, wiem, że przyszłam w nie odpowiednim momencie.
-No właśnie jeszcze chwila a już bym wiedział dlaczego cały czas płacze.
-Tylko na tym ci zależy? Żeby się dowiedzieć jaki jest jej powód?
-Ja tylko chciałem ją jakoś pocieszyć....
-Całując ją?! Myślisz, że to jest dobre pocieszenie?
-No, zawsze tak myślałem...
-Najlepiej jest nie znać powodu. Czasem przyjść przytulić się, pogadać. A nie od razu całować. 
-Przepraszam, ja nie wiem czemu to chciałem zrobić. 
-Nie mnie przepraszaj tylko Hermionę-powiedziała już mniej zła na brata.
-No wiem, ale ja nie wiem co zrobić, żeby mi w końcu zaufała.
-Ale ona ci ufa! Nie zauważyłeś tego? Spędza z tobą więcej czasu niż ze mną!
-No wiem, wiem. Ale nie chodzi mi o to. Po prostu chcę się dowiedzieć czegoś więcej o niej, a ona jest taka zamknięta w sobie. Nic mi nie mówi o sobie. 
-Chyba wiem jak ci pomóc. Ale sama nie dam rady. Wiem, że to nie będzie legalne. Musimy poprosić o pomoc Georga i Penelopę. 
Piosenka już się skończyła. Fred wrócił do Hermiony. Bal miał się za 30 minut skończyć. Dziewczyna już prawie zasypiała na stojąco. Była już 1.30 w nocy. 
-Chodź-złapał ją za rękę i pociągną w stronę wyjścia. Usiedli na schodach. Pogadali przez chwilkę. Większość ich rozmowy polegała na krytykowaniu włosów Snape'a . Dziewczyna oparła głowę o ramię chłopaka i zasnęła. Fred tylko zaśmiał się cicho. 

Mam nadzieję że się wam spodobało. PROSZĘ O KOMENTARZE! 

~Panna Weasley


SPIS TREŚCI FREMIONE

SPIS TREŚCI FREMIONE:

♥ http://perfekcyjnie-nieidealni.blogspot.com/2015/11/prolog.html PROLOG

♥ http://perfekcyjnie-nieidealni.blogspot.com/2015/11/framione-rozdzia-1-przygotowania.html PRZYGOTOWANIA
♥ http://perfekcyjnie-nieidealni.blogspot.com/2015/11/fremione-rozdzia-2-wspaniay-wierczor.html WSPANIAŁY WIECZÓR
♥ http://perfekcyjnie-nieidealni.blogspot.com/2015/11/fremione-rozdzia-3-nareszcie-w-domu.html NARESZCIE W DOMU
♥  http://perfekcyjnie-nieidealni.blogspot.com/2015/11/fremione-rozdzia-4-jeszcze-sie-tego.html JESZCZE SIĘ TEGO DOWIEM
♥   http://perfekcyjnie-nieidealni.blogspot.com/2015/11/fremione-rozdzia-5-ktos-nowy.html  KTOŚ NOWY
http://perfekcyjnie-nieidealni.blogspot.com/2015/11/fremione-rozdzia-6-zajecia.html ZAJĘCIA
♥ http://perfekcyjnie-nieidealni.blogspot.com/2015/11/fremione-rozdzia-7-bal.html BAL
♥ http://perfekcyjnie-nieidealni.blogspot.com/2015/12/fremione-rozdzia-8-mowa-jest-zrodem.html MOWA JEST ŹRÓDŁEM NIEPOROZUMIEŃ 
♥ http://perfekcyjnie-nieidealni.blogspot.com/2015/12/fremione-rozdzia-9-uwielbiam-noc.html UWIELBIAM NOC
♥ http://perfekcyjnie-nieidealni.blogspot.com/2015/12/fremione-rozdzia-10-harry-chyba-cie.html HARRY CHYBA CIĘ KOCHAM
♥ http://perfekcyjnie-nieidealni.blogspot.com/2015/12/uwaga-uwaga.html UWAGA UWAGA

poniedziałek, 16 listopada 2015

Fremione-rozdział 6 Zajęcia...

W tle można było usłyszeć: Hermiona, ślicznie, ...ten ktoś musi być szczęściarzem skoro na próbę ubrała się tak ślicznie. 
Nagle podszedł do niej Fred.
-Wow, Hermiona ślicznie wyglądasz. Ale wiesz, że bal jest dopiero w sobotę?
-Tak, wiem wiem. Ale jakoś chciałam się już przyzwyczaić do butów i sukienki.
-A czy to nie jest ta sukienka, w której byłaś na kolacji?
-Tak to jest ta sukienka. A tak w ogóle, to nie wiedziałam, że przyjdziesz na te zajęcia.
-No wiesz, muszę potrenować z moją partnerką bo nie wiem czy da sobie radę-w tym momencie dostał od szatynki w ramię.
-Och zamknij się-powiedziała ale mimowolnie się uśmiechnęła.
Do sali weszła profesor McGonagall. To ona miała prowadzić te zajęcia. Za nią weszli inni opiekunowie domów. Snape, Sprout oraz Flitwic. Była Gryfonka od razu poleciła woźnemu, żeby ten włączył muzykę. W pomieszczeniu zabrzmiała wolna melodia.
-Dziękuje, że przyszło was aż tak dużo. Mam nadzieję że wspólnie nauczymy się tańczyć. Będę potrzebowała dwóch osób. Jedną dziewczynę , i jednego chłopca-mówiła głośno wicedyrektorka.- Profesorze Snape, może zaproponuje pan kogoś ze Slytherinu?
-Oczywiście-odpowiedział monotonnie.- To może Malfoy?
-No dobrze, to teraz ja, później profesor Flitwic i Sprout. To ja wybieram, pannę Granger. Może tu pani podejść?-wskazała na podwyższenie.
Fred zrobił się cały czerwony ze złości. ,,Nie dość, że podrywał ją w galerii, to teraz ma z nią jeszcze tańczyć?!''- myślał chłopak.
Malfoy był wyraźnie zadowolony, chociaż tego nie wykazywał. Nie mógł pokazać, że cieszy się z tańca ze szlamą.
Hermiona była temu wszystkiemu przeciwna. Była wściekła na McGonagall, że wybrała akurat ją! Pierwszy raz była tak zła na nauczyciela. Zauważyła też, że Rudzielec także był wściekły. Dziewczyna nie do końca wiedziała dlaczego. Przecież oni idą na ten bal tylko po przyjacielsku. A może to coś więcej niż przyjaźń? Nie na pewno nie. Ale on był z tobą w twoich ostatnich najtrudniejszych momentach. Razem się śmialiście, żartowaliście, rozmawialiście. Kobieto! On nawet zaprosił Cię na randkę! Otrząśnij się!- Hermiona toczyła rozmowę z samą sobą. W końcu wyrzuciła te myśli z głowy i weszła na scenę, na której już dawno stał Draco. 
-Panie Malfoy, proszę położyć rękę na talii panny Granger. 
Chłopak uczynił to z wyraźną satysfakcją. Szatynka niechętnie ułożyła dłoń na jego ramieniu. Ich ręce się złączyły. Miał lodowate dłonie. Dziewczyna chciała jak najszybciej go opuścić i udać się do Freda. Czekaj, co? Dziewczyno znowu o nim myślisz! Tak to jest to! Zostaw Malfoya! Leć do niego! Szybko odrzuciła tą propozycję. Jakby to wyglądało? Na pewno bardzo dziwnie. I co on by sobie o niej pomyślał? Hermiona myślała tylko o tym, żeby już skończyć ten taniec. Nagle poczuła, że ręka blondyna przesuwa się coraz niżej. Dziewczyna instynktownie ją chwyciła i dłoń powróciła na swoje miejsce. Chłopak tylko się uśmiechną. Hermiona miała poważną minę. Tak! W końcu piosenka się skończyła!  Miona szybko zeszła z podestu. Wszystkie pary zaczęły tańczyć. Podobnie zrobili Fred i Hermiona. Po chwili podbiegł do nich Harry. Był zdyszany, prawdopodobnie szukał ich po całym zamku.
-Hej, nie widzieliście Penelopy?
-Pen..czekaj, a coś się stało?-pytała zaskoczona szatynka.
-Nie, tylko chciałem ją zaprosić na bal.
-Ja myślałam że ty zaprosisz Gin...
-Co? A czemu niby? Znaczy lubię ją, a nawet kocham, ale jak siostrę. A wy z kim idziecie?
-My idziemy razem-powiedział stanowczo Fred, zanim dziewczyna zdążyła otworzyć usta.
-Uuuu, coś się kroi, no dobra ja już muszę lecieć. Pa
Hermiona cały czas była zamyślona. Nie wyobrażała sobie jak zła na nią będzie jej przyjaciółka. Przecież miała z nim pogadać. Ale jak zwykle zapomniała. Gdyby nie ona jej przyjaciele na pewno poszliby razem. Freddie odciągną ją od tych myśli.
-Hej, nie zamartwiaj się tak.  To przecież nie jest twoja wina. Miałaś z nim porozmawiać, ale nie miałaś jak. Trudno. Ginny w końcu zakocha się w kimś innym.
-Może i masz rację...- powiedziała nadal smutnym głosem. 
-Ej, nie myśl teraz o tym. Pomyśl jak fajnie będzie na balu, i jak się dowiesz od kogo dostałaś wisiorek, i jak razem spierzemy Malfoya...
Chłopak nawet w najgorszych chwilach potrafił być zabawny. Zawsze umiał ją rozśmieszyć. Dziewczyna w poprzednich latach nie zauważyła, że Fred jest aż taki przystojny. Tak właściwie skoro mówi, że taki jest, to tak jakby mówi też o Georgu. Ale Freddie ma w sobie coś szczególnego. Coś czego nie ma jego brat. Charakter? Gust? Oczy. To były oczy. George miał bardziej brązowo-szare, natomiast Fred czekoladowe. Po tym dziewczyna ich rozpoznawała. Chyba nikt inny. Nikt nie wpatrywał się tak długo w oczy bliźniaka jak ona. Ostatnio spędzają ze sobą coraz więcej czasu. Siadają razem na uczcie, lekcjach, przerwach, nawet po zajęciach. 
   *Punkt widzenia Hermiony*
O nie! Za dużo czasu ze sobą spędzamy! Na uczcie to jeszcze rozumiem. Ale po lekcjach? To już przesada. Musimy dać sobie kilka dni spokoju. Tak, to dobre rozwiązanie. Zaraz mu to powiem! Nie Hermiona! Nie chcesz tego! Ojj! Cicho! to moja decyzja-serce kłóci się z rozumem. Rozum mówił, żeby dać sobie kilka dni, serce inaczej. Mama zawsze mówiła ,,Kieruj się sercem a odnajdziesz miłość. Kieruj się rozumem-daleko zajdziesz''. Przez te wszystkie lata kierowałam się rozumem. Może dać mu odpocząć i kierować się sercem. W końcu znaj miłość? A może już ją znalazłam?Czy można kierować się dwoma rzeczami na raz?
    *Punkt widzenia Freda*
W końcu się udało. Hermiona zgodziła się iść ze mną na bal. Robię postępy. Ale nadal nie wiem czy dobrze robię. Może ona myśli, że idziemy po przyjacielsku? Przecież tak jest...Fred! Ogarnij się! Musisz się zdecydować. Ale już sam nie wiem co czuję. Coś tak myślę, że to nie jest po przyjacielsku. Chociaż Hermiona jeszcze o tym nie wie. A może wie.... Na razie tego nie wykazuje. 
   Zajęcia za chwilę miały się skończyć. Nauczycielka przypomniała wszystkim, żeby jeszcze ćwiczyli w dormitoriach. Dziewczyna razem z partnerem szybko wyszli z sali. Za nimi wyszła reszta uczniów. Kiedy byli już w pokoju wspólnym, Hermiona wbiegła do sypialni dziewczyn. Fredowi wydawało się, że widział w jej oczach łzy. Tylko nie do końca wiedział dlaczego. Przecież wszystko było dobrze. Świetnie się bawili na próbie, razem rozmawiali i żartowali. A więc o co chodzi? 10 minut później, razem  z bratem siedział na kanapie przy kominku. Zauważył,, że Gryfonka ubrana w lekki płaszczyk, czapkę i szalik szybko wychodzi przez dziurę w ścianie. Hermiona już chwilę później znajdowała się przy wyjściu. Przechodziła właśnie koło jeziora, kiedy go spotkała. 
-Hej Granger-powiedział Blaise. 
-Hej?-odpowiedziała trochę zdziwiona.
-Gdzie się wybierasz?
-A tak wyszłam na spacerek, pomyśleć.
-Najlepszym miejscem gdzie można posiedzieć i pomyśleć jest stary pomost.
-Czemu jesteś taki miły? To trochę dziwne...
-No wiesz, Tiara na początku roku mówiła, że musimy się integrować...
-Więc postanowiłeś, że będziesz się integrował ze mną?-zapytała lekko się uśmiechając.
-Tak właściwie to chciałem się Ciebie zapytać czy nie wiesz z kim idzie na bal Ginny Weasley?
-Ooo, Blaise to miła odmiana. Miała iść z Harrym ale jednak on idzie z Penelopą. Więc jeśli chcesz możesz ją spokojnie zaprosić.
-Dzięki, nie sądziłem, że kiedyś to powiem ale kochana jesteś.
Te słowa bardzo zdziwiły Hermionę. Nie wiedziała że Ślizgoni potrafią być mili. Teraz widziała tylko cień chłopaka. Był już dawno przy zamku. Gryfonka postanowiła, że pójdzie na pomost. Blaise miał racje. Można tu pomyśleć. Miała mętlik w głowie. Najpierw Fred zaprasza ją n bal,  Malfoy ją podrywa, Blaise jest dla niej miły. Już nie wie co ma robić. Zaczęła płakać. Nagle podchodzi do niej Ginny.
-Cześć- mówi i siada koło przyjaciółki. 
-Hej-dziewczyna szybko ociera łzy. 
-Co się stało?
-Nic ważnego...
-Hermiona znam Cię, wiem ,że coś jest nie tak.
-No bo ja..nie wiem jak Ci to powiedzieć.
-Spokojnie,mi możesz powiedzieć wszystko.
-No racja. No bo wiesz, że ja lubię Freda, ale nie wiem czy on mnie lubi...i w tym jest problem...
-Hermiona! Ocz...-nie skończyła bo właśnie podszedł do nich bliźniak.
-A Blaise mówił, że tego miejsca nikt nie zna.
-Co? Zabini z tobą rozmawiał?
-Nie ważne. Idziemy na kolację?-szybko zmieniła temat Gryfonka.
Już po chwili znajdowali się w Wielkiej Sali. Dyrektor jak co wieczór przypominał o sobotnim balu. Po przemowie na stołach pojawiły się różne potrawy. Hermiona nie miała apetytu. Wszyscy namawiali ją, żeby się chociaż napiła soku, dziewczyna tylko wstała i wyszła. Cała szkoła odprowadziła ją wzrokiem. Ginny zaczynała się martwić. Hermiona nigdy się tak nie zachowywała. 

Hej! Pewnie każdy się domyśla, dlaczego Hermiona jest  smutna. Ale tak mam nadzieję że się Wam podobało. Proszę o komentarz, to naprawdę dodaje weny.
~Panna Weasley :3