No heej. Wiem że dawno nie dodawałam postów, ale wiecie jak jest, szkoła. W tym opowiadaniu będą linki do fajnych piosenek, więc jeśli chcecie to możecie ich słuchać w trakcie czytania. <3
__________________________________________________________
Uczta się skończyła. Hermiona siedziała na łóżku i czytała książkę ,,Tylko mnie kochaj...''. Uwielbiała jej autorkę. Ostatnio nie miała czasu dla siebie. Wszystkie wolne chwile spędzała z Fredem. No i znowu. Płacze. Miała przyjaciół, rodzinę, państwo Weasley zachowywali się jakby była ich drugą córką. Ale brakowało jej miłości. Czyta o niej książki ale to nie wypełnia tej pustki. Potrzebny jej był ktoś, kto przytuli ją w potrzebie, przyjdzie pocieszyć jakoś wesprzeć. Wiadomo, tacy byli Ron i Harry. Kochała ich, ale jak braci. Inaczej było z Fredem i Georgem. Z nimi spędzała o wiele mniej czasu. Ale coś się chyba zmieniło. W tym roku wszystko było inaczej. Chyba powoli dorastała. Przestała już być szarą myszką, poznała nowe osoby, rozmawiała z ludźmi z Slytherinu. Trochę ją to zdziwiło, ale chyba w końcu zrozumieli, że status krwi się nie liczy. Na przykład taki Zabini. Robił postępy. Nagle ktoś zapukał. Domyślała się kto to może być. Przecież każda dziewczyna może wejść do tego dormitorium. Kiedy otworzyła drzwi zobaczyła w nich Ginny.
-Ginny, przecież wiesz, że możesz tutaj wejść nie pytając-mówiła ocierając ostatnią łzę.
-No wiem, ale myślałam, że jesteś zajęta, że chcesz mieć trochę czasu dla siebie. I widzę, że znowu płaczesz...Hermiona co się dzieje?
-Nie, nic...po prostu jakoś mi smutno...-pierwszy raz dziewczyna nie powiedziała przyjaciółce prawdy.
-Widzę, że coś się dzieje. Jeśli chodzi o tą rozmowę z Harrym, to nic nie szkodzi. Przed chwilą Blaise zaprosił mnie na bal.
-To dobrze, bo już się martwiłam, że mi tego nie wybaczysz.
-Spoko, znaczy nadal lubię Harrego ale już coraz mniej-ruda przytuliła Gryfonkę.
Szatynka lekko się uśmiechnęła.
-Już Ci lepiej?-zapytała ponownie.
-Tak, o wiele...
-No to teraz mi powiedz prawdę-dziewczyna jakby czytała Hermionie w myślach.
-Co? Skąd wiedziałaś?
-Znam Cię zbyt długo, ty nie potrafisz kłamać.
-No dobrze, pamiętasz co Ci mówiłam na moście? Cały czas mnie to męczy...-po policzku spłynęła jej łza.
-Hermiona....spróbuję z nim pogadać, ale teraz już muszę lecieć bo się schodzą do pokoju. Poradzisz sobie?
-Jasne, dziękuje.
Obie dziewczyny poszły spać. Jest już dawno po drugiej w nocy. Hermiona przekładała się z boku na bok. Nie mogła zasnąć. Wiedziała, że reszta jest już pogrążona w śnie. Poszła do łazienki, która oczywiście jest na korytarzu. Kiedy założyła kapcie (szlafroka nie musiała bo miała piżamę jako body w kolorach pandy) zeszła ze schodów. Gdy już była za obrazem, ten się odezwał.
-Moja droga panno, czy nie jest ciut za późno na spacerek po zamku?
-Ja idę tylko do łazienki, za chwilę wrócę-powiedziała cicho.
Szybko pobiegła w stronę toalety. Po drodze spotkała, co ją bardzo zdziwiło, Ginny i Blaisa.
-Ginny? Co ty tutaj robisz?
-O, cześć Hermiono fajna piżama.
-Hej-powiedział radośnie Zabini.
-Cześć, co wy tu robicie? Nie powinniście już dawno spać?
- Tak samo jak ty.
-Ale ja poszłam tylko do łazienki, a sądząc po tym, że tylko ja z naszej trójki mam zaspany głos, to siedzicie tu od dawna.
-Bingo!-krzykną Ślizgon.
-Kurcze! Zabini! Zamknij się bo nas przyłapią!-mówiła Gin.
-Sorry...
-Dobra ja już pójdę, a wy nie siedźcie tu długo-tylko się uśmiechnęła i odeszła.
Przez całą drogę miała dobry humor. Aż w końcu sobie o nim przypomniała. Hermiona, nie możesz cały czas płakać. Jesteś silna, mądra dlatego tiara przydzieliła Ciebie do Gryffindoru. Nie poddawaj się. Może i masz rację, no w końcu co się może stać? Może Cię odrzucić, obrazić i wyśmiać?-to było z sarkazmem. Dzięki mądry głosie!-krzyczała w duszy. W końcu dotarła do celu. Po pięciu minutach stała już przed drzwiami. Postanowiła, że pójdzie jeszcze na Wieżę Astronomiczną. Musiała pomyśleć. Znowu. Noce nie były już takie zimne jak, np. tydzień temu. Racja było chłodno ale nie za bardzo. Znajdowała się już na schodach, kiedy ich zobaczyła. Znowu. Ale tym razem coś się zmieniło. Już nie chodzili za rękę. Wręcz przeciwnie! Całowali się! Zachowywali się jakby spotykali się już parę miesięcy. Hermiona nie chciała im przeszkadzać. Uznała, że powinna już iść spać.
*Sobota, Bal*
Chociaż zabawa była dopiero o 20, dziewczyny od samego rana prawie nie wychodziły z pokoi. Z Hermioną nie było inaczej. O godzinie 12, profesor McGonagall zwołała wszystkich Gryfonów.
-Drodzy uczniowie. Chciałam wam tylko przypomnieć, że na ten bal ma przybyć sam Minister. Nie możecie zachowywać się jak banda małpiszonów. Musimy pokazać się z jak najlepszej strony. Możecie wracać do przygotowań.
Hermiona szybko weszła do pokoju. To co tam zobaczyło zszokowało ją. Jej nowa sukienka była podarta na małe strzępki materiału. Dziewczyna już chciała iść powiedzieć Fredowi, że nie może iść na bal, kiedy Ginny powiedziała:
-Hermiona, chyba nie masz zamiaru nie iść na bal?!
-Właśnie chciałam powiedzieć Fredowi, że nie mam w czym iść.
-Nie ma mowy! Chodź, zaraz coś wymyślimy.
Gin pociągnęła ją do swojego dormitorium. Ruda od razu podbiegła do swojego kufra. Po chwili poszukiwań wyjęła z niej przepiękną suknię. Była od pasa w górę czarna. Dół był zrobiony z cienkiego, przewiewnego, różowego materiału. Hermiona zaniemówiła.
-Ginny, ja nie mogę jej założyć.
-Możesz, a nawet musisz.
-Ale w tedy ty nie będziesz miała w czym iść.
-Ja mam swoją sukienkę-*.-Tą wzięłam tak na wszelki wypadek. Masz.
-Ginny! Jesteś kochana!-szatynka przytuliła przyjaciółkę.
-No to teraz leć się przygotowywać.
Hermiona szybko wróciła do swojego pokoju. Kiedy pokazała nowy strój współlokatorkom zaniemówiły. Dziewczyna usiadła przy toaletce i zaczęła się malować. Musnęła tuszem rzęsy, przypudrowała policzki, posmarowała usta nie mocną szminką. Wyglądała ślicznie w samym makijażu, a co dopiero, kiedy już założy suknię i zrobi fryzurę. Spojrzała na zegarek : 17.30. Jak ten czas szybko leci! Przed chwilą była 12! No jest mało czasu. Dziewczyny zaczęły latać, to do lustra, to do toaletek, to do kufra i tak cały czas. Hermiona zrobiła koka zawijanego do środka. Zostało pół godziny. Wszystkie Gryfonki stały już przy kominku w swoich strojach. Ich partnerzy mieli na nie czekać przy Wielkiej Sali. Szatynka odnalazła przyjaciółkę w tłumie.
-Ginny! Ślicznie wyglądasz.
-Ja?! Ty wyglądasz o wiele lepiej!
-Dobra, dobra nie kłóć się ze mną. Idziemy na dół?-zaproponowała Miona.
-Jasne, chodźmy.
Dziewczyny chwilę później były już za obrazem. Co chwila obok nich przechodziło coraz więcej osób.
Już po pięciu minutach znajdowały się przed Wielką Salą. Kilka chłopców stało czekając na swoje partnerki. Wśród nich znalazła Freda, Georga i Blaisa. Do Georga podeszła Katie Bell. Ginny szybko podbiegła do Zabiniego.
-Mówiłem, że w końcu zakocha się w kimś innym-mówił rudzielec, kiedy szatynka do niego podeszła.- A w ogóle, ślicznie wyglądasz.
-Dzięki-dziewczyna lekko się zarumieniła.
Chłopak wziął Hermionę pod ramię i razem weszli do sali. Na środku był przygotowany wielki parkiet, po bokach stały stoły z przekąskami i napojami. Zamiast stołu nauczycielskiego stała cała masa krzeseł i ławek. Z sufitu zwisały przeróżne ozdoby świąteczne. Zabrzmiała muzyka.
-Zatańczysz?-zapytał Fred podając rękę dziewczynie.
-Jasne-Miona ułożyła swoją nie wielką dłoń na jego ręce.
Już chwilę później znajdowali się na parkiecie. Szatynka położyła rękę na jego ramieniu. On natomiast swoją na jej biodrze. Hermionie w jednej chwili zrobiło się gorąco. Dlaczego dotyk chłopaka tak na nią działa? Bo Go kochasz! Znowu ten głupi głos. Jaki tam głupi?! Gdyby nie ja to na pewno siedziałabyś sama w pokoju.
-Och zamknij się!-powiedziała dziewczyna.
-Ale ja przecież nic nie mówię-zaprzeczył chłopak, miał rozbawioną minę ale był trochę przerażony.
-Wybacz, to tylko jakiś głupi głos...-Miona zobaczyła, że chłopak jest jeszcze bardziej przerażony.- E tam. Nie ważne.
Piosenka szybko minęła. Po niej natychmiast zabrzmiała inna. Chłopak porwał Hermionę na sam środek sali. Tańczyli tak jeszcze przez kilka piosenek pod rząd.
-Nie mam już siły. Muszę odpocząć-mówiła zasapana dziewczyna.
-No co ty? Naprawdę? Ja mogę tak całą noc-mówił trochę zmęczony Fred.
Minęło 10 minut i znowu polecieli na parkiet. Tym razem to była wolniejsza piosenka od wcześniejszych. Dziewczyna oparła głowę o tors chłopaka. Mimo tego, że założyła dość wysokie obcasy nie dorastała mu nawet do czubka nosa. Objęła go w pasie. Fred uczynił to samo. I tak kołysali się w takt muzyki. Rudzielec oparł brodę o głowę szatynki. Hermiona nie wiedziała czemu lepiej się czuła w towarzystwie chłopaka niż z Harrym i Ronem. Przy nim czuła się bezpiecznie. Wiedziała, że nie pozwoli by coś się jej stało. Ufała mu. Te myśli odciągnęły ją na chwilę od rzeczywistości. Już zaczynała wierzyć, że może to się jednak uda. A potem wróciła na Ziemię. Przypomniały jej się ostatnie wieczory. A co jeśli ją odrzuci? Jeśli tylko się z kimś założył, dlatego zaprosił ją na bal?Nie na pewno nie. On taki nie jest. Skąd wiesz, przecież nie znasz go za dobrze. Ale wiem, że taki nie jest. Aaaa, ty to po prostu wiesz? Tak, myślę, że tak.
-Hermiona- mówi cicho chłopak.- Hermiona-nieco głośniej.-Hermiona!
-Co? A tak. Co mówiłeś?
-Że piosenka się już dawno skończyła. Zachowujesz się jakbyś była nie obecna duchem. Co się dzieje?-popatrzył na nią tak przenikliwym wzrokiem, że Hermionie ugięły się nogi.
-Nic, po prostu się zamyśliłam.
-Taa? To czemu masz rozmazany tusz? Znowu płakałaś?-zapytał z troską.
Płakała? Nawet nie wiedziała że o robi.
-Serio?-przetarła ręką pod okiem. Rzeczywiście była rozmazana. Szybko wyjęła z torebki małe lusterko i mokrą chusteczkę. Kilkoma zręcznymi ruchami doprowadziła się do porządku.
-Lepiej?-zapytała chowając lusterko do torebki.
-O wiele. Powiesz mi dlaczego płakałaś?
-E tam, przypomniało mi się coś smutnego.
-Bardzo?
-Nawet nie wiesz jak bardzo.
-A powiesz mi dlaczego?
-Nic ważnego...
-Dla mnie tak...-powoli zbliżał swoją głowę do jej.
Ich usta były kilka milimetrów od siebie, kiedy podbiegła do nich Ginny z Blaisem.
-Uuu, chyba w czymś wam przeszkodziliśmy-powiedziała wyraźnie zadowolona ale i zła, na siebie że przyszła w nie odpowiednim momencie.
W jednej chwili odskoczyli od siebie.
-Co was do nas sprowadza?-pytała zaróżowiona Hermiona.
-Postanowiliśmy, że ja zatańczę z Fredem, a ty z Blaisem-powiedziała radosna.
-Nawet dobrze się składa bo muszę z tobą POGADAĆ-ostatnie słowo Fred powiedział z naciskiem.
-A więc, zatańczysz Granger?-Ślizgon ukłonił się lekko i podał dłoń Gryfonce.
-Jasne, Zabini.
Razem poszli na parkiet. Świetnie się bawili.
-Wiesz co Blaise? Jak nie zachowujesz się typowo Ślizgońsko jesteś w porządku.
-W twoich ustach to brzmi jak komplement.
-Tak miało zabrzmieć-zaczęli się głośno śmiać.
-To ty jesteś z Weasleyem?
-Co? Nie...
-A wyglądacie jak para.
-My? Chyba ty i Ginny.
-Przecież chodzenie za rękę i przyjście razem na bal to nie oznacza, że tak wyglądamy.
-Taa, a to co było na Wieży Astronomicznej?
-Skąd wiesz co wtedy robiliśmy?Ginny ci powiedziała?-chłopak nie był już tak wyluzowany.
-Nie, Gin nic mi nie mówiła. Chciałam pomyśleć i poszłam na Wieżę ale zobaczyłam was i nie chciałam wam przeszkadzać.
-To dobrze, bo już myślałem, że wszystkim wygadała.
-Spokojnie, ona jest dobrą przyjaciółką, sądzę, że dziewczyną też.
-Ty byłabyś dobrą dziewczyną-powiedział nagle.
-Co? Ja? Kto tak mówi?-pytała naprawdę zdziwiona.
-Wszyscy Weasleyowie, Draco, Ja, Potter no i jeszcze kilka osób.
Hermiona szybko zmieniła temat. Nie chciała o tym słuchać.
* Fred i Ginny*
-Fred, wiem, że przyszłam w nie odpowiednim momencie.
-No właśnie jeszcze chwila a już bym wiedział dlaczego cały czas płacze.
-Tylko na tym ci zależy? Żeby się dowiedzieć jaki jest jej powód?
-Ja tylko chciałem ją jakoś pocieszyć....
-Całując ją?! Myślisz, że to jest dobre pocieszenie?
-No, zawsze tak myślałem...
-Najlepiej jest nie znać powodu. Czasem przyjść przytulić się, pogadać. A nie od razu całować.
-Przepraszam, ja nie wiem czemu to chciałem zrobić.
-Nie mnie przepraszaj tylko Hermionę-powiedziała już mniej zła na brata.
-No wiem, ale ja nie wiem co zrobić, żeby mi w końcu zaufała.
-Ale ona ci ufa! Nie zauważyłeś tego? Spędza z tobą więcej czasu niż ze mną!
-No wiem, wiem. Ale nie chodzi mi o to. Po prostu chcę się dowiedzieć czegoś więcej o niej, a ona jest taka zamknięta w sobie. Nic mi nie mówi o sobie.
-Chyba wiem jak ci pomóc. Ale sama nie dam rady. Wiem, że to nie będzie legalne. Musimy poprosić o pomoc Georga i Penelopę.
Piosenka już się skończyła. Fred wrócił do Hermiony. Bal miał się za 30 minut skończyć. Dziewczyna już prawie zasypiała na stojąco. Była już 1.30 w nocy.
-Chodź-złapał ją za rękę i pociągną w stronę wyjścia. Usiedli na schodach. Pogadali przez chwilkę. Większość ich rozmowy polegała na krytykowaniu włosów Snape'a . Dziewczyna oparła głowę o ramię chłopaka i zasnęła. Fred tylko zaśmiał się cicho.
Mam nadzieję że się wam spodobało. PROSZĘ O KOMENTARZE!
~Panna Weasley
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz