Muzyka

piątek, 6 listopada 2015

Fremione-rozdział 3 : ,,Nareszcie w domu"

Następnego dnia Hermiona szybko się spakowała i zjechała na dół, jeszcze zanim Fred się obudził. Zostawiła kufer w recepcji i poszła na śniadanie. Kiedy dopijała kawę do restauracji wszedł bliźniak.
-Widzę, że zostawiłaś mnie samego- śmiał się chłopak. 
-Tak.
-Jesteś zła?-pytał trochę zdziwiony
-Nie-powiedziała i poszła do wyjścia. 
-Co ja takiego zrobiłem?!
-Nic! Możemy już iść?
-Jasne..
Przez całą drogę aż do Nory wcale się do siebie nie odzywali. Z wyjątkiem pytań dotyczących godziny. Chłopak cały czas musiał wozić kufer Gryfonki. Kiedy byli już pod drzwiami wejściowymi, Hermiona się odezwała.
-Dziękuję, że przez całą drogę ciągnąłeś mój kufer.
-Spoko.
Dziewczyna już chciała odejść, kiedy Fred złapał ją za rękę.
-Przepraszam.
-Za co?-upewniała się dziewczyna.
-Za wszystko.
-Okej-już się odwracała kiedy powiedział.
-Za to że Ci nie odpowiedziałem.
-No dobrze, ale następnym razem odpowiadaj od razu.
-Dobrze,dobrze.
-A no właśnie, jeszcze mi nie udzieliłeś odpowiedzi.
-Kiedyś Ci odpowiem-śmiał się i otworzył drzwi Gryfonce.
-Nareszcie w domu-powiedziała wchodząc do kuchni.
-Ale przecież to nie twój prawdziwy dom.
-No wiem, ale ostatnio spędzam tu więcej czasu niż w swoim mieszkaniu.
Ze schodów zbiegła Ginny i od razu rzuciła się Hermionie na szyję.
-Tak tęskniłam!-piszczała Ruda.
-Ja też!
-Dziewczyny nie widziałyście się raptem przez trzy dni-wtrącił Fred.
One to zignorowały. Do kuchni weszła Molly i Artur. Z każdym się przywitała. 
   Już za dwa dni miała być Wigilia. Hermiona miała  przygotowane prezenty. Dla Ginny kupiła śliczne buty na obcasie (ona strasznie interesuje się modą), dla Harrego nową bluzę, dla Ronalda cały wór słodyczy, dla Molly i Artura śliczne poduszki, dla Georga markową czapkę i dla Freda nową, najszybszą miotłę. Kiedy była już w pokoju swoim i Ginny szybko się rozpakowała i zeszła na kolację. Były jej ulubione naleśniki ze szpinakiem i serem. Pomogła pani Weasley posprzątać, poszła do łazienki wziąć kąpiel. Rozstawiła świeczki, zgasiła światło, dolała płynu do wody i włączyła  ulubione piosenki. Musiała pomyśleć.
-O co chodziło Fredowi, kiedy mówił że kiedyś jej odpowie. Nie, zbyt często o nim myśli. Szybko się umyła i poszła spać. 
   Z rana dziewczyny były padnięte. Ginny obudziła ją w środku nocy i tak rozmawiały do 5. W końcu do ich pokoju wparował George.
-Dziewczyny! Wstawajcie! Słonko już świeci!-krzyczał.
-Och zamknij się!- Ruda rzuciła w niego poduszką. 
-Ej, Gin, myślisz, że on wróci?
-Niech spróbuje.
Chwilę później, do ich sypialni wpadło całe rodzeństwo z Harrym.
-Dziewczyny wstawajcie!-krzyknęli chórem.
Zignorowały to. Zrezygnowani wyszli z pokoju. Stanęli pod drzwiami.
-Trzeba coś wymyślić. Jakoś musimy Je wyciągnąć z łóżek-powiedział cicho George.
-Mam pomysł. Będziecie tylko musieli...-zaczął Harry, zwracając się do bliźniaków.
Znowu wparowali im do pokoju. Tym razem do dziewczyn podbiegi Fred i George. George wziął na ręce swoją siostrę, a Fred Hermionę. Szybko zbiegli na dół i wyszli przed dom. Dziewczyny były ubrane w topy na ramiączkach i krótkie spodenki. 
-Aaaaa! Fred! Odstaw mnie!-krzyczała Hermiona.
-Jak sobie życzysz-powiedział i postawił ją na śniegu.
Z racji tego, że dziewczyna nie miała butów na nogach, zaczęła skakać z nogi na nogę.
-Zmieniłam zdanie! Podnieś mnie!
-Hahaha!-chłopak tylko się zaśmiał i ponownie wziął Gryfonkę na ręce. 
Kiedy już weszli do domu Hermiona szybko wbiegła na górę i się przebrała. Założyła szary, rozciągnięty sweter i czarne leginsy. Włosy upięła w luźny koczek. Zeszła na śniadanie razem z Ginny.  Molly jak co ranek (tak właściwie to już nie rano, bo około 13 xD) zrobiła pyszne jajka na toście. Wszystkim Rudzielcom, Harremu i Hermionie strasznie smakowały. Kiedy został tylko jeden, zaczęła się bitwa. Bliźniacy, Ron, Ruda i Harry. Każdy chciał zjeść ostatniego tosta. Dziewczyna wykorzystała tą okazję i szybko go zjadła. Gdy Ron zorientował się, że na talerzu już nic nie ma, wszyscy zrezygnowani wrócili do swoich pokoi. Wszyscy oprócz Freda. Molly pojechała na zakupy, więc Hermiona postanowiła, że posprząta w kuchni.
   Dziewczyna przekonana, że została sama na dole, zaczęła nucić swoją ulubioną piosenkę. Już po chwili tańczyła latając po całej kuchni zbierała naczynia do mycia. Chłopak stał na schodach nie zauważony przez Gryfonkę. Przyglądał się całej sytuacji i ledwo powstrzymywał się od śmiechu. W końcu dziewczyna włączyła radio, i zaczęła śpiewać do Krzywołapa. Kot tylko przyglądał się jej i czasem przekręcił lekko głowę. Szatynka właśnie robiła obrót i zatrzymała się pod schodami. Wtedy go zauważyła.
-Od kiedy tu stoisz?-pytała poddenerwowana.
-Hmmm.. chyba od czasu kiedy włączyłaś radio (włączyła je niedługo po wyjściu wszystkich z kuchni).
-I ty pewnie wszystko widziałeś...
-Wszyściutko-powiedział szczerząc zęby. 
-O nie....
-Masz talent. Czy to były Fatalne Jędze?
-Taaa...
  Następnego dnia po ubraniu choinki i zjedzeniu kolacji Wigilijnej, wszyscy razem usiedli w salonie. Mieli rozpakowywać prezenty. Hermiona wcześniej, kiedy nikogo nie było położyła podarunki pod drzewko. Szatynka z bliźniakami siedziała na kanapie, Ron z Harrym i Ginny na podłodze, a Molly i Artur na fotelach. Rudzielce już się brali za swoje prezenty, kiedy Molly powiedziała:
-Chłopcy, najpierw niech dziewczynki rozpakują. 
Ginny od razu znalazła buty , bransoletkę , szczotkę do włosów i  cukierki. Hermiona otrzymała  piżamę, która wyglądała jak ogromne body dla dzieci z kapturem w kolorach pandy,  piękną, czarną spódnicę,  wielką portmonetkę, dostała długie, puchowe skarpetki ( takie na zimę*)  i na koniec, w pięknym pudełku był śliczny wisiorek z przewieszką w kształcie serca*
-Podoba ci się?-wymsknęło się Fredowi.
-Tak, nawet nie wiesz jak bardzo, mógłbyś?-zapytała Rudzielca, podając mu naszyjnik i odgarniając włosy.
Po około pół godzinie wszyscy poszli spać.

Hej! Już jest kolejny rozdział. Nie chcę za wiele zdradzać, ale za niedługo pojawi się ktoś...nowy.
Mam nadzieję że się podobało, i proszę o komentarze ;) To da mi lepszą wenę!

~Panna Weasley <3







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz