W tle można było usłyszeć: Hermiona, ślicznie, ...ten ktoś musi być szczęściarzem skoro na próbę ubrała się tak ślicznie.
Nagle podszedł do niej Fred.
-Wow, Hermiona ślicznie wyglądasz. Ale wiesz, że bal jest dopiero w sobotę?
-Tak, wiem wiem. Ale jakoś chciałam się już przyzwyczaić do butów i sukienki.
-A czy to nie jest ta sukienka, w której byłaś na kolacji?
-Tak to jest ta sukienka. A tak w ogóle, to nie wiedziałam, że przyjdziesz na te zajęcia.
-No wiesz, muszę potrenować z moją partnerką bo nie wiem czy da sobie radę-w tym momencie dostał od szatynki w ramię.
-Och zamknij się-powiedziała ale mimowolnie się uśmiechnęła.
Do sali weszła profesor McGonagall. To ona miała prowadzić te zajęcia. Za nią weszli inni opiekunowie domów. Snape, Sprout oraz Flitwic. Była Gryfonka od razu poleciła woźnemu, żeby ten włączył muzykę. W pomieszczeniu zabrzmiała wolna melodia.
-Dziękuje, że przyszło was aż tak dużo. Mam nadzieję że wspólnie nauczymy się tańczyć. Będę potrzebowała dwóch osób. Jedną dziewczynę , i jednego chłopca-mówiła głośno wicedyrektorka.- Profesorze Snape, może zaproponuje pan kogoś ze Slytherinu?
-Oczywiście-odpowiedział monotonnie.- To może Malfoy?
-No dobrze, to teraz ja, później profesor Flitwic i Sprout. To ja wybieram, pannę Granger. Może tu pani podejść?-wskazała na podwyższenie.
Fred zrobił się cały czerwony ze złości. ,,Nie dość, że podrywał ją w galerii, to teraz ma z nią jeszcze tańczyć?!''- myślał chłopak.
Malfoy był wyraźnie zadowolony, chociaż tego nie wykazywał. Nie mógł pokazać, że cieszy się z tańca ze szlamą.
Hermiona była temu wszystkiemu przeciwna. Była wściekła na McGonagall, że wybrała akurat ją! Pierwszy raz była tak zła na nauczyciela. Zauważyła też, że Rudzielec także był wściekły. Dziewczyna nie do końca wiedziała dlaczego. Przecież oni idą na ten bal tylko po przyjacielsku. A może to coś więcej niż przyjaźń? Nie na pewno nie. Ale on był z tobą w twoich ostatnich najtrudniejszych momentach. Razem się śmialiście, żartowaliście, rozmawialiście. Kobieto! On nawet zaprosił Cię na randkę! Otrząśnij się!- Hermiona toczyła rozmowę z samą sobą. W końcu wyrzuciła te myśli z głowy i weszła na scenę, na której już dawno stał Draco.
-Panie Malfoy, proszę położyć rękę na talii panny Granger.
Chłopak uczynił to z wyraźną satysfakcją. Szatynka niechętnie ułożyła dłoń na jego ramieniu. Ich ręce się złączyły. Miał lodowate dłonie. Dziewczyna chciała jak najszybciej go opuścić i udać się do Freda. Czekaj, co? Dziewczyno znowu o nim myślisz! Tak to jest to! Zostaw Malfoya! Leć do niego! Szybko odrzuciła tą propozycję. Jakby to wyglądało? Na pewno bardzo dziwnie. I co on by sobie o niej pomyślał? Hermiona myślała tylko o tym, żeby już skończyć ten taniec. Nagle poczuła, że ręka blondyna przesuwa się coraz niżej. Dziewczyna instynktownie ją chwyciła i dłoń powróciła na swoje miejsce. Chłopak tylko się uśmiechną. Hermiona miała poważną minę. Tak! W końcu piosenka się skończyła! Miona szybko zeszła z podestu. Wszystkie pary zaczęły tańczyć. Podobnie zrobili Fred i Hermiona. Po chwili podbiegł do nich Harry. Był zdyszany, prawdopodobnie szukał ich po całym zamku.
-Hej, nie widzieliście Penelopy?
-Pen..czekaj, a coś się stało?-pytała zaskoczona szatynka.
-Nie, tylko chciałem ją zaprosić na bal.
-Ja myślałam że ty zaprosisz Gin...
-Co? A czemu niby? Znaczy lubię ją, a nawet kocham, ale jak siostrę. A wy z kim idziecie?
-My idziemy razem-powiedział stanowczo Fred, zanim dziewczyna zdążyła otworzyć usta.
-Uuuu, coś się kroi, no dobra ja już muszę lecieć. Pa
Hermiona cały czas była zamyślona. Nie wyobrażała sobie jak zła na nią będzie jej przyjaciółka. Przecież miała z nim pogadać. Ale jak zwykle zapomniała. Gdyby nie ona jej przyjaciele na pewno poszliby razem. Freddie odciągną ją od tych myśli.
-Hej, nie zamartwiaj się tak. To przecież nie jest twoja wina. Miałaś z nim porozmawiać, ale nie miałaś jak. Trudno. Ginny w końcu zakocha się w kimś innym.
-Może i masz rację...- powiedziała nadal smutnym głosem.
-Ej, nie myśl teraz o tym. Pomyśl jak fajnie będzie na balu, i jak się dowiesz od kogo dostałaś wisiorek, i jak razem spierzemy Malfoya...
Chłopak nawet w najgorszych chwilach potrafił być zabawny. Zawsze umiał ją rozśmieszyć. Dziewczyna w poprzednich latach nie zauważyła, że Fred jest aż taki przystojny. Tak właściwie skoro mówi, że taki jest, to tak jakby mówi też o Georgu. Ale Freddie ma w sobie coś szczególnego. Coś czego nie ma jego brat. Charakter? Gust? Oczy. To były oczy. George miał bardziej brązowo-szare, natomiast Fred czekoladowe. Po tym dziewczyna ich rozpoznawała. Chyba nikt inny. Nikt nie wpatrywał się tak długo w oczy bliźniaka jak ona. Ostatnio spędzają ze sobą coraz więcej czasu. Siadają razem na uczcie, lekcjach, przerwach, nawet po zajęciach.
*Punkt widzenia Hermiony*
O nie! Za dużo czasu ze sobą spędzamy! Na uczcie to jeszcze rozumiem. Ale po lekcjach? To już przesada. Musimy dać sobie kilka dni spokoju. Tak, to dobre rozwiązanie. Zaraz mu to powiem! Nie Hermiona! Nie chcesz tego! Ojj! Cicho! to moja decyzja-serce kłóci się z rozumem. Rozum mówił, żeby dać sobie kilka dni, serce inaczej. Mama zawsze mówiła ,,Kieruj się sercem a odnajdziesz miłość. Kieruj się rozumem-daleko zajdziesz''. Przez te wszystkie lata kierowałam się rozumem. Może dać mu odpocząć i kierować się sercem. W końcu znajdę miłość? A może już ją znalazłam?Czy można kierować się dwoma rzeczami na raz?
*Punkt widzenia Freda*
W końcu się udało. Hermiona zgodziła się iść ze mną na bal. Robię postępy. Ale nadal nie wiem czy dobrze robię. Może ona myśli, że idziemy po przyjacielsku? Przecież tak jest...Fred! Ogarnij się! Musisz się zdecydować. Ale już sam nie wiem co czuję. Coś tak myślę, że to nie jest po przyjacielsku. Chociaż Hermiona jeszcze o tym nie wie. A może wie.... Na razie tego nie wykazuje.
Zajęcia za chwilę miały się skończyć. Nauczycielka przypomniała wszystkim, żeby jeszcze ćwiczyli w dormitoriach. Dziewczyna razem z partnerem szybko wyszli z sali. Za nimi wyszła reszta uczniów. Kiedy byli już w pokoju wspólnym, Hermiona wbiegła do sypialni dziewczyn. Fredowi wydawało się, że widział w jej oczach łzy. Tylko nie do końca wiedział dlaczego. Przecież wszystko było dobrze. Świetnie się bawili na próbie, razem rozmawiali i żartowali. A więc o co chodzi? 10 minut później, razem z bratem siedział na kanapie przy kominku. Zauważył,, że Gryfonka ubrana w lekki płaszczyk, czapkę i szalik szybko wychodzi przez dziurę w ścianie. Hermiona już chwilę później znajdowała się przy wyjściu. Przechodziła właśnie koło jeziora, kiedy go spotkała.
-Hej Granger-powiedział Blaise.
-Hej?-odpowiedziała trochę zdziwiona.
-Gdzie się wybierasz?
-A tak wyszłam na spacerek, pomyśleć.
-Najlepszym miejscem gdzie można posiedzieć i pomyśleć jest stary pomost.
-Czemu jesteś taki miły? To trochę dziwne...
-No wiesz, Tiara na początku roku mówiła, że musimy się integrować...
-Więc postanowiłeś, że będziesz się integrował ze mną?-zapytała lekko się uśmiechając.
-Tak właściwie to chciałem się Ciebie zapytać czy nie wiesz z kim idzie na bal Ginny Weasley?
-Ooo, Blaise to miła odmiana. Miała iść z Harrym ale jednak on idzie z Penelopą. Więc jeśli chcesz możesz ją spokojnie zaprosić.
-Dzięki, nie sądziłem, że kiedyś to powiem ale kochana jesteś.
Te słowa bardzo zdziwiły Hermionę. Nie wiedziała że Ślizgoni potrafią być mili. Teraz widziała tylko cień chłopaka. Był już dawno przy zamku. Gryfonka postanowiła, że pójdzie na pomost. Blaise miał racje. Można tu pomyśleć. Miała mętlik w głowie. Najpierw Fred zaprasza ją n bal, Malfoy ją podrywa, Blaise jest dla niej miły. Już nie wie co ma robić. Zaczęła płakać. Nagle podchodzi do niej Ginny.
-Cześć- mówi i siada koło przyjaciółki.
-Hej-dziewczyna szybko ociera łzy.
-Co się stało?
-Nic ważnego...
-Hermiona znam Cię, wiem ,że coś jest nie tak.
-No bo ja..nie wiem jak Ci to powiedzieć.
-Spokojnie,mi możesz powiedzieć wszystko.
-No racja. No bo wiesz, że ja lubię Freda, ale nie wiem czy on mnie lubi...i w tym jest problem...
-Hermiona! Ocz...-nie skończyła bo właśnie podszedł do nich bliźniak.
-A Blaise mówił, że tego miejsca nikt nie zna.
-Co? Zabini z tobą rozmawiał?
-Nie ważne. Idziemy na kolację?-szybko zmieniła temat Gryfonka.
Już po chwili znajdowali się w Wielkiej Sali. Dyrektor jak co wieczór przypominał o sobotnim balu. Po przemowie na stołach pojawiły się różne potrawy. Hermiona nie miała apetytu. Wszyscy namawiali ją, żeby się chociaż napiła soku, dziewczyna tylko wstała i wyszła. Cała szkoła odprowadziła ją wzrokiem. Ginny zaczynała się martwić. Hermiona nigdy się tak nie zachowywała.
Hej! Pewnie każdy się domyśla, dlaczego Hermiona jest smutna. Ale tak mam nadzieję że się Wam podobało. Proszę o komentarz, to naprawdę dodaje weny.
~Panna Weasley :3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz