Hej! Pomyślałam sobie, że piszę tylko Fredzie i Hermionie! Tak wiem o nich miał być blog, ale chyba przydałoby się trochę innych osób. Ten rozdział będzie o wszystkich, tylko nie o Hermionie i Fredzie. Będę tam opisywać różne czynności, różnych osób. Najpierw będę mówić w zdrobnieniu, a potem to rozwinę. Mam nadzieję, że się spodoba. A i tak przy okazji, to mniej więcej tak wygląda Penelopa.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Harry siedział przy stole w Pokoju Wspólnym. Dziś miał zająć się wszystkimi zaległymi pracami domowymi. Musiał napisać esej z eliksirów dla Snape'a o Eliksirze Żywej Śmierci, dla Hagrida na temat Sklątek Tylnowybuchowych, dla McGonagall o tym jak zmienić zwierzę w puchar. Miał mnóstwo roboty, później miał jeszcze trening Qudditcha. Z racji tego, że jest sobota miał dużo czasu. Wychodził tylko na ucztę. Po skończonym treningu spotkał się z Penelopą i...
Ginny razem z Blaisem chodziła po błoniach. Wyglądali na takich zakochanych. Chodzili za rękę koło jeziora. Po kilku minutach Blaise wstał i...
Ron pałętał się po zamku i nie wiedział co ze sobą zrobić. Szukał jakiegokolwiek zajęcia. Choćby miał pomagać Filchowi, aż tak się nudził. W końcu postanowił, że pójdzie do Wieży Gryffindoru. Pierwszy raz chciał z dobrej woli odrobić lekcje. Zwykle to Hermiona pisała za niego przynajmniej początek. A właśnie, gdzie ona jest? Dobra teraz to nie ważne. Teraz Ron musi się skupić. W końcu ma do zrobienia dużo roboty. Po drodze spotkał Lunę z Nelvilem. Trzymali się za ręce.
Draco spędził cały ranek na namawianiu Pansy na pewną rzecz. Ta sprawa była związana z zaufaniem Hermiony. Miał już na to plan.Potrzebował kogoś kto myśli podobnie jak Hermiona i jest w tym samym wieku. Jeśli jest jego przyjaciółką musi się zgodzić.
Harry po skończonym treningu poszedł do Penelopy, która akurat siedziała na kanapie w Pokoju Wspólnym. Owinięta w swój zielony, puchowy kocyk przyglądała się ogniu.
-Hej kochanie, wszystko w porządku?- spytał Harry.
-Jasne, tylko tak sobie myślałam i w ogień patrzyłam. To mnie zawsze uspokaja.
-Okej, zapraszam Cię na spacer. Zgadzasz się?-pytał podając rękę dziewczynie.
-Z tobą zawsze.
Penelopa szybko się ubrała i razem z Harrym wyszła na błonia. Chodzili tak długo, że już zaczynało się ściemniać.
-Może już powinniśmy wracać?-zapytała Penelopa.
-Aż tak bardzo uprzykrzam Ci czas?-zaśmiał się.
-Nie, to znaczy uwielbiam chodzić z tobą na spacery, ale robi się zimno, ciemno...
Po tych słowach razem wrócili do zamku. Po drodze spotkali Umbridge. Harry wytłumaczył jej, że tylko za jego namową Penelopa wyszła z Hogwartu. Dzięki temu nie ukarała jej, tylko odjęła 20 punktów Gryffindorowi. Potter musiał z nią iść do jej gabinetu. Usiadł na krześle przy stoliku. Gabinet był cały różowy. Na ścianach wisiały ruchome obrazy z kotami. Na małym biurku leżał pergamin i pióro. Nie było jednak atramentu. Umbridge wytłumaczyła, że ma pisać bez jego użycia. Po kilku wyrazach ,,Nie będę wychodził na błonia po zachodzie słońca'' na jego dłoni pojawiał się ten właśnie napis. Był on cały czerwony. Krew kapała na pergamin. Po około pół godzinie mógł iść do Wieży. Kiedy tylko wszedł , Pen od razu dała mu leki.
-Stara, wredna, brzydka ropucha!-krzyczała Penelopa.
Mniej więcej przez godzinę, siedzieli na kanapie w Pokoju Wspólnym. Po pewnym czasie Pen wstała.
-Harry! Chyba Cię kocham!-powiedziała podekscytowana.
Chłopak miał zdziwioną minę, która po chwili zmieniła się na szczery uśmiech. Wybraniec wstał i pocałował nową gryfonkę. Trwało to kilka minut. Kiedy już się od siebie oderwali, popatrzyli sobie w oczy i zaczęli się śmiać. Ten wieczór na pewno zapamiętają na długo.
Ginny z Blaisem chodzili razem po błoniach. Oboje wyglądali na zakochanych. W końcu usiedli pod wielkim i rozłożystym dębem. Dziewczyna oparła głowę o ramię Blaisa. Po pewnym czasie chłopak wstał, wziął na ręce Ginny, z racji tego, że była od niego o wiele niższa, i czule pocałował. Chwilę później, gdy popatrzyli sobie w oczy, Blaise wrzucił gryfonkę do jeziora.
-I po co Ci to było?-pytała wychodząc z wody.
-Nie wiem, jakoś za cicho było-śmiał się ślizgon.
Po kilku minutach dziewczyna była już sucha, za sprawą zaklęcia Zabiniego. Ponownie usiedli pod drzewem.
-Wiesz co? Kiedyś próbowałem wlać Ci do picia amortensję-powiedział nagle chłopak.
-Co?!-oburzyła się gryfonka.
-No bo ja zawsze byłem w tobie zakochany, ale dopiero na tym roku odważyłem się do Ciebie zaga...-nie skończył bo dostał pięścią w ramię.- Co ja takiego zrobiłem?!
-Chciałeś mnie zaczarować?!
-No tak jakby...Ale tego nie zrobiłem-powiedział szybko widząc,że Ginny już zaciska pięści.
-Ale chciałeś.
-Ej, obraziłaś się na mnie?
-Tak.
-Ginny, kochanie...
-Nie kochaniuj mi tu-powiedziała stanowczo Weasley.
-Przepraszam, wybaczysz mi?-zapytał z nadzieją w głosie.
-Tylko jeśli powiesz mi coś o sobie. Ja nic o tobie nie wiem.
-No dobrze, dobrze-zaśmiał się chłopak.- A więc, nazywam się Blaise Zabini, mam 15 lat. Moją dziewczyną jest wspaniała gryfonka Ginny Weasley. Za dwa tygodnie czyli 29 stycznia, skończę 16 lat. Mam sowę, która nazywa się West. Moim najlepszym przyjacielem jest Draco Malfoy, który prawdopodobnie teraz biega po szkole za Pansy. Moja matka co raz ma nowego męża. Jestem czystej krwi. Moją przyjaciółką jest Hermiona Granger, która prawdopodobnie nie wiem gdzie jest. No i to chyba tyle.
-Serio? Ciekawe...
Chłopak tylko się zaśmiał i objął ją ramieniem.
Ron wracając do Wieży spotkał Nevila trzymającego za rękę Lunę.Chłopak przez chwilę się im przyglądał.
-To..wy ten no chodzicie ze sobą?-zapytał niepewnie rudy.
-Och, tak już od dawna-powiedziała z przerażającym spokojem blondi.
-No jakoś tak wyszło -uśmiechną się Neville.
-Musicie mi o tym opowiedzieć. Jak to się stało?-zapytał Ron ciągnąc ich za sobą na ławkę.
-No więc to było tak...-zaczął Longbottom.- Już na początku roku zaczęliśmy spędzać ze sobą więcej czasu. Razem chodziliśmy po Zakazanym Lesie i szukaliśmy testrali. Zamiast nich znaleźliśmy hipogryfa. Super no nie? Wtedy Luna nisko się ukłoniła i czekała aż on odwzajemni ukłon. Kiedy już to zrobił, Luna chciała na niego usiąść. Ja odmawiałem, myślałem że może nam coś zrobi, ale on tylko zniżył się na wysokość jej brzucha, tak żeby mogła z łatwością na niego wejść. Kiedy już na nim siedziała podała mi rękę. Jak już ją chwyciłem to poczułem mrowienie w dłoniach.
-Ja tak samo, to było takie, magiczne i przyjemne-wtrąciła Lovegood.
-Hipogryf wzniósł się w powietrze, i Luna, która siedziała za mną objęła mnie tak, żeby nie spadła. Poczułem, że na moich policzkach pojawiły się rumieńce. Wiesz jakie to jest fajne uczucie? No i jakoś mniej więcej tydzień temu zaczęliśmy ze sobą chodzić, bo uświadomiliśmy sobie, że się kochamy-powiedział i przytulił Lunę.
-To super, gratuluję-powiedział Ron i wstał. Kierował się w stronę Wieży(znowu).
W Pokoju Wspólnym spotkał Harrego. Opowiedział mu o tym, że spotkał Lunę i Nevilla, oraz że opowiedzieli mu o tym jak zaczęli ze sobą chodzić. Po kilkunastu minutach chłopcy wstali i poszli spać.
Draco nadal biegał za Pansy próbując ją namówić.
-Pansy, no błagam Cię!
-Draco, czy ty wiesz o co mnie prosisz?
-No wiem, wiem...Ale musisz mi pomóc!
-Wcale nie muszę!
-Jesteś mi coś winna. Pamiętasz o zapasach Snapea, eliksirze wielosokowym, o Deanie Thomasie?
-Draco! Mieliśmy o tym zapomnieć!-burzyła się Parkinson.
-No sama widzisz, jesteś mi coś winna.
-Ale czy nie uważasz, że to trochę dziwne? Mamy poprosić Granger, żeby nas nauczyła jak wyczarowywać patronusa? Ona w ogóle umie go wyczarowywać?
-No umie, umie-mówił Draco.-Proszę Cię Pansy.
-Ehh, no dobrze. Ale już zapomnijmy o tej sprawie z Deanem, dobrze?
-Jasne, dziękuje!-przytulił przyjaciółkę.
Wybaczcie, że nie napisałam jaki to był płyn na te rozcięcia, ale zapomniałam. Może jak ktoś wie to w komentarzu mi podpowie? Mam nadzieję, że się spodobało
~Panna Weasley ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz