Muzyka

czwartek, 1 czerwca 2017

Kiss For Luck #8 | Crazy evening...

   Gryfonka siedziała na miękkim dywanie w swoim pokoju. Przed nią leżała jej duża ,czarna torba, w której miała tylko potrzebne rzeczy. Za dwie godziny  odjeżdża pociąg więc musi się pospieszyć. Do pomieszczenia nagle wszedł czarnowłosy chłopak. Harry rzucił się na łóżko współlokatorki. Hermiona zauważyła że jest w luźnych dresach i samej podkoszulce. Na włosach zauważyła kropelki potu, co wskazywało na to, że właśnie ćwiczył. Gryfon zaczął ćwiczyć pod koniec tamtego roku, ponieważ jak stwierdził, 'musi dobrze wyglądać ,żeby znaleźć dziewczynę '.
-Gdzie byłeś? -spytała dziewczyna.
-Na błoniach, najpierw trochę biegałem a potem latałem. Wiesz, jeśli chcemy wygrać w tym roku ze ślizgonami to miejmy dużo ćwiczyć, dlatego jak tylko rozpocznie się rok szkolny od razu z drużyną bierzemy się do roboty.
-Mam nadzieję, że nie będziesz dla nich zbyt surowy.
-Zobaczymy - powiedział i uśmiechnął się podejrzanie.
-Spakowałeś się już?
-A co mam spakować, przecież masz u siebie trochę moich ubrań, prawda?
-No tak, przepraszam, jestem dzisiaj trochę nieogarnięta, to pewnie przez tą rękę.
-Mówisz ,że kto ci ją opatrzył?
-Malfoy.
-Malfoy?!
-Tak wiem, mnie też to zdziwiło. Może nie jest taki zły na jakiego wygląda...
-Obrażał ciebie na każdym kroku odkąd jesteśmy w Hogwarcie, myślisz, że może się zmienić?!
-Harry...proszę cię, nie denerwuj się..
-Nie, Hermiona! Mam już tego dość, że zawsze mówisz, że może się zmienił , a on i tak robi to co zwykle!
Dziewczyna siedziała w bezruchu, słuchając krzyków przyjaciela. Wiedziała, że Draco Malfoy nigdy się nie zmieni, ale w głębi duszy miała nadzieję, że jednak to się odmieni i kiedyś porozmawiają normalnie. W momencie, kiedy Harry poraz kolejny przeklinał ślizgona, usłyszała ciche pukanie do drzwi. Najpierw myślała, że tylko się jej przesłyszało, jednak kiedy pukanie nasiliło się, podeszła do drzwi i powoli je otworzyła. W nich stała osoba, której najmniej się spodziewała w progu drzwi pokoju gryfonów.
-Hej, przyszedłem zobaczyć jak z twoją ręką.
-Cześć...interesuje cię moja ręka?
-No wiesz, muszę dbać o swojego pierwszego pacjenta, żeby mógł mówić innym jaki wspaniały ze mnie magomedyk.
-Miona! Kto to przy...Malfoy?! - zdenerwowany Potter szybko podszedł do drzwi.
-Potter, nie wyglądasz najlepiej. Może weźmiesz prysznic, a ja zmienię opatrunek dla Granger?
-Co?! Nigdy w życiu! Nie dotkniesz jej kolejny raz! Sam dam sobie radę! - krzyknął i złapał dłoń przyjaciółki, powodując ból.
-Au! Harry! To boli! Uspokój się trochę. 
-Dobra rób sobie co chcesz! - powiedział i szybko wyszedł. Granger wiedziała, że tylko poniosły go emocje, zwykle się tak nie zachowuje. 
W pokoju zostali już tylko Draco i Hermiona. Dziewczyna trzymała się za nadgarstek nadal ze skrzywioną miną. Harry jak się zdenerwuje staje się strasznie nerwowy i niedelikatny. 
-Chodź, zmienię ci ten opatrunek - powiedział i ruszył w stronę łazienki. Hermiona niepewnie ruszyła za nim.Zachowanie blondyna trochę ją przerażało, zwykle ją wyzywał albo się z nią kłócił. A teraz spokojnie z nią rozmawiał i chyba w pewnym momencie się uśmiechnął. 
   Draco tak jak ostatnio jednym ruchem posadził brunetkę na szafce w łazience i powoli zdejmował opatrunek. Rana dość szybko się goiła. Wyjął z szuflady nowy opatrunek i delikatnie go założył. Hermiona z czasem zauważała inne strony tego chłopaka. Raz był okrutny i bezwzględny a raz miły, delikatny i zabawny. O wiele bardziej wolała jego drugie oblicze. 
-I gotowe - powiedział.
-Już? - spytała zamyślona.
-No a co myślałaś? Ile to zdjąć opatrunek i założyć nowy. Staraj się nie robić za wielu rzeczy tą ręką, a jeśli bardzo chcesz to przynajmniej na nią uważaj, dobrze?
-Dobrze, panie doktorze! 
-Śmieszne - uśmiechnął się  i stanął w drzwiach wyjściowych z pokoju.
-Dziękuję...
Odwrócił się i wyszedł. Hermiona nadal zastanawiała się,dlaczego chłopak to robi. Przecież nie jest jej nic winien, a na pewno nie robi tego z własnej woli. 
   Draco, kiedy tylko przekroczył próg pokoju ślizgonów , usłyszał miliony pytań na raz. Zrozumiał jedynie: ' gdzie byłeś', 'co robiłeś' , 'dlaczego cie tak długo nie było' i ' co robiłeś u Granger!"
Szarooki zignorował przyjaciela i rzucił się na łóżko. Był okropnie zmęczony. Do czasu, kiedy Harry wszedł na boisko, ciągle trenował. Blaise po nieudanych próbach wyciągnięcia czegoś z Malfoya, zrezygnowany położył się spać. Draco wiedział, że ten zaraz zaśnie, więc będzie mógł pójść do salonu. Uwielbiał przed snem patrzeć na ogień. To mu przypominało czasy dzieciństwa, kiedy Voldemort jeszcze się nie narodził na nowo, kiedy siadał z rodzicami przed kominkiem i słuchał opowieści taty. Wiedział, że to już nigdy nie wróci, że już nigdy nie będzie tak samo.
   Powoli wstał i ruszył do salonu. Kiedy otworzył drzwi zobaczył płomienie, Nie zdziwiło go to, ponieważ zawsze się palą. Jednak coś mu nie pasowało w tym pomieszczeniu. Tapety te same, podłoga też, dywan leży na swoim miejscu, kanapa stoi tam gdzie stała. Ale fotel, coś jest nie tak z fotelem. JEGO fotelem. Tuż po wyremontowaniu wieży ustalili, że TEN fotel, to będzie JEGO fotel tylko i wyłącznie JEGO. Zdenerwowany, szybko ruszył w stronę mebla, w którym wyraźnie ktoś siedział. Już chciał rzucić czar, jednak kiedy zobaczył, że to gryfonka szybko opuścił różdżkę. Sam nie wiedział dlaczego. Przecież  nic dla niego nie znaczy. Jednym zaklęciem mógłby ją zabić. Ale nie chce tego zrobić. Nie jej. 
-Oo, Draco- powiedziała zaspana.
-Hej, dlaczego tu siedzisz?
-Och, no tak, to twój fotel, wybacz już schodzę - powiedziała i powoli wstawała.
-No coś ty, siedź! Nie przeszkadza mi to, że w nim siedzisz.
-Doprawdy? 
-Tak
Siedzieli kilka minut w ciszy, zastanawiając się, co powiedzieć.
-Dlaczego tak właściwie stałeś się dla mnie taki miły? - spytała nagle Hermiona.
-Dlaczego? Sam nie wiem, po prostu...po prostu jak na ciebie patrze i już mam powiedzieć coś okropnego to...to nie mogę tego powiedzieć. Nie mam pojęcia dlaczego. Czuję, że jakbym to powiedział, to miałbym potworne poczucie sumienia. Nie czuję do ciebie miłości, jeśli tak myślisz to się mylisz, ja po prostu, nie wiem....chyba chciałbym się z tobą zaprzyjaźnić. 
Hermiona była w szoku. Nigdy by nie pomyślała, że Draco Malfoy, ten nieczuły arystokrata powiedziałby coś takiego i to jeszcze do Hermiony Granger. 
-Mówisz....mówisz to poważnie? - spytała z nadzieją. - Przecież nie jesteś mi nic winien, dlaczego tak nagle zaczęło ci zależeć ?
-Jestem ci bardzo dużo winien, Gra.....Hermiono. Jestem  winien ci te wszystkie lata. Mam nadzieję, że mi je wybaczysz...
-Draco... ja ci już ... 
-SŁUCHAJCIE! ZOSTAŁO TYLKO PÓŁ GODZINY I POCIĄG ODJEŻDŻA. A tak w ogóle, o Draco, co ty tu robisz? - spytał Blaise.
-Pół godziny?! - Hermiona szybko się poderwała i pobiegła do pokoju gryfonów. 
Obudziła Harrego, wzięła swoje rzeczy i razem z innymi Prefektami Naczelnymi pobiegli na stację. Ledwo zdążyli. W Londynie będą dopiero rano. To był na prawdę szalony wieczór. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz