Muzyka

środa, 21 czerwca 2017

Kiss For Luck #10 | Park, that's what i like... from today

Hej, hej. Mam tylko jedno ogłoszenie przed nowym rozdziałem. Tak jak w poprzednim opowiadaniu zmieniam narrację! Znów będzie pierwszoosobowa. Miłego czytania! 
.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-..-.-.-.--.-.-.-.-.-.-.-..-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-..-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-..--.-.-..-.-.--..
   
      Obudziłam  się bardzo wcześnie. Zobaczyłam obok siebie przytulającego mnie przyjaciela. Uśmiechnęłam się na ten widok.Wyglądał tak uroczo. Nie mogę  zaprzeczyć, że chłopak jest przystojny. Po kilku minutach wyswobodziłam się z uścisku Arrona. Poszłam w stronę szafy, w poszukiwaniu ubrań. Wybrałam czarną, przewiewną bluzkę i beżowe spodnie. Szybko się przebrałam i usiadłam przy toaletce. Rozczesałam włosy i je wyprostowałam. Wyjęłam z torby kosmetyczkę i zrobiłam lekki makijaż. 
   Kiedy zmierzałam w stronę drzwi nadepnęłam na butelkę stojącą koło szafki nocnej. Cicho  przeklęłam pod nosem i spojrzałam czy Smith się nie obudził. Na szczęście miał mocny sen. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę 5.50. Sama się zdziwiłam, że obudziłam się tak wcześnie. 
   Zeszłam na dół i zaczęłam robić śniadanie. Kolejny raz tego ranka byłam w szoku. Rodzice powinni jeszcze spać. Myślałam, że będą mieli wolne. Zobaczyłam elegancko ubraną mamę. Siedziała razem z tatą przy stole i pili kawę. 
-Idziecie już dzisiaj do pracy? - spytałam.
-Tak. Zadzwonili z gabinetu, że mają multum wizyt i potrzebują wsparcia - powiedział tata, nie odrywając wzroku z gazety. 
-Myślałam, że będziecie odsypiać - powiedziałam i nalałam mojego ulubionego napoju (kawy) do kubka. 
-Ja nie jestem ani trochę zmęczona, a ty skarbie? - tata lekko pokręcił głową na znak, że zgadza się z mamą. - A poza tym, już miałam dość tego odpoczynku. 
No tak, cała mama. Pracoholiczka. Podeszłam do szafki  i wyjęłam składniki potrzebne do zrobienia naleśników. Podczas przygotowywania śniadania myślałam o Blaisie i Draco. To był dopiero początek roku, a tyle się już wydarzyło. Najpierw pocałunek z Zabinim, potem ta ręka i nocna rozmowa z Draco. Co jeszcze mnie czeka tego roku?
-Arron został na noc? - spytała nagle mama. 
-Hmm? Tak.
-I gdzie spał, bo widziałam, że Harry w pokoju gościnnym. 
-Ze mną, tak jak kiedyś. Wiesz, jak byliśmy mali - odpowiedziałam niepewnie. Troszeczkę bałam się reakcji rodziców. W końcu, nie jesteśmy już dziećmi. 
-Oh, no dobrze. Myślałam, że będzie spać w salonie - powiedziała zdziwiona mama. - I, hmmm, dobrze wam się...spało? 
-Tak...o co ci chodzi, mamo? - spytałam zmieszana całą tą sytuacją.
-No wiesz, jesteście w takim wieku, że takie sprawy są normalne - zaczął tato. 
-Ugh, tato! O czym wy w ogóle mówicie?! Arron jest dla mnie jak brat, nigdy nawet bym...nie pomyślała o tym! Ta rozmowa jest nie na miejscu! - oburzyłam się. Prawdopodobnie byłam cała czerwona. 
-Dobrze, już dobrze - rodzice się zaśmiali. - Ale jeśli będziesz miała potrzebę porozmawiania o tym, to śmiało pytaj.
   Odwróciłam się i skończyłam smażyć naleśniki. Przygotowałam nową kawę w ekspresie i pożegnałam się z rodzicami, którzy właśnie wychodzili do pracy. Była godzina za piętnaście siódma. Usiadłam na kanapie w salonie i odetchnęłam. Miałam nadzieję, że chłopcy zaraz wstaną. Tak strasznie mi się nudziło. Po chwili wstałam i podeszłam do regału. Wzięłam mój ulubiony album i znów usiadłam na sofę. Otworzyłam na pierwszą stronę, gdzie było moje ukochane zdjęcie. Przedstawiało mnie i Blaisa, kiedy byliśmy mali. Wokół zdjęcia znajdowały się kluczowe słowa związane z naszymi przygodami. Rodzice zawsze dopisywali jeden wyraz po każdym spotkaniu. 
   Usłyszałam, że ktoś idzie po schodach. Odwróciłam się i ujrzałam Harrego w spranej szarej bluzie z herbem Gryffindoru. Na nogach miał czarne dresy. Jego włosy jak zwykle z rana były potargane. Szedł w stronę kuchni pocierając oczy rękami,  Wziął kubek i nalał do niego kawy. Usiadł przy stole i walnął głową w mebel.
-Dzień dobry, Harry. Wyspałeś się? - zapytałam.
W odpowiedzi dostałam dziwny dźwięk wydany przez mojego przyjaciela. Lekko się zaśmiałam i odłożyłam album na miejsce. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę 7:30. Stwierdziłam, że jest jeszcze za wcześnie, żeby budzić Arrona. Podeszłam do blatu kuchennego i posmarowałam naleśnika Nutellą. Podałam go Harremu, który na zapach czekolady od razu podniósł głowę.
-Dzięki, Miona. Jesteś genialna.
*3 godziny później* 
-Arron! Czas wstawać! Słońce już wstało! - weszłam do mojego pokoju. 
-No widzę, że już wstałaś, słoneczko - odpowiedział z nadal zamkniętymi oczami. 
-Ha, ha, bardzo śmieszne - popatrzyłam na niego, kiedy właśnie się uśmiechnął. Podeszłam do łóżka i już chciałam zacząć go łaskotać, kiedy pociągnął mnie za rękę tak, że leżałam teraz na nim. 
-Jak dla mnie śmieszne - powiedział to bardzo poważnie. 
   W odpowiedzi przytuliłam go. A potem go połaskotałam. To go wygoniło z łóżka. Łaskotanie zawsze działa 😈. Po piętnastu minutach siedział przy stole w kuchni i jadł naleśniki. 
   Przez kolejną godzinę leżeliśmy na kanapie i oglądaliśmy Talk Show. Co chwilę musiałam rzucać w Pottera poduszką, bo przysypiał. W końcu energicznie wstałam i oznajmiłam :
-Idziemy do parku!
-Pogrzało cię? - zapytał spokojnie Smith. 
-Dlaczego, jest bardzo ładna pogoda. O! Pójdziemy na lody. Ja zapłacę, no błagam. Nie możemy przesiedzieć całego dnia w domu!
-Zakład?
-Pff. Dobra to zadzwonię po kogoś o WIELE - specjalnie podkreśliłam to słowo - FAJNIEJSZEGO od was - powiedziałam z naciskiem na te dwa wyrazy i wyciągnęłam telefon. 
-Nie ma kogoś takiego, ponieważ nie ma kogoś kto jest fajniejszy od nas. Prawda Harry?
-Dokładnie!
-No to co, pójdziecie ze mną? - uśmiechnęłam się chytrze. Wiedziałam, że to na nich podziała.
   Po 15 minutach byliśmy na miejscu. Przejście całego parku zajęło nam trzy godziny. W chłopców wstąpiło dziecko i pobiegli na plac zabaw. Zaczęło się na zwykłym huśtaniu się, a skończyło na budowaniu zamków. Oczywiście we wszystkim musieli rywalizować. Najpierw było, który wyżej się rozhuśtał, potem, kto ma większy zamek. Nie mogę zrozumieć, dlaczego się nie dogadują.
   W parku byliśmy do godziny 22:30. Było już ciemno, więc zostaliśmy tylko my. Szybko pobiegliśmy do ostatniej otwartej budki z lodami i , tak jak obiecałam, zapłaciłam za nasze lody. 
    Usiedliśmy na ławce. Arron koniecznie chciał nam coś opowiedzieć. W trakcie swojej historii strasznie gestykulował rękami. Skończyło się tym, że miałam bluzkę całą brudną w waniliowych  lodach. 
-O mój Boże, przepraszam Hermiona - powiedział szybko.
-Nic się nie stało, serio.
-Nie no, na prawdę mi przykro. Masz moją koszulkę, weź przebierz się w nią.
-Jest dobrze w mojej, to tylko plama.
-Na razie jest okej, zaraz będziesz narzekać. Zakładaj i nie marudź. 
   I w tym momencie Arron zdjął czarną bluzkę. Znowu mogłam podziwiać jego wysportowane ciało. Wzięłam od niego ubranie i się odwróciłam. 

Harry Pov: 
   Dlaczego on zawsze musi być lepszy ode mnie. Najpierw wita się z Mioną jakby był jej chłopakiem, potem z nią śpi, teraz jeszcze okazuje się, że ma brzuch jakby był jakimś bogiem olimpijskim. NO CO TO W OGÓLE MA BYĆ. *HarryCri* 


Hermiona Pov: 
Jeśli codziennie będę miała takie widoki w parku, to chyba będę tam ciągle chodzić.

I tym pięknym zdaniem wypowiedzianym przez Hermionę, kończymy rozdział XD. Taki na szybko pisany, niesprawdzony więc nie wiem czy jest ok, czy wyszło jakieś gówno. Sami oceńcie. 
~Panna Weasley (powinno chyba być : Panna Zabini, albo Smith xD) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz