Muzyka
sobota, 25 czerwca 2016
UWAGA!!!!!!!!!!!!!
Dobra, w tytule było więcej niż 5 wykrzykników więc to poważne. Właśnie piszę ten 23 rozdział. Proszę o wyrozumiałość, ale ja na prawdę nie mam weny. A jak się pisze na siłę to nie wychodzi nic dobrego i jak teraz czytam to co napisałam w 23 to jestem załamana. Serio przepraszam :((((((.
poniedziałek, 6 czerwca 2016
22 Gdy wszystko się zaczyna...
Tego dnia wstałam wcześniej i poszłam do sklepu razem z Ozzym. Miałam kupić bułki, ale zamiast tego kupiłam miliard innych rzeczy. W końcu nie mieliśmy co zjeść na śniadanie. Na szczęście znalazłam jakieś płatki owsiane i zrobiłam owsiankę. Moment po tym jak nałożyłam ją do misek ze schodów zaczął schodzić Teo. Wyglądał jakby nie przespał całej nocy. Miał za dużą koszulkę i szorty. Włosy miał roztrzepane. Usiadł przy stole i położył głowę na stole. Zaśmiałam się i zaczęłam jeść. Po chwili to samo uczynił mój przyjaciel.
Usiedliśmy na kanapie i włączyliśmy telewizor. Właśnie leciały wiadomości.
"-Nasi meteorolodzy mówią, że nadchodzące dziwne chmury, nie mają nic związanego z nauką i przyrodą. Niektórzy uważają, że to sprawka sił nadprzyrodzonych. Nadal czekamy na inne informacje dotyczące dziwnych zjawisk pogodowych.
-Dowiedzieliśmy się, że niedawno most w Londynie spadł z niewiadomych przyczyn. Niektórzy mówią, że widzieli jakieś istoty przelatujące obok nich. Naukowcy nadal badają te dziwne zjawisko. "
Popatrzyliśmy na siebie. Wiedzieliśmy co się z tym wiąże. Te "dziwne chmury" to tak naprawdę Mroczny Znak, te "istoty" to śmierciożercy. Bałam się, że za niedługo może być wojna. Ba, na pewno będzie. Kiedy tylko to powiedziałam, ktoś zapukał do drzwi. Nawet nie musiałam otwierać go, gdy tylko podeszłam do drzwi, te gwałtownie się otworzyły. W nich stał nie kto inny jak Fred. Od razu mnie przytulił i zamknął je szybko na klucz. Poszedł do salonu i przywitał się z Teodorem. Chwilę później do domu weszli George, Draco, Blaise i Pansy. Wszyscy poszli do salonu. Zrobiłam herbatę i przyniosłam jakieś ciastka. Zaczęliśmy rozmawiać o tym co ma się niedługo stać. Dowiedziałam się, że inni też zostali poinformowani, że mają nie wracać do szkoły. Jednak każdy deklarował się, że i tak pojedzie. Nawet Draco co wszystkich bardzo zdziwiło. Zrobiłam sałatkę i rozdałam wszystkim talerze. Po chwili w misce nic nie zostało. Zrobiło się już ciemno. Zaprowadziłam wszystkich do pokoi. Nie było łóżka dla Blaisa, więc musiał spać na kanapie. Szybko się wykąpałam i poszłam się położyć. Fred już dawno spał. Chwilę później uczyniłam to samo.
I usłyszałam huk. Kiedy otworzyłam oczy mój chłopak był na korytarzu. Odwrócił się w moją stronę, podbiegł do mnie i pocałował jak najczulej umiał. Czułam, że po jego policzku płynie łza. Zanim wyszedł powiedział "Kocham Cię, uważaj na siebie". Gdy odpowiedziałam "My Ciebie też" zaniemówił i mnie przytulił. Obiecał, że będziemy żyć, że nic nam się nie stanie. Miałam taką nadzieję. Nie wyobrażam sobie życia bez Freda.
Szybko wyjęłam z szuflady różdżkę i dołączyłam do Pansy na korytarzu. Widziałam w jej oczach panikę. W sumie to się jej nie dziwię. Sama byłam przerażona. Kiedy zbiegłyśmy na dół, zobaczyłyśmy na schodach nieprzytomnego śmierciożercę. Wyszłyśmy przed dom. Spotkałyśmy tam wszystkich. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Pans szybko pobiegła do Blaisa i rzuciła mu się na szyję. Gdy tylko zobaczyłam Teodora leżącego na trawie całego we krwi, zaniemówiłam. Wiedziałam, że zaklęcia Sectumsempra nie da się odwrócić. No chyba, że ktoś zna przeciw-zaklęcie.
Byłam cała zapłakana co zauważył Draco. Podszedł do Teodora, klękną nad nim i zaczął coś szeptać. Z racji tego, że stałam dość daleko od nich, chciałam jak najszybciej się do nich dostać. Ktoś mnie przytrzymał. W okół ślizgonów zaczęły wirować liście, z różdżki Draco "wyleciał" błękitny strumień światła i powędrował w stronę rozcięć. Próbowałam się wyrywać, ale ten ktoś mnie obrócił i przytulił. Okazało się, że to Blaise. Chwilę później podszedł do nas Draco.
-Co z Teodorem? Dlaczego jeszcze tam leży?!-pytałam.
-Hermiona, musimy porozmawiać-powiedział spokojnie blondyn.
-Nie chcę teraz rozmawiać! Chcę wiedzieć co się z nim dzieje...
-Było za późno. Teodor...on...nie....
-Nie prawda! On jest silny, da sobie radę. Musisz spróbować jeszcze raz! Proszę....
-Już nic nie można zrobić. Już nie ma go na tym świecie-powiedział i odszedł.
Czułam się okropnie. Właśnie straciłam najlepszego przyjaciela. Wydostałam się z uścisku Blaisa i podeszłam do mojego martwego już przyjaciela. Widziałam w jego oczach strach. Chyba pierwszy raz. Zawsze próbował mi udowodnić, że niczego i nikogo się nie boi. Na to wspomnienie uśmiechnęłam się, co wywołało jeszcze większy płacz. Nie wytrzymałam i upadłam. Głowę miałam schowaną pomiędzy kolanami. Jak na złość teraz, kiedy mam ochotę o nim zapomnieć, żeby się trochę uspokoić, przypomina mi się wszytko co się działo w ciągu ostatnich lat. Zaczęłam żałować, że nie szukałam z nim kontaktu wcześniej. Klęknęłam, wypowiedziałam zaklęcie i jego ciało zniknęło. Zamiast niego pojawiła się malutka sadzonka drzewa. Wisterii. Szepnęłam to samo zaklęcie co Teodor kilka lat temu na moją bransoletkę z trawy. Nadal ją nosiłam i nawet trochę nie zżółkła. Wisteria to to samo drzewo, na którym pierwszy raz się oficjalnie spotkaliśmy. Uśmiechnęłam się i podeszłam do reszty. Pansy przytuliła mnie i powiedziała, że wszystko będzie dobrze. Poczułam, że wkłada mi do dłoni kartkę złożoną na kilka części. Dowiedziałam się, że mam to przeczytać. Teraz.
" Hermiono,
pewnie, kiedy to czytasz już nie żyję. Ale nie martw się. Wszystko się ułoży. Wiedziałem, że mnie zabiją pierwszego. Wiesz, moi rodzice,itd. Nie możesz się obwiniać za to co się stało. Niestety nie było czasu, żebym mógł się z Tobą pożegnać, ale wiedz, że Cię kocham. Żałuję, że nie poznaliśmy się wcześniej.
Żegnaj na zawsze. Zapomnij co było. Przepraszam za kłopot. Dziękuję za miłość...
Usiedliśmy na kanapie i włączyliśmy telewizor. Właśnie leciały wiadomości.
"-Nasi meteorolodzy mówią, że nadchodzące dziwne chmury, nie mają nic związanego z nauką i przyrodą. Niektórzy uważają, że to sprawka sił nadprzyrodzonych. Nadal czekamy na inne informacje dotyczące dziwnych zjawisk pogodowych.
-Dowiedzieliśmy się, że niedawno most w Londynie spadł z niewiadomych przyczyn. Niektórzy mówią, że widzieli jakieś istoty przelatujące obok nich. Naukowcy nadal badają te dziwne zjawisko. "
Popatrzyliśmy na siebie. Wiedzieliśmy co się z tym wiąże. Te "dziwne chmury" to tak naprawdę Mroczny Znak, te "istoty" to śmierciożercy. Bałam się, że za niedługo może być wojna. Ba, na pewno będzie. Kiedy tylko to powiedziałam, ktoś zapukał do drzwi. Nawet nie musiałam otwierać go, gdy tylko podeszłam do drzwi, te gwałtownie się otworzyły. W nich stał nie kto inny jak Fred. Od razu mnie przytulił i zamknął je szybko na klucz. Poszedł do salonu i przywitał się z Teodorem. Chwilę później do domu weszli George, Draco, Blaise i Pansy. Wszyscy poszli do salonu. Zrobiłam herbatę i przyniosłam jakieś ciastka. Zaczęliśmy rozmawiać o tym co ma się niedługo stać. Dowiedziałam się, że inni też zostali poinformowani, że mają nie wracać do szkoły. Jednak każdy deklarował się, że i tak pojedzie. Nawet Draco co wszystkich bardzo zdziwiło. Zrobiłam sałatkę i rozdałam wszystkim talerze. Po chwili w misce nic nie zostało. Zrobiło się już ciemno. Zaprowadziłam wszystkich do pokoi. Nie było łóżka dla Blaisa, więc musiał spać na kanapie. Szybko się wykąpałam i poszłam się położyć. Fred już dawno spał. Chwilę później uczyniłam to samo.
I usłyszałam huk. Kiedy otworzyłam oczy mój chłopak był na korytarzu. Odwrócił się w moją stronę, podbiegł do mnie i pocałował jak najczulej umiał. Czułam, że po jego policzku płynie łza. Zanim wyszedł powiedział "Kocham Cię, uważaj na siebie". Gdy odpowiedziałam "My Ciebie też" zaniemówił i mnie przytulił. Obiecał, że będziemy żyć, że nic nam się nie stanie. Miałam taką nadzieję. Nie wyobrażam sobie życia bez Freda.
Szybko wyjęłam z szuflady różdżkę i dołączyłam do Pansy na korytarzu. Widziałam w jej oczach panikę. W sumie to się jej nie dziwię. Sama byłam przerażona. Kiedy zbiegłyśmy na dół, zobaczyłyśmy na schodach nieprzytomnego śmierciożercę. Wyszłyśmy przed dom. Spotkałyśmy tam wszystkich. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Pans szybko pobiegła do Blaisa i rzuciła mu się na szyję. Gdy tylko zobaczyłam Teodora leżącego na trawie całego we krwi, zaniemówiłam. Wiedziałam, że zaklęcia Sectumsempra nie da się odwrócić. No chyba, że ktoś zna przeciw-zaklęcie.
Byłam cała zapłakana co zauważył Draco. Podszedł do Teodora, klękną nad nim i zaczął coś szeptać. Z racji tego, że stałam dość daleko od nich, chciałam jak najszybciej się do nich dostać. Ktoś mnie przytrzymał. W okół ślizgonów zaczęły wirować liście, z różdżki Draco "wyleciał" błękitny strumień światła i powędrował w stronę rozcięć. Próbowałam się wyrywać, ale ten ktoś mnie obrócił i przytulił. Okazało się, że to Blaise. Chwilę później podszedł do nas Draco.
-Co z Teodorem? Dlaczego jeszcze tam leży?!-pytałam.
-Hermiona, musimy porozmawiać-powiedział spokojnie blondyn.
-Nie chcę teraz rozmawiać! Chcę wiedzieć co się z nim dzieje...
-Było za późno. Teodor...on...nie....
-Nie prawda! On jest silny, da sobie radę. Musisz spróbować jeszcze raz! Proszę....
-Już nic nie można zrobić. Już nie ma go na tym świecie-powiedział i odszedł.
Czułam się okropnie. Właśnie straciłam najlepszego przyjaciela. Wydostałam się z uścisku Blaisa i podeszłam do mojego martwego już przyjaciela. Widziałam w jego oczach strach. Chyba pierwszy raz. Zawsze próbował mi udowodnić, że niczego i nikogo się nie boi. Na to wspomnienie uśmiechnęłam się, co wywołało jeszcze większy płacz. Nie wytrzymałam i upadłam. Głowę miałam schowaną pomiędzy kolanami. Jak na złość teraz, kiedy mam ochotę o nim zapomnieć, żeby się trochę uspokoić, przypomina mi się wszytko co się działo w ciągu ostatnich lat. Zaczęłam żałować, że nie szukałam z nim kontaktu wcześniej. Klęknęłam, wypowiedziałam zaklęcie i jego ciało zniknęło. Zamiast niego pojawiła się malutka sadzonka drzewa. Wisterii. Szepnęłam to samo zaklęcie co Teodor kilka lat temu na moją bransoletkę z trawy. Nadal ją nosiłam i nawet trochę nie zżółkła. Wisteria to to samo drzewo, na którym pierwszy raz się oficjalnie spotkaliśmy. Uśmiechnęłam się i podeszłam do reszty. Pansy przytuliła mnie i powiedziała, że wszystko będzie dobrze. Poczułam, że wkłada mi do dłoni kartkę złożoną na kilka części. Dowiedziałam się, że mam to przeczytać. Teraz.
" Hermiono,
pewnie, kiedy to czytasz już nie żyję. Ale nie martw się. Wszystko się ułoży. Wiedziałem, że mnie zabiją pierwszego. Wiesz, moi rodzice,itd. Nie możesz się obwiniać za to co się stało. Niestety nie było czasu, żebym mógł się z Tobą pożegnać, ale wiedz, że Cię kocham. Żałuję, że nie poznaliśmy się wcześniej.
Żegnaj na zawsze. Zapomnij co było. Przepraszam za kłopot. Dziękuję za miłość...
Na zawsze Twój, Teo"
Płakałam. Znowu. I nie wiem czemu uśmiechałam się. Wydawało mi się to kochane. Napisał do mnie list pożegnalny. Wiedziałam, że zawsze będzie przy mnie. Może nie ciałem ale duchem. I z tego się cieszyłam. Tak, cała ja. Próbuje cieszyć się z małych nawet niewidocznych rzeczy w tym przypadku osób.
Wstałam i ruszyłam w stronę Freda. Przytulił mnie. Po chwili wszyscy teleportowaliśmy się na tereny Hogwartu. To była już totalna masakra. Wszędzie było pełno martwych ciał. Uczniów jak i śmierciożerców. W oddali zobaczyłam Harrego, Rona i Nevila. Chciałam jak najszybciej się do nich dostać. Wiedziałam ,że jak ruszymy prosto do nich nie wyjdzie z tego nic dobrego. Wybraliśmy drogę przez Zakazany Las. Teraz i ja znałam go jak własną kieszeń. Kilka minut później byliśmy już przy moich przyjaciołach. Dopiero teraz zauważyłam Dumbledora idącego w kierunku Voldemorta.
Już mieli zacząć walkę, kiedy.....
I to już w kolejnym rozdziale. Przepraszam ,że tak długo nie dodawałam postów, ale po prostu nie mam czasu i weny. Przyznaje się bez bicia ;). Jak już wcześniej pisałam posty nie będą wstawiane regularnie. Jestem okropna. Wiem! Zabiłam Teodora. No ale ktoś musiał zginąć no i wypadło na Teosia.
~Panna Weasley <3
Wstałam i ruszyłam w stronę Freda. Przytulił mnie. Po chwili wszyscy teleportowaliśmy się na tereny Hogwartu. To była już totalna masakra. Wszędzie było pełno martwych ciał. Uczniów jak i śmierciożerców. W oddali zobaczyłam Harrego, Rona i Nevila. Chciałam jak najszybciej się do nich dostać. Wiedziałam ,że jak ruszymy prosto do nich nie wyjdzie z tego nic dobrego. Wybraliśmy drogę przez Zakazany Las. Teraz i ja znałam go jak własną kieszeń. Kilka minut później byliśmy już przy moich przyjaciołach. Dopiero teraz zauważyłam Dumbledora idącego w kierunku Voldemorta.
Już mieli zacząć walkę, kiedy.....
I to już w kolejnym rozdziale. Przepraszam ,że tak długo nie dodawałam postów, ale po prostu nie mam czasu i weny. Przyznaje się bez bicia ;). Jak już wcześniej pisałam posty nie będą wstawiane regularnie. Jestem okropna. Wiem! Zabiłam Teodora. No ale ktoś musiał zginąć no i wypadło na Teosia.
~Panna Weasley <3
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)