Ciemnowłosy chłopak wchodził właśnie po schodach prowadzących do jego pokoju. Między jego nogami biegał mały brązowy piesek - Max. Nastolatek właśnie otwierał drzwi do pokoju, kiedy zauważył w oknie dużą sowę. Szybko ją w puścił i przeczytał list.
'Kochany Przyjacielu,
mam tak wiele pytań do Ciebie, że sobie tego nie wyobrażasz.
Po pierwsze, dlaczego do mnie nie pisałeś? Czyżbyś zapomniał o mnie i o naszej przyjaźni? Pisałam do Ciebie codziennie a Ty nie raczyłeś odpowiedzieć na choćby jeden mój list!
Po drugie, słyszałeś o tym, że Draco i Blaise zostali Prefektami Naczelnymi? Zabawne co nie? Moim zdaniem to Ty powinieneś nim zostać. Przecież Zabini nie jest jakoś wybitny w nauce. No ale nie wnikajmy w myślenie starego Dropsa. Podobno Granger jest przedstawicielką Gryffindoru. Kto by się tego spodziewał? Słyszałam też, że Potter będzie jej pomagał, chociaż myślę, że raczej będzie się obijał.
Po trzecie, czy wiesz, że już za 4 dni się zobaczmy? Już nie mogę się doczekać Twojej miny jak zobaczysz mnie po 'metamorfozie'! Nie uwierzysz ale, uwaga uwaga, przefarbowałam włosy! Teraz są mega jasne! No po prostu mnie nie poznasz!
Twoja,
Astoria
PS Kocham Cię bardzo Teodorze! Buziaki'
'Kochany Przyjacielu,
mam tak wiele pytań do Ciebie, że sobie tego nie wyobrażasz.
Po pierwsze, dlaczego do mnie nie pisałeś? Czyżbyś zapomniał o mnie i o naszej przyjaźni? Pisałam do Ciebie codziennie a Ty nie raczyłeś odpowiedzieć na choćby jeden mój list!
Po drugie, słyszałeś o tym, że Draco i Blaise zostali Prefektami Naczelnymi? Zabawne co nie? Moim zdaniem to Ty powinieneś nim zostać. Przecież Zabini nie jest jakoś wybitny w nauce. No ale nie wnikajmy w myślenie starego Dropsa. Podobno Granger jest przedstawicielką Gryffindoru. Kto by się tego spodziewał? Słyszałam też, że Potter będzie jej pomagał, chociaż myślę, że raczej będzie się obijał.
Po trzecie, czy wiesz, że już za 4 dni się zobaczmy? Już nie mogę się doczekać Twojej miny jak zobaczysz mnie po 'metamorfozie'! Nie uwierzysz ale, uwaga uwaga, przefarbowałam włosy! Teraz są mega jasne! No po prostu mnie nie poznasz!
Twoja,
Astoria
PS Kocham Cię bardzo Teodorze! Buziaki'
Młody Nott jeszcze chwilę przyglądał się treści listu z uśmiechem. Tak jak przyjaciółka, bardzo cieszył się ze spotkania. Czarodziej po dłuższym czasie postanowił rozpocząć pakowanie. Wyjął wszystkie ubrania, które będą mu potrzebne na ten rok, nie zapominając o szacie. Kupione dzień wcześniej książki spakował wcześniej opłacając wszystkie razem sznurkiem(tak jak radził mu dziadek, żeby nie walały mu się po kufrze). Wziął wszystkie potrzebne kosmetyki i ulubioną poduszkę, taką z Kubusiem Puchatkiem, którą dostał na 6 urodziny od Torii. Za każdym razem patrząc na poduszkę, miał przed oczami jak razem z przyjaciółką biegną wokół jeziora przed domem Nottów. Pamiętał, jak przy pierwszym drzewem od prawej dostał prezent. Pamiętał śliczne, granatowe oczy brązowowłosej ( teraz blondwłosej) i jej roześmiane usta. Pamiętał jak kiedyś jej nienawidził, podobnie jak Malfoya i Zabiniego. W sumie nie lubił żadnego dziecka z arystokrackiego rodu. Jednak po jednym z przyjęć organizowanych przez jego rodzinę wszystko się zmieniło. Mieli może po 4 lata. Może i nie rozumieli wtedy wielu spraw, ale właśnie w tym wieku można poznać przyjaciół do końca życia. Podobie było z tą czwórką.
"Było bardzo gorąco, więc rodzice kazali im wszystkim,cytując, 'siedzieć nad jeziorem a najlepiej pod drzewami'. Tak więc i zrobili. Nie odzywając się przez całą drogę ,dotarli do niewielkiego lasu oddzielającego dwa rody: Nott i Greengrass. Będąc już w samym środku lasu, siedząc po cichu, usłyszeli niemal niesłyszalny płacz. Po chwili wachania Draco i Blaise poszli sprawdzić co się stało. Nie było ich około 20 minut. W tym czasie Teo i Ast postanowili zamienić kilka słów, które akurat umieli i rozumieli ich znaczenie.
-Nie bois się tu siedzieć? Bo ja tloche tak- powiedziała mała Astoria.
-Nie, jus się pzyzwycaiłem. Dziadek cęsto powtaza mi, ze prawdziwy męzcyzna nie moze nicego się bać więc tu pzychodzę.
-Łaaał, ale ty jesteś dzielny. Nie bois się, ze moze cię ktoś zaatakować?
-Casem. Zwykle wtedy uciekam do domku -uśmiechną się chłopiec.
Po chwili doszli do dzieci Malfoy i Zabini. Pomiędzy nimi szła mała brunetka z pięknymi szmaragdowymi oczami, które były zresztą opuchnięte i zapłakane. Okazało się, że dziewczynka nazywa się Pansy Parkinson i zgubiła się w tym lesie. Piątka dzieci poszła w stronę posiadłości Nottów, gdzie już czekali oziębli rodzice Pans. Pożegnali nową koleżankę i rozeszli się do rodziców. Jeszcze nie wiedzieli, że to wydarzenie zapoczątkowało piękną przyjaźń " <- to było wspomnienie.
-.-.-.-.-.-.-..-.-.--.-.-.-.-.-.-.-.-..-.-.-.-.-.-..-.-.-.-.-.-.-
"Było bardzo gorąco, więc rodzice kazali im wszystkim,cytując, 'siedzieć nad jeziorem a najlepiej pod drzewami'. Tak więc i zrobili. Nie odzywając się przez całą drogę ,dotarli do niewielkiego lasu oddzielającego dwa rody: Nott i Greengrass. Będąc już w samym środku lasu, siedząc po cichu, usłyszeli niemal niesłyszalny płacz. Po chwili wachania Draco i Blaise poszli sprawdzić co się stało. Nie było ich około 20 minut. W tym czasie Teo i Ast postanowili zamienić kilka słów, które akurat umieli i rozumieli ich znaczenie.
-Nie bois się tu siedzieć? Bo ja tloche tak- powiedziała mała Astoria.
-Nie, jus się pzyzwycaiłem. Dziadek cęsto powtaza mi, ze prawdziwy męzcyzna nie moze nicego się bać więc tu pzychodzę.
-Łaaał, ale ty jesteś dzielny. Nie bois się, ze moze cię ktoś zaatakować?
-Casem. Zwykle wtedy uciekam do domku -uśmiechną się chłopiec.
Po chwili doszli do dzieci Malfoy i Zabini. Pomiędzy nimi szła mała brunetka z pięknymi szmaragdowymi oczami, które były zresztą opuchnięte i zapłakane. Okazało się, że dziewczynka nazywa się Pansy Parkinson i zgubiła się w tym lesie. Piątka dzieci poszła w stronę posiadłości Nottów, gdzie już czekali oziębli rodzice Pans. Pożegnali nową koleżankę i rozeszli się do rodziców. Jeszcze nie wiedzieli, że to wydarzenie zapoczątkowało piękną przyjaźń " <- to było wspomnienie.
-.-.-.-.-.-.-..-.-.--.-.-.-.-.-.-.-.-..-.-.-.-.-.-..-.-.-.-.-.-.-
Brązowooka dziewczyna siedziała na parapecie czytając kolejną książkę. Słońce było na takim poziomie, że przy każdym zmienieniu pozycji świeciło jeszcze bardziej, więc zrezygnowała z dalszego czytania. Zamiast tego poszla w stronę kuchni. Miała wielką nadzieję, że spotka tam ślizgona. Chciała w końcu wyjaśnić sprawę z urodzin. Wiedziała, że to nie było zamierzone. Hermiona napiła się czego nigdy nie robiła, i to było skutkiem złamania 'zasady'. Dziwnie czuła się ze świadomością, że całowała się z przyjacielem. To tak jakby Harry zaczął ją całować.
Stanęła w drzwiach i uważnie przyjrzała się pomieszczeniu. Przy stole siedział blondyn spoglądając na dziewczynę z nad gazety. Gryfonka nie wiedziała co ma teraz zrobić. Bała się, że Malfoy znowu zacznie ją wyzywać. Dziewczyna nie miala już siły na kłótnie z chłopakiem. Od 6 lat znosiła wszystkie wyzwiska. Ale w tym roku skończyła się stawiać i za każdym razem słuchała kilkuminutowego obrażania, starając nie wybuchnąć płaczem.
Hermiona podeszła do szafki gdzie stały pudełka z herbatami. Jak się okazało jej ulubiona owocowa była na samej górze. Z racji tego, że Granger nie była zbytnio wysoka miała problem z dosięgnięciem opakowania. Odwróciła się z zamiarem wzięcia krzesła ale do tego nie doszlo. W momencie, kiedy obróciła głowę napotkała na swojej drodze Malfoya, który stał tuż za nią. Dziewczyna wystraszyła się i odskoczyła do tyłu dotykając otwartą dłonią do gorącego czajnika, którego włączyła tuż po przyjściu do kuchni. Hermiona krzyknęła na całe gardło. Draco zareagował natychmiast. Złapał dziewczynę za nadgarstek i oblał zimną wodą. Hermiona drugą rękę zacisnęła na koszuli blondyna i oparła głowę o jego ramię. W tym momencie nie myślała o tym czy znów ją wyśmieje czy cokolwiek innego. Myślała teraz tylko o tym, jak strasznie boli ją ręką. Draco Malfoy poprowadził gryfonkę do łazienki, gdzieś sprawnym ruchem posadził ją na blacie. Szybko wyją z szuflady apteczkę i opatrzył ranę. W momencie, kiedy oparł się udami o nogi dziewczyny do pomieszczenia wbiegł zdyszany Zabini.
-Co tu się dzieję?! Malfoy, co ty robisz z jej ręką ?
-Ratuję ją? -spokojnje odpowiedział bardziej pytaniem.
-Ale dlaczego?
-Trochę się mnie wystraszyła i dotknęła dłonią czajnika.
Hermiona przez cały ten czas patrzyła na oczy Blaisa. Zastanawiała się, jak dużo tajemnic kryją. Tak bardzo się zamyśliła, że nie zauważyła, kiedy Draco postawił ją spowrotem na ziemię.
-Halo, Ziemia do Granger -blondyn pomachał jej przed oczami - Wiem, że Zabini jest DRUGIM najprzystojniejszym chłopakiem ze szkoły ale nie zamyślaj się tak.
- Że co ty przepraszam powiedziałeś? - oburzył się chłopak. -Drugim? Kto jest niby pierwszy?
-No ja.
-Hahahahah! Chyba w twoich snach Malfoy! Każdy wie, że to JA jestem na pierwszym miejscu.
-Jak dzieci - powiedziała cicho gryfonka.-Tylko się w sobie nie zakochajcie - zaśmiała się widząc chłopaków poprawiających fryzurę w lustrze.
W momencie, kiedy chłopcy chcieli odpowiedzieć, z Pokoju Wspólnego usłyszeli głos profesor McGonnagall.
-Dobrze widzę, że jednej osoby brakuje, panie Potter, może pan tu przyjść? Słucham? Nie, nie panie Potter, nie może pan pospać jeszcze 5 minut. No jak z dzieckiem. Panie Potter!
-No już, pani profesor idę. O co chodzi? - spytał zaspany Wybraniec.
-Dobrze, a więc są wszyscy, z racji tego, że zostały wam 4 dni do rozpoczęcia roku, razem z opiekunami postanowiliśmy odesłać was do domu, a tak właściwie do sklepu. W tym semestrze odbędzie się Bal Bożonarodzeniowy. Waszym obowiązkiem będzie reprezentowanie szkoły tak więc pierwszy taniec będziecie tańczyć właśnie wy. Dlatego potrzebujecie sukienek i szat wyjściowych. Dzisiaj o godzinie 21 odjedzie pociąg do Londynu. Do Hogwartu wrócicie razem z resztą uczniów. No chyba wyraziłam się jasno, teraz proszę spakować najpotrzebniejsze rzeczy. Do zobaczenia - powiedziała i wyszła. Jak to McGonnagall. Powie i wyjdzie nie czekając na odpowiedź.
.-.-.-.-.----.-.-.-.-.-.-.-.-.-..-.-.-.-.-.-.-.-.-..-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-..-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-..-.-.-.-.-.-.
Dziewczyna stała przed ogromnym lustrem. Jej długie brązowe włosy spięte były w ciasnego koka. Piękne oczy delikatnie podkreślone były czarną kredką. Usta pomalowała mocno czerwoną szminką. Po nałożeniu 'połowy maski' zdjęła luźny dres i włożyła przygotowaną wcześniej suknię. Wykonana była z czarnego oraz granatowego drogiego materiału. Brunetka w kreacji z makijażem wyglądała przepięknie. Usta zdobił teraz sztuczny uśmiech zadowolenia. Wydawać by się mogło, że dziewczyna jest idealną córką, uczennicą, damą, jednak kiedy spojrzało się głębiej w jej oczy, widać było smutek, cierpienie oraz prośbę. Nikt nie miał pojęcia, o co pragnęła prosić młoda dziewczyna.
-Panienko, matka Panienkę prosi- gosposia lekko zapukała do drzwi młodej arystokratki.
-Dziękuję, Marto, za chwilę przyjdę - odpowiedziała i jeszcze raz przyjrzała się odbiciu lustra.
Chwilę późnej dziewczyna usłyszała krzyk małej dziewczynki.
-Pans! Pans! Chodź tu szybko! Szybko!
Parkinson przeszła do pokoju naprzeciwko swojego, który należał do jej młodszej siostry - Venus.
-Co się stało Ven? - spytała spokojnie.
-Mogłabyś spiąć mi włosy?
-Jasne, a tak w ogóle, ślicznie wyglądasz - uśmiechnęła się starsza z sióstr.
Przed arystokratką stała 9- letnia dziewczynka, ubrana w przepiękną suknię.
-Ty również, Pans.
Kilka minut później szesnastolatka schodziła spokojnie z wysokich oraz pięknie ozdabianych schodów. Ostrożnie stawiając każdy krok,ujrzała w przedpokoju pięć osób. Wśród nich rozpoznała swoich rodziców. Obok nich stała dwójka pięknie ubranych dorosłych. Kobieta ubrana była w suknię do ziemi, uszytą z ciemnego materiału. Z przodu została wykonana z błękitno-białej koronki. Rękawy sięgające do łokcia zakończone były jasną wstążką. Jej długie jasne włosy splecione zostały w ciasnego warkocza, Obok niej, trzymając żonę pod rękę, stał elegancki mężczyzna, o krótkich ciemnych włosach. Ubrany był w szatę wyjściową. Podobnie chłopak stojący koło nich. Jego blond włosy opadały mu lekko na oczy. Brązowe oczy spojrzały właśnie na przybysza.
-O, to właśnie jest nasza córka - starszej kobiecie zaświeciły oczy. - Chodź tu Pansy, musisz kogoś poznać.
Dziewczyna posłusznie podeszła do rodziców, wciąż nie spuszczając wzroku z chłopaka. Nie ukrywała, że był bardzo przystojny,
-To są państwo Harrison, a ich syn, Newt, uczy się w Hogwarcie. Może go kojarzysz?
-Niestety nie - lekko dygnęła do rodziców chłopaka. - A z jakiego jest domu?
-Z Ravenclaw - odpowiedział szybko ujmując dłoń Pansy. - Miło mi poznać - pocałował ją w dłoń.
-Mnie również - dygnęła.
-No dobrze, zapoznaliście się w końcu, więc pora przejść do kolacji, zapraszam za mną - mówiła szybko pani Parkinson.
Goście posłusznie podążali za gospodynią, przechodząc przez długi korytarz Parkinson Manor, ozdobiony licznymi obrazami rodzinnymi. Na każdym, na którym była Pansy jej wyraz twarzy był dokładnie taki sam. Poważna mina i wyprostowane plecy, Dwie z wielu zasad panujących w jej życiu.
Chwilę później wszyscy siedzieli przy ogromnym stole i zajadali pyszne potrawy. Co chwila, gosposie dolewały wina lub donosiły coraz to nowe dania. Po skończonej kolacji, nadszedł czas na deser. Służba wniosła ogromny tort. Kiedy każdy już miał kawałek, Pansy zauważyła, że jej jak i rodzice Newta są podekscytowani.
-Już nie wytrzymam, muszę im powiedzieć - mówiła pani P. - No więc, zgodnie ze starą tradycją dzieci z arystokratycznych rodów muszą wziąć ślub z innym dzieckiem z takiego rodu. Razem ustaliliśmy, że wasz ślub odbędzie się zaraz po zakończeniu szkoły. Co wy na to?
16-latka mało co nie zaksztusiła się ciastem. Przeprosiła wszystkich i wyszła. Od razu skierowała się do łazienki. W tym momencie runęło jej dotychczasowe życie, którego z resztą nienawidziła. Zdała sobie sprawę, że rodzice odebrali jej możliwość do zakochania się. Do najpiękniejszej rzeczy, która może spotkać człowieka. Przypomniała sobie uśmiechniętą twarz swojej siostry, która od pewnego czasu ma problemy ze zdrowiem. Kiedy pomyślała o szczęściu, które widziała w jej oczach, wiedziała, że musi to zrobić dla niej. Dla swojej ukochanej młodszej siostry, żeby sprawić jej przyjemność na ostatnie lata jej życia.
.-.-.-.-.-.-.-.-.-..-.-.-.-.-.-.-.-..-.-.-.-.-.-.-..-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-..-.-.-.-.-.-..-.-.-.-.-.-.-.-.-.
No i w końcu! Powstałam zmartwych razem z Jezusem xD. Przepraszam za tą nieobecność ale to, mam nadzieję, się już więcej nie powtórzy. Mam WIELKĄ nadzieję, że rozdział się spodobał, bo siedziałam nad nim przez chyba kilka tygodni. Wesołych Świąt!
~Panna Weasley 💗
Stanęła w drzwiach i uważnie przyjrzała się pomieszczeniu. Przy stole siedział blondyn spoglądając na dziewczynę z nad gazety. Gryfonka nie wiedziała co ma teraz zrobić. Bała się, że Malfoy znowu zacznie ją wyzywać. Dziewczyna nie miala już siły na kłótnie z chłopakiem. Od 6 lat znosiła wszystkie wyzwiska. Ale w tym roku skończyła się stawiać i za każdym razem słuchała kilkuminutowego obrażania, starając nie wybuchnąć płaczem.
Hermiona podeszła do szafki gdzie stały pudełka z herbatami. Jak się okazało jej ulubiona owocowa była na samej górze. Z racji tego, że Granger nie była zbytnio wysoka miała problem z dosięgnięciem opakowania. Odwróciła się z zamiarem wzięcia krzesła ale do tego nie doszlo. W momencie, kiedy obróciła głowę napotkała na swojej drodze Malfoya, który stał tuż za nią. Dziewczyna wystraszyła się i odskoczyła do tyłu dotykając otwartą dłonią do gorącego czajnika, którego włączyła tuż po przyjściu do kuchni. Hermiona krzyknęła na całe gardło. Draco zareagował natychmiast. Złapał dziewczynę za nadgarstek i oblał zimną wodą. Hermiona drugą rękę zacisnęła na koszuli blondyna i oparła głowę o jego ramię. W tym momencie nie myślała o tym czy znów ją wyśmieje czy cokolwiek innego. Myślała teraz tylko o tym, jak strasznie boli ją ręką. Draco Malfoy poprowadził gryfonkę do łazienki, gdzieś sprawnym ruchem posadził ją na blacie. Szybko wyją z szuflady apteczkę i opatrzył ranę. W momencie, kiedy oparł się udami o nogi dziewczyny do pomieszczenia wbiegł zdyszany Zabini.
-Co tu się dzieję?! Malfoy, co ty robisz z jej ręką ?
-Ratuję ją? -spokojnje odpowiedział bardziej pytaniem.
-Ale dlaczego?
-Trochę się mnie wystraszyła i dotknęła dłonią czajnika.
Hermiona przez cały ten czas patrzyła na oczy Blaisa. Zastanawiała się, jak dużo tajemnic kryją. Tak bardzo się zamyśliła, że nie zauważyła, kiedy Draco postawił ją spowrotem na ziemię.
-Halo, Ziemia do Granger -blondyn pomachał jej przed oczami - Wiem, że Zabini jest DRUGIM najprzystojniejszym chłopakiem ze szkoły ale nie zamyślaj się tak.
- Że co ty przepraszam powiedziałeś? - oburzył się chłopak. -Drugim? Kto jest niby pierwszy?
-No ja.
-Hahahahah! Chyba w twoich snach Malfoy! Każdy wie, że to JA jestem na pierwszym miejscu.
-Jak dzieci - powiedziała cicho gryfonka.-Tylko się w sobie nie zakochajcie - zaśmiała się widząc chłopaków poprawiających fryzurę w lustrze.
W momencie, kiedy chłopcy chcieli odpowiedzieć, z Pokoju Wspólnego usłyszeli głos profesor McGonnagall.
-Dobrze widzę, że jednej osoby brakuje, panie Potter, może pan tu przyjść? Słucham? Nie, nie panie Potter, nie może pan pospać jeszcze 5 minut. No jak z dzieckiem. Panie Potter!
-No już, pani profesor idę. O co chodzi? - spytał zaspany Wybraniec.
-Dobrze, a więc są wszyscy, z racji tego, że zostały wam 4 dni do rozpoczęcia roku, razem z opiekunami postanowiliśmy odesłać was do domu, a tak właściwie do sklepu. W tym semestrze odbędzie się Bal Bożonarodzeniowy. Waszym obowiązkiem będzie reprezentowanie szkoły tak więc pierwszy taniec będziecie tańczyć właśnie wy. Dlatego potrzebujecie sukienek i szat wyjściowych. Dzisiaj o godzinie 21 odjedzie pociąg do Londynu. Do Hogwartu wrócicie razem z resztą uczniów. No chyba wyraziłam się jasno, teraz proszę spakować najpotrzebniejsze rzeczy. Do zobaczenia - powiedziała i wyszła. Jak to McGonnagall. Powie i wyjdzie nie czekając na odpowiedź.
.-.-.-.-.----.-.-.-.-.-.-.-.-.-..-.-.-.-.-.-.-.-.-..-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-..-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-..-.-.-.-.-.-.
Dziewczyna stała przed ogromnym lustrem. Jej długie brązowe włosy spięte były w ciasnego koka. Piękne oczy delikatnie podkreślone były czarną kredką. Usta pomalowała mocno czerwoną szminką. Po nałożeniu 'połowy maski' zdjęła luźny dres i włożyła przygotowaną wcześniej suknię. Wykonana była z czarnego oraz granatowego drogiego materiału. Brunetka w kreacji z makijażem wyglądała przepięknie. Usta zdobił teraz sztuczny uśmiech zadowolenia. Wydawać by się mogło, że dziewczyna jest idealną córką, uczennicą, damą, jednak kiedy spojrzało się głębiej w jej oczy, widać było smutek, cierpienie oraz prośbę. Nikt nie miał pojęcia, o co pragnęła prosić młoda dziewczyna.
-Panienko, matka Panienkę prosi- gosposia lekko zapukała do drzwi młodej arystokratki.
-Dziękuję, Marto, za chwilę przyjdę - odpowiedziała i jeszcze raz przyjrzała się odbiciu lustra.
Chwilę późnej dziewczyna usłyszała krzyk małej dziewczynki.
-Pans! Pans! Chodź tu szybko! Szybko!
Parkinson przeszła do pokoju naprzeciwko swojego, który należał do jej młodszej siostry - Venus.
-Co się stało Ven? - spytała spokojnie.
-Mogłabyś spiąć mi włosy?
-Jasne, a tak w ogóle, ślicznie wyglądasz - uśmiechnęła się starsza z sióstr.
Przed arystokratką stała 9- letnia dziewczynka, ubrana w przepiękną suknię.
-Ty również, Pans.
Kilka minut później szesnastolatka schodziła spokojnie z wysokich oraz pięknie ozdabianych schodów. Ostrożnie stawiając każdy krok,ujrzała w przedpokoju pięć osób. Wśród nich rozpoznała swoich rodziców. Obok nich stała dwójka pięknie ubranych dorosłych. Kobieta ubrana była w suknię do ziemi, uszytą z ciemnego materiału. Z przodu została wykonana z błękitno-białej koronki. Rękawy sięgające do łokcia zakończone były jasną wstążką. Jej długie jasne włosy splecione zostały w ciasnego warkocza, Obok niej, trzymając żonę pod rękę, stał elegancki mężczyzna, o krótkich ciemnych włosach. Ubrany był w szatę wyjściową. Podobnie chłopak stojący koło nich. Jego blond włosy opadały mu lekko na oczy. Brązowe oczy spojrzały właśnie na przybysza.
-O, to właśnie jest nasza córka - starszej kobiecie zaświeciły oczy. - Chodź tu Pansy, musisz kogoś poznać.
Dziewczyna posłusznie podeszła do rodziców, wciąż nie spuszczając wzroku z chłopaka. Nie ukrywała, że był bardzo przystojny,
-To są państwo Harrison, a ich syn, Newt, uczy się w Hogwarcie. Może go kojarzysz?
-Niestety nie - lekko dygnęła do rodziców chłopaka. - A z jakiego jest domu?
-Z Ravenclaw - odpowiedział szybko ujmując dłoń Pansy. - Miło mi poznać - pocałował ją w dłoń.
-Mnie również - dygnęła.
-No dobrze, zapoznaliście się w końcu, więc pora przejść do kolacji, zapraszam za mną - mówiła szybko pani Parkinson.
Goście posłusznie podążali za gospodynią, przechodząc przez długi korytarz Parkinson Manor, ozdobiony licznymi obrazami rodzinnymi. Na każdym, na którym była Pansy jej wyraz twarzy był dokładnie taki sam. Poważna mina i wyprostowane plecy, Dwie z wielu zasad panujących w jej życiu.
Chwilę później wszyscy siedzieli przy ogromnym stole i zajadali pyszne potrawy. Co chwila, gosposie dolewały wina lub donosiły coraz to nowe dania. Po skończonej kolacji, nadszedł czas na deser. Służba wniosła ogromny tort. Kiedy każdy już miał kawałek, Pansy zauważyła, że jej jak i rodzice Newta są podekscytowani.
-Już nie wytrzymam, muszę im powiedzieć - mówiła pani P. - No więc, zgodnie ze starą tradycją dzieci z arystokratycznych rodów muszą wziąć ślub z innym dzieckiem z takiego rodu. Razem ustaliliśmy, że wasz ślub odbędzie się zaraz po zakończeniu szkoły. Co wy na to?
16-latka mało co nie zaksztusiła się ciastem. Przeprosiła wszystkich i wyszła. Od razu skierowała się do łazienki. W tym momencie runęło jej dotychczasowe życie, którego z resztą nienawidziła. Zdała sobie sprawę, że rodzice odebrali jej możliwość do zakochania się. Do najpiękniejszej rzeczy, która może spotkać człowieka. Przypomniała sobie uśmiechniętą twarz swojej siostry, która od pewnego czasu ma problemy ze zdrowiem. Kiedy pomyślała o szczęściu, które widziała w jej oczach, wiedziała, że musi to zrobić dla niej. Dla swojej ukochanej młodszej siostry, żeby sprawić jej przyjemność na ostatnie lata jej życia.
.-.-.-.-.-.-.-.-.-..-.-.-.-.-.-.-.-..-.-.-.-.-.-.-..-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-..-.-.-.-.-.-..-.-.-.-.-.-.-.-.-.
No i w końcu! Powstałam zmartwych razem z Jezusem xD. Przepraszam za tą nieobecność ale to, mam nadzieję, się już więcej nie powtórzy. Mam WIELKĄ nadzieję, że rozdział się spodobał, bo siedziałam nad nim przez chyba kilka tygodni. Wesołych Świąt!
~Panna Weasley 💗