Muzyka

wtorek, 5 lipca 2016

24 Epilog

No więc, Hej. Jak tak teraz to piszę a jest dokładnie 23.34, to w sumie nie wiem czy chcę już kończyć Fremione. Znaczy, chcę też zacząć następny parring ale trudno się będzie rozstać z Fredem :(. Mam nadzieję, że opowiadanie się podobało. 
                                                                             ~ ~ ~
   *8 i 1/2 miesiąca później*
-Aaaaaaa!-mój krzyk roznosił się chyba po całym Mungu.
-O Boże, O Boże. Hermiona, jak się czujesz?! Bardzo cię boli ? O Jezu!-Fred był chyba bardziej zdenerwowany nić ja. Co jest dziwne, bo to nie on leży na łóżku szpitalnym, i to nie jemu rodzi się dziecko! Chociaż, pod pewnym względem jemu, no ale wiecie o co mi chodzi!
-Fred!-złapałam go za koszulę.-Posłuchaj mnie teraz uważnie. Nigdy więcej nie chcę rodzić. Jasne?!
-Jasne, kochanie, jasne!-powiedział nadal zdenerwowany.
I właśnie wtedy wjechałam na salę, gdzie on nie mógł wejść.
   *około 9 godzin później*
-No co tak długo?!-pytał Fred wychodzącą z mojej sali pielęgniarkę.
-Spokojnie, panie Weasley, jedno już za nami-powiedziała i uśmiechnęła się.
-"Jedno już za nami..." O Jezu. Bliźniaki.
-Ej stary to chyba rodzinne-powiedział George.
-Taa.
Na oddział właśnie wbiegli Pansy, Blaise i Draco. Blondyn trzymał w rękach niebieskie i różowe baloniki, Zabini wielkiego misia a moja przyjaciółka niewielką, ozdobną karteczkę.
Po chwili, z sali wyszedł doktor i poinformował wszystkich, że mogą wejść. Tak się rzucili, że utknęli w drzwiach. W końcu dostali się do środka. Na rękach trzymałam małego Tobiego i Rosalie.
-Jakie słodziaki-powiedziała półtonem Pans.
-Ha. MOJE słodziaki-powiedział dumnie Fred.
-Wiesz co ci powiem, kochanie? Przez tydzień ty wstajesz do nich w nocy.
-Co!? Dlaczego?!
-Bo właśnie spędziłam prawie 10 godzin na rodzeniu tej małej dwójce urwisów.

Kilka dni później mogłam wyjść ze szpitala. Ta "ozdobna karteczka" okazała się zaproszeniem na ślub moich przyjaciół. Co było najlepsze, że byłam druhną!


*około 5 lat później*
Właśnie przygotowywałam obiad, kiedy usłyszałam dzwonek do nowego domu. Szybko opłukałam ręce i poszłam otworzyć. W drzwiach stała pani i pan Weasley. Przywitali się ze mną i zaprosiłam ich do środka.
-Gdzie są moje kochane wnuczęta?-zapytał mój teść.
A tak przy okazji. Jesteśmy z Fredem małżeństwem od 4 lat. Oświadczyny były piękne. Postarał się, i to bardzo. Byliśmy wtedy na Hawajach. Było tak romantycznie.
 Chwilę później na kolanach pana Weasleya siedziała cała trójka. Toby, Rosalie i mała Monic. A zapomniałam prawie. Pamiętacie jak mówiłam do Freda, że już nigdy nie chcę rodzić. Taa. Dwa lata temu urodziła się Monic. I od tamtego czasu jestem najszczęśliwszą mamą na świecie. I tak sobie żyjemy, długo i szczęśliwie :).

No więc, sama nie wiem co mam napisać :(.  Jest mi smutno, że to już koniec historii Freda i Hermiony. Mam nadzieje, że się spodobała. Oczekuję też, że zostaniecie ze mną podczas pisania następnego opowiadania. Ale wcześniej napiszę chyba kilka miniaturek. Zobaczymy ;). A więc miałam zdradzić dlaczego Draco tak się przeją wiadomością, że Miona jest w ciąży. W którymś z pierwszych rozdziałów jest, że chciał ją pocałować. No więc, Malfoy kochał Hermionę i nie mógł się pogodzić z tym, że ma dziecko z Fredem :). 
~Panna Weasley <3


niedziela, 3 lipca 2016

23 Dobro znowu zwycięża :)

...kiedy ze zniszczonego już Hogwartu wyskoczyły Gryf, Wąż, Borsuk i Orzeł. Ptak poszybował  z nisko opuszczonymi nogami w stronę śmierciożerców. Chwilę później 1/4 nich leżała już martwa na ziemi. I w tym momencie zaczęła się najbardziej epicka, że tak powiem, bitwa. Lew szybko rzucił się na przeciwników, co również uczynili Wąż i Borsuk. Razem z moimi przyjaciółmi pobiegliśmy w stronę większej liczby wrogów. Po chwili zauważyłam czerwony i zielony strumień światła. Gdy odwróciłam się w ich stronę,  zobaczyłam Dumbledora i Voldemorta, którzy nadal ze sobą walczyli. Strasznie się bałam. Usłyszałam jakiś dziwny dźwięk, jakby duszonej sroki. To Neville zabijał Nagini. W tym momencie była cisza. Wszystkie oczy były zwrócone w stronę dwóch najpotężniejszych czarodziei tych czasów. Oczy Czarnego Pana rozszerzyły się do prawie niemożliwych rozmiarów co  wykorzystał  dyrektor Hogwartu i zaatakował. Już po chwili Ten Którego Imienia Nie Wolno (a raczej nie wolno było) Wymawiać, upadł na ziemię i zaczął rozpadać się na milion kawałków jakby szkła. Popatrzyłam najpierw na moich przyjaciół a potem na śmierciożerców, którzy z przerażeniem w oczach odwrócili się i pobiegli w stronę mostu, gdzie czekali na nich strażnicy Hogwartu. Uśmiechnęłam się. Wiedziałam, że 3/4 a może nawet i wszyscy śmierciożercy trafią teraz do Azkabanu. Wiem, że nie powinnam się cieszyć,  bo przecież to też są ludzie, którzy popełnili w życiu bardzo duży błąd. Jednak, kiedy pomyślę o tych wszystkich mugolach i przede wszystkim moich znajomych, których zabili, to nie jest mi ich ani trochę szkoda.
   Zrobiło mi się słabo. Nogi miałam jak z waty, jednak próbowałam utrzymać równowagę. Ledwo podeszłam do Freda i go przytuliłam. On oparł brodę na mojej głowie, i powiedział te 3 wspaniałe słowa: Już po wszystkim. Może to są zwykłe sklejone ze sobą litery, ale uspokoiły mnie i pozwoliły na chwilę odpoczynku. Weszliśmy do Hogwartu, gdzie leżeli ranni. Wśród nich zobaczyłam Lunę. Miała zabandażowaną nogę i gazę przy skroni. Przy niej siedział zmartwiony Dean. Ucieszyłam się, że są razem. Podeszłam do nich i przytuliłam moją przyjaciółkę. W czasie, kiedy byliśmy u mnie w domu dużo ze sobą pisałyśmy. Znowu zrobiło mi się słabo. Szybko pobiegłam do łazienki. Usłyszałam za sobą głos Pansy, Blaisa , Draco i Freda. George prawdopodobnie został jeszcze w Wielkiej Sali. W sumie nie ma co opisywać. Zwymiotowałam. Tak, wiem fascynujące.

*Przed łazienką, w której jest Hermiona*
-Co jej się stało?-zapytała Pansy.
-Nie wiem, czy powinienem to mówić, bo pewnie sama chce wam go powiedzieć-powiedział niepewnie Fred.
-Słuchaj no, Weasley-powiedziała, kierując w stronę rudzielca różdżką.-Jeśli zaraz nie powiesz mi co się dzieje z moją przyjaciółką, to nieźle oberwiesz.
-Dobra, spokojnie. No bo Hermiona, jest w ciąży-powiedział cicho.
-Słucham?! Będę ciocią!-krzyknęła.
-Słyszę, że już się dowiedzieliście-powiedziałam spokojnie.
-Przepraszam kochanie, ale Pansy mi...
-Tylko gratulowała-dokończyła Pans.
-Ej, stary dobrze się czujesz? Może ty też jesteś w ciąży?-zapytał z uśmiechem na twarzy Blaise.
Draco siedział pod ścianą z  miną jakby dowiedział się, że jego ulubiona drużyna Quddicha właśnie odpadła z półfinału mistrzostw świata.
-Nie, nic. Po prostu się cieszę-wstał i z uśmiechem mnie przytulił.
  Chwilę później poszliśmy do Wielkiej Sali. Szybko pobiegłam do Harrego i Rona. Nawet nie miałam sposobności się z nimi przywitać.
-Cześć, Harry-powiedziałam i rzuciłam mu się na szyję.
-Cześć.
Jakby co, żebym nie wyszła na chamidło. Rona nie było w pobliżu, dlatego się z nim nie przywitałam.
   Właśnie podszedł do nas Dumbledore. Było widać, że był wykończony walką. Powiedział nam tylko, że się cieszy, że jest już koniec wojny i, że możemy wracać do domów. Po tych słowach poszedł podtrzymując się prof. McGonagall do swojego gabinetu.
   Przeszliśmy przez Zakazany Las i teleportowaliśmy się każdy do swojego domu. Blaise, Pansy i Draco mieszkali w Malfoy Manor, ponieważ nie było już kryjówką śmierciożerców. W rezydencji już czekała na nich Narcyza. Lucjusza zabrali do Azkabanu. Może to i lepiej? W końcu nie będzie musiała się z nim męczyć. Wracając do nas. Stałam przed domem, obok drzewa Teodora. Fred wszedł już do środka i zaczął powoli naprawiać (czarami oczywiście) wnętrze. Uśmiechnęłam się. Usiadłam obok i popatrzyłam w dal. Przypomniało mi się jak pierwszy raz ze sobą rozmawialiśmy.
-Miona, może zrobimy coś do jedzenia? Umieram z głodu-usłyszałam głos mojego chłopaka.
-Już idę. Może zamówimy pizze?
-Pizze? A co to?
Ja tylko się zaśmiałam i wytłumaczyłam temu głuptaskowi co to jest pizza.
-No ba, że zamawiamy! Najlepiej jakąś dużą, bo pewnie 3/4 całej zjesz ty i ono-powiedział i położył mi na brzuchu rękę.
-Spadaj-przytuliłam go.
Po około godzinie przyjechał nasz posiłek. Zamówiliśmy maxi hawajską. Fred nadal był przekonany, że będę jadła ogromne ilości jedzenia, Ja jednak myślę, że to jeszcze nie ten etap ;).
  Po wykąpaniu się, przebrałam się w moją piżamkę, i rzuciłam dla Freddiego podobną.
-Co to jest?-zapytał z przerażeniem w oczach.
-Nasze piżamy-powiedziałam i mrugnęłam okiem.
Poszłam do mojego pokoju, gdzie teraz stało piękne łóżko. Od razu do niego wskoczyłam. Chwilę później do pokoju wszedł Fred. Teraz byliśmy jednorożcami! W tych piżamach wyglądaliśmy zajefajnie.
   Zasnęłam bardzo szybko. Pierwszy raz od wielu tygodni. W końcu czułam się bezpiecznie. Wiedziałam, że już nic nam nie grozi, nareszcie będziemy normalnie żyć.

Hej, hej. Wiem, że straaaasznie długo nie dodałam rozdziału, ale nie mam weny ale są wakacje i będę pisać częściej. Mam nadzieję, że się wam spodobało. Ciekawi mnie o czym myśleliście, kiedy Draco usiadł pod ścianą, jak dowiedział się, że Miona jest w ciąży. Ale to zdradzę wam w epilogu! 
~Panna Weasley ^.^