No więc, Hej. Jak tak teraz to piszę a jest dokładnie 23.34, to w sumie nie wiem czy chcę już kończyć Fremione. Znaczy, chcę też zacząć następny parring ale trudno się będzie rozstać z Fredem :(. Mam nadzieję, że opowiadanie się podobało.
~ ~ ~
*8 i 1/2 miesiąca później*
-Aaaaaaa!-mój krzyk roznosił się chyba po całym Mungu.
-O Boże, O Boże. Hermiona, jak się czujesz?! Bardzo cię boli ? O Jezu!-Fred był chyba bardziej zdenerwowany nić ja. Co jest dziwne, bo to nie on leży na łóżku szpitalnym, i to nie jemu rodzi się dziecko! Chociaż, pod pewnym względem jemu, no ale wiecie o co mi chodzi!
-Fred!-złapałam go za koszulę.-Posłuchaj mnie teraz uważnie. Nigdy więcej nie chcę rodzić. Jasne?!
-Jasne, kochanie, jasne!-powiedział nadal zdenerwowany.
I właśnie wtedy wjechałam na salę, gdzie on nie mógł wejść.
*około 9 godzin później*
-No co tak długo?!-pytał Fred wychodzącą z mojej sali pielęgniarkę.
-Spokojnie, panie Weasley, jedno już za nami-powiedziała i uśmiechnęła się.
-"Jedno już za nami..." O Jezu. Bliźniaki.
-Ej stary to chyba rodzinne-powiedział George.
-Taa.
Na oddział właśnie wbiegli Pansy, Blaise i Draco. Blondyn trzymał w rękach niebieskie i różowe baloniki, Zabini wielkiego misia a moja przyjaciółka niewielką, ozdobną karteczkę.
Po chwili, z sali wyszedł doktor i poinformował wszystkich, że mogą wejść. Tak się rzucili, że utknęli w drzwiach. W końcu dostali się do środka. Na rękach trzymałam małego Tobiego i Rosalie.
-Jakie słodziaki-powiedziała półtonem Pans.
-Ha. MOJE słodziaki-powiedział dumnie Fred.
-Wiesz co ci powiem, kochanie? Przez tydzień ty wstajesz do nich w nocy.
-Co!? Dlaczego?!
-Bo właśnie spędziłam prawie 10 godzin na rodzeniu tej małej dwójce urwisów.
Kilka dni później mogłam wyjść ze szpitala. Ta "ozdobna karteczka" okazała się zaproszeniem na ślub moich przyjaciół. Co było najlepsze, że byłam druhną!
*około 5 lat później*
Właśnie przygotowywałam obiad, kiedy usłyszałam dzwonek do nowego domu. Szybko opłukałam ręce i poszłam otworzyć. W drzwiach stała pani i pan Weasley. Przywitali się ze mną i zaprosiłam ich do środka.
-Gdzie są moje kochane wnuczęta?-zapytał mój teść.
A tak przy okazji. Jesteśmy z Fredem małżeństwem od 4 lat. Oświadczyny były piękne. Postarał się, i to bardzo. Byliśmy wtedy na Hawajach. Było tak romantycznie.
Chwilę później na kolanach pana Weasleya siedziała cała trójka. Toby, Rosalie i mała Monic. A zapomniałam prawie. Pamiętacie jak mówiłam do Freda, że już nigdy nie chcę rodzić. Taa. Dwa lata temu urodziła się Monic. I od tamtego czasu jestem najszczęśliwszą mamą na świecie. I tak sobie żyjemy, długo i szczęśliwie :).
No więc, sama nie wiem co mam napisać :(. Jest mi smutno, że to już koniec historii Freda i Hermiony. Mam nadzieje, że się spodobała. Oczekuję też, że zostaniecie ze mną podczas pisania następnego opowiadania. Ale wcześniej napiszę chyba kilka miniaturek. Zobaczymy ;). A więc miałam zdradzić dlaczego Draco tak się przeją wiadomością, że Miona jest w ciąży. W którymś z pierwszych rozdziałów jest, że chciał ją pocałować. No więc, Malfoy kochał Hermionę i nie mógł się pogodzić z tym, że ma dziecko z Fredem :).
~Panna Weasley <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz