Muzyka

niedziela, 25 czerwca 2017

Kiss For Luck #11 | Let's start from the beginning

Blaise Pov:
   Leżałem na moim ogromnym łóżku i wpatrywałem się bez celu w sufit. Wstałem już z godzinę temu, ale byłem zbyt leniwy, żeby iść na śniadanie. Usłyszałem głos mojej mamy. Rozmawiała z Riggs'em na temat portu. Mieszkamy nad prywatnym, zamkniętym dla innych morzem. Moja rodzicielka chciała kupić jacht, ale do tego potrzebny był port. 
   Wstałem, wziąłem szorty i poszedłem się  umyć. Po około 10 minutach szedłem w stronę kuchni. Z racji tego, że wszyscy byli zajęci rozmową z mamą, sam zrobiłem sobie śniadanie. Nie była to dla mnie nowość. 
   Koło godziny 13, kiedy siedziałem w ogrodzie usłyszałem pukanie do drzwi. Popatrzyłem w stronę salonu, który był niedaleko wejścia. Oczywiście nikt nie zwrócił uwagi na to, że ktoś przyszedł. Wstałem i poszedłem otworzyć. W drzwiach stała moja najlepsza przyjaciółka. Szatynka weszła do środka i popatrzyła na mnie z uśmiechem. Tak dawno jej nie widziałem. 
-Pans! - krzyknąłem. 
-Hej, Blaise! A co ty bez koszulki po domu chodzisz? - zaśmiała się. Rzeczywiście miałem tylko szorty. Przyczyną tego było to, że gorąco. 
-Trochę mi ciepło, chodźmy do ogrodu. Chcesz się czegoś napić? 
-Jasne, może być woda z lodem i słomką - uśmiechnęła się.
-Oczywiście, księżniczko.
   Po kilku minutach siedzieliśmy na ławce w ogrodzie. Pansy zadawała mnóstwo pytań, dotyczących wakacji. Kiedy doszło do wydarzenia na imprezie u Olivii, zatrzymałem się na chwili, kiedy spotkałem Granger. Nie chciałem, żeby się dowiedziała, że byłem u niej kilka dni. Nie miałem ochoty, znowu słuchać tego samego.
-Blaise, halo. Zawiesiłeś się, czy jak? - Parkinson machała mi dłonią przed twarzą.
-Hmm?
-Pytam, co było dalej. No po tym, jak Olivia przedstawiła ci tą idealną dziewczynę. Kim ona była?
-Chyba nie chcesz wiedzieć.
-Wręcz przeciwnie. Jestem tego bardzo ciekawa - mówiła coraz bardziej podekscytowana.
-No więc...to była nasza przyjaciółka....
-Ast?!
-Co?! Nie! Astoria nie wychodziła z domu przez całe wakacje. Zgaduj dalej.
-Hmmm, Mili?
-Nie...
-To kto jeszcze został?! Czekaj...Hermiona?
-Bingo!
-To była ta idealna dziewczyna dla ciebie? - zapytała. W odpowiedzi poruszałem wolno głową. - Ale, Blaise, wiesz jak to się skończy. Chcesz, żeby znowu cierpiała?
-Nie chcę, oczywiście, że nie chcę. Po prostu...bez niej czuję się taki...taki niepełny. Ty tak nie masz?
-Mam, i to mnie dobija. Nie mogę pogodzić się z myślą, że już nic nie będzie takie samo. Ona teraz nienawidzi mnie tak samo jak wcześniej, prawda?
-Mam nadzieję, że nie.
-Rozmawiałeś z nią o tym? O tamtym roku?
-Nie, ale boję się, że Draco się wygadał.
-Co?! Żartujesz. Co jej powiedział?
-Nie wiem, usłyszałem tylko, jak mówił coś o wybaczeniu.
-Świetnie! Dlaczego mu nie przerwałeś?
-Spałem! Mam nadzieję, że nie mówił nic o mnie. W ogóle nic o naszej paczce.
-A Potter? Gadałeś z nim już?
-Nie miałem jeszcze sposobności.
-Myślisz, że jej coś powie?
-Raczej wątpię. Nie chce tak samo jak my, żeby Miona cierpiała jeszcze raz. Ale widzę w jego oczach, że jest na mnie zły. Chyba nie wie przez co przechodzę, kiedy widzę ją uśmiechniętą i wiem, że to nie z mojego powodu się uśmiecha. Kiedy jest smutna przeze mnie bo powiedziałem coś, co kiedyś było dla nas normalnością. Albo kiedy widzę ją w samym stroju kąpielowym i wiem, że nie mogę jej dotknąć, bo nie jest już moja...
-Blaise... - wyszeptała i mnie przytuliła. Zawsze mogłem  i mogę na nią liczyć. - Czy ty...za nią tęsknisz?
-Cholernie...
-Może...może moglibyśmy znów się z nią przyjaźnić.
-Tak myślisz?
-Można spróbować...
-Oby nam się udało, ale tym razem sprawy potoczą się inaczej!
-Ehe, zobaczymy.

Taki niezbyt długi rozdział złożony głównie z dialogu, ale tak miało być! Wiem, że teraz macie pewnie totalnego mindfucka ale o to chodzi! Zrozumiecie o co mi chodziło w następnych rozdziałach. 
~Panna Weasley 

środa, 21 czerwca 2017

Kiss For Luck #10 | Park, that's what i like... from today

Hej, hej. Mam tylko jedno ogłoszenie przed nowym rozdziałem. Tak jak w poprzednim opowiadaniu zmieniam narrację! Znów będzie pierwszoosobowa. Miłego czytania! 
.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-..-.-.-.--.-.-.-.-.-.-.-..-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-..-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-..--.-.-..-.-.--..
   
      Obudziłam  się bardzo wcześnie. Zobaczyłam obok siebie przytulającego mnie przyjaciela. Uśmiechnęłam się na ten widok.Wyglądał tak uroczo. Nie mogę  zaprzeczyć, że chłopak jest przystojny. Po kilku minutach wyswobodziłam się z uścisku Arrona. Poszłam w stronę szafy, w poszukiwaniu ubrań. Wybrałam czarną, przewiewną bluzkę i beżowe spodnie. Szybko się przebrałam i usiadłam przy toaletce. Rozczesałam włosy i je wyprostowałam. Wyjęłam z torby kosmetyczkę i zrobiłam lekki makijaż. 
   Kiedy zmierzałam w stronę drzwi nadepnęłam na butelkę stojącą koło szafki nocnej. Cicho  przeklęłam pod nosem i spojrzałam czy Smith się nie obudził. Na szczęście miał mocny sen. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę 5.50. Sama się zdziwiłam, że obudziłam się tak wcześnie. 
   Zeszłam na dół i zaczęłam robić śniadanie. Kolejny raz tego ranka byłam w szoku. Rodzice powinni jeszcze spać. Myślałam, że będą mieli wolne. Zobaczyłam elegancko ubraną mamę. Siedziała razem z tatą przy stole i pili kawę. 
-Idziecie już dzisiaj do pracy? - spytałam.
-Tak. Zadzwonili z gabinetu, że mają multum wizyt i potrzebują wsparcia - powiedział tata, nie odrywając wzroku z gazety. 
-Myślałam, że będziecie odsypiać - powiedziałam i nalałam mojego ulubionego napoju (kawy) do kubka. 
-Ja nie jestem ani trochę zmęczona, a ty skarbie? - tata lekko pokręcił głową na znak, że zgadza się z mamą. - A poza tym, już miałam dość tego odpoczynku. 
No tak, cała mama. Pracoholiczka. Podeszłam do szafki  i wyjęłam składniki potrzebne do zrobienia naleśników. Podczas przygotowywania śniadania myślałam o Blaisie i Draco. To był dopiero początek roku, a tyle się już wydarzyło. Najpierw pocałunek z Zabinim, potem ta ręka i nocna rozmowa z Draco. Co jeszcze mnie czeka tego roku?
-Arron został na noc? - spytała nagle mama. 
-Hmm? Tak.
-I gdzie spał, bo widziałam, że Harry w pokoju gościnnym. 
-Ze mną, tak jak kiedyś. Wiesz, jak byliśmy mali - odpowiedziałam niepewnie. Troszeczkę bałam się reakcji rodziców. W końcu, nie jesteśmy już dziećmi. 
-Oh, no dobrze. Myślałam, że będzie spać w salonie - powiedziała zdziwiona mama. - I, hmmm, dobrze wam się...spało? 
-Tak...o co ci chodzi, mamo? - spytałam zmieszana całą tą sytuacją.
-No wiesz, jesteście w takim wieku, że takie sprawy są normalne - zaczął tato. 
-Ugh, tato! O czym wy w ogóle mówicie?! Arron jest dla mnie jak brat, nigdy nawet bym...nie pomyślała o tym! Ta rozmowa jest nie na miejscu! - oburzyłam się. Prawdopodobnie byłam cała czerwona. 
-Dobrze, już dobrze - rodzice się zaśmiali. - Ale jeśli będziesz miała potrzebę porozmawiania o tym, to śmiało pytaj.
   Odwróciłam się i skończyłam smażyć naleśniki. Przygotowałam nową kawę w ekspresie i pożegnałam się z rodzicami, którzy właśnie wychodzili do pracy. Była godzina za piętnaście siódma. Usiadłam na kanapie w salonie i odetchnęłam. Miałam nadzieję, że chłopcy zaraz wstaną. Tak strasznie mi się nudziło. Po chwili wstałam i podeszłam do regału. Wzięłam mój ulubiony album i znów usiadłam na sofę. Otworzyłam na pierwszą stronę, gdzie było moje ukochane zdjęcie. Przedstawiało mnie i Blaisa, kiedy byliśmy mali. Wokół zdjęcia znajdowały się kluczowe słowa związane z naszymi przygodami. Rodzice zawsze dopisywali jeden wyraz po każdym spotkaniu. 
   Usłyszałam, że ktoś idzie po schodach. Odwróciłam się i ujrzałam Harrego w spranej szarej bluzie z herbem Gryffindoru. Na nogach miał czarne dresy. Jego włosy jak zwykle z rana były potargane. Szedł w stronę kuchni pocierając oczy rękami,  Wziął kubek i nalał do niego kawy. Usiadł przy stole i walnął głową w mebel.
-Dzień dobry, Harry. Wyspałeś się? - zapytałam.
W odpowiedzi dostałam dziwny dźwięk wydany przez mojego przyjaciela. Lekko się zaśmiałam i odłożyłam album na miejsce. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę 7:30. Stwierdziłam, że jest jeszcze za wcześnie, żeby budzić Arrona. Podeszłam do blatu kuchennego i posmarowałam naleśnika Nutellą. Podałam go Harremu, który na zapach czekolady od razu podniósł głowę.
-Dzięki, Miona. Jesteś genialna.
*3 godziny później* 
-Arron! Czas wstawać! Słońce już wstało! - weszłam do mojego pokoju. 
-No widzę, że już wstałaś, słoneczko - odpowiedział z nadal zamkniętymi oczami. 
-Ha, ha, bardzo śmieszne - popatrzyłam na niego, kiedy właśnie się uśmiechnął. Podeszłam do łóżka i już chciałam zacząć go łaskotać, kiedy pociągnął mnie za rękę tak, że leżałam teraz na nim. 
-Jak dla mnie śmieszne - powiedział to bardzo poważnie. 
   W odpowiedzi przytuliłam go. A potem go połaskotałam. To go wygoniło z łóżka. Łaskotanie zawsze działa 😈. Po piętnastu minutach siedział przy stole w kuchni i jadł naleśniki. 
   Przez kolejną godzinę leżeliśmy na kanapie i oglądaliśmy Talk Show. Co chwilę musiałam rzucać w Pottera poduszką, bo przysypiał. W końcu energicznie wstałam i oznajmiłam :
-Idziemy do parku!
-Pogrzało cię? - zapytał spokojnie Smith. 
-Dlaczego, jest bardzo ładna pogoda. O! Pójdziemy na lody. Ja zapłacę, no błagam. Nie możemy przesiedzieć całego dnia w domu!
-Zakład?
-Pff. Dobra to zadzwonię po kogoś o WIELE - specjalnie podkreśliłam to słowo - FAJNIEJSZEGO od was - powiedziałam z naciskiem na te dwa wyrazy i wyciągnęłam telefon. 
-Nie ma kogoś takiego, ponieważ nie ma kogoś kto jest fajniejszy od nas. Prawda Harry?
-Dokładnie!
-No to co, pójdziecie ze mną? - uśmiechnęłam się chytrze. Wiedziałam, że to na nich podziała.
   Po 15 minutach byliśmy na miejscu. Przejście całego parku zajęło nam trzy godziny. W chłopców wstąpiło dziecko i pobiegli na plac zabaw. Zaczęło się na zwykłym huśtaniu się, a skończyło na budowaniu zamków. Oczywiście we wszystkim musieli rywalizować. Najpierw było, który wyżej się rozhuśtał, potem, kto ma większy zamek. Nie mogę zrozumieć, dlaczego się nie dogadują.
   W parku byliśmy do godziny 22:30. Było już ciemno, więc zostaliśmy tylko my. Szybko pobiegliśmy do ostatniej otwartej budki z lodami i , tak jak obiecałam, zapłaciłam za nasze lody. 
    Usiedliśmy na ławce. Arron koniecznie chciał nam coś opowiedzieć. W trakcie swojej historii strasznie gestykulował rękami. Skończyło się tym, że miałam bluzkę całą brudną w waniliowych  lodach. 
-O mój Boże, przepraszam Hermiona - powiedział szybko.
-Nic się nie stało, serio.
-Nie no, na prawdę mi przykro. Masz moją koszulkę, weź przebierz się w nią.
-Jest dobrze w mojej, to tylko plama.
-Na razie jest okej, zaraz będziesz narzekać. Zakładaj i nie marudź. 
   I w tym momencie Arron zdjął czarną bluzkę. Znowu mogłam podziwiać jego wysportowane ciało. Wzięłam od niego ubranie i się odwróciłam. 

Harry Pov: 
   Dlaczego on zawsze musi być lepszy ode mnie. Najpierw wita się z Mioną jakby był jej chłopakiem, potem z nią śpi, teraz jeszcze okazuje się, że ma brzuch jakby był jakimś bogiem olimpijskim. NO CO TO W OGÓLE MA BYĆ. *HarryCri* 


Hermiona Pov: 
Jeśli codziennie będę miała takie widoki w parku, to chyba będę tam ciągle chodzić.

I tym pięknym zdaniem wypowiedzianym przez Hermionę, kończymy rozdział XD. Taki na szybko pisany, niesprawdzony więc nie wiem czy jest ok, czy wyszło jakieś gówno. Sami oceńcie. 
~Panna Weasley (powinno chyba być : Panna Zabini, albo Smith xD) 

Kiss For Luck #9 | Arron Smith

   W Londynie byli koło 9. Kiedy tylko wysiedli z pociągu, wszyscy na siebie popatrzyli i bez słowa poszli w stronę ściany. Po przejściu na drugą stronę, każdy poszedł swoją drogą.
   Hermiona z Harrym czekali na przystanku na autobus. Po kilku minutach siedzieli już w pojeździe i kierowali się w stronę domu gryfonki. 10 minut później byli na miejscu. Dziewczyna już koło furtki czuła słodki zapach ciastek cynamonowych, które są specjałem jej mamy. Hermiona przez szybkę w drzwiach zobaczyła cień wysokiej osoby. Nie miała pojęcia kto to może być. Powoli podeszła do drzwi i je otworzyła.
-O! Miona, Harry!  W końcu jesteście! - do nastolatków właśnie podbiegła pani Granger.- Dostaliśmy list od pani McGonagall, że będziecie wcześniej . Mionka, co się stało, dlaczego nic nie mówisz?
Dziewczyna patrzyła na tą tajemniczą postać, którą widziała przez drzwi. Nie mogło do niej dotrzeć, że przed nią soi. 
-A..Aarron? - brunetka niepewnie podeszła do o wieele wyższego od siebie chłopaka. 
-Hej, Hermisiu ❤
-Nie wierzę, to naprawdę ty?
-We własnej osobie Misiu.
-Nienawidzę jak tak do mnie mówisz - powiedziała i podeszła bliżej bruneta.
-Wiem. A tak w ogóle, nie przywitasz się ze mną? - zapytał i rozłożył ręce.
Hermiona w tym samym momencie rzuciła się na szyję chłopaka. Arron oplótł rękami jej brzuch i jednym ruchem podniósł ją do góry, tym samym się prostując. Trwali tak kilka minut. W końcu dziewczyna się od niego oderwała i przedstawiła brunetowi Harrego. Hermiona popatrzyła na Wybrańca i dostrzegła w jego oczach niepewność i pewnego rodzaju złość.
   Niezręczną ciszę przerwała mama gryfonki. Po krótkim przywitaniu z córką, zaprosiła wszystkich do kuchni, gdzie już czekał na nich obiad, w postaci pizzy. Szatynka domyśliła się, że pani Granger nie miała siły gotować po długim locie z Grecji, z której wrócili dziś w nocy.
   Po pół godzinie nie zostało ani kawałka pizzy. Wszyscy słuchali opowieści mamy Hermiony, która wspominała małą gryfonkę i Arrona. Opowiadała, jak spędzili razem całe dzieciństwo, jak byli nierozłączni. Hermiona na to wspomnienie uświadomiła sobie, że kiedyś ledwo wytrzymywała bez niego dzień, a teraz widziała się z nim pierwszy raz od pięciu lat. Smith (Arron) jako jedyny z jej mugolskich przyjaciół wiedział, że Granger jest czarownicą. Przez pierwszy rok Hogwartu pisali do siebie listy, ale po pewnym czasie większość ich czasu zajęła nauka i nie mieli dla siebie czasu. Szatynka postanowiła spędzić te 3 dni tylko z Arronem. Musiała nadrobić te 5 lat.
   Państwo Granger moment po zjedzonej kolacji poszli spać, do sypialni na piętrze. Harry z Arronem siedzieli w salonie i oglądali jakiś film, podczas gdy gryfonka sprzątała po posiłku. Widząc wylegujących się chłopców prychnęła. 'Nawet nie pomogą mi posprzątać, pff' . Skończyła dopiero koło 23. Kiedy tylko usiadła na fotel, Potter stwierdził, że zrobi ciasteczka.
-Ani mi się waż! - krzyknęła gryfonka.
-Dlaczego? Przecież lubisz ciastka.
-Dopiero co posprzątałam.
-Serio? Myślałem, że byłaś w pokoju i nas olałaś - powiedział spokojnie Harry patrząc na telewizor.
-Okej, to idź sobie zrób te ciasteczka - powiedziała oschle, wstała i poszła do łazienki.
   Hermiona postanowiła zrobić sobie długą kąpiel. Weszła do pokoju, wzięła czystą bieliznę, piżamę z odkrytym brzuchem i krótkimi spodenkami w kratkę i słuchawki. Zostawiła wszystko w łazience i odkręciła wodę dolewając waniliowego płynu. Wróciła do pokoju po szlafrok. Zastała tam Pottera.
-Coś się stało, Harry?
-Nie, tylko... kto to jest, ten Arron. Rzuciłaś się na niego jakby był niewiadomo kim.
-Arron...Arron to mój brat...
-Brat?! Nie mówiłaś, że masz brata!
-Znaczy, nie jest moim rodzonym bratem, w ogóle nim nie jest.Po prostu znamy się tak długo, że traktuję go jak brata. Wszystkim mówię, że jest moim bratem.
-Oh, teraz to wszystko wygląda inaczej. Dlaczego nie mówiłaś mi o nim wcześniej?
-Sama nie wiem, miałam za dużo na głowie. A czemu pytasz?
-Jakoś za nim nie przepadam, wydaje się podejrzany...
-Harry, co ty gadasz? Znam go od zawsze, jest cudowny.
-No nie wiem, powiesz mi o nim trochę więcej?- zapytał speszony. W tym momencie dziewczyna wybiegła do łazienki i zakręciła wodę w kranie. Po chwili wróciła do pokoju. Upewniła się, że Arron niczego nie podejrzewa i wbiegła po schodach.
-Dobrze, co chcesz wiedzieć?
-No tak ogólnie, ile ma lat, co lubi, itp.
-Nazywa się Arron Smith , ma 19 lat, lubi motory, czarny kolor i oglądać komedie. Znam go od 3 roku życia, nasze mamy razem studiowały i się przyjaźniły. Kiedy jeszcze chodziłam do podstawówki, to widziałam, że wszyscy się go boją. Każdy wiedział, że się przyjaźnimy więc nikt mnie nie zaczepiał - Hermiona uśmiechnęła się na jedno ze wspomnień związanych z sytuacją, kiedy ktoś zaczepił gryfonkę. - Jest miły, kochany, wrażliwy, odważny i pewny siebie. Gdyby nie to, że jest dla mnie jak brat, pewnie bym się w nim zakochała - dziewczyna lekko się zaśmiała.
-Uff, jak dobrze, że znamy się całe życie - w progu pokoju stał brunet. - Przynajmniej nie muszę znosić twoich flirtów - zaśmiał się, a razem z nim Hermiona. - Poza tym, kto chciałby z tobą chodzić- powiedział i usiadł koło Granger, obejmując ją ramieniem.
-To chyba miało mnie obrazić - wbiła mu łokieć w żebra.
-Tylko troszeczkę.
-Poczekam na dole - Potter wstał  i zszedł do salonu.
    Hermiona i Arron położyli się obok siebie na plecach. Patrzyli na sufit, na którym powieszone były zdjęcia. Co chwilę śmiali się wspominając wspólne chwile.
-Ale ja za tobą tęskniłem, Misiu...-powiedział po cichu, przytulając gryfonkę.
-Ja za tobą też. Nie mogę uwierzyć, że nie widzieliśmy się od pięciu lat!
-Bardzo się zmieniłaś przez ten czas. Wypiękniałaś - popatrzył na nią i się uśmiechnął.
-Ty też nie jesteś taki jak wtedy, kiedy miałeś 14 lat. Ehh, byłeś taki słodki.
-Byłem? Chyba nadal jestem, pff.
-Haha, no dobra, nadal jesteś. Dogadałeś się jakoś z Harrym?
-Jakoś nie możemy znaleźć wspólnego tematu, nie wiem o czym mam z nim rozmawiać.
-A o czym zwykle rozmawiają chłopcy w wieku 16-19 lat?
-O piłce, więc już odpada, hmmm, może o dziewczynach? Niee, nie znamy tych samych dziewczyn.
-I tu się zdziwisz. A Sophie i Olivia?
-Oni się znają? - zapytał zszokowany.
-Jasne, przecież to moi przyjaciele. Tyle, że dziewczyny nadal myślą, że razem się uczymy w 'szkole specjalnej'.
-Czyli mam z nim pogadać o Sophii i Olivii?
-Noo możesz wymyślić coś na poczekaniu, a teraz wybacz bo idę się umyć.
   Hermiona w końcu weszła do wanny. Woda oczywiście była już zimna, więc jej kąpiel nie trwała długo. Po umyciu się wróciła do salonu, gdzie zastała rozmawiających przyjaciół. Cieszyła się, że w końcu znaleźli wspólny język.
   Szatynka przygotowała dla Harrego pokój gościnny. Arron miał spać z Hermioną. Nie było to dla niej nowością. W dzieciństwie wiele razy spali w jednym łóżku.
   Dziewczyna poszła do swojego pokoju i położyła się pod ścianą. Chwilę później do sypialni wszedł Arron. Ubrany był w białą koszulkę i czarne spodnie. Hermiona przyglądała mu się zza kołdry. Chłopak w ciągu kilku sekund znalazł się koło Granger. Był w samych bokserkach więc dziewczyna mogła podziwiać jego wysportowane ciało. Hermiona odwróciła się do niego plecami, co chłopak wykorzystał i przytulił ją do siebie.
   'Ten rok zapowiada się wyjątkowo dobrze' -pomyślała. Chwilę później zasnęła w uścisku jej najlepszego przyjaciela.

W KOŃCU NOWY ROZDZIAŁ. Cieszę się niezmiernie. Takiej weny dostałam, że szok. 
Wiem, że w tym rozdziale pojawiły się postacie, które były w prologu (Sophie i Olivia). Nie bijcie za to... Mam nadzieję, że się podobało, nie obrażę się za komentarz i miłego dnia/wieczoru :D
~Panna Weasley <3 

czwartek, 1 czerwca 2017

Kiss For Luck #8 | Crazy evening...

   Gryfonka siedziała na miękkim dywanie w swoim pokoju. Przed nią leżała jej duża ,czarna torba, w której miała tylko potrzebne rzeczy. Za dwie godziny  odjeżdża pociąg więc musi się pospieszyć. Do pomieszczenia nagle wszedł czarnowłosy chłopak. Harry rzucił się na łóżko współlokatorki. Hermiona zauważyła że jest w luźnych dresach i samej podkoszulce. Na włosach zauważyła kropelki potu, co wskazywało na to, że właśnie ćwiczył. Gryfon zaczął ćwiczyć pod koniec tamtego roku, ponieważ jak stwierdził, 'musi dobrze wyglądać ,żeby znaleźć dziewczynę '.
-Gdzie byłeś? -spytała dziewczyna.
-Na błoniach, najpierw trochę biegałem a potem latałem. Wiesz, jeśli chcemy wygrać w tym roku ze ślizgonami to miejmy dużo ćwiczyć, dlatego jak tylko rozpocznie się rok szkolny od razu z drużyną bierzemy się do roboty.
-Mam nadzieję, że nie będziesz dla nich zbyt surowy.
-Zobaczymy - powiedział i uśmiechnął się podejrzanie.
-Spakowałeś się już?
-A co mam spakować, przecież masz u siebie trochę moich ubrań, prawda?
-No tak, przepraszam, jestem dzisiaj trochę nieogarnięta, to pewnie przez tą rękę.
-Mówisz ,że kto ci ją opatrzył?
-Malfoy.
-Malfoy?!
-Tak wiem, mnie też to zdziwiło. Może nie jest taki zły na jakiego wygląda...
-Obrażał ciebie na każdym kroku odkąd jesteśmy w Hogwarcie, myślisz, że może się zmienić?!
-Harry...proszę cię, nie denerwuj się..
-Nie, Hermiona! Mam już tego dość, że zawsze mówisz, że może się zmienił , a on i tak robi to co zwykle!
Dziewczyna siedziała w bezruchu, słuchając krzyków przyjaciela. Wiedziała, że Draco Malfoy nigdy się nie zmieni, ale w głębi duszy miała nadzieję, że jednak to się odmieni i kiedyś porozmawiają normalnie. W momencie, kiedy Harry poraz kolejny przeklinał ślizgona, usłyszała ciche pukanie do drzwi. Najpierw myślała, że tylko się jej przesłyszało, jednak kiedy pukanie nasiliło się, podeszła do drzwi i powoli je otworzyła. W nich stała osoba, której najmniej się spodziewała w progu drzwi pokoju gryfonów.
-Hej, przyszedłem zobaczyć jak z twoją ręką.
-Cześć...interesuje cię moja ręka?
-No wiesz, muszę dbać o swojego pierwszego pacjenta, żeby mógł mówić innym jaki wspaniały ze mnie magomedyk.
-Miona! Kto to przy...Malfoy?! - zdenerwowany Potter szybko podszedł do drzwi.
-Potter, nie wyglądasz najlepiej. Może weźmiesz prysznic, a ja zmienię opatrunek dla Granger?
-Co?! Nigdy w życiu! Nie dotkniesz jej kolejny raz! Sam dam sobie radę! - krzyknął i złapał dłoń przyjaciółki, powodując ból.
-Au! Harry! To boli! Uspokój się trochę. 
-Dobra rób sobie co chcesz! - powiedział i szybko wyszedł. Granger wiedziała, że tylko poniosły go emocje, zwykle się tak nie zachowuje. 
W pokoju zostali już tylko Draco i Hermiona. Dziewczyna trzymała się za nadgarstek nadal ze skrzywioną miną. Harry jak się zdenerwuje staje się strasznie nerwowy i niedelikatny. 
-Chodź, zmienię ci ten opatrunek - powiedział i ruszył w stronę łazienki. Hermiona niepewnie ruszyła za nim.Zachowanie blondyna trochę ją przerażało, zwykle ją wyzywał albo się z nią kłócił. A teraz spokojnie z nią rozmawiał i chyba w pewnym momencie się uśmiechnął. 
   Draco tak jak ostatnio jednym ruchem posadził brunetkę na szafce w łazience i powoli zdejmował opatrunek. Rana dość szybko się goiła. Wyjął z szuflady nowy opatrunek i delikatnie go założył. Hermiona z czasem zauważała inne strony tego chłopaka. Raz był okrutny i bezwzględny a raz miły, delikatny i zabawny. O wiele bardziej wolała jego drugie oblicze. 
-I gotowe - powiedział.
-Już? - spytała zamyślona.
-No a co myślałaś? Ile to zdjąć opatrunek i założyć nowy. Staraj się nie robić za wielu rzeczy tą ręką, a jeśli bardzo chcesz to przynajmniej na nią uważaj, dobrze?
-Dobrze, panie doktorze! 
-Śmieszne - uśmiechnął się  i stanął w drzwiach wyjściowych z pokoju.
-Dziękuję...
Odwrócił się i wyszedł. Hermiona nadal zastanawiała się,dlaczego chłopak to robi. Przecież nie jest jej nic winien, a na pewno nie robi tego z własnej woli. 
   Draco, kiedy tylko przekroczył próg pokoju ślizgonów , usłyszał miliony pytań na raz. Zrozumiał jedynie: ' gdzie byłeś', 'co robiłeś' , 'dlaczego cie tak długo nie było' i ' co robiłeś u Granger!"
Szarooki zignorował przyjaciela i rzucił się na łóżko. Był okropnie zmęczony. Do czasu, kiedy Harry wszedł na boisko, ciągle trenował. Blaise po nieudanych próbach wyciągnięcia czegoś z Malfoya, zrezygnowany położył się spać. Draco wiedział, że ten zaraz zaśnie, więc będzie mógł pójść do salonu. Uwielbiał przed snem patrzeć na ogień. To mu przypominało czasy dzieciństwa, kiedy Voldemort jeszcze się nie narodził na nowo, kiedy siadał z rodzicami przed kominkiem i słuchał opowieści taty. Wiedział, że to już nigdy nie wróci, że już nigdy nie będzie tak samo.
   Powoli wstał i ruszył do salonu. Kiedy otworzył drzwi zobaczył płomienie, Nie zdziwiło go to, ponieważ zawsze się palą. Jednak coś mu nie pasowało w tym pomieszczeniu. Tapety te same, podłoga też, dywan leży na swoim miejscu, kanapa stoi tam gdzie stała. Ale fotel, coś jest nie tak z fotelem. JEGO fotelem. Tuż po wyremontowaniu wieży ustalili, że TEN fotel, to będzie JEGO fotel tylko i wyłącznie JEGO. Zdenerwowany, szybko ruszył w stronę mebla, w którym wyraźnie ktoś siedział. Już chciał rzucić czar, jednak kiedy zobaczył, że to gryfonka szybko opuścił różdżkę. Sam nie wiedział dlaczego. Przecież  nic dla niego nie znaczy. Jednym zaklęciem mógłby ją zabić. Ale nie chce tego zrobić. Nie jej. 
-Oo, Draco- powiedziała zaspana.
-Hej, dlaczego tu siedzisz?
-Och, no tak, to twój fotel, wybacz już schodzę - powiedziała i powoli wstawała.
-No coś ty, siedź! Nie przeszkadza mi to, że w nim siedzisz.
-Doprawdy? 
-Tak
Siedzieli kilka minut w ciszy, zastanawiając się, co powiedzieć.
-Dlaczego tak właściwie stałeś się dla mnie taki miły? - spytała nagle Hermiona.
-Dlaczego? Sam nie wiem, po prostu...po prostu jak na ciebie patrze i już mam powiedzieć coś okropnego to...to nie mogę tego powiedzieć. Nie mam pojęcia dlaczego. Czuję, że jakbym to powiedział, to miałbym potworne poczucie sumienia. Nie czuję do ciebie miłości, jeśli tak myślisz to się mylisz, ja po prostu, nie wiem....chyba chciałbym się z tobą zaprzyjaźnić. 
Hermiona była w szoku. Nigdy by nie pomyślała, że Draco Malfoy, ten nieczuły arystokrata powiedziałby coś takiego i to jeszcze do Hermiony Granger. 
-Mówisz....mówisz to poważnie? - spytała z nadzieją. - Przecież nie jesteś mi nic winien, dlaczego tak nagle zaczęło ci zależeć ?
-Jestem ci bardzo dużo winien, Gra.....Hermiono. Jestem  winien ci te wszystkie lata. Mam nadzieję, że mi je wybaczysz...
-Draco... ja ci już ... 
-SŁUCHAJCIE! ZOSTAŁO TYLKO PÓŁ GODZINY I POCIĄG ODJEŻDŻA. A tak w ogóle, o Draco, co ty tu robisz? - spytał Blaise.
-Pół godziny?! - Hermiona szybko się poderwała i pobiegła do pokoju gryfonów. 
Obudziła Harrego, wzięła swoje rzeczy i razem z innymi Prefektami Naczelnymi pobiegli na stację. Ledwo zdążyli. W Londynie będą dopiero rano. To był na prawdę szalony wieczór. 

poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Kiss For Luck #7 | New Persons...

   Ciemnowłosy chłopak wchodził właśnie po schodach prowadzących do jego pokoju.  Między jego nogami biegał mały brązowy piesek - Max.  Nastolatek właśnie otwierał drzwi do pokoju, kiedy zauważył w oknie dużą sowę. Szybko ją w puścił i przeczytał list.
'Kochany Przyjacielu,
mam tak wiele pytań do Ciebie, że sobie tego nie wyobrażasz
   Po pierwsze, dlaczego do mnie nie pisałeś? Czyżbyś zapomniał o mnie i o naszej przyjaźni? Pisałam do Ciebie codziennie a Ty nie raczyłodpowiedzieć na choćby jeden mój list!
Po drugie,  słyszałeś o tym, że Draco i Blaise zostali Prefektami Naczelnymi?  Zabawne co nie?  Moim zdaniem to Ty powinieneś nim zostać. Przecież Zabini nie jest jakoś wybitny w nauce. No ale nie wnikajmy w myślenie starego Dropsa. Podobno Granger jest przedstawicielką Gryffindoru. Kto by się tego spodziewał? Słyszałam też, że Potter będzie jej pomagał, chociaż myślę,  że raczej będzie się obijał.
Po trzecie, czy wiesz, że już za 4 dni się zobaczmy?  Już nie mogę się doczekać Twojej miny jak zobaczysz mnie po 'metamorfozie'!  Nie uwierzysz ale, uwaga uwaga, przefarbowałam włosy!  Teraz są mega jasne! No po prostu mnie nie poznasz
                                                                                                                                   Twoja,
                                                                                                                                 Astoria
PS Kocham Cię bardzo Teodorze! Buziaki'
   Młody Nott jeszcze chwilę przyglądał się treści listu z uśmiechem. Tak jak przyjaciółka, bardzo cieszył się ze spotkania. Czarodziej po dłuższym czasie postanowił rozpocząć pakowanie. Wyjął wszystkie ubrania, które będą mu potrzebne na ten rok,  nie zapominając o szacie. Kupione dzień wcześniej książki spakował wcześniej opłacając wszystkie razem sznurkiem(tak jak radził mu dziadek, żeby nie walały mu się po kufrze).  Wziął wszystkie potrzebne kosmetyki i ulubioną poduszkę, taką z Kubusiem Puchatkiem, którą dostał na 6 urodziny od Torii.  Za każdym razem patrząc na poduszkę, miał przed oczami jak razem z przyjaciółką biegną wokół jeziora przed domem Nottów.  Pamiętał, jak przy pierwszym drzewem od prawej dostał prezent. Pamiętał śliczne, granatowe oczy brązowowłosej ( teraz blondwłosej) i jej roześmiane usta.  Pamiętał jak kiedyś jej nienawidził, podobnie jak Malfoya i Zabiniego.  W sumie nie lubił żadnego dziecka z arystokrackiego rodu.  Jednak po jednym z przyjęć organizowanych przez jego rodzinę wszystko się zmieniło. Mieli może po 4 lata. Może i nie rozumieli wtedy wielu spraw, ale właśnie  w tym wieku można poznać przyjaciół  do końca życia. Podobie było z tą czwórką.
   "Było bardzo gorąco, więc rodzice kazali im wszystkim,cytując, 'siedzieć nad jeziorem a najlepiej pod drzewami'.  Tak więc i zrobili.  Nie odzywając się przez całą drogę ,dotarli do niewielkiego lasu oddzielającego dwa rody: Nott i Greengrass.  Będąc już w samym środku lasu, siedząc po cichu, usłyszeli niemal niesłyszalny płacz. Po chwili wachania Draco i Blaise poszli sprawdzić co się stało.  Nie było ich około 20 minut. W tym czasie Teo i Ast postanowili zamienić kilka słów, które akurat umieli i rozumieli ich znaczenie. 
-Nie bois się tu siedzieć? Bo ja tloche tak- powiedziała mała Astoria.
-Nie, jus się pzyzwycaiłem. Dziadek cęsto powtaza mi, ze prawdziwy męzcyzna nie moze nicego się bać więc tu pzychodzę.
-Łaaał, ale ty jesteś dzielny. Nie bois się, ze moze cię ktoś zaatakować? 
-Casem. Zwykle wtedy uciekam do domku -uśmiechną się chłopiec.
Po chwili doszli do dzieci Malfoy i Zabini.  Pomiędzy nimi szła mała brunetka z pięknymi szmaragdowymi oczami, które były zresztą opuchnięte i zapłakane. Okazało się, że dziewczynka nazywa się Pansy Parkinson i zgubiła się  w tym lesie.  Piątka dzieci poszła w stronę posiadłości Nottów, gdzie już czekali oziębli rodzice Pans. Pożegnali nową koleżankę i rozeszli się do rodziców. Jeszcze nie wiedzieli, że to wydarzenie zapoczątkowało piękną przyjaźń " <- to było wspomnienie.
-.-.-.-.-.-.-..-.-.--.-.-.-.-.-.-.-.-..-.-.-.-.-.-..-.-.-.-.-.-.-
   Brązowooka dziewczyna siedziała na parapecie czytając kolejną książkę. Słońce było na takim poziomie, że przy każdym zmienieniu pozycji świeciło jeszcze bardziej, więc zrezygnowała z dalszego czytania. Zamiast tego poszla w stronę kuchni.  Miała wielką nadzieję, że spotka tam ślizgona.  Chciała w końcu wyjaśnić sprawę z urodzin.  Wiedziała, że to nie było zamierzone. Hermiona napiła się czego nigdy nie robiła, i to było skutkiem złamania 'zasady'.  Dziwnie czuła się ze świadomością, że całowała się z przyjacielem. To tak jakby Harry zaczął ją całować.
   Stanęła w drzwiach i uważnie przyjrzała się pomieszczeniu. Przy stole siedział blondyn spoglądając na dziewczynę z nad gazety. Gryfonka nie wiedziała co ma teraz zrobić. Bała się, że Malfoy znowu zacznie ją wyzywać. Dziewczyna nie  miala już siły na kłótnie z chłopakiem. Od 6 lat znosiła wszystkie wyzwiska.  Ale w tym roku skończyła się stawiać i za każdym razem słuchała kilkuminutowego obrażania, starając nie wybuchnąć płaczem.
   Hermiona podeszła do szafki gdzie stały pudełka z herbatami. Jak się okazało jej ulubiona owocowa była na samej górze. Z racji tego, że Granger nie była zbytnio wysoka miała problem z dosięgnięciem opakowania. Odwróciła się z zamiarem wzięcia krzesła ale do tego nie doszlo. W momencie, kiedy obróciła głowę napotkała na swojej drodze Malfoya, który stał tuż za nią. Dziewczyna wystraszyła się i odskoczyła do tyłu dotykając otwartą dłonią do gorącego czajnika,  którego włączyła tuż po przyjściu do kuchni. Hermiona krzyknęła na całe gardło. Draco zareagował natychmiast.  Złapał dziewczynę za nadgarstek i oblał zimną wodą. Hermiona drugą rękę zacisnęła na koszuli blondyna i oparła głowę o jego ramię. W tym momencie nie myślała o tym czy znów ją wyśmieje czy cokolwiek innego.  Myślała teraz tylko o tym, jak strasznie boli ją ręką. Draco Malfoy poprowadził gryfonkę do łazienki, gdzieś sprawnym ruchem posadził ją na blacie. Szybko wyją z szuflady apteczkę i opatrzył ranę. W momencie, kiedy oparł się udami o nogi dziewczyny do pomieszczenia wbiegł zdyszany Zabini.
-Co tu się dzieję?! Malfoy, co ty robisz z jej ręką ?
-Ratuję ją? -spokojnje odpowiedział bardziej pytaniem.
-Ale dlaczego?
-Trochę się mnie wystraszyła i dotknęła dłonią czajnika.
  Hermiona przez cały ten czas patrzyła na oczy Blaisa. Zastanawiała się, jak dużo tajemnic kryją. Tak bardzo się zamyśliła, że nie zauważyła, kiedy Draco postawił ją spowrotem na ziemię.
-Halo, Ziemia do Granger -blondyn pomachał jej przed oczami - Wiem, że Zabini jest DRUGIM najprzystojniejszym chłopakiem ze szkoły ale nie zamyślaj się tak.
- Że co ty przepraszam powiedziałeś? - oburzył się chłopak. -Drugim?  Kto jest niby pierwszy? 
-No ja.
-Hahahahah!  Chyba w twoich snach Malfoy!  Każdy wie, że to JA jestem na pierwszym miejscu.
-Jak dzieci - powiedziała cicho gryfonka.-Tylko się w sobie nie zakochajcie - zaśmiała się widząc chłopaków poprawiających fryzurę w lustrze.
W momencie, kiedy chłopcy chcieli odpowiedzieć, z Pokoju Wspólnego usłyszeli głos profesor McGonnagall.
-Dobrze widzę, że jednej osoby brakuje, panie Potter, może pan tu przyjść? Słucham? Nie, nie panie Potter, nie może pan pospać jeszcze 5 minut. No jak z dzieckiem. Panie Potter!
-No już, pani profesor idę. O co chodzi? - spytał zaspany Wybraniec.
-Dobrze, a więc są wszyscy, z racji tego, że zostały wam 4 dni do rozpoczęcia roku, razem z opiekunami postanowiliśmy odesłać was do domu, a tak właściwie do sklepu. W tym semestrze odbędzie się Bal Bożonarodzeniowy. Waszym obowiązkiem będzie reprezentowanie szkoły tak więc pierwszy taniec będziecie tańczyć właśnie wy. Dlatego potrzebujecie sukienek i szat wyjściowych. Dzisiaj o godzinie 21 odjedzie pociąg do Londynu. Do Hogwartu wrócicie razem z resztą uczniów. No chyba wyraziłam się jasno, teraz proszę spakować najpotrzebniejsze rzeczy. Do zobaczenia - powiedziała i wyszła. Jak to McGonnagall. Powie i wyjdzie nie czekając na odpowiedź.
 .-.-.-.-.----.-.-.-.-.-.-.-.-.-..-.-.-.-.-.-.-.-.-..-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-..-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-..-.-.-.-.-.-.
   Dziewczyna stała przed ogromnym lustrem. Jej długie brązowe włosy spięte były w ciasnego koka. Piękne oczy delikatnie podkreślone były czarną kredką. Usta pomalowała mocno czerwoną szminką. Po nałożeniu 'połowy maski' zdjęła luźny dres i włożyła przygotowaną wcześniej suknię. Wykonana była z czarnego oraz granatowego drogiego materiału. Brunetka w kreacji z makijażem wyglądała przepięknie. Usta zdobił teraz sztuczny uśmiech zadowolenia. Wydawać by się mogło, że dziewczyna jest idealną córką, uczennicą, damą, jednak kiedy spojrzało się głębiej w jej oczy, widać było smutek, cierpienie oraz prośbę. Nikt nie miał pojęcia, o co pragnęła prosić młoda dziewczyna.
-Panienko, matka Panienkę prosi- gosposia lekko zapukała do drzwi młodej arystokratki.
-Dziękuję, Marto, za chwilę przyjdę - odpowiedziała i jeszcze raz przyjrzała się odbiciu lustra.
   Chwilę późnej dziewczyna usłyszała krzyk małej dziewczynki.
-Pans! Pans! Chodź tu szybko! Szybko!
Parkinson przeszła do pokoju naprzeciwko swojego, który należał do jej młodszej siostry - Venus.
-Co się stało Ven? - spytała spokojnie.
-Mogłabyś spiąć mi włosy?
-Jasne, a tak w ogóle, ślicznie wyglądasz - uśmiechnęła się starsza z sióstr.
Przed arystokratką stała 9- letnia dziewczynka, ubrana w przepiękną suknię.
-Ty również, Pans.
   Kilka minut później szesnastolatka schodziła spokojnie z wysokich oraz pięknie ozdabianych schodów. Ostrożnie stawiając każdy krok,ujrzała w przedpokoju pięć osób. Wśród nich rozpoznała swoich rodziców. Obok nich stała dwójka pięknie ubranych dorosłych. Kobieta ubrana była w suknię do ziemi, uszytą z ciemnego materiału. Z przodu została wykonana z błękitno-białej koronki. Rękawy sięgające do łokcia zakończone były jasną wstążką. Jej długie jasne włosy splecione zostały w ciasnego warkocza, Obok niej, trzymając żonę pod rękę, stał elegancki mężczyzna, o krótkich ciemnych włosach. Ubrany był w szatę wyjściową. Podobnie chłopak stojący koło nich. Jego blond włosy opadały mu lekko na oczy. Brązowe oczy spojrzały właśnie na przybysza.
-O, to właśnie jest nasza córka - starszej kobiecie zaświeciły oczy. - Chodź tu Pansy, musisz kogoś poznać.
Dziewczyna posłusznie podeszła do rodziców, wciąż nie spuszczając wzroku z chłopaka. Nie ukrywała, że był bardzo przystojny,
-To są państwo Harrison, a ich syn, Newt, uczy się w Hogwarcie. Może go kojarzysz?
-Niestety nie - lekko dygnęła do rodziców chłopaka. - A z jakiego jest domu?
-Z Ravenclaw - odpowiedział szybko ujmując dłoń Pansy. - Miło mi poznać - pocałował ją w dłoń.
-Mnie również - dygnęła.
-No dobrze, zapoznaliście się  w końcu, więc pora przejść do kolacji, zapraszam za mną - mówiła szybko pani Parkinson.
   Goście posłusznie podążali za gospodynią, przechodząc przez długi korytarz Parkinson Manor, ozdobiony licznymi obrazami rodzinnymi. Na każdym, na którym była Pansy jej wyraz twarzy był dokładnie taki sam. Poważna mina i wyprostowane plecy, Dwie z wielu zasad panujących w jej życiu.
Chwilę później wszyscy siedzieli przy ogromnym stole i zajadali pyszne potrawy. Co chwila, gosposie dolewały wina lub donosiły coraz to nowe dania. Po skończonej kolacji, nadszedł czas na deser. Służba wniosła ogromny tort. Kiedy każdy już miał kawałek, Pansy zauważyła, że jej jak i rodzice Newta są podekscytowani.
-Już nie wytrzymam, muszę im powiedzieć - mówiła pani P. - No więc, zgodnie ze starą tradycją dzieci z arystokratycznych rodów muszą wziąć ślub  z innym dzieckiem z takiego rodu. Razem ustaliliśmy, że wasz ślub odbędzie się zaraz po zakończeniu szkoły. Co wy na to?
   16-latka mało co nie zaksztusiła się ciastem. Przeprosiła wszystkich i wyszła. Od razu skierowała się do łazienki. W tym momencie runęło jej dotychczasowe życie, którego z resztą nienawidziła. Zdała sobie sprawę, że rodzice odebrali jej możliwość do zakochania się. Do najpiękniejszej rzeczy, która może spotkać człowieka. Przypomniała sobie uśmiechniętą twarz swojej siostry, która od pewnego czasu ma problemy ze zdrowiem. Kiedy pomyślała o szczęściu, które widziała w  jej oczach, wiedziała, że musi to zrobić dla niej. Dla swojej ukochanej młodszej siostry, żeby sprawić jej przyjemność na ostatnie lata jej życia.
.-.-.-.-.-.-.-.-.-..-.-.-.-.-.-.-.-..-.-.-.-.-.-.-..-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-..-.-.-.-.-.-..-.-.-.-.-.-.-.-.-.
No i w końcu! Powstałam zmartwych razem z Jezusem xD. Przepraszam za tą nieobecność ale to, mam nadzieję, się już więcej nie powtórzy. Mam WIELKĄ nadzieję, że rozdział się spodobał, bo siedziałam nad nim przez chyba kilka tygodni. Wesołych Świąt!
~Panna Weasley 💗

niedziela, 26 marca 2017

Kiss for Luck #6 | Best friends...

   Dziewczyna obudziła się z silnym bólem głowy. Wstała z łóżka i popatrzyła na Pottera, który jeszcze spał. Spojrzała na zegarek, który wskazywał 9.40. Granger podeszła do lustra i zobaczyła, że ma na sobie bluzę Blaisa. Nie do końca wiedziała dlaczego. Dopiero zdała sobie sprawę, że nie pamięta nic  z ostatniego wieczoru.
   Hermiona zdjęła bluzę, założyła zielony, puchowy szlafrok i poszła do łazienki. Zamknęła drzwi z obu stron i wzięła długi prysznic.
   Blaisa obudził dźwięk suszarki dochodzący zza drzwi. Domyślał się, że to Granger bo przecież Draco jeszcze śpi a wątpił, żeby Harry używał suszarki. Wstał i zszedł na dół do drugiej łazienki. Wziął szybki prysznic i się przebrał. Poszedł do kuchni i zaczął smażyć naleśniki, nie mogąc przestać myśleć o dzisiejszej nocy. Zastanawiał się czy Granger też teraz o tym myśli. 'Dla niej to pewnie nic nie znaczyło, przecież była kompletnie pijana' - myślał. Kiedy był już w połowie smażenia do kuchni wszedł Draco.
-Hej - powiedział Malfoy.
-Cześć, jak się czujesz?
-Okropnie, jeszcze ta Granger zaczęła suszyć włosy.
-Masz- powiedział Blaise i rzucił przyjacielowi małą fiolkę. - Zrobi ci się lepiej.
Ślizgon wypił wszystko jednym łykiem. Chwilę później zajadali się naleśnikami. Kiedy Malfoy zjadał już 8 naleśnika do kuchni weszła Hermiona. Blaise od razu na nią popatrzył i się uśmiechnął. Dziewczyna nie do końca wiedziała o co chodzi ale odwzajemniła uśmiech. Usiadła na przeciwko Draco i nalała do kubka kawy. Po chwili na jej talerzu pojawiły się naleśniki z czekoladą.  Chłopcy cały czas się jej przyglądali. Draco z pewnym obrzydzeniem, a Blaise z fascynacją. Hermiona nalała do ulubionego kubka gorącej kawy i zaczęła czytać leżącą na stole gazetkę. Dziewczyna nadal czuła na sobie wzrok ślizgonów i nie wiedziała dlaczego. Po kilku minutach milczenia, gryfonka nie wytrzymała.
-Powiecie mi o co chodzi?
-Mnie nie pytaj, to nie ja gapię się na ciebie jakbyś nie wiadomo co zrobiła - powiedział Draco. 
Dziewczyna przeniosła wzrok na Blaisa.
-Nie pamiętasz? - zapytał zakłopotany ale nadal z uśmiechem na twarzy. 
-Ale czego 
Momentalnie z twarzy chłopaka zniknął uśmiech. 
-Możemy pogadać? - spytał.
-Jasne - dziewczyna odpowiedziała i poszła za chłopakiem do salonu. 
Blaise dziwnie się czuł. Wczorajszego wieczoru pokazał dziewczynie, że mu się podoba a ona niczego nie pamięta. Chociaż w sumie sam nie był pewny czy to jest prawdziwe uczucie, czy tylko działanie alkoholu. 
-O co chodzi? Coś się stało? - dopytywała się Granger.
-Pamiętasz co się wydarzyło wczorajszego wieczoru?
-Trochę
-A do jakiego momentu?
-Wiem,że najpierw było dziwnie, potem zaczęłam pić i tańczyć z Draco...o mój Boże! Ja tańczyłam z Malfoyem! 
-To już wiem, a pamiętasz co było dalej?
-Usiadłam na kanapie  i tak siedziałam aż wszyscy poszli a potem ty przyszedłeś i chyba rozmawialiśmy. Chyba chciałam coś robić ale nie wiem. A ty coś pamiętasz?
-Mniej więcej to samo co ty. 
-Tylko nadal nie mam pojęcia dlaczego obudziłam się w twojej bluzie - dziewczyna otworzyła szerzej oczy. - Czy my gdzieś chodziliśmy później?
-Może
-Blaise! Ty pamiętasz wszystko, prawda?
-Może
-Nie denerwuj mnie!
-Po prostu o tym zapomnijmy, było fajnie ale się skończyło i tyle - powiedział i się uśmiechnął. 
-No Blaise, proszę, powiedz mi wszystko co pamiętasz. 
-Diabełku! Chodź tu na chwilkę! - krzyknął z pokoju Draco, na co Zabini od razu się ulotnił. 
Powiedział tylko : 'Pogadamy później' i wyszedł. 
   Hermiona nie chcąc za bardzo w to wnikać postanowiła, że spędzi dzień z Harrym. Wróciła do pokoju gdzie zobaczyła wciąż śpiącego Pottera. Stwierdziła, że nie będzie męczyć się próbując go wybudzić. Jednym zaklęciem skutecznie wygoniła go z łóżka. Cały mokry chłopak uciekł szybko do łazienki i wziął szybki prysznic. Kilka minut później ubrani przyjaciele wyszli na błonia zamku, gdzie rozmawiali, śmiali się i wspominali dawne czasy. 
   W tym samym momencie, para ślizgonów zamkniętych w swoim dormitorium zawzięcie o czymś rozmawiała: 
-O czym gadałeś z Granger? - dopytywał się Draco. 
-O wczorajszej imprezie.
-I o czym jeszcze?
-Oj nieważne, a tak poza tym, to co ciebie to w ogóle interesuje, przecież nawet nie lubisz Hermiony.
-Myślałem, że ty też jej nie lubisz. 
-No widzisz, myliłeś się, ona jest bardzo fajna, na prawdę.
-Ta? To może i ja zacznę z nią rozmawiać? - powiedział blondyn udając zamyślonego. 
-A co, już czystość krwi nie ma znaczenia? - zażartował Blaise. 
-W sumie, to chyba nie. Sam nie wiem dlaczego przez te wszystkie lata byłem posłuszny ojcu. Przecież, to nieważne kto ma jaką krew. Mój ojciec dobrze wie, że Granger jest najlepszą czarownicą z całej szkoły. 
-No widzisz. Jeśli mówisz to poważnie, to mogę z nią porozmawiać i zapytać czy w ogóle chciałaby się z tobą zadawać. 
-Wątpię, że się zgodzi. A teraz tak na poważnie, o czym rozmawialiście?
-Dobra, jesteś moim najlepszym przyjacielem więc ci powiem. Wczoraj po imprezie, kiedy już wszyscy poszli zobaczyłem, że koło kanapy siedzi Granger. Podszedłem i zagadałem. Nagle zechciała zrobić coś głupiego i pobiegła na błonia więc poszedłem za nią. Tam zaczęła się rozbierać i wbiegła do wody. Chciała mnie ochlapać ale tak ją objąłem, że jej twarz była koło mojej i ją pocałowałem. 
-CO ZROBIŁEŚ?!
-Pocałowałem Hermionę Granger. Sam w to nie wierzę. 
-Ja nie mogę. Zabini ty debilu. Proszę, powiedz mi, że to wydarzyło się tylko dlatego, że byłeś pijany. Przecież nie mogłeś się w niej zakochać. Pamiętasz? Umówiliśmy się, że nie zakochamy się do końca Hogwartu. 
-No pamiętam, nic do niej nie czuję. Znaczy tak myślę. Cieszę się, że mam takiego przyjaciela, Draco.
-Ja też się cieszę, Diable. 
   Przechodzili właśnie koło jeziora, kiedy Hermionę olśniło.
-Harry! Chyba całowałam się z Blaisem!
-Słucham?! Z Zabinim?!
-Tak! Znaczy nie wiem czy na pewno, ale tak mi się wydaje. 
-Kiedy?!
-Po imprezie urodzinowej, ale byłam tak pijana, że nie pamiętam dokładnie. Poszliśmy na błonia, wbiegłam do jeziora, a potem chciałam go ochlapać ale mnie tak objął, że nie mogłam się ruszyć, i wtedy...wtedy chyba się to stało. 
-No to nieźle, Hermiona. Myślisz, że on to pamięta?
-Nie wiem, raczej tak. Rozmawiał dzisiaj o tym ze mną. 
-To było szczere? - zapytał zatroskany.
-Nie wiem, chyba. Chociaż możliwe, że to przez to, że się upiłam. 
-Wiesz co ci powiem? Nieważne co zrobisz, zawsze będę cię wspierał, a jeśli przez tego kretyna będziesz płakać, to obiecuję ci, że osobiście go zabiję.
-Dziękuję ci Harry, taki przyjaciel to skarb. 

W końcu post! Przepraszam, że tak długo nic nie było ale brak weny, szkoła, nauka, jednym słowem, MASAKRA! Mam nadzieję, że się spodobało!
~Panna Weasley 

piątek, 17 lutego 2017

Kiss for Luck #5 | Happy Birthday, Blaise

   Chłopak nie mógł uwierzyć, że jego przyjaciele są zdolni do czegoś takiego. Nawet nie podejrzewał, że coś szykują. Zaskoczony ślizgon uśmiechnął się i poszedł się z każdym przywitać. Każdy do kogo podchodził od razu życzył mu wszystkiego najlepszego i takie typowe życzenia.
   Kiedy impreza rozkręciła się już na dobre, Blaise nadal nie mógł znaleźć Hermiony. Zaczynał się o nią martwić. Sam nie wiedział dlaczego. Przecież Granger była dla niego tak właściwie nikim. Nie miał się czym przejmować. Przez tyle lat dawał sobie radę bez tej małej gryfonki, więc teraz też da. Chcąc na chwilę zapomnieć o rzeczywistości, podszedł do lodówki i wyjął z niej butelkę Ognistej Whisky. Nalał jej do pełna. Po wypiciu jednej szklanki nalał drugą. Właśnie w tym momencie ucieszył się z faktu, że ma mocną głowę. 
   Po kilku godzinach od rozpoczęcia przyjęcia, Zabini zobaczył jak jego najlepszy przyjaciel zaczął tańczyć do Fatalnych Jędzy. Chłopak wiedząc, że Malfoy jest już kompletnie pijany pospieszył mu na ratunek. 
-Draco, chodź - powiedział.
-Ale dlaszecho, Diabełku ja się świetnie bawię. 
-Wiem, widzę właśnie. Dlatego cię ratuję.
-Ja ci bardzo dziękuję, ale od czecho ty mnie ratujesz?
-Od upokorzenia Malfoy, mówi ci to coś?
Po kilku minutach próby tańca Draco i ponownego namawiania na powrót do pokoju, Smok w końcu uległ i poszedł za przyjacielem. Zabini odprowadził Malfoya do pokoju i położył go do łóżka, gdzie ten od razu zasnął. Blaise wrócił do Pokoju Wspólnego, gdzie wszyscy po kolei zaczęli do niego podchodzić i dziękować za super imprezę, po czym wychodzili. W końcu jubilat został sam z wielkim bałaganem. No może nie całkiem sam. 
   Zauważył, że ktoś siedzi za kanapą. Kiedy do niej podszedł zobaczył, że to Hermiona trzymająca w dłoni butelkę Ognistej. Chłopak popatrzył na nią  i się uśmiechnął. Kiedy dziewczyna go zauważyła odwzajemniła uśmiech.
-Zdrowie jubilata - podniosła do góry butelkę i wypiła kilka łyków.
Zabini nie wierzył , że taka pilna uczennica, która wydaje się być antyimprezowa, siedzi na ziemi z butelką w ręce, rozczochranymi włosami i podartymi rajstopami. Zauważył, że dziewczyna podobnie jak Draco nie ma mocnej głowy.
-Jak się czujesz? - spytał nagle.
-Świetnie, a ty? - powiedziała i usiadła koło niego na kanapie, 
-Nawet dobrze. Pierwszy raz pijesz? 
-Skąd wiesz? - zaśmiała się i oparła głowę o jego ramię. 
-Widać.
Kilka minut siedzieli w ciszy. Oboje zastanawiali się co mogą w tym momencie powiedzieć. 
-Zróbmy coś szalonego! - krzyknęła nagle Granger.
-Na przykład?
-No sama nie wiem, chodźmy popływać!- powiedziała i ruszyła w stronę obrazu. 
Chcąc nie chcąc chłopak poszedł za nią. Już po chwili znajdowali się na błoniach, gdzie Hermiona zaczęła biegać  i skakać  i śpiewać niezrozumiałe piosenki. Kiedy dotarli nad jezioro, dziewczyna zaczęła zdejmować sukienkę. Zabini tylko się jej przyglądał stojąc przy drzewie. Kiedy Granger już została w samej bieliźnie, popatrzyła na towarzysza, uśmiechnęła się i wbiegła do wody. Blaise patrzył jak gryfonka chlapie wodą próbując go zamoczyć ale na darmo. W końcu wyszła z wody i podbiegła do Blaisa w celu przytulenia go. Jednak jej się nie udało. Chłopak trzymając jej ręce oplótł ją swoimi rękami tak, że teraz jego twarz była niebezpiecznie blisko jej. Kiedy patrzył w te jej brązowe oczy, nie wiedział dlaczego, jego serce zaczynało bić mocniej. Jednak wiedział, że jej serce należy do kogoś innego. Poza tym, przecież nawet nie chciałaby takiego kogoś jak Blaise. On jest ślizgonem. Nawet jeśli coś by było, jej przyjaciele nie zaakceptowaliby Zabiniego.
   Jednak tej nocy nikogo nie obchodziło zdanie innych. Byli tam tylko we dwoje i nic ani nikt inny się nie liczył. Chcieli, by ten moment był wyjątkowy.
   Hermiona nie do końca wiedziała, że to jest to, czego pragnie. Uwielbiała Blaisa, ale przecież to Ron jej się podobał. Jednak to Zabini umiał ją naprawdę rozbawić i pocieszyć. Czasem miała wrażenie, że lepiej czuje się w towarzystwie ślizgona niż Harrego czy Weasleya. Mimo tego, że jej serce należy do Rona, dziewczyna pragnęła by Blaise ją pocałował. Jednak nie wiedziała, czy to będzie szczere. Przecież to ślizgon i do tego przyjaźni się z Malfoyem więc są zdolni do wszystkiego, tylko po to, żeby kogoś ośmieszyć lub upokorzyć. Jednak teraz to nie miało dla niej znaczenia.
   Zabini wciąż nie był pewny, czy jest do tego zdolny. Nie wiedział jak Hermiona zareaguje. Stwierdził jednak, że jak coś pójdzie nie tak, to  wszystko zwali na alkohol. Nie mogąc wytrzymać napięcia, które zapanowało między nimi, pokonał te kilka milimetrów dzielących ich usta, które właśnie złączyły się w namiętnym pocałunku. Trwało to kilka minut, aż zabrakło im powietrza.
-Wszystkiego najlepszego, Blaise - powiedziała.
Popatrzyli w swoje oczy, po czym uśmiechnęli się i przytulili się do siebie. Po chwili usłyszeli czyjś głos  z oddali. Odwrócili się w stronę zamku, gdzie zobaczyli idącą w ich stronę McGonnagall.
   Hermiona spojrzała na swoje 'ubranie'.
-Blaise, przecież McGonnagall nie może mnie zobaczyć w samej bieliźnie!
-Masz moją bluzę - powiedział i szybko zdjął ubranie i pobiegł by zabrać sukienkę Granger.
Kilka sekund później przed nimi stała nieźle zdenerwowana profesorka.
-Możecie mi powiedzieć, co wy tu robicie o 3 w nocy?!
-Przyszliśmy nad jezioro - powiedziała pewnie dziewczyna.
-A dlaczego?
-By poobserwować wodę - Hermiona mimo tego, że była kompletnie pijana postarała się mówić 'normalnie'.
-Co ja się z wami mam. Dzisiaj wam odpuszczę, ale teraz marsz do pokoju spać!
Kilkanaście minut potem byli już w swoich łóżkach, lecz żadne z nich nie mogło zasnąć. Myśleli o ich dzisiejszym pocałunku. Nie wiedzieli, czy to był do końca dobry pomysł. Po długiej walce z myślami oboje zasnęli.