Muzyka

piątek, 5 lutego 2016

Fremione - rozdział 12 Pokój Życzeń

 Wiem, że kto mało czyta ten wstęp, ale i tak napisze. W poprzednich postach pisałam, że łazienka dziewczyn jest na korytarzu. Teraz jednak trochę pozmieniam i będzie w Wieży Gryffindoru. 

  Od tego zdarzenia minęły dwa dni.  Przez te 48 godzin ani jeden, ani drugi bliźniak nie szepnął do siebie nawet jednego, głupiego "cześć". Hermiona cały czas zastanawiała się co mogło być przyczyną ich kłótni, ale kiedy zaczynała o tym rozmawiać od razu zmieniali temat. Przez ich sprzeczkę, w szkole było nudno i cicho. Nikt nie miał dobrego humoru. No może tylko ślizgoni, którzy cieszyli się z nieszczęścia innych.

   Jest już poniedziałek. Dzień, w którym Hermiona miała się spotkać z Pansy i Draco w Pokoju Życzeń. Akurat zaczynał się dzień. Było coś około 6.37. Zajęcia zaczynały się o 9, więc gryfonka miała trochę czasu dla siebie. Kiedy w końcu wygrzebała się z łóżka, założyła szlafrok, który dostała kiedyś od cioci. "Oni wszyscy chcą mnie upodobnić do zwierząt"-pomyślała. Założyła kapcie i poszła do łazienki. Drzwi do niej były w Pokoju Wspólnym. Gdy zeszła nie zastała tam nikogo, oprócz kilku pierwszoroczniaków odrabiających pracę domową. Hermiona uśmiechnęła się pod nosem. Kiedy weszła do toalety poczuła przyjemny zapach wanilii z odświeżacza, który kupiła. Nalała ciepłej wody do wanny i dodała płynu o zapachu czekolady truskawkowej. Gdy tylko weszła do wody zaczęło się. Zawsze podczas kąpieli człowiek zaczyna myśleć. Dziewczyna miała tak samo. Najpierw ta kłótnia Freda i Georga, potem ślizgoni chcący się z nią spotkać a na koniec urodziny Blaisa.  Od czasu wyjścia do Hogsmade Miona myślała co mogło spowodować tą sprzeczkę. Może nie zgadzali się w jednym ze swoich pomysłów? Któryś powiedział jedno słowo za dużo? A może to chodziło o quiditcha?

Zielonooki chłopak jeszcze spał w swoim dormitorium. Mimo tego, że znowu miał koszmary. Był cały spocony i strasznie się wiercił.
   Siedział w wysokim fotelu, owinięty czarną szatą. Przed nim stał dość niski, drewniany stolik a na nim szklanka z wodą. Nagle poczuł, że coś prześlizguje się pomiędzy jego nogami. Kiedy spojrzał w dół, jego oczom ukazał się ogromny wąż, który już wspinał się po poręczy, aby dotrzeć do swojego pana. Harry poczuł na swojej szyi oślizgłą skórę gada. Próbował wstać i zdjąć z siebie zwierze, ale postać, którą był wcale go nie słuchała. Do pokoju, w którym siedział wszedł niespodziewany gość. Postać zaskoczona przybyciem szybko sięgnęła po swoją różdżkę. Czarnowłosy znowu był w ciele swojego największego wroga. Vlodemort szybko wstał i skierował patyk w stronę Lucjusza Malfoya. 
-Panie, znaleźliśmy go-powiedział kłaniając się nisko.
-Wybornie-odpowiedział spokojnie.-Wprowadzić.
  Po chwili sługa wrócił trzymając za rękaw marynarki Remusa Lupina. Był cały poobijany, a z jego rozcięcia na czole spływała krew. 
-Witaj Remusie. Powiesz mi może, czego szukałeś w Departamencie Tajemnic w Sali Przepowiedni?
-Tak jak każdy, chciałem znaleźć swoją przepowiednię, ale wtedy natknąłem się na Lucjusza.
-Ach, więc znalazłeś to czego szukałeś? 
-Nie zdążyłem, bo KTOŚ mnie obezwładnił, pobił  i przywlókł tutaj-mówił wyrywając się z rąk Malfoya.
-No dobrze, a teraz powiedz mi gdzie znajduje się  siedziba Zakonu Feniksa.
Lupin zaśmiał się i spojrzał na niego spod rozczochranych, ciemno-siwych włosów.
-Naprawdę myślisz, że Ci powiem?
-Nie sądzę, ale zawszę mogę Cię do tego zmusić. Crucio! 
Były profesor zwijał się z bólu na ziemi. Z jego nosa zaczęła lecieć krew. Czuł się, jakby w jego ciele było tysiące małych, rozwścieczonych hipogryfów. Miał wrażenie, że wszystkie narządy wewnętrzne są rozszarpane. I nagle ból zniknął. Blondyn zręcznie go podniósł, stawiając na nogi. Rękawem marynarki wytarł krew z nosa. Włosy miał jeszcze bardziej rozczochrane a krew z czoła leciała mocniej. 
-A więc, nadal mi nie powiesz?-spytał Ten Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, z nienaturalnym spokojem.
-Wiesz jaka jest moja odpowiedź, więc od razu mnie zabij.
-Oh nie! To by było zbyt proste. Mam zamiar Cię torturować, aż do czasu, kiedy będziesz błagał o śmierć, lub mi wszystko powiesz. 
Już po chwili padały zaklęcia takie jak, Sectumsempra, Crucio. Lupin był już prawie martwy, kiedy Złote Dziecko się obudziło. 

Harry spojrzał na zegarek. 5.43. Chłopak myślał cały czas o swoim śnie. Bał się, że to wszystko prawda, że jego ulubiony profesor może za chwilkę umrzeć. Szybko założył buty i pobiegł do swojej opiekunki. Około 10 minut później, razem z McGonagall był już w pokoju dyrektora i opowiadał o śnie.
-Fineasie, sprawdź czy na Grimmauld Place są wszyscy członkowie Zakonu. Byle szybko!-Dumbledore chodził niespokojnie po gabinecie.-Co jeszcze widziałeś Harry?
-Oprócz tego, że Lucjusz Malfoy przyprowadził profesora Lupina, i Voldemort go torturował to nic. Profesorze czy to może być prawda? Czy on naprawdę może go torturować?
Dyrektor nie zwracał już więcej uwagi na Chłopca, Który Przeżył. Stał pod obrazem byłego dyrektora Hogwartu, czekając aż wróci. Po dwóch minutach wyczekiwana osoba pojawiła się w swoim fotelu.
-Są wszyscy, cali i zdrowi, i jeszcze śpią. Ja też bym uciął sobie małą drzemkę, jeśli pozwolisz-odpowiedział niechętnie.
-Oczywiście, dziękuje Fineasie. Możesz wracać Harry. To był tylko sen.
-Profesorze co się ze mną dzieje?
-Obawiam się, że Lord Voldemort próbuje zawładnąć w twoim umyśle. Chce kierować twoimi myślami. Udaje mu się już tworzyć wizje. Wiedział zapewne, że zależy Ci na Remusie, i wiedział, że gdyby coś Mu się stało byłbyś gotów natychmiast wybrać się do miejsca, w którym był.
-Da się jakoś temu zapobiec?-pytał z nadzieją w głosie.
-Tak, jutro zaczniesz lekcje z profesorem Snape'm. On nauczy Cię Oklumencji. A teraz idź spać Harry.
Chłopak posłusznie wykonał polecenie dyrektora. Gdy pojawił się w Wieży, było już dawno po 7. Niektórzy uczniowie zaczęli się schodzić do Pokoju Wspólnego. Z łazienki właśnie wyszła Hermiona. Miała na głowie ręcznik i była w samym szlafroku. Kiedy Harry ją zobaczył, podbiegł do niej się mocno przytulił.
-Harry, co się stało?-pytała gładząc przyjaciela po plecach. Chłopak wiedział, że zawsze może liczyć na przyjaciółkę.
Zielonooki opowiedział Mionie o śnie i o wizycie u Dumbledora. Dziewczyna przy okazji wytłumaczyła mu co to jest Oklumencja. Hermiona bardzo przejęła się snem przyjaciela. Bała się o niego. Chciała jakoś mu pomóc, Ale nie miała pojęcia jak. Bardziej to Harry im pomagał. Odkąd założył Gwardię Dumbledora, wszystkim szło z OPCM o wiele lepiej.

   Hermiona po rozmowie z Chłopcem Który Przeżył,  poszła do dormitorium. Założyła zwiewną,  białą spódnicę w kwiaty, czarną bluzkę na ramiączkach i ciemne baletki. Zdążyła jeszcze zrobić kłosa.  We włosy włożyła kilka białych, małych kwiatów. Wyglądała ślicznie. Była już wpół do 9. Dziewczyna wzięła torbę z książkami, prysnęła się truskawkowymi perfumami i zeszła do Pokoju Wspólnego. Wszyscy gryfonii  albo rozmawiali, albo kończyli pracę domową. Jednak coś było nie tak. Było za cicho. Nie było słychać śmiechów Rudzielców. Każdy z nich siedział w innym kącie. Hermiona nie wytrzymała.
-Fred!-mówiła podchodząc do chłopaka.
-Tak, kochanie?-spytał wystraszony.
-Żadne kochanie. Mam już tego dość.
-Ale czego?
-Masz się pogodzić z Georgem. Nie mam pojęcia o co się pokłóciliście, i mało mnie to obchodzi bo jestem na was wściekła, ale masz się z nim pogodzić. Daję Ci na to 5 minut.
-George.
-Słucham złotko?
-Pff, widać, że jesteście rodzeństwem. Zawsze, kiedy jesteś wystraszony to słodzisz?-spytała z sarkazmem.
-Nie zawsze.
-Daję Ci 3 minuty na pogodzenie się z Fredem. Na uczcie macie już być pogodzeni. Jasne?
-Jasne.
Dziewczyna wzięła torbę i wyszła z dormitorium. Za kilka minut będzie śniadanie. Hermiona zeszła do Wielkiej Sali i usiadła na swoim stałym miejscu. Po chwili do stołówki weszli bliźniacy. Weseli jak przed kłótnią. Usiedli po dwóch stronach gryfonki. Miona wiedziała, że dobrze zrobiła rozmawiając z chłopakami. Przez całą ucztę z resztą mieszkańców domu lwa śmiali się, rozmawiali, żartowali. Po śniadaniu wszyscy rozeszli się na zajęcia. Hermiona, Harry i Ron na początku mieli Eliksiry. Snape jak zwykle odebrał Gryffindorowi z milion punktów. Krytykował też eliksir rozweselający Neville'a. Płyn zaczął parować. Już po chwili w całych lochach słychać było śmiech uczniów. Niektórzy szeptali, że widzieli jak Severus lekko wygiął kącik ust, co wydawało się niemożliwe. Potem była Obrona Przed Czarną Magią. Umbridge jak zwykle nie pozwalała nikomu wyjąć różdżki. Każdy musiał korzystać z podręczników, których używali na pierwszym roku. Kilku krukonów zarobiło szlaban za rozmawianie. Następnie mięli Historię Magii. Profesor Binns jak zwykle uśpił całą klasę swoim głosem. Jedynie Hermiona się trzymała. Duch zdenerwował się tak pierwszy raz. Zwykle nie patrzył na uczniów i nie zauważał, że śpią. Dziś jednak Ron tak mocno spał, że zaczął chrapać. Za karę zadał wszystkim esej na 2 rolki pergaminu, na temat najwybitniejszych czarodziei poprzedniego wieku.
-Czemu tylko ty nie musisz tego pisać?-jęczał Ron.
-Bo ja nie spałam na lekcji. Chłopaki my to będziemy mięli na SUM-ach.
Wszyscy razem poszli na lunch. Po drodze dołączyli do nich Luna z Nevilem. Kiedy usiedli na ławkach pojawiło się jedzenie. Nagle do Sali wleciała maleńka sówka. Wyglądała na szkolną. Ale sowia poczta jest na śniadaniu, więc o co chodzi? Zwierzę podleciało do Hermiony, zostawiło list i zjadło herbatnika od dziewczyny, po czym odleciało. Zdziwiona gryfonka otworzyła list.


-Co tam masz?-pytał Harry próbując przeczytać wiadomość, jednak dziewczyna szybko schowała go do torby.
-Nic ważnego. 
Hermiona dopiero po chwili zauważyła, że nie ma bliźniaków.
-Wiecie może gdzie jest Fred z Georgem?-pytała rozglądając się po sali.
-A co nie możesz już wytrzymać 10 minut bez swojego chłoptasia?-spytał złośliwie Ron podkreślając ostatnie słowo.-Już mam go dość.
-Chcę Ci przypomnieć, że to twój brat.
-No właśnie. Wiesz jak ja się dziwnie czuję, kiedy wiem,że moja przyjaciółka chodzi z moim bratem?
-Nie wiem i nie chcę tego wiedzieć.
-Masz się z nim więcej nie spotykać. Jeszcze będziesz tego żałować. 
-Słucham? Nie masz prawa o tym decydować!-krzyknęła i wyszła z Sali. 
Była 11. Dziewczyna poszła już pod salę następnej lekcji-Runy. ,,Na szczęście chłopcy nie chodzą na te zajęcia, nie mam zamiaru siedzieć teraz z Ronem''-myślała gryfonka.
  Za 15 minut 16. Hermiona zbliżała się do Pokoju Życzeń. Będąc przed drzwiami pomyślała o stoliku, na którym stoją dzbanki z kawą i herbatą, trzy wygodne fotele i kilka manekinów. Dziewczyna czekając na ślizgonów usiadła w fotelu i napiła się herbaty. Pansy i Draco spóźnili się 20 minut, co Miona wykorzystała i przeczytała kilka stron książki.
-Cześć,  Granger.
-Hej, Pansy, Cześć, Draco.
-Hej.
-To od czego zaczynamy? Z czym macie największy problem?-spytała gryfonka.
-Noo, miałaś nas nauczyć wyczarowywać Patronusa.
-Rzeczywiście.
-To co mamy robić?-spytał Draco podchodząc do Hermiony.
-No więc, musicie pomyśleć o najszczęśliwszym wspomnieniu jakie kiedykolwiek mieliście.
-A to o to chodzi....
-A ty umiesz go wyczarować?-spytała Pansy.
-Eeee, tak jasne.
Dziewczyna przypomniała sobie wieczór sprzed, kilku dni, kiedy Fred powiedział jej, że ją kocha. Hermiona krzyknęła zaklęcie i z końca jej różdżki wyleciała błękitna wydra.
-Woow.
-To nie jest takie trudne, wystarczy trochę poćwiczyć.
-Ehh, a może trochę z tym poczekamy i zjemy ciastko? Kto za?-pytał blondyn. Dziewczyny tylko popatrzyły na niego z politowaniem.-Nie? No to może kiedy indziej...
Hermiona dopiero teraz dostrzegła poczucie humoru chłopaka. Teraz nie miała przed sobą zimnego ślizgona, tylko zabawnego ucznia Hogwartu. Świetnie się bawili. Miona nie wiedziała, że w ciągu kilku godzin wszyscy się rozluźnili. Hermiona zauważyła ,że Pansy nie jest tylko bogatą księżniczką Slytherinu. Wręcz przeciwnie. Dziewczyna była zabawna, i przede wszystkim- miła. To najbardziej dziwiło gryfonkę. Zawsze zgrywała chamską ślizgonkę. Przypomniało jej się, jak na Ceremonii Przydziału rozmawiała z Pansy.
Przez około 2 godziny opowiadali sobie o swoim życiu, pijąc kakao, siedząc na miękkim dywanie.  Dopiero po jakimś czasie zorientowali się, że jest już dawno po północy. Rozeszli się do pokoju z świetnymi nastrojami.

Taaaaak, wiem! Nie  wstawiałam postów ponad miesiąc. Ale wena mnie opuściła. Mam nadzieję, że wam się oczywiście spodoba.
~Panna Weasley

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz