Muzyka

poniedziałek, 29 lutego 2016

13 CD. ''...Wszystkim...''

Do północy zostały 2 godziny. Niektórzy spali teraz w dormitoriach, żeby uważać na astronomii. Hermiona tymczasem siedziała na parapecie okna. Zaczytana w książkę, nie zauważyła, że ktoś wszedł do Pokoju Wspólnego. Ginny usiadła na kanapie i patrzyła w ogień.
-Pokłóciliśmy się-powiedziała nagle ruda.
-Hmm? Co mówiłaś?
-Blaise uważa, że za dużo czasu spędzam z Harrym. Mimo, że mu tłumaczę, że on chodzi z Penelopą, i się tylko przyjaźnimy.
-Daj mu trochę czasu. Zrozumie, przeprosi...- dziewczyna mówiła to z wielką przykrością.
-...albo przyjdzie i rzuci- Ginny zaczęła płakać.
Hermiona szybko podeszła do przyjaciółki i ją przytuliła.
-Wszystko będzie dobrze. Chcesz, żebym z nim porozmawiała?
-Nie, chcę zobaczyć co zrobi. Chyba, że sam zacznie z tobą rozmawiać.
-Dobrze. Obiecuję, że wszystko się ułoży.
-Mam nadzieję. A co u Ciebie i Freda? Wiadomo już czy będziesz  moją szwagierką?-ruda mimowolnie się uśmiechnęła.
Szatynka przełknęła głośno ślinę i się uśmiechnęła. W gardle miała ogromną gulę, a w oczach łzy.
-Jasne, wszystko gra.
-Hermiona, wiem że kłamiesz. Czuję to. Powiedz mi prawdę.
Dziewczyna opowiedziała wszystko ze szczegółami. Ginny nie mogła w to uwierzyć.
-H-H-Hermiona, wiedziałam że mój brat to głupek i kompletny kretyn ale nie sądziłam, że jest w stanie powiedzieć coś takiego.
-No a jednak. Myślałam, że jest inny.
Dziewczyny siedziały jeszcze długo na kanapie, rozmawiając o swoich problemach. Razem śmiały się, płakały i nawzajem pocieszały. Wreszcie zostało 30 minut do północy i wszyscy uczniowie piątego roku schodzili do Pokoju Wspólnego. Hermiona z Harrym i Ronem wyszli z Wieży Gryffindoru i kierowali się w stronę Wieży Astronomicznej. Te zajęcia mieli ze Slytherinem.

Kiedy byli już na miejscu, dziewczyna zauważyła, że ktoś stoi w kącie Wieży. Nie wiedziała kim jest osoba, ponieważ, było ciemno, a ten człowiek miał na głowie kaptur. Hermiona przyjrzała mu się, co chyba dostrzegł. Szatynka zauważyła, że to chłopak. Nie wiadomo jak. Po pewnym czasie, prof. Sinistra, pozwoliła uczniom na chwilę dla siebie. Chociaż to nie taka chwila, bo prawie 30 minut. Złote Dziecko razem z Weasleyem, poszli do Seamusa i Deana. Hermiona została sama. Usiadła przy barierce i wystawiła nogi poza Wieżę. Nagle ktoś usiadł obok niej. Jak się spodziewała to był chłopak, na którego patrzyła.
-Znowu tu siedzisz?-spytał cicho.
-Znowu? Skąd wiesz, że często tu przychodzę?
-No widzisz, ja wiem o tobie wszystko.
Na pewno?
-Tak.
-No to dawaj.
-Nazywasz się, Hermiona Jane Granger, masz 15 lat, jesteś gryfonką. Twoi rodzice są mugolami. Przyjaźnisz się z Potterem i Weasleyem. Chodzisz z jednym z bliźniaków. Przyjaźnisz się z Ginny Weasley, uwielbiasz herbatę owocową i kakao, zawsze rano pryskasz się truskawkowymi perfumami, masz kota Krzywołapa. Coś pominąłem?
-Chyba nic. Zobaczymy, czy ja wiem coś o tobie. Nazywasz się Teodor Nott. Masz 15 lat, jesteś ślizgonem. Nie masz dziewczyny, chociaż każda chciałaby z tobą chodzić, Jesteś czystej krwi, trzymasz się raczej na boku, ale przyjaźnisz się z Blaisem i Malfoyem. A ja, coś pominęłam?
Chłopak uśmiechną się.
-Chyba nie. To dziwne, że wiemy o sobie tak dużo, nie uważasz?
-Taaak, to trochę dziwne. Ale, kiedy tylko na Ciebie spojrzałam,od razu to wszystko wiedziałam. Tak jakbyśmy się znali od bardzo dawna.
Hermiona dopiero teraz zauważyła twarz chłopaka, który przed chwilą zdjął kaptur. Miał czarne, roztrzepane włosy, wystające kości policzkowe i śliczne, czarne jak smoła oczy. Dziewczyna zauważyła też, małą bliznę nad jego brwią.
-Kiedy drapnął cię hipogryf?-spytała cicho.
-Co? Skąd wiesz, że drapnął mnie akurat on?
-Nie wiem. Tylko spojrzałam i już wiedziałam. To trochę...przerażające. Nigdy ze sobą wcześniej nie rozmawialiśmy, a ja wiem taki szczegół.
-A Ciebie, kiedy pies ugryzł w prawą kostkę?
-Okeej, to już jest mega dziwne.
Hermiona rzeczywiście miała tam bliznę po zębach zwierzaka. Gryfonka czuła, że jest pomiędzy nimi jakaś więź. To samo czuł chłopak. Już mieli zacząć o tym rozmawiać, kiedy nauczycielka oznajmiła koniec zajęć.
-To do następnego. Cześć robaczku-powiedział chłopak.
-Cześć Teodor-dziewczyna pożegnała się i...chwila, on powiedział do niej robaczku?!


Następnego dnia, dyrektor ogłosił, dzień wolny. Uczniowie szóstego roku mieli uczyć się teleportacji, więc żeby im nie przeszkadzać, reszta miała wolne. Hermiona spędziła ten czas na odrabianie lekcji i uczenie się. Ciszę w dormitorium przerwało pukanie w szybę. Dziewczyna wpuściła sowę do środka, dała krakersa i odczepiła liścik od jej nóżki.

Hermiona odpisała. Miała ochotę spotkać się z  nowym kolegą. Polubiła go. Szczególnie dlatego, że mieli podobne charaktery. Była 12. Dziewczyna szybko skończyła pisać esej i zeszła do Pokoju Wspólnego. Nie zastała tam nikogo, oprócz kilku pierwszoroczniaków. W sumie to się nie zdziwiła. Była piękna pogoda, i było ciepło, więc wszyscy poszli na błonia. Szatynka usiadła na kanapie i zaczęła czytać książkę. Nagle poczuła czyjąś rękę na swoim ramieniu. Szybko się odwróciła i zobaczyła tam Freda. 
-Cześć, szukałem cię wczoraj. 
-Niepotrzebnie. Nie mam ochoty z tobą rozmawiać. 
-Hermiona, proszę, chociaż chwilę. 
-No to słucham. 
-To co mówiłem, nie było prawdą. Nie myślałem tak. Byłem wkurzony, bo Umbridge dała mi szlaban, za to, że dorzuciłem do kanapki Filcha Wymiotki Pomarańczowe. Uwierz mi. 
-Wiesz co mnie dziwi? Że chcesz mi to mówić. Bo przecież, nie chcesz spędzać ze mną czasu. 
-Miona, na prawdę, nie miałem tego na myśli, nie chciałem tego powiedzieć.
-Nie powinieneś być teraz na teleportacji?-dziewczyna weszła szybkim krokiem do dormitorium.
 Po części chciała się pogodzić z Fredem, ale z drugiej strony chciała, żeby to przemyślał. Szatynka podeszła do szafy. Nie miała pojęcia, w co ma się ubrać. "Tak właściwie, co ja będę się stroić. Ledwie się znamy"-pomyślała. Wyjęła bordową sukienkę do kolan, z koronką i czarnym paskiem. Zrobiła luźnego koka i wyjęła z szafy swoje czarne, ulubione buty. Kiedy spojrzała na zegarek, była za kwadrans 14. Hermiona przechodziła właśnie obok kanapy.
-Gdzie idziesz?-zapytał Fred szybko podchodząc do szatynki.
-Nie twój interes.
-Chyba mój, skoro jesteś moją dziewczyną.
-Nie zachowujesz się jak mój chłopak-dziewczyna machnęła włosami i wyszła.
-Masz przechlapane, zarzuciła artystycznie włosami-powiedział George.
-Zamknij się, i lepiej powiedz mi jak mam ją przeprosić.
-To mam się zamknąć, czy powiedzieć ci jak masz pogadać z Mioną?
-I to, i to. 
Hermiona była wściekła. Zanim porozmawiała z bliźniakiem, cieszyła się na spotkanie z Teodorem. Teraz miała ochotę na pojedynek w rzucaniu zaklęć. Kiedy była już pod Zakazanym Lasem, zobaczyła, że o jedno drzewo opierał się  chłopak ubrany na czarno. Od razu wiedziała, że to Nott. Szybkim tempem podeszła do pochyłego drzewa i na nim usiadła.
-Widzę, że jesteś wkurzona-mówił plotąc coś z trawy.
-Też miło mi cię widzieć Teodor. I tak jestem wkurzona. 
-Znowu chodzi o Weasleya?
-Skąd wiesz?
-Domyślam się. Co tym razem zrobił?
-Chciał się tłumaczyć, że niby wrzucił coś do kanapki Filcha, potem miesza się w moje sprawy, jeszcze czego!
Chłopak uśmiechną się.
-Co cię bawi?-spytała lekko obrażona. Ona opowiada mu o swoich problemach a on się śmieje.
-Śmiesznie się denerwujesz. Zawsze jak jesteś wkurzona to gadasz jak najęta?
-Nie zawsze. 
-Może chcesz mi powiedzieć coś jeszcze. 
-Tak. Pewnie wiesz, bo wiesz wszystko, Draco i Pansy, poprosili mnie, żebym nauczyła ich wyczarowywać Patronusa, i ja się zgodziłam, i było dość dziwnie bo Malfoy nie zachowywał się jak typowy ślizgon, i co ty tam pleciesz?!-dziewczyna mówiła strasznie szybko. 
Teodor podał gryfonce zieloną bransoletkę. Hermiona przyjrzała się jej. 
-Wow, Teodor, masz talent-szatynka pochwaliła chłopaka i oddała mu bransoletkę.
-Weź ją, na pamiątkę naszego pierwszego, oficjalnego spotkania. 
-Szkoda tylko, że zaraz zwiędnie. 
-Nie musi. 
Nott wyją różdżkę i wyszeptał jakieś zaklęcia, kierując na "biżuterię". Po chwili, założył ją gryfonce na rękę. 
-Jakie to było zaklęcie?-spytała z ciekawością.
-Nie znasz, to takie stare, nielegalne zaklęcia, domowe. 
Razem miło spędzili czas. Dobrze im się rozmawiało. Kiedy zaczęło się ściemniać, wrócili do zamku. Ślizgon odprowadził Hermionę pod wejście do Wieży Gryffindoru. 
-Ślizgon, przed moim obrazem?!-oburzyła się Gruba Dama.- A ty moja panno, co tu jeszcze robisz? Powinnaś być dawno w dormitorium. A ty młodzieńcze, wynocha do lochów!
-Chyba mnie nie lubi-zaśmiał się. 
-Chyba tak, no trudno, to cześć. 
-Pa robaku. 
Dziewczyna wróciła szczęśliwa. I byłaby dalej, gdyby ktoś nie stanął jej na drodze. 
-Gdzie byłaś?-spytał Fred. 
-Na błoniach.
-Z kim?
-Z kolegą.
-Znam go?
-Nie. 
-Z jakiego domu?
-Slytherinu. 
-Od kiedy łazisz za ślizgonami?!
-Od tamtego tygodnia.
-I nic mi o tym nie powiedziałaś?!
-Przecież nawet nie chciałeś ze mną rozmawiać.
-Hermiona przepraszam cię. Wiesz, że wcale tak nie myślałem. Wybacz mi, proszę.
-Niby czemu mam ci wierzyć?
-Bo cię kocham.
Hermiona uśmiechnęła się. Chciała pogodzić się z chłopakiem. 
-To jak? Wybaczysz mi?-zapytał rudzielec. 
W odpowiedzi gryfonka przytuliła się do niego.
-Skarbie, jesteś dla mnie wszystkim.  

W końcu skończyłam. Napisanie końcówki zawdzięczam mojej siostrze, więc brawa również dla niej :D. Mam oczywiście nadzieję, że się spodobało.
~Panna Weasley & siostra Julka ^^

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz