Nie wierzę. Nie wierzę, że on znowu to zrobił. Ostatnim razem prawie go straciłam. I to wszystko była moja wina. Kiedy najbardziej mnie potrzebował, nie było mnie przy nim. Nienawidzę się za to. Gdyby Blaise wtedy nie wszedł, już by go za mną nie było. Teraz to mogło się powtórzyć. Tylko tym razem, nie mam zielonego pojęcia, dlaczego to zrobił. Ale muszę się tego dowiedzieć. Kiedyś powodem była depresja, spowodowana śmiercią ojca, z którym był bardzo blisko. Śmierciożercy dopadli go na zdradzie. Tylko co tym razem się stało? Nie wydawał się przygnębiony. Był raczej szczęśliwy. Nie pokazywał, że coś się dzieje. Albo to ja nie potrafiłam tego zauważyć.
Biegnę tak szybko, jak tylko mogę. Przed chwilą Blaise powiedział mi, że Teodor jest w skrzydle szpitalnym. Przestraszyłam się, że mógł sobie znowu coś zrobić. Biegnę coraz szybciej. Zaraz zaczną się wszyscy schodzić na kolację. Od kilku dni ze sobą nie rozmawialiśmy. Musiałam to przemyśleć. Byłam na niego wściekła, ale i tak chciałam zobaczyć, czy nic mu nie jest. Strasznie się bałam. Byłam już pod drzwiami komnaty. Zobaczyłam jak siedzi na łóżku w samym końcu sali. Na szczęście było z nim wszystko w porządku. Pani Pomfrey dawała mu jakieś leki. Uśmiechnął się, ale widząc moją minę szybko zmienił swoje nastawienie. Moje przerażenie przerodziło się w złość, radość i znowu przerażenie. Coś jednak musiało się stać skoro się tu znalazł. Szybkim krokiem podchodzę do jego łóżka. Kiedy się z niego zrywa, przytulam się do niego mocno. Odwzajemnia uścisk. Wydawałoby się, że jest tak pięknie. Po chwili, odsuwam się od Teodora, patrzę mu ze złością w oczy i wymierzam mu policzek.
-Za co?!-pyta chwytając się za twarz. W odpowiedzi tylko go przytulam. Wiem, że to dziwne, ale byłam równocześnie wściekła i strasznie szczęśliwa. Myślałam, że na to zasługuje, ale też że nie. Chwilę później, znowu biję go w twarz. Odwracam się i ruszam w stronę drzwi. Teodor szybko do mnie podbiega, chwyta mnie za rękę i patrzy mi w oczy.
-Możesz mnie puścić?-spytam spokojnie.
-Jeśli mi powiesz dlaczego ze mną nie rozmawiałaś, i dlaczego mnie walnęłaś w twarz.
-Oj Teo, Teo. Jak ty niczego nie rozumiesz.
-To mi wytłumacz.
-Obiecałeś mi, że więcej tego nie zrobisz.
-Jak widzę i słyszę, moje problemy ciebie nie obchodzą.
-Jakie problemy? Teodor, ty mi o niczym nie mówisz.
-A mam ci teraz wszystko powiedzieć?
-Nie, nie tutaj. Potem pogadamy jak wyjdziesz.
I tak skończyłam moją konwersację z Teodorem. Nie mogłam znieść myśli, że był taki samolubny. W ogóle o mnie nie pomyślał. Nie pomyślał o tym jak będę się czuła, nie pomyślał o tym, że będę miała poczucie winy. Czułam się jakbym nic dla niego nie znaczyła, a przecież to on mówił mi, że jestem jedną z nielicznych osób, które kocha. Ale spokojnie, to taka przyjacielska miłość. Teraz mam co do tego pewne wątpliwości.
Minęło kilka godzin i Teodor wrócił ze skrzydła szpitalnego. Wszedł właśnie przez dziurę w portrecie do Pokoju Wspólnego prefektów naczelnych. Po chwili zapukał w moje drzwi, kiedy powiedziałam proszę, wszedł niepewnie i wskoczył na moje łóżko.
-To jak, idziemy na błonia?-zapytał wyraźnie radosny, tylko mi nie było do śmiechu.
-Myślisz, że o tym zapomniałam?-pytam nie odrywając się od książki.
-Miałem taką nadzieję. Hermiona, obiecuję ci, że to się więcej nie powtórzy.
-I ja mam teraz ci uwierzyć?
-Wiem, że cię okłamałem i złamałem obietnicę, ale teraz mówię na poważnie, wybacz mi. To się naprawdę nie powtórzy.
Wiem, że nie powinnam mu wybaczyć, ale te jego wielkie oczy działają na mnie jak oczy szczeniaczka.
-Zachowałeś się samolubnie, w ogóle o mnie nie pomyślałeś-w oczach miałam łzy. Zawsze, kiedy sobie o tym pomyślę robię się strasznie przygnębiona i chce mi się płakać.
-Hermiona, kiedy to robiłem, nie myślałem o nikim. Nie myśl sobie, że porównuję cię do innych, albo że jesteś dla mnie nikim. Teraz jesteś jedyną osobą na tym świecie, na której mi zależy.
-A co z twoją mamą?-zapytałam. Wiedziałam, że ona i ja tylko się dla niego liczymy.
-Widzisz, Miona. Pamiętasz jak się okazało, że śmierciożercy zabili mojego ojca? To teraz było tak z moją matką. Tak więc teraz jesteś jedyną osobą, na której mi zależy.
Zszokowało mnie to. Dlaczego mi wcześniej tego nie powiedział? Na pewno nie mówiłabym, że zachował się samolubnie. Czuję się okropnie.
-Dlaczego mi tego nie powiedziałeś? Przecież pomogłabym ci jakoś to przetrwać.
-Kiedy tylko się o tym dowiedziałem, poszedłem do łazienki, no i stałoby się.
-Wiesz, że cięcie się nic nie da. Przerabialiśmy to już chyba ze sto razy. Teodor, wiesz, że ja bym nie dała rady bez ciebie żyć.
Mój przyjaciel, jak na przyjaciela przystało, podszedł do mnie i mnie przytulił. W tym momencie to on potrzebował pocieszenia a nie ja.
-Nie rób mi tego więcej-powiedziałam.
-Ej, pamiętasz? Forever together-szepną mi do ucha.
-Jasne, że pamiętam.
-To dobrze, robaczku.
Muzyka
sobota, 19 marca 2016
czwartek, 10 marca 2016
15 Urodziny, cz. 2
Po moich słowach, z lasu wybiegli Draco, Pansy i Blaise. Ciemnoskóry chłopak trzymał w ręku tort, z świeczkami w kształcie cyferek 18.
-Wszystkiego najlepszego!-krzyknęli chórkiem.
-Ojej...Dziękuje!Aż się wzruszyłam-mówiłam wycierając pojedynczą łzę z policzka.
Po kolei każdego przytulałam. Potem zjedliśmy tort i ruszyliśmy w stronę Hogwartu. Już z daleka zauważyłam pomarańczowy płomień, który z każdym krokiem stawał się większy. Gdy byliśmy blisko zobaczyłam, że przy ognisku siedzą bliźniacy, Harry, Ron, Ginny, Dean i Seamus. Wszyscy, którzy coś dla mnie znaczą. Niektórzy nawet trochę więcej niż "coś'.
-Nie jesteście z Dumbledorem?-zapytałam.
-Pozwolił nam przyjechać na jeden dzień-tłumaczył Harry.-Przecież nie moglibyśmy przegapić twojej 18-stki.
Wręczyli mi prezenty, chociaż sama ich obecność była najlepszym prezentem. Byłam równocześnie na nich wściekła, i cieszyłam się, że przyjechali. Jednak, pojechali beze mnie. Pewnie mieli ku temu konkretne powody, ale teraz nie chciałam się tym zajmować. Miałam ochotę, zapomnieć na ten jeden wieczór o świecie z zewnątrz. O wojnie, o rodzicach, który stracili pamięć, o zmarłym Syriuszu. Pamiętam to jakby było wczoraj. Harry nie mógł się otrząsnąć.
Usiedliśmy przy ognisku, smażyliśmy pianki i kiełbaski. Nagle, zauważyłam, że coś wystaje zza ławki Blaisa.
-Blaise, co masz za ławką?-spytałam.
-Co? A nie nic, taki nieudany, głupi pomysł Pansy.
-Wcale nie jest głupi!-oburzyła się ślizgonka.- Jest genialny.
-Czy tylko ja nie wiem o co chodzi?
-No bo Blaise umie...-Pansy nie skończyła.
-Nic, nic nie umiem, dlatego właśnie dajesz mi korki.
-No mów! W końcu mam urodziny.
-Ech, no dobrze-powiedział nareszcie.-Bo Pansy zaproponowała, żebym wziął gitarę i zagrał coś, i najpierw się zgodziłem, ale się trochę wstydzę.
-Umiesz grać na gitarze? Super-powiedziałam i jeszcze bardziej wtuliłam się w Freda.-Możesz coś zagrać.
Mój ciemnoskóry przyjaciel, wziął instrument na kolana, nastroił i zaczął grać. Najpierw zaczął szybkie melodie. Coś w typu Highway to Hell. Dziwnie to brzmiało, kiedy gra się na gitarze klasycznej. Ale i tak podobało mi się. Cieszyło mnie to, że zrobili tak dużo dla mnie. Są na prawdę wspaniali. Najlepsi przyjaciele na świecie.
Fred wstał, powiedział, że za chwilkę przyjdzie i odszedł. Zauważyłam, że wszyscy wymieniają spojrzenia i się uśmiechają. Znowu nie wiedziałam o co chodzi. Blaise po chwili zaczął grać coś , co chyba miało być Smells Like Teen Spirit, Nirvany. Dziwiło mnie, że zna takie piosenki. Mugolskie piosenki. W sumie to ostatnio słuchałam tej muzyki, to może się nauczył przez ten czas, kiedy siedział w Pokoju Prefektów Naczelnych.
Moje rozmyślania przerwało szczekanie. Było coraz bliżej. Przed moimi oczami ukazał się Fred ze smyczą w ręce.
-Niespodzianka!-krzyknął.
-To jest pies-powiedziałam szybko.
-No tak, pomyślałem, że kiedy straciłaś Krzywołapa, przydałoby ci się zwierzątko, tak więc masz mieszańca haskiego. Nazywa się Ozzy.
Wręczył mi smycz, usiadł i czekał na moją reakcję. Przerażenia zmieniło się w radość. Mój nowy piesek jest śliczny. Dowiedziałam się również, że to magiczny szczeniaczek. Zażartowałam, że to Piorun, ale nikt nie wiedział kto to jest. Kucnęłam i popatrzyłam na moje szczęście. Podrapałam go za uchem, a ten padł jak zdechły, z wywalonym jęzorem i "uśmiechem" na mordce. Był bardzo posłuszny. Mimo, że dopiero go dostałam, już na tyle mu ufałam, że spuściłam go ze smyczy, wcześniej tłumacząc jak dla dziecka, że ma być tylko w zasięgu mojego wzroku. Co ciekawe, posłuchał.
Przez resztę wieczoru, do około 1 w nocy siedzieliśmy przy wygasającym ognisku, słuchając Blaisa, jedząc pianki. W końcu postanowiliśmy pójść do Hogwartu. Okryłam się szczelniej bluzą Georga i poszliśmy do zamku. Myślałam, że bliźniacy wrócą do swojego sklepu, ci jednak poszli z nami. Pansy, Draco i Blaise poszli do lochów, Harry,Ron, Dean i Seamus do Wieży Gryffindoru, a ja, Teodor, Fred i George do Pokoju Prefektów Naczelnych. W Pokoju Wspólnym wyczarowałam łóżko dla George, ponieważ Fred uparł się, żeby spać ze mną.
Przebrałam się w piżamę, umyłam zęby i położyłam się. Po chwili przyszedł Fred. Położył się koło mnie i przytulił. Kiedy już prawie zasnęliśmy, ktoś wszedł do pokoju. To był George. Nieprzytomnym głosem spytałam "Co się stało?". To był dziwny widok. Rudzielec stał na środku pokoju, w piżamie w chmurki, z misiem w ręce, mówiąc "Nie mogę zasnąć". Pozwoliłam mu spać z nami. Fred był tak zmęczony, że już dawno spał. Bliźniak położył się z mojej drugiej strony. Po chwili słyszałam chrapanie chłopaków. Nie mogłam tego znieść. Wyszłam z sypialni i położyłam się do łóżka Georga. Spokojnie przespałam całą noc.
Z rana usłyszałam krzyk, przeradzający się w kłótnię. Niechętnie poszłam do mojej sypialni. Na środku stali bliźniacy. Kłócili się o coś. Nie byłam dokładnie pewna o co, ponieważ jest tak wcześnie, że żadne informacje nie trafiają do mojego mózgu.
-Możecie się tak nie drzeć?-spytałam.
Ich oczy od razu przeniosły się na mnie. Zacichli.
-Dziękuje-powiedziałam i wróciłam do łóżka, w Pokoju Wspólnym. Myślę, że nadal patrzą w miejsce, na którym przed chwilą stałam. To musiało dziwnie wyglądać. Dziewczyna w za długich, różowych spodniach w białe serduszka i bluzce, która była od niej o cztery razy większa, przychodzi i prosi o ciszę. Tak, to było dziwne.
Po śniadaniu, poszłam z Teodorem na błonia. Kazał mi założyć strój kąpielowy, bo będziemy się kąpać w jeziorze. Pogoda była na tyle dobra, że była taka możliwość. Kiedy byliśmy na miejscu i moczyliśmy się w wodzie, zauważyłam coś czerwonego na ręce mojego przyjaciela. Szybko chwyciłam jego rękę, i mimo, że się wyrywał nie udało mu się.
-Znowu to zrobiłeś-powiedziałam patrząc w wodę.
-Hermiona, posłuchaj. Jaaa....-nie skończył.
-Miałeś tego nie robić. Obiecałeś!-krzyknęłam ze łzami w oczach.
Wyszłam z wody, opatuliłam się w ręcznik i poszłam do zamku.
Wiem, że krótki. Mam nadzieję, że się spodoba, i że końcówka was zszokuje.
~Panna Weasley
-Wszystkiego najlepszego!-krzyknęli chórkiem.
-Ojej...Dziękuje!Aż się wzruszyłam-mówiłam wycierając pojedynczą łzę z policzka.
Po kolei każdego przytulałam. Potem zjedliśmy tort i ruszyliśmy w stronę Hogwartu. Już z daleka zauważyłam pomarańczowy płomień, który z każdym krokiem stawał się większy. Gdy byliśmy blisko zobaczyłam, że przy ognisku siedzą bliźniacy, Harry, Ron, Ginny, Dean i Seamus. Wszyscy, którzy coś dla mnie znaczą. Niektórzy nawet trochę więcej niż "coś'.
-Nie jesteście z Dumbledorem?-zapytałam.
-Pozwolił nam przyjechać na jeden dzień-tłumaczył Harry.-Przecież nie moglibyśmy przegapić twojej 18-stki.
Wręczyli mi prezenty, chociaż sama ich obecność była najlepszym prezentem. Byłam równocześnie na nich wściekła, i cieszyłam się, że przyjechali. Jednak, pojechali beze mnie. Pewnie mieli ku temu konkretne powody, ale teraz nie chciałam się tym zajmować. Miałam ochotę, zapomnieć na ten jeden wieczór o świecie z zewnątrz. O wojnie, o rodzicach, który stracili pamięć, o zmarłym Syriuszu. Pamiętam to jakby było wczoraj. Harry nie mógł się otrząsnąć.
Usiedliśmy przy ognisku, smażyliśmy pianki i kiełbaski. Nagle, zauważyłam, że coś wystaje zza ławki Blaisa.
-Blaise, co masz za ławką?-spytałam.
-Co? A nie nic, taki nieudany, głupi pomysł Pansy.
-Wcale nie jest głupi!-oburzyła się ślizgonka.- Jest genialny.
-Czy tylko ja nie wiem o co chodzi?
-No bo Blaise umie...-Pansy nie skończyła.
-Nic, nic nie umiem, dlatego właśnie dajesz mi korki.
-No mów! W końcu mam urodziny.
-Ech, no dobrze-powiedział nareszcie.-Bo Pansy zaproponowała, żebym wziął gitarę i zagrał coś, i najpierw się zgodziłem, ale się trochę wstydzę.
-Umiesz grać na gitarze? Super-powiedziałam i jeszcze bardziej wtuliłam się w Freda.-Możesz coś zagrać.
Mój ciemnoskóry przyjaciel, wziął instrument na kolana, nastroił i zaczął grać. Najpierw zaczął szybkie melodie. Coś w typu Highway to Hell. Dziwnie to brzmiało, kiedy gra się na gitarze klasycznej. Ale i tak podobało mi się. Cieszyło mnie to, że zrobili tak dużo dla mnie. Są na prawdę wspaniali. Najlepsi przyjaciele na świecie.
Fred wstał, powiedział, że za chwilkę przyjdzie i odszedł. Zauważyłam, że wszyscy wymieniają spojrzenia i się uśmiechają. Znowu nie wiedziałam o co chodzi. Blaise po chwili zaczął grać coś , co chyba miało być Smells Like Teen Spirit, Nirvany. Dziwiło mnie, że zna takie piosenki. Mugolskie piosenki. W sumie to ostatnio słuchałam tej muzyki, to może się nauczył przez ten czas, kiedy siedział w Pokoju Prefektów Naczelnych.
Moje rozmyślania przerwało szczekanie. Było coraz bliżej. Przed moimi oczami ukazał się Fred ze smyczą w ręce.
-Niespodzianka!-krzyknął.
-To jest pies-powiedziałam szybko.
-No tak, pomyślałem, że kiedy straciłaś Krzywołapa, przydałoby ci się zwierzątko, tak więc masz mieszańca haskiego. Nazywa się Ozzy.
Wręczył mi smycz, usiadł i czekał na moją reakcję. Przerażenia zmieniło się w radość. Mój nowy piesek jest śliczny. Dowiedziałam się również, że to magiczny szczeniaczek. Zażartowałam, że to Piorun, ale nikt nie wiedział kto to jest. Kucnęłam i popatrzyłam na moje szczęście. Podrapałam go za uchem, a ten padł jak zdechły, z wywalonym jęzorem i "uśmiechem" na mordce. Był bardzo posłuszny. Mimo, że dopiero go dostałam, już na tyle mu ufałam, że spuściłam go ze smyczy, wcześniej tłumacząc jak dla dziecka, że ma być tylko w zasięgu mojego wzroku. Co ciekawe, posłuchał.
Przez resztę wieczoru, do około 1 w nocy siedzieliśmy przy wygasającym ognisku, słuchając Blaisa, jedząc pianki. W końcu postanowiliśmy pójść do Hogwartu. Okryłam się szczelniej bluzą Georga i poszliśmy do zamku. Myślałam, że bliźniacy wrócą do swojego sklepu, ci jednak poszli z nami. Pansy, Draco i Blaise poszli do lochów, Harry,Ron, Dean i Seamus do Wieży Gryffindoru, a ja, Teodor, Fred i George do Pokoju Prefektów Naczelnych. W Pokoju Wspólnym wyczarowałam łóżko dla George, ponieważ Fred uparł się, żeby spać ze mną.
Przebrałam się w piżamę, umyłam zęby i położyłam się. Po chwili przyszedł Fred. Położył się koło mnie i przytulił. Kiedy już prawie zasnęliśmy, ktoś wszedł do pokoju. To był George. Nieprzytomnym głosem spytałam "Co się stało?". To był dziwny widok. Rudzielec stał na środku pokoju, w piżamie w chmurki, z misiem w ręce, mówiąc "Nie mogę zasnąć". Pozwoliłam mu spać z nami. Fred był tak zmęczony, że już dawno spał. Bliźniak położył się z mojej drugiej strony. Po chwili słyszałam chrapanie chłopaków. Nie mogłam tego znieść. Wyszłam z sypialni i położyłam się do łóżka Georga. Spokojnie przespałam całą noc.
Z rana usłyszałam krzyk, przeradzający się w kłótnię. Niechętnie poszłam do mojej sypialni. Na środku stali bliźniacy. Kłócili się o coś. Nie byłam dokładnie pewna o co, ponieważ jest tak wcześnie, że żadne informacje nie trafiają do mojego mózgu.
-Możecie się tak nie drzeć?-spytałam.
Ich oczy od razu przeniosły się na mnie. Zacichli.
-Dziękuje-powiedziałam i wróciłam do łóżka, w Pokoju Wspólnym. Myślę, że nadal patrzą w miejsce, na którym przed chwilą stałam. To musiało dziwnie wyglądać. Dziewczyna w za długich, różowych spodniach w białe serduszka i bluzce, która była od niej o cztery razy większa, przychodzi i prosi o ciszę. Tak, to było dziwne.
Po śniadaniu, poszłam z Teodorem na błonia. Kazał mi założyć strój kąpielowy, bo będziemy się kąpać w jeziorze. Pogoda była na tyle dobra, że była taka możliwość. Kiedy byliśmy na miejscu i moczyliśmy się w wodzie, zauważyłam coś czerwonego na ręce mojego przyjaciela. Szybko chwyciłam jego rękę, i mimo, że się wyrywał nie udało mu się.
-Znowu to zrobiłeś-powiedziałam patrząc w wodę.
-Hermiona, posłuchaj. Jaaa....-nie skończył.
-Miałeś tego nie robić. Obiecałeś!-krzyknęłam ze łzami w oczach.
Wyszłam z wody, opatuliłam się w ręcznik i poszłam do zamku.
Wiem, że krótki. Mam nadzieję, że się spodoba, i że końcówka was zszokuje.
~Panna Weasley
niedziela, 6 marca 2016
Fremione- 14 Urodziny, cz.1
Chciałabym Wam coś powiedzieć. Będę różnie pisać te opowiadania. Raz będzie w pierwszej osobie, raz w trzeciej. Przepraszam, że tak jest ale..no nie wiem jak to wytłumaczyć. Mam nadzieję, że spodoba się Wam ta zmiana. Od razu tłumaczę. W mojej historii, nie będzie niektórych wydarzeń jak w książce,np. Dumbledore nie umrze na szóstym roku.
***
19.09.2015r.
Znowu to samo. Co noc taki sam sen. Idę ciemnym korytarzem, przez jakiś mroczny budynek. Strasznie się boję, chociaż wiem co się stanie. Dokładnie to samo co wczoraj, przedwczoraj, i tydzień temu. Od początku roku śni mi się to samo. Coraz częściej mam przed oczami tą samą scenę.
Mijam coraz więcej zamkniętych drzwi. Wiem, że ostatnie są zawsze otwarte. Idę w tamtym kierunku, potykając się o stertę starych książek. Do końca korytarza zostało już kilka kroków. Nagle słyszę pięć głosów. Zawsze urywają w połowie tego samego zdania. Słyszę, że jest tam młoda dziewczyna. Płakała. Chcę pobiec tam, i ją pocieszyć. Odzywa się trójka chłopców. Namawiają kogoś, żeby się uspokoił, ochłoną. Potem, słyszę tylko krzyki i płacz dziewczyny. Jak zawsze szybko biegnę. Kiedy odchylam drzwi, zauważam Freda. Stoi tam z różdżką w ręku. Na ziemi leży czwórka moich przyjaciół. Teodor, Blaise, Pansy i Draco leżą nieruchomo na podłodze. Nie mogę się ruszyć. Mam ochotę podbiec do nich i jakoś uratować. Jednak potem uświadamiam sobie, że od avady nie da się nikogo uratować. Patrzę co chwila to na Freda, to na moich przyjaciół. Dociera do mnie w końcu, co zrobił mój chłopak. Zabił najbliższe mi osoby. Nagle podchodzi do mnie. Dotyka dłonią mojego rozgrzanego policzka.
-Już nikt nam nie będzie przeszkadzać-mówi z takim spokojem, że nigdy nie uwierzyłabym, że zrobił coś takiego.
O czym on mówi?! Nikt nie będzie nam przeszkadzać. Wprawdzie spędzam ze ślizgonami coraz więcej czasu, ale nie podejrzewałabym, że jest aż tak zazdrosny. Zawsze, kiedy ma mnie przytulać, nie mam siły go odepchnąć. W takiej sytuacji, każdy byłby wściekły, i prawdopodobnie, zabiłby Freda. Ale nie ja. Nie mogłam się ruszyć, nic powiedzieć, i myśleć. W końcu się otrząsam. Gdy celuję w niego różdżką, budzę się. I tak jest co noc. Nie mam już siły, patrzeć jak moi przyjaciele leżą martwi.
Obudziłam się. Rozejrzałam się po pokoju, nadal nie podnosząc głowy. Orientuje się, że to nie moja sypialnia. Nagle, czuję, że ktoś głaszcze mnie po głowie. Szybko podnoszę się z nóg Teodora. Wygląda jakoś inaczej.
-Obudziłaś się w końcu. Już myślałem, że będę musiał szukać miejsca na twój grób.
Głos też mu się zmienił. Coś jeszcze nie pasuje. Już wiem! Ściął włosy. Miał teraz lekko wygolone po dwóch stronach głowy i dość długie włosy na środku. Zmienił styl. Już nie wygląda jak emo. Teraz miał na sobie szarą podkoszulkę, czerwoną koszulę w kratkę, czarne jeansy i ciemne trampki.
-Gdzie ja jestem?-spytałam nadal nieprzytomnym głosem.
-W mojej sypialni-powiedział obojętnie.-Często tu przychodzisz.
-Jestem pokoju Slytherinu?!
-Nie, głupia. W sypialni prefektów naczelnych.
Zszokowało mnie. Przecież uczniowie piątego roku, nie mogą być prefektami naczelnymi. Mogą być tylko z siódmego roku.
-Jaki jest rok?-spytałam.
-2015, Hermiona , co się z tobą dzieje?!
-Przecież...Przed chwilą był 2013...O co chodzi?!
-Miona, dobrze się czujesz? Może walnęłaś się w głowę czy coś?
-Nie, wszystko w porządku. A Fred? George? Uczą się jeszcze? Słyszałam, że chcieli uciec ze szkoły, po SUM-ach. No właśnie?! Muszę się uczyć do SUM-ów!
-Dziewczyno, ogarnij się! Zdałaś je dwa lata temu. A Weasleyowie, już dawno rzucili szkołę.
Nie chciałam się już dłużej kłócić. Jak mogłam nie zauważyć, że minęły dwa lata?! To oznacza, że jestem pełnoletnia.
-Kto jeszcze jest prefektem naczelnym?-pytałam, siadając obok niego.
-Ja, ty, Ernie i Hanna Abbott.
-A Harry? Ron? Gdzie oni są?
-Nie mam pojęcia, Dumbledore gdzieś z nimi wyjechał.
-Pojechali szukać horkruksów-szepnęłam.-Beze mnie.
-Przykro mi, mała-objął mnie ramieniem.-Ale nie myśl teraz o tym. Masz urodziny!
Dopiero sobie przypomniałam. Dziś kończę 18 lat. Pomyślałam, kiedy są urodziny Teodora. I nagle wszystko, co działo się podczas tych dwóch lat, przypomina mi się. Wiem już, że mój przyjaciel ma urodziny 25 maja i ma już swoje wyczekane 18 lat. Przed oczami przelatują mi wszystkie wydarzenia. Widzę, jak razem z Fredem siedzę na pomoście, trzymamy się za ręce i patrzymy na zachód słońca. Widzę, jak razem z Pansy, Draco, Blaisem i Teodorem siedzimy w Pokoju Życzeń i uczymy się eliksirów. Głównie to ja ich uczę. Widzę, jak z Teosiem chodzimy po Zakazanym Lesie. Wiedziałam, że się nie zgubimy. Czułam to. Poza tym, Nott znał Las jak własną kieszeń. Widziałam to, jak Harry kłóci się z Penelopą, a potem go pocieszam. Widziałam to, jak Ginny opowiada mi o tym jak Blaise z nią zerwał, a potem chciał wrócić bo wszystko przemyślał. Widziałam też to, jak George patrzy na mnie i Freda, kiedy się całujemy. W jego oczach, widać było złość, zazdrość i...smutek?
-Hej, mała, idziemy stąd?-odezwał się nagle.
-Hmm? Tak, jasne, chodźmy.
Wróciłam do mojego prywatnego dormitorium. Było wielkie. Prawie jak mój stary pokój w Wieży Gryffindoru. Była tam ogromna szafa z lustrem, wielkie łóżko z wezgłowiem , dwa okna z poduszkami na parapecie, wejście do łazienki zdobiło kilka zdjęć. Najbardziej podobała mi się toaletka. Było na niej wszytko, zaczynając od zwykłych wacików, kończąc na perfumach od Diora. W szafie były najróżniejsze ubrania. Na wieszakach wisiały śliczne sukienki, na półkach spodnie o jakich nigdy nie marzyłam, to samo z bluzkami. Dopiero potem zauważyłam ciemne, rozsuwane drzwi. Prowadziły do garderoby. Tylko w tej garderobie, były buty. Szpilki, koturny, baletki, adidasy, trampki. Wszytko. Na szafkach leżały torebki a w szufladach różne bransoletki, naszyjniki i kolczyki.Zemdlałam. Chwilę później obudziłam się na wygodnej kanapie (również była w pokoju).
-Chyba to był zły pomysł, z tym remontem-śmiał się Teodor, podając mi szklankę wody.
-To ty?
-Wszystkiego najlepszego!-przytulił mnie.
-O Boże! Teodor! Kocham cię po prostu!-odwzajemniłam uścisk.
-No wiem, wiem. Jeszcze dodaj jaki to jestem wspaniały, przystojny, mam świetny styl...
-O nie, nie. Bez przesady-zaśmiałam się.
Nie mogłam uwierzyć, że zrobił to sam. Pokój jaki pamiętam, był bordowo-żółty (w barwach Gryffindoru). Nie podobało mi się wtedy. Teraz mogłabym siedzieć tam całymi dniami.
-Mam dla ciebie jeszcze jedną niespodziankę. Chodź-wziął mnie za rękę, zakrył oczy i dokądś zaprowadził.
Zabrał rękę z moich oczu, i zrzucił prześcieradło z szafki. Było tam całe mnóstwo książek. Odwróciłam się do niego i rzuciłam się mu na szyję. Strasznie mi się podobał ten mój nowy pokój.
-Dziękuje-szepnęłam.
-Spoko.
Dmuchną mi w ucho, wziął za rękę, i wyprowadził z mojego dormitorium. A tak chciałam tam zostać. Zaprowadził mnie na błonia. Było dość ciepło. Zaprowadził mnie, jak się spodziewałam, do Zakazanego Lasu. Usiedliśmy na naszym ulubionym, przechylonym drzewie.
-Ślicznie wyglądasz-powiedział nagle.
Spojrzałam na siebie. Ubrana byłam w błękitno-białą bluzkę z odkrytym brzuchem krótkimi rękawem, Krótkie jasne spodenki, na ręce ładną bransoletkę, na głowie niebieskie okulary w kwiatki. Na nogach morskie buty z odkrytym palcem. Paznokcie miałam pomalowane na czarno. Na prawym ręku dwa piękne pierścionki. Z włosów miałam zrobionego warkocza. Zauważyłam, że sporo urosły. Teraz, kiedy były związane sięgały ponad za połowę moich pleców.
Świetnie się rozmawia z Teodorem. Przez około godzinę siedzieliśmy w Lesie. Potem poszliśmy w stronę Hogsmade. Po drodze Nott złapał mnie za rękę. Nie to, że mnie podrywa, czy coś. To było po przyjacielsku. Byliśmy już pod sklepem Weasleyów. Kiedy tylko weszliśmy,nadal nie odrywając od siebie rąk, poszliśmy w stronę lady, w celu znalezienia Freda. Oczywiście tam był.
-Widzę, że podrywasz moją dziewczynę-powiedział patrząc na nasze ręce.
-Kto by nie chciał-zaśmiali się.
-Ej, nadal tu jestem-przypomniałam im o tym, że żyję.
-Słyszałeś coś Teodor?
-Nie Fred.
-Ja też nie.
-Ej! Chłopaki!
-To chyba tylko klienci.
-Chyba tak.
-Dobra! Też się do was nie odzywam!-powiedziałam zakładając ręce na piersi.
-No dobra, już dobra-zaśmiał się rudzielec,przytulając mnie od tyłu, ponieważ się od nich odwróciłam. Po chwili stałam już z nim twarzą w twarz, i już mieliśmy się pocałować, kiedy między nas wpadł George.
-Hermiona!-krzykną.
-George!
-Sto lat, młoda!
-Jesteś tylko rok starszy...
-No dobra. Sto lat, stara!-zaśmiał się, i mnie przytulił, wręczając pudełko zapakowane w papier ozdobny.
-Jakaś okazja?-spytał Fred.
-Nie żartuj-powiedział z kamienną twarzą bliźniak.
-Nie wiem o co ci chodzi.
-Są urodziny twojej ....dziewczyny!-zawahał się Weasley.
-Serio?-spytał, ale widząc mój karcący wzrok, przestał.-Żartuje, jasne, że pamiętam.
-Może gdzieś wyjdziemy?-spytałam.
-Słuchaj, nie mogę, skarbie. Mamy straszny ruch w soboty. No wiesz, uczniowie przychodzą, i takie tam. Ale obiecuje, że ci to wynagrodzę.
-No...Dobra. To cześć-dałam mu całusa na pożegnanie i ruszyłam w stronę drzwi.
-Ej, Teodor. Dopilnuj, żeby miała najlepsze urodziny na świecie, okey?-powiedział Fred.
-Jasne.
Wychodząc, Fred dał nam Miętowe Ropuchy i Fasolki wszystkich smaków Bertiego Botta. Poszliśmy kupić lody. Ja wybrałam poziomkowe, czekoladowe, śmietankowe i caffe latte. Teodor wziął pistacjowe, waniliowe, malinowe i ciasteczkowe. Szliśmy w stronę Wrzeszczącej Chaty. Niedaleko była dość wysoka górka. Widać było na niej wszystko. Hogwart, jezioro, Hogsmade i Wrzeszczącą Chatę. Uwielbiam ten widok. Jest tu tak ślicznie, że trudno sobie wyobrazić.
Robiło się już ciemno, ale jako prefekci naczelni mogliśmy chodzić po zamku jak i po błoniach do której chcieliśmy. Położyłam się na plecach, i popatrzyłam w pojawiające się gwiazdy.
-Pamiętasz jak się poznaliśmy?-spytał Teodor kładąc się obok mnie.-Też patrzyliśmy w gwiazdy.
-Taak, pamiętam też jak powiedziałeś dość dużo faktów o mnie.
-Taaa...
-Tylko skąd wiedziałeś, że uwielbiam kakao i herbatę owocową i co rano pryskam się truskawkowymi perfumami?
-No...widzisz...bo ja...no ten...
-Powiedz po prostu.
-No bo ja byłem wtedy trochę w tobie zakochany, ale nie martw się, przeszło mi-zauważyłam, że się zarumienił, ale uśmiechnęłam się i przytuliłam go.
-Może już wrócimy? Robi się zimno i ciemno-zaproponowałam.
-Boisz się-zapytał machając palcami przed moją twarzą i udając ducha.
-Nie, po prostu...No dobra! Boję się. Masz mnie.
-Nie bój się, jestem przy tobie-zaśmiał się, za co dostał w ramię.
-Spadaj... Teraz mówię poważnie. Idziemy?
-Zaczekajmy jeszcze chwilę.
-Do której godziny masz zamiar tu siedzieć?-spytałam obojętnym głosem.
-Do..-spojrzał na zegarek.-Około 22. Jest 20, więc jeszcze 2 godziny.
-Ech, co my będziemy robić przez ten czas.
-Możemy zagrać w 10 pytań.
-Okey, zaczynasz.
-Ech no dobra. Hmm pomyślmy. Byłaś kiedyś w tak trudnej dla ciebie sytuacji, że chciałaś się zabić?
To pytanie mnie zszokowało. Znaczy rozmawialiśmy już kiedyś na ten temat, kiedy zauważyłam na ręce Teodora rany po cięciu, ale to było dawno.
-Hmmm, raz.
-Opowiedz mi o niej.
-Nie, nie. Teraz moja kolej. Ile miałeś dziewczyn?
-Ha, ciężko zliczyć. Nie no, żartuje. Z....6-7? Nie pamiętam, nie liczę ich. Teraz ja. Opowiedz mi o tej sytuacji.
-To nie jest pytanie.
-O Jezuu, Możesz opowiedzieć mi o tej sytuacji?-zamrugał szybko oczami i się uśmiechną.
-Okey, chociaż nie lubię o tym rozmawiać. Trochę to głupie.
-Postaram się nie śmiać-powiedział z udawaną powagą.
-No więc to pomiędzy czwartym a piątym rokiem, miał być bal, Turniej Trójmagiczny, no wiesz. Ron chciał, żebym poszła z którymś z nich-Harrym albo nim. Tylko problem był w tym, że poszłam z Wiktorem Krumem. Ron robił mi awantury o to, że poszłam z Wiktorem na bal.
-I o to chodzi?-spytał z rozczarowaniem.
-Nie, to dopiero początek, jakiś ty niecierpliwy. Później był piąty rok. Zaczęłam chodzić z Fredem i Ron stał się strasznie nerwowy. Robił mi wyrzuty za to, że spotykam się z jego bratem. Zabronił mi się nawet z nim spotykać. Potem, zaczął wyznaczać ludzi, z którymi mogę rozmawiać, a z którymi nie. Ślizgoni, nie mówię o tobie, wyzywali mnie cały czas, Snape uwziął się na mnie, moja najlepsza przyjaciółka zaczęła łazić za Penelopą, i ja już nie miałam siły-to już mówiłam ze łzami w oczach.- Poszłam w nocy do łazienki Jęczącej Marty, ale na szczęście jej tam nie było. Kiedy już tam byłam, stłukłam zaklęciem lustro, wzięłam kawałek szkła i kiedy miałam już to zrobić, ktoś zabrał mi go z ręki, i mocno przytulił a ja płakałam w jego białą koszulę. Szepnął mi do ucha trzy słowa "Wszystko będzie dobrze". Nie mogłam rozpoznać kto to. Kiedy wychodził z łazienki, zostawiając mnie samą, zauważyłam platynowe włosy. Draco uratował mi życie.
Tamtatatam! Oto koniec tak czekanego, przeze mnie, rozdziału. Szczerze mówiąc, nie wiedziałam do czego zmierzam. Znowu podzieliłam na dwie części. Jeśli będę miała jak to jutro zacznę pisać drugą część. Mam jak zawsze nadzieję, że się spodobało.
~Panna Weasley <3
-Hmm? Tak, jasne, chodźmy.
Wróciłam do mojego prywatnego dormitorium. Było wielkie. Prawie jak mój stary pokój w Wieży Gryffindoru. Była tam ogromna szafa z lustrem, wielkie łóżko z wezgłowiem , dwa okna z poduszkami na parapecie, wejście do łazienki zdobiło kilka zdjęć. Najbardziej podobała mi się toaletka. Było na niej wszytko, zaczynając od zwykłych wacików, kończąc na perfumach od Diora. W szafie były najróżniejsze ubrania. Na wieszakach wisiały śliczne sukienki, na półkach spodnie o jakich nigdy nie marzyłam, to samo z bluzkami. Dopiero potem zauważyłam ciemne, rozsuwane drzwi. Prowadziły do garderoby. Tylko w tej garderobie, były buty. Szpilki, koturny, baletki, adidasy, trampki. Wszytko. Na szafkach leżały torebki a w szufladach różne bransoletki, naszyjniki i kolczyki.Zemdlałam. Chwilę później obudziłam się na wygodnej kanapie (również była w pokoju).
-Chyba to był zły pomysł, z tym remontem-śmiał się Teodor, podając mi szklankę wody.
-To ty?
-Wszystkiego najlepszego!-przytulił mnie.
-O Boże! Teodor! Kocham cię po prostu!-odwzajemniłam uścisk.
-No wiem, wiem. Jeszcze dodaj jaki to jestem wspaniały, przystojny, mam świetny styl...
-O nie, nie. Bez przesady-zaśmiałam się.
Nie mogłam uwierzyć, że zrobił to sam. Pokój jaki pamiętam, był bordowo-żółty (w barwach Gryffindoru). Nie podobało mi się wtedy. Teraz mogłabym siedzieć tam całymi dniami.
-Mam dla ciebie jeszcze jedną niespodziankę. Chodź-wziął mnie za rękę, zakrył oczy i dokądś zaprowadził.
Zabrał rękę z moich oczu, i zrzucił prześcieradło z szafki. Było tam całe mnóstwo książek. Odwróciłam się do niego i rzuciłam się mu na szyję. Strasznie mi się podobał ten mój nowy pokój.
-Dziękuje-szepnęłam.
-Spoko.
Dmuchną mi w ucho, wziął za rękę, i wyprowadził z mojego dormitorium. A tak chciałam tam zostać. Zaprowadził mnie na błonia. Było dość ciepło. Zaprowadził mnie, jak się spodziewałam, do Zakazanego Lasu. Usiedliśmy na naszym ulubionym, przechylonym drzewie.
-Ślicznie wyglądasz-powiedział nagle.
Spojrzałam na siebie. Ubrana byłam w błękitno-białą bluzkę z odkrytym brzuchem krótkimi rękawem, Krótkie jasne spodenki, na ręce ładną bransoletkę, na głowie niebieskie okulary w kwiatki. Na nogach morskie buty z odkrytym palcem. Paznokcie miałam pomalowane na czarno. Na prawym ręku dwa piękne pierścionki. Z włosów miałam zrobionego warkocza. Zauważyłam, że sporo urosły. Teraz, kiedy były związane sięgały ponad za połowę moich pleców.
Świetnie się rozmawia z Teodorem. Przez około godzinę siedzieliśmy w Lesie. Potem poszliśmy w stronę Hogsmade. Po drodze Nott złapał mnie za rękę. Nie to, że mnie podrywa, czy coś. To było po przyjacielsku. Byliśmy już pod sklepem Weasleyów. Kiedy tylko weszliśmy,nadal nie odrywając od siebie rąk, poszliśmy w stronę lady, w celu znalezienia Freda. Oczywiście tam był.
-Widzę, że podrywasz moją dziewczynę-powiedział patrząc na nasze ręce.
-Kto by nie chciał-zaśmiali się.
-Ej, nadal tu jestem-przypomniałam im o tym, że żyję.
-Słyszałeś coś Teodor?
-Nie Fred.
-Ja też nie.
-Ej! Chłopaki!
-To chyba tylko klienci.
-Chyba tak.
-Dobra! Też się do was nie odzywam!-powiedziałam zakładając ręce na piersi.
-No dobra, już dobra-zaśmiał się rudzielec,przytulając mnie od tyłu, ponieważ się od nich odwróciłam. Po chwili stałam już z nim twarzą w twarz, i już mieliśmy się pocałować, kiedy między nas wpadł George.
-Hermiona!-krzykną.
-George!
-Sto lat, młoda!
-Jesteś tylko rok starszy...
-No dobra. Sto lat, stara!-zaśmiał się, i mnie przytulił, wręczając pudełko zapakowane w papier ozdobny.
-Jakaś okazja?-spytał Fred.
-Nie żartuj-powiedział z kamienną twarzą bliźniak.
-Nie wiem o co ci chodzi.
-Są urodziny twojej ....dziewczyny!-zawahał się Weasley.
-Serio?-spytał, ale widząc mój karcący wzrok, przestał.-Żartuje, jasne, że pamiętam.
-Może gdzieś wyjdziemy?-spytałam.
-Słuchaj, nie mogę, skarbie. Mamy straszny ruch w soboty. No wiesz, uczniowie przychodzą, i takie tam. Ale obiecuje, że ci to wynagrodzę.
-No...Dobra. To cześć-dałam mu całusa na pożegnanie i ruszyłam w stronę drzwi.
-Ej, Teodor. Dopilnuj, żeby miała najlepsze urodziny na świecie, okey?-powiedział Fred.
-Jasne.
Wychodząc, Fred dał nam Miętowe Ropuchy i Fasolki wszystkich smaków Bertiego Botta. Poszliśmy kupić lody. Ja wybrałam poziomkowe, czekoladowe, śmietankowe i caffe latte. Teodor wziął pistacjowe, waniliowe, malinowe i ciasteczkowe. Szliśmy w stronę Wrzeszczącej Chaty. Niedaleko była dość wysoka górka. Widać było na niej wszystko. Hogwart, jezioro, Hogsmade i Wrzeszczącą Chatę. Uwielbiam ten widok. Jest tu tak ślicznie, że trudno sobie wyobrazić.
Robiło się już ciemno, ale jako prefekci naczelni mogliśmy chodzić po zamku jak i po błoniach do której chcieliśmy. Położyłam się na plecach, i popatrzyłam w pojawiające się gwiazdy.
-Pamiętasz jak się poznaliśmy?-spytał Teodor kładąc się obok mnie.-Też patrzyliśmy w gwiazdy.
-Taak, pamiętam też jak powiedziałeś dość dużo faktów o mnie.
-Taaa...
-Tylko skąd wiedziałeś, że uwielbiam kakao i herbatę owocową i co rano pryskam się truskawkowymi perfumami?
-No...widzisz...bo ja...no ten...
-Powiedz po prostu.
-No bo ja byłem wtedy trochę w tobie zakochany, ale nie martw się, przeszło mi-zauważyłam, że się zarumienił, ale uśmiechnęłam się i przytuliłam go.
-Może już wrócimy? Robi się zimno i ciemno-zaproponowałam.
-Boisz się-zapytał machając palcami przed moją twarzą i udając ducha.
-Nie, po prostu...No dobra! Boję się. Masz mnie.
-Nie bój się, jestem przy tobie-zaśmiał się, za co dostał w ramię.
-Spadaj... Teraz mówię poważnie. Idziemy?
-Zaczekajmy jeszcze chwilę.
-Do której godziny masz zamiar tu siedzieć?-spytałam obojętnym głosem.
-Do..-spojrzał na zegarek.-Około 22. Jest 20, więc jeszcze 2 godziny.
-Ech, co my będziemy robić przez ten czas.
-Możemy zagrać w 10 pytań.
-Okey, zaczynasz.
-Ech no dobra. Hmm pomyślmy. Byłaś kiedyś w tak trudnej dla ciebie sytuacji, że chciałaś się zabić?
To pytanie mnie zszokowało. Znaczy rozmawialiśmy już kiedyś na ten temat, kiedy zauważyłam na ręce Teodora rany po cięciu, ale to było dawno.
-Hmmm, raz.
-Opowiedz mi o niej.
-Nie, nie. Teraz moja kolej. Ile miałeś dziewczyn?
-Ha, ciężko zliczyć. Nie no, żartuje. Z....6-7? Nie pamiętam, nie liczę ich. Teraz ja. Opowiedz mi o tej sytuacji.
-To nie jest pytanie.
-O Jezuu, Możesz opowiedzieć mi o tej sytuacji?-zamrugał szybko oczami i się uśmiechną.
-Okey, chociaż nie lubię o tym rozmawiać. Trochę to głupie.
-Postaram się nie śmiać-powiedział z udawaną powagą.
-No więc to pomiędzy czwartym a piątym rokiem, miał być bal, Turniej Trójmagiczny, no wiesz. Ron chciał, żebym poszła z którymś z nich-Harrym albo nim. Tylko problem był w tym, że poszłam z Wiktorem Krumem. Ron robił mi awantury o to, że poszłam z Wiktorem na bal.
-I o to chodzi?-spytał z rozczarowaniem.
-Nie, to dopiero początek, jakiś ty niecierpliwy. Później był piąty rok. Zaczęłam chodzić z Fredem i Ron stał się strasznie nerwowy. Robił mi wyrzuty za to, że spotykam się z jego bratem. Zabronił mi się nawet z nim spotykać. Potem, zaczął wyznaczać ludzi, z którymi mogę rozmawiać, a z którymi nie. Ślizgoni, nie mówię o tobie, wyzywali mnie cały czas, Snape uwziął się na mnie, moja najlepsza przyjaciółka zaczęła łazić za Penelopą, i ja już nie miałam siły-to już mówiłam ze łzami w oczach.- Poszłam w nocy do łazienki Jęczącej Marty, ale na szczęście jej tam nie było. Kiedy już tam byłam, stłukłam zaklęciem lustro, wzięłam kawałek szkła i kiedy miałam już to zrobić, ktoś zabrał mi go z ręki, i mocno przytulił a ja płakałam w jego białą koszulę. Szepnął mi do ucha trzy słowa "Wszystko będzie dobrze". Nie mogłam rozpoznać kto to. Kiedy wychodził z łazienki, zostawiając mnie samą, zauważyłam platynowe włosy. Draco uratował mi życie.
Tamtatatam! Oto koniec tak czekanego, przeze mnie, rozdziału. Szczerze mówiąc, nie wiedziałam do czego zmierzam. Znowu podzieliłam na dwie części. Jeśli będę miała jak to jutro zacznę pisać drugą część. Mam jak zawsze nadzieję, że się spodobało.
~Panna Weasley <3
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)