Nie wierzę. Nie wierzę, że on znowu to zrobił. Ostatnim razem prawie go straciłam. I to wszystko była moja wina. Kiedy najbardziej mnie potrzebował, nie było mnie przy nim. Nienawidzę się za to. Gdyby Blaise wtedy nie wszedł, już by go za mną nie było. Teraz to mogło się powtórzyć. Tylko tym razem, nie mam zielonego pojęcia, dlaczego to zrobił. Ale muszę się tego dowiedzieć. Kiedyś powodem była depresja, spowodowana śmiercią ojca, z którym był bardzo blisko. Śmierciożercy dopadli go na zdradzie. Tylko co tym razem się stało? Nie wydawał się przygnębiony. Był raczej szczęśliwy. Nie pokazywał, że coś się dzieje. Albo to ja nie potrafiłam tego zauważyć.
Biegnę tak szybko, jak tylko mogę. Przed chwilą Blaise powiedział mi, że Teodor jest w skrzydle szpitalnym. Przestraszyłam się, że mógł sobie znowu coś zrobić. Biegnę coraz szybciej. Zaraz zaczną się wszyscy schodzić na kolację. Od kilku dni ze sobą nie rozmawialiśmy. Musiałam to przemyśleć. Byłam na niego wściekła, ale i tak chciałam zobaczyć, czy nic mu nie jest. Strasznie się bałam. Byłam już pod drzwiami komnaty. Zobaczyłam jak siedzi na łóżku w samym końcu sali. Na szczęście było z nim wszystko w porządku. Pani Pomfrey dawała mu jakieś leki. Uśmiechnął się, ale widząc moją minę szybko zmienił swoje nastawienie. Moje przerażenie przerodziło się w złość, radość i znowu przerażenie. Coś jednak musiało się stać skoro się tu znalazł. Szybkim krokiem podchodzę do jego łóżka. Kiedy się z niego zrywa, przytulam się do niego mocno. Odwzajemnia uścisk. Wydawałoby się, że jest tak pięknie. Po chwili, odsuwam się od Teodora, patrzę mu ze złością w oczy i wymierzam mu policzek.
-Za co?!-pyta chwytając się za twarz. W odpowiedzi tylko go przytulam. Wiem, że to dziwne, ale byłam równocześnie wściekła i strasznie szczęśliwa. Myślałam, że na to zasługuje, ale też że nie. Chwilę później, znowu biję go w twarz. Odwracam się i ruszam w stronę drzwi. Teodor szybko do mnie podbiega, chwyta mnie za rękę i patrzy mi w oczy.
-Możesz mnie puścić?-spytam spokojnie.
-Jeśli mi powiesz dlaczego ze mną nie rozmawiałaś, i dlaczego mnie walnęłaś w twarz.
-Oj Teo, Teo. Jak ty niczego nie rozumiesz.
-To mi wytłumacz.
-Obiecałeś mi, że więcej tego nie zrobisz.
-Jak widzę i słyszę, moje problemy ciebie nie obchodzą.
-Jakie problemy? Teodor, ty mi o niczym nie mówisz.
-A mam ci teraz wszystko powiedzieć?
-Nie, nie tutaj. Potem pogadamy jak wyjdziesz.
I tak skończyłam moją konwersację z Teodorem. Nie mogłam znieść myśli, że był taki samolubny. W ogóle o mnie nie pomyślał. Nie pomyślał o tym jak będę się czuła, nie pomyślał o tym, że będę miała poczucie winy. Czułam się jakbym nic dla niego nie znaczyła, a przecież to on mówił mi, że jestem jedną z nielicznych osób, które kocha. Ale spokojnie, to taka przyjacielska miłość. Teraz mam co do tego pewne wątpliwości.
Minęło kilka godzin i Teodor wrócił ze skrzydła szpitalnego. Wszedł właśnie przez dziurę w portrecie do Pokoju Wspólnego prefektów naczelnych. Po chwili zapukał w moje drzwi, kiedy powiedziałam proszę, wszedł niepewnie i wskoczył na moje łóżko.
-To jak, idziemy na błonia?-zapytał wyraźnie radosny, tylko mi nie było do śmiechu.
-Myślisz, że o tym zapomniałam?-pytam nie odrywając się od książki.
-Miałem taką nadzieję. Hermiona, obiecuję ci, że to się więcej nie powtórzy.
-I ja mam teraz ci uwierzyć?
-Wiem, że cię okłamałem i złamałem obietnicę, ale teraz mówię na poważnie, wybacz mi. To się naprawdę nie powtórzy.
Wiem, że nie powinnam mu wybaczyć, ale te jego wielkie oczy działają na mnie jak oczy szczeniaczka.
-Zachowałeś się samolubnie, w ogóle o mnie nie pomyślałeś-w oczach miałam łzy. Zawsze, kiedy sobie o tym pomyślę robię się strasznie przygnębiona i chce mi się płakać.
-Hermiona, kiedy to robiłem, nie myślałem o nikim. Nie myśl sobie, że porównuję cię do innych, albo że jesteś dla mnie nikim. Teraz jesteś jedyną osobą na tym świecie, na której mi zależy.
-A co z twoją mamą?-zapytałam. Wiedziałam, że ona i ja tylko się dla niego liczymy.
-Widzisz, Miona. Pamiętasz jak się okazało, że śmierciożercy zabili mojego ojca? To teraz było tak z moją matką. Tak więc teraz jesteś jedyną osobą, na której mi zależy.
Zszokowało mnie to. Dlaczego mi wcześniej tego nie powiedział? Na pewno nie mówiłabym, że zachował się samolubnie. Czuję się okropnie.
-Dlaczego mi tego nie powiedziałeś? Przecież pomogłabym ci jakoś to przetrwać.
-Kiedy tylko się o tym dowiedziałem, poszedłem do łazienki, no i stałoby się.
-Wiesz, że cięcie się nic nie da. Przerabialiśmy to już chyba ze sto razy. Teodor, wiesz, że ja bym nie dała rady bez ciebie żyć.
Mój przyjaciel, jak na przyjaciela przystało, podszedł do mnie i mnie przytulił. W tym momencie to on potrzebował pocieszenia a nie ja.
-Nie rób mi tego więcej-powiedziałam.
-Ej, pamiętasz? Forever together-szepną mi do ucha.
-Jasne, że pamiętam.
-To dobrze, robaczku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz