-Wszystkiego najlepszego!-krzyknęli chórkiem.
-Ojej...Dziękuje!Aż się wzruszyłam-mówiłam wycierając pojedynczą łzę z policzka.
Po kolei każdego przytulałam. Potem zjedliśmy tort i ruszyliśmy w stronę Hogwartu. Już z daleka zauważyłam pomarańczowy płomień, który z każdym krokiem stawał się większy. Gdy byliśmy blisko zobaczyłam, że przy ognisku siedzą bliźniacy, Harry, Ron, Ginny, Dean i Seamus. Wszyscy, którzy coś dla mnie znaczą. Niektórzy nawet trochę więcej niż "coś'.
-Nie jesteście z Dumbledorem?-zapytałam.
-Pozwolił nam przyjechać na jeden dzień-tłumaczył Harry.-Przecież nie moglibyśmy przegapić twojej 18-stki.
Wręczyli mi prezenty, chociaż sama ich obecność była najlepszym prezentem. Byłam równocześnie na nich wściekła, i cieszyłam się, że przyjechali. Jednak, pojechali beze mnie. Pewnie mieli ku temu konkretne powody, ale teraz nie chciałam się tym zajmować. Miałam ochotę, zapomnieć na ten jeden wieczór o świecie z zewnątrz. O wojnie, o rodzicach, który stracili pamięć, o zmarłym Syriuszu. Pamiętam to jakby było wczoraj. Harry nie mógł się otrząsnąć.
Usiedliśmy przy ognisku, smażyliśmy pianki i kiełbaski. Nagle, zauważyłam, że coś wystaje zza ławki Blaisa.
-Blaise, co masz za ławką?-spytałam.
-Co? A nie nic, taki nieudany, głupi pomysł Pansy.
-Wcale nie jest głupi!-oburzyła się ślizgonka.- Jest genialny.
-Czy tylko ja nie wiem o co chodzi?
-No bo Blaise umie...-Pansy nie skończyła.
-Nic, nic nie umiem, dlatego właśnie dajesz mi korki.
-No mów! W końcu mam urodziny.
-Ech, no dobrze-powiedział nareszcie.-Bo Pansy zaproponowała, żebym wziął gitarę i zagrał coś, i najpierw się zgodziłem, ale się trochę wstydzę.
-Umiesz grać na gitarze? Super-powiedziałam i jeszcze bardziej wtuliłam się w Freda.-Możesz coś zagrać.
Mój ciemnoskóry przyjaciel, wziął instrument na kolana, nastroił i zaczął grać. Najpierw zaczął szybkie melodie. Coś w typu Highway to Hell. Dziwnie to brzmiało, kiedy gra się na gitarze klasycznej. Ale i tak podobało mi się. Cieszyło mnie to, że zrobili tak dużo dla mnie. Są na prawdę wspaniali. Najlepsi przyjaciele na świecie.
Fred wstał, powiedział, że za chwilkę przyjdzie i odszedł. Zauważyłam, że wszyscy wymieniają spojrzenia i się uśmiechają. Znowu nie wiedziałam o co chodzi. Blaise po chwili zaczął grać coś , co chyba miało być Smells Like Teen Spirit, Nirvany. Dziwiło mnie, że zna takie piosenki. Mugolskie piosenki. W sumie to ostatnio słuchałam tej muzyki, to może się nauczył przez ten czas, kiedy siedział w Pokoju Prefektów Naczelnych.
Moje rozmyślania przerwało szczekanie. Było coraz bliżej. Przed moimi oczami ukazał się Fred ze smyczą w ręce.
-Niespodzianka!-krzyknął.
-To jest pies-powiedziałam szybko.
-No tak, pomyślałem, że kiedy straciłaś Krzywołapa, przydałoby ci się zwierzątko, tak więc masz mieszańca haskiego. Nazywa się Ozzy.
Wręczył mi smycz, usiadł i czekał na moją reakcję. Przerażenia zmieniło się w radość. Mój nowy piesek jest śliczny. Dowiedziałam się również, że to magiczny szczeniaczek. Zażartowałam, że to Piorun, ale nikt nie wiedział kto to jest. Kucnęłam i popatrzyłam na moje szczęście. Podrapałam go za uchem, a ten padł jak zdechły, z wywalonym jęzorem i "uśmiechem" na mordce. Był bardzo posłuszny. Mimo, że dopiero go dostałam, już na tyle mu ufałam, że spuściłam go ze smyczy, wcześniej tłumacząc jak dla dziecka, że ma być tylko w zasięgu mojego wzroku. Co ciekawe, posłuchał.
Przez resztę wieczoru, do około 1 w nocy siedzieliśmy przy wygasającym ognisku, słuchając Blaisa, jedząc pianki. W końcu postanowiliśmy pójść do Hogwartu. Okryłam się szczelniej bluzą Georga i poszliśmy do zamku. Myślałam, że bliźniacy wrócą do swojego sklepu, ci jednak poszli z nami. Pansy, Draco i Blaise poszli do lochów, Harry,Ron, Dean i Seamus do Wieży Gryffindoru, a ja, Teodor, Fred i George do Pokoju Prefektów Naczelnych. W Pokoju Wspólnym wyczarowałam łóżko dla George, ponieważ Fred uparł się, żeby spać ze mną.
Przebrałam się w piżamę, umyłam zęby i położyłam się. Po chwili przyszedł Fred. Położył się koło mnie i przytulił. Kiedy już prawie zasnęliśmy, ktoś wszedł do pokoju. To był George. Nieprzytomnym głosem spytałam "Co się stało?". To był dziwny widok. Rudzielec stał na środku pokoju, w piżamie w chmurki, z misiem w ręce, mówiąc "Nie mogę zasnąć". Pozwoliłam mu spać z nami. Fred był tak zmęczony, że już dawno spał. Bliźniak położył się z mojej drugiej strony. Po chwili słyszałam chrapanie chłopaków. Nie mogłam tego znieść. Wyszłam z sypialni i położyłam się do łóżka Georga. Spokojnie przespałam całą noc.
Z rana usłyszałam krzyk, przeradzający się w kłótnię. Niechętnie poszłam do mojej sypialni. Na środku stali bliźniacy. Kłócili się o coś. Nie byłam dokładnie pewna o co, ponieważ jest tak wcześnie, że żadne informacje nie trafiają do mojego mózgu.
-Możecie się tak nie drzeć?-spytałam.
Ich oczy od razu przeniosły się na mnie. Zacichli.
-Dziękuje-powiedziałam i wróciłam do łóżka, w Pokoju Wspólnym. Myślę, że nadal patrzą w miejsce, na którym przed chwilą stałam. To musiało dziwnie wyglądać. Dziewczyna w za długich, różowych spodniach w białe serduszka i bluzce, która była od niej o cztery razy większa, przychodzi i prosi o ciszę. Tak, to było dziwne.
Po śniadaniu, poszłam z Teodorem na błonia. Kazał mi założyć strój kąpielowy, bo będziemy się kąpać w jeziorze. Pogoda była na tyle dobra, że była taka możliwość. Kiedy byliśmy na miejscu i moczyliśmy się w wodzie, zauważyłam coś czerwonego na ręce mojego przyjaciela. Szybko chwyciłam jego rękę, i mimo, że się wyrywał nie udało mu się.
-Znowu to zrobiłeś-powiedziałam patrząc w wodę.
-Hermiona, posłuchaj. Jaaa....-nie skończył.
-Miałeś tego nie robić. Obiecałeś!-krzyknęłam ze łzami w oczach.
Wyszłam z wody, opatuliłam się w ręcznik i poszłam do zamku.
Wiem, że krótki. Mam nadzieję, że się spodoba, i że końcówka was zszokuje.
~Panna Weasley
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz