~ ~ ~
Kiedy się obudziłam nie bardzo wiedziałam o co chodzi. Wszyscy leżeli na ziemi a z mojej podłogi wychodził materac. Chociaż to pewnie normalne w świecie czarodziei. Nagle, przypomniałam sobie wczorajszą noc. Wspólne oglądanie filmów, rozmowę z Pansy... No właśnie! Miałam porozmawiać z Blaisem! O Jezu, o co ja go mam zapytać?! Chodziłam po pokoju, ale pomimo, że wszyscy jeszcze spali i tak czułam, że ktoś myśli: Co to za wariatka? Łazi w kółko trzymając się za głowę. Wymyślę coś na poczekaniu.
Nikt oprócz Georga nie spał. Z racji tego, że reszta prefektów poszła do miasta, mieliśmy całe dormitorium dla siebie. Wyczarowaliśmy jedzenie i picie. Kiedy spojrzałam na zegar, zdziwiłam się bo była prawie 14. Zmarnowaliśmy tak dużo dnia! Musiałam odrobić na jutro lekcje, pogadać z Blasiem, pożegnać się z Fredem. Normalnie MASAKRA! Wszyscy mówili, że mam po prostu wyluzować, ale ja nie umiem tak do końca wyluzować, żeby nie wyluzować na maksa, bo kiedy już tak się stanie, to ja nie mogę przestać się wyluzowywać!
Gdy już się uspokoiłam poszłam nakarmić Ozzego. Wyglądał na zmęczonego i wkurzonego. Wygląda na to, że wczoraj zostawiłam go w salonie. Teraz się na mnie obraził. Śmiesznie wyglądał. Wyobraźcie sobie psa, który, kiedy coś do niego mówisz odwraca się od Ciebie i zaczyna skomleć.
Ubraliśmy się, obudziliśmy Georga i wyszliśmy na błonia. Mimo, że było chłodno podobało mi się jak zawsze. Po drodze rozstaliśmy się. Pansy poszła razem z Teodorem, Malfoyem, Blasiem i Georgem do miasta. Weasley musiał iść szybko pilnować interesów. Ja natomiast trzymając za rękę mojego chłopaka ruszyłam w stronę mostu. Tam było tak pięknie. Po kilku minutach byliśmy na miejscu. Usiedliśmy uważając, żeby nie trafić na łamiące się deski. Niektórych już nie było. Siedzieliśmy tak bardzo długo. Rozmawialiśmy i śmialiśmy się aż do zachodu Słońca. Niestety, Fred musiał już wracać. Ciężko było się w nim żegnać, wiedząc, że nie będzie go blisko. Bo wiecie, razem z Georgem wracają do Nory z powodu zbliżającej się wojny. Najpierw byli przeciwni, ale pani Molly ich przekonała. Znaczy to bardziej był rozkaz. Nieważne, wracając do sprawy, nie chciałam się z nim żegnać. To było bardzo trudne. Oboje wiedzieliśmy, że nawet jak zaatakują Hogwart to będę walczyć i nie wiadomo, kiedy się spotkamy. Jeśli się spotkamy.
W drodze powrotnej spotkaliśmy Colina Creeveya. Mówił , że McGonagall chce nam coś powiedzieć. Szybko poszliśmy do Wielkiej Sali. Gdy tylko weszliśmy, profesorka oznajmiła:
-Drodzy uczniowie! Z racji tego, że w Hogwarcie nie jest już bezpiecznie, odsyłamy was do domów.
-Ej, Minerwo-szepnął któryś z nauczycieli.-Powiedz w prost. Dzieciaki muszą wiedzieć co się dzieje na świecie.
-Och, dobrze. No więc dzieci. Jak już wiecie, Czarny Pan się odrodził i zamierza napaść na zamek. Tu naprawdę będziecie w niebezpieczeństwie. Wasi rodzice zostali już poinformowani. Jutro z rana około godziny 12 powozy będą na was czekać pod szkołą. Przykro mi. A teraz możecie zjeść kolację.
Mi było smutno, że nie zobaczę się z rodzicami, ale Fred raczej się cieszył. Mówił, że będę mogła przyjechać do Nory. Ja jednak, wolałabym pojechać do mojego rodzinnego domu. Zasmucił się, ale obiecałam, że będę go odwiedzać i trochę się rozchmurzył. Spokojnie zjedliśmy kolację i ruszyliśmy do wyjścia z Hogwartu. Mój chłopak musiał już wracać.
-Masz na siebie uważać-powiedziałam i dałam mu buziaka.-Kiedy wrócisz masz mi dać znać, jasne?!
-Jasne, jasne-uśmiechną się tak jak to on umie, uroczo a zarazem sarkastycznie.
-Ej, ja mówię poważnie, martwię się o ciebie.
-Wiem, wiem-powiedział i mnie przytulił.-Do zobaczenia, kochanie.
-Cześć, Kotku-nie lubił jak tak mówiłam, więc zrobiłam to specjalnie. On tylko przewrócił oczami i jeszcze raz mnie przytulił. Chciałam jak najbardziej przeciągać tą chwilę, niestety odciągnęli mnie Draco i Blaise. Jeden wziął mnie za ręce, a drugi za nogi.
-Hermiona, nie chcesz może POGADAĆ z jednym z nas?-spytał Malfoy.
-Co? Nie, a cze.....aaaa tak, Blaise muszę z tobą pogadać-Draco chyba też wiedział, że Pansy podoba się Blaise.
-No, to ja idę. Paa-i zadowolony z siebie blondyn odszedł w stronę lochów.
-To o czym chcesz porozmawiać?-spytał ślizgon.
-Słyszałam, że chcesz zerwać z Ginny, nie mylę się?
-Masz rację, chcę.
-A masz jakieś konkretne powody? Nie wiem, jakaś inna dziewczyna, czy coś?
-A co? Chcesz zająć jej miejsce?-zaśmiał się.
-Nieee, ja już mam chłopaka. Po prostu znam taką osobę, której się podobasz.
-Tak? A kogo?
-A taka tak, znajoma-musiałam się powstrzymać od krzyknięcia, że Pansy się w nim zakochała.
-Uuu, no wiesz a ładna jest?
-Piękna, zielone oczy, długie ,ciemne włosy i jest szczupła.
-Chętnie bym ją poznał, gdyby nie to, że już mi się jedne podoba.
-Tak?! Powiesz mi kto to?
-Dobra. No..to jest..Pansy.
-Serio? Ooo, to takie słodkie!-krzyknęłam.
-Miona! Ja cię kocham, ale weź się zamknij bo jeszcze będą nam kazali na koniec pomagać sprzątać Filchowi.
-Haha, przepraszam.
-No i co ja mam robić?
-Ja uważam, że powinieneś powiedzieć dla Pans, że ci się podoba.
-A co jeśli mnie odrzuci?
-Nie odrzuci, wiem to.
I po ty rozeszliśmy się do pokoi. Kiedy tylko weszłam, od razu usłyszałam chrapanie Erniego. Nie mogłam zrozumieć jak Hanna go wytrzymuje. Na szczęście ściany mojego pokoju są dźwiękoszczelne. Szybko przebrałam się w piżamę i skoczyłam pod kołdrę. Chwilę później obok mnie leżał Ozzy, tym razem go wpuściłam. Gdy tylko przyłożyłam głowę do poduszki zasnęłam. Śnili mi się moi przyjaciele. Pansy chodziła z Blaisem, Harry siedział na błoniach z Penelopą a Fred trzymał za rękę Lavender. Chwila co?! Co ta głupia dziewucha sobie myśli?! Jak zaraz do nich podejdę, jak im wygarnę to mnie popamiętają a w szczególności Weasley. Kiedy już chciałam do nich ruszać ktoś mnie przytrzymał.
-Puść mnie!-krzyczałam.
-Nie wierzgaj tak, bo się spocisz.
Rozpoznałam ten głos. Ten sam zimny, oschły głos.
-Malfoy, jak mnie zaraz nie puścisz to jeszcze ty oberwiesz!
-Spokojnie, kochanie.
-Co? Jakie kochanie?!
-No jak to? Nie pamiętasz? Chodzimy ze sobą od kilku tygodni.
Co proszę? Po 1. Jak mogłam zapomnieć coś takiego? Po 2. Dlaczego nie chodzę już z Fredem? Po 3. Dlaczego spotykam się z Draco? Musiałam się tego dowiedzieć.
-Dlaczego nie chodzę już z Fredem?
-Uznałaś, że za mało czasu spędzacie razem, on pojechał do Nory, ty zostałaś w Hogwarcie i nie wiedziałaś czy spotyka się z kimś innym. No i też dlatego, i pewnie dlatego, że George powiedział ci, że w okół Freda kręci się taka laska z sąsiedztwa a on jej nie ignoruje.
-Oo, to wszystko wyjaśnia.
I kiedy Draco chciał mnie pocałować sceneria się zmieniła. Byłam w Zakazanym Lesie na polanie. Często przychodziłam tam z Teodorem. Tylko tym razem on leżał na niej w bezruchu. Obok niego leżała jego połamana różdżka. Gdy tylko do niego podbiegłam zobaczyłam na jego ciele wiele głębokich ran. Od razu wiedziałam, że to było wynikiem czaru Sectumsempra. Niestety nie miałam zielonego pojęcia jakie jest zaklęcie uzdrawiające. Jedyne co zdołał powiedzieć to "Nie okazuj tego co czujesz, powiedz, że wyjechałem. Pamiętaj, że cię kocham" i po tych słowach zmarł na moich kolanach. Nie mogłam powstrzymać łez. Wiedziałam, że to tylko sen, ale czułam, że mam mokrą od łez poduszkę. Szybko wstałam (to jest już po tym jak się obudziłam) i pobiegłam do pokoju Teodora.
-Co się stało?-zapytał bardzo zaspanym głosem. Kiedy zobaczył moje zaszklone oczy i mokre policzki, zerwał się z łóżka i do mnie podszedł. -Mionka, co się stało?!
-Nic, musiałam sprawdzić czy nic ci się nie stało-powiedziałam i się do niego przytuliłam.
-..nic ci się...Co? O czym ty mówisz?
-No może to trochę głupio zabrzmi, ale miałam koszmar gdzie widziałam ciebie jak leżysz cały zakrwawiony i musiałam sprawdzić czy żyjesz.
-Spokojnie, to był tylko sen. Chcesz ze mną dzisiaj spać?
W odpowiedzi tylko kiwnęłam głową. Resztę nocy przespałam spokojnie.
Hej! Mam nadzieję, że wam się spodoba bo mi nie za bardzo. Jak pewnie zauważyliście zmieniło się tło na blogu. Niestety powciskałam kilka przycisków za dużo no i stało się. Jeśli chcecie mogę załatwić inne tło, ale jak wam się to podoba to napiszcie w komentarzu.
~Panna Weasley :>
W drodze powrotnej spotkaliśmy Colina Creeveya. Mówił , że McGonagall chce nam coś powiedzieć. Szybko poszliśmy do Wielkiej Sali. Gdy tylko weszliśmy, profesorka oznajmiła:
-Drodzy uczniowie! Z racji tego, że w Hogwarcie nie jest już bezpiecznie, odsyłamy was do domów.
-Ej, Minerwo-szepnął któryś z nauczycieli.-Powiedz w prost. Dzieciaki muszą wiedzieć co się dzieje na świecie.
-Och, dobrze. No więc dzieci. Jak już wiecie, Czarny Pan się odrodził i zamierza napaść na zamek. Tu naprawdę będziecie w niebezpieczeństwie. Wasi rodzice zostali już poinformowani. Jutro z rana około godziny 12 powozy będą na was czekać pod szkołą. Przykro mi. A teraz możecie zjeść kolację.
Mi było smutno, że nie zobaczę się z rodzicami, ale Fred raczej się cieszył. Mówił, że będę mogła przyjechać do Nory. Ja jednak, wolałabym pojechać do mojego rodzinnego domu. Zasmucił się, ale obiecałam, że będę go odwiedzać i trochę się rozchmurzył. Spokojnie zjedliśmy kolację i ruszyliśmy do wyjścia z Hogwartu. Mój chłopak musiał już wracać.
-Masz na siebie uważać-powiedziałam i dałam mu buziaka.-Kiedy wrócisz masz mi dać znać, jasne?!
-Jasne, jasne-uśmiechną się tak jak to on umie, uroczo a zarazem sarkastycznie.
-Ej, ja mówię poważnie, martwię się o ciebie.
-Wiem, wiem-powiedział i mnie przytulił.-Do zobaczenia, kochanie.
-Cześć, Kotku-nie lubił jak tak mówiłam, więc zrobiłam to specjalnie. On tylko przewrócił oczami i jeszcze raz mnie przytulił. Chciałam jak najbardziej przeciągać tą chwilę, niestety odciągnęli mnie Draco i Blaise. Jeden wziął mnie za ręce, a drugi za nogi.
-Hermiona, nie chcesz może POGADAĆ z jednym z nas?-spytał Malfoy.
-Co? Nie, a cze.....aaaa tak, Blaise muszę z tobą pogadać-Draco chyba też wiedział, że Pansy podoba się Blaise.
-No, to ja idę. Paa-i zadowolony z siebie blondyn odszedł w stronę lochów.
-To o czym chcesz porozmawiać?-spytał ślizgon.
-Słyszałam, że chcesz zerwać z Ginny, nie mylę się?
-Masz rację, chcę.
-A masz jakieś konkretne powody? Nie wiem, jakaś inna dziewczyna, czy coś?
-A co? Chcesz zająć jej miejsce?-zaśmiał się.
-Nieee, ja już mam chłopaka. Po prostu znam taką osobę, której się podobasz.
-Tak? A kogo?
-A taka tak, znajoma-musiałam się powstrzymać od krzyknięcia, że Pansy się w nim zakochała.
-Uuu, no wiesz a ładna jest?
-Piękna, zielone oczy, długie ,ciemne włosy i jest szczupła.
-Chętnie bym ją poznał, gdyby nie to, że już mi się jedne podoba.
-Tak?! Powiesz mi kto to?
-Dobra. No..to jest..Pansy.
-Serio? Ooo, to takie słodkie!-krzyknęłam.
-Miona! Ja cię kocham, ale weź się zamknij bo jeszcze będą nam kazali na koniec pomagać sprzątać Filchowi.
-Haha, przepraszam.
-No i co ja mam robić?
-Ja uważam, że powinieneś powiedzieć dla Pans, że ci się podoba.
-A co jeśli mnie odrzuci?
-Nie odrzuci, wiem to.
I po ty rozeszliśmy się do pokoi. Kiedy tylko weszłam, od razu usłyszałam chrapanie Erniego. Nie mogłam zrozumieć jak Hanna go wytrzymuje. Na szczęście ściany mojego pokoju są dźwiękoszczelne. Szybko przebrałam się w piżamę i skoczyłam pod kołdrę. Chwilę później obok mnie leżał Ozzy, tym razem go wpuściłam. Gdy tylko przyłożyłam głowę do poduszki zasnęłam. Śnili mi się moi przyjaciele. Pansy chodziła z Blaisem, Harry siedział na błoniach z Penelopą a Fred trzymał za rękę Lavender. Chwila co?! Co ta głupia dziewucha sobie myśli?! Jak zaraz do nich podejdę, jak im wygarnę to mnie popamiętają a w szczególności Weasley. Kiedy już chciałam do nich ruszać ktoś mnie przytrzymał.
-Puść mnie!-krzyczałam.
-Nie wierzgaj tak, bo się spocisz.
Rozpoznałam ten głos. Ten sam zimny, oschły głos.
-Malfoy, jak mnie zaraz nie puścisz to jeszcze ty oberwiesz!
-Spokojnie, kochanie.
-Co? Jakie kochanie?!
-No jak to? Nie pamiętasz? Chodzimy ze sobą od kilku tygodni.
Co proszę? Po 1. Jak mogłam zapomnieć coś takiego? Po 2. Dlaczego nie chodzę już z Fredem? Po 3. Dlaczego spotykam się z Draco? Musiałam się tego dowiedzieć.
-Dlaczego nie chodzę już z Fredem?
-Uznałaś, że za mało czasu spędzacie razem, on pojechał do Nory, ty zostałaś w Hogwarcie i nie wiedziałaś czy spotyka się z kimś innym. No i też dlatego, i pewnie dlatego, że George powiedział ci, że w okół Freda kręci się taka laska z sąsiedztwa a on jej nie ignoruje.
-Oo, to wszystko wyjaśnia.
I kiedy Draco chciał mnie pocałować sceneria się zmieniła. Byłam w Zakazanym Lesie na polanie. Często przychodziłam tam z Teodorem. Tylko tym razem on leżał na niej w bezruchu. Obok niego leżała jego połamana różdżka. Gdy tylko do niego podbiegłam zobaczyłam na jego ciele wiele głębokich ran. Od razu wiedziałam, że to było wynikiem czaru Sectumsempra. Niestety nie miałam zielonego pojęcia jakie jest zaklęcie uzdrawiające. Jedyne co zdołał powiedzieć to "Nie okazuj tego co czujesz, powiedz, że wyjechałem. Pamiętaj, że cię kocham" i po tych słowach zmarł na moich kolanach. Nie mogłam powstrzymać łez. Wiedziałam, że to tylko sen, ale czułam, że mam mokrą od łez poduszkę. Szybko wstałam (to jest już po tym jak się obudziłam) i pobiegłam do pokoju Teodora.
-Co się stało?-zapytał bardzo zaspanym głosem. Kiedy zobaczył moje zaszklone oczy i mokre policzki, zerwał się z łóżka i do mnie podszedł. -Mionka, co się stało?!
-Nic, musiałam sprawdzić czy nic ci się nie stało-powiedziałam i się do niego przytuliłam.
-..nic ci się...Co? O czym ty mówisz?
-No może to trochę głupio zabrzmi, ale miałam koszmar gdzie widziałam ciebie jak leżysz cały zakrwawiony i musiałam sprawdzić czy żyjesz.
-Spokojnie, to był tylko sen. Chcesz ze mną dzisiaj spać?
W odpowiedzi tylko kiwnęłam głową. Resztę nocy przespałam spokojnie.
Hej! Mam nadzieję, że wam się spodoba bo mi nie za bardzo. Jak pewnie zauważyliście zmieniło się tło na blogu. Niestety powciskałam kilka przycisków za dużo no i stało się. Jeśli chcecie mogę załatwić inne tło, ale jak wam się to podoba to napiszcie w komentarzu.
~Panna Weasley :>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz