Dlaczego zawsze, gdy jest idealnie musi się coś zepsuć?! Powtarzam sobie to pytanie już od ponad 2 godzin i nadal nie znam odpowiedzi.
Siedzimy wszyscy w wagonie Prefektów Naczelnych- ja, Teo, Hanna i Ernie. Przez większość podróży czytałam, spałam i bawiłam się na siedzeniu z Ozzym. Katherina była już w drodze do Włoch. Na stacji pewnie czekała na nią moja ciotka. Może to i lepiej. Z mną nie byłaby bezpieczna. Przecież nawet nie skończyliśmy szkoły. Prof. McGonagall z samego rana przyszła do nas i kazała się szybko pakować i zejść z kuframi do Wielkiej Sali. To nie było takie proste, sądząc po tym ,że garderobę miałam większą niż Pokój Wspólny. Miałam chyba z 12 walizek i gdyby nie Teodor, Draco i Blaise to bym nigdy ich nie zniosła.
Postanowiliśmy z Teo, że przez pewien czas będzie mieszkał ze mną. Mam duży dom więc się pomieścimy.
Moja opiekunka powiedziała, że pod żadnym pozorem mamy nie wracać na wojnę do Hogwartu. To jest pewnie, że i tak tam pojadę. Przecież ktoś musi im pomóc.
Właśnie dojeżdżaliśmy na stację. Na szczęście istnieje zaklęcie zmniejszające. Spakowałam wszystkie pomniejszone walizki do torebki i przeszłam przez peron 9 i 3/4. Możliwe, że widzę go po raz ostatni. Wracając do tematu, wyszłam ze stacji i razem z Teodorem ruszyłam w stronę przystanku autobusowego.Właśnie nadjeżdżał nasz numer. Szybko wskoczyliśmy do pojazdu i usiedliśmy na wolne miejsca. Już chwilę później byliśmy około 1 kilometra od domu. Gdy dotarliśmy zastaliśmy stary, prawie zawalający się budynek. Jednym ruchem różdżki go odnowiłam. Przed nami stał teraz błękitno-biały dość duży domek. Gdy tylko weszliśmy poczułam przyjemny zapach cynamonu. Pamiętam jak moja mama zawsze po powrocie z pracy piekła ciasteczka cynamonowe. Kiedy przechodziłam przez kuchnię przypominało mi się jak kilka lat temu razem z tatą próbowaliśmy zrobić mamie kolację bo źle się czuła. Skończyło się na tym, że cały pokój był w mące i sosie od spaghetti. Uśmiechnęłam się. Wspomnienia przelatywały mi przed oczami jak film.
Pokazałam Teosiowi jego pokój i poszłam się odświeżyć. Nalałam do wanny wody i płynu o zapachu lawendy. Zapaliłam świeczki i weszłam. Kiedy zamknęłam oczy, pomyślałam o tym co się stanie jak Voldemort zyska siły, zrobiło mi się okropnie smutno. Pewnie już bym płakała ale przyrzekłam sobie, że już nigdy więcej tego nie zrobię. Leżałam tak jeszcze około godziny i w końcu wyszłam. Przebrałam się w dresy i luźną bluzkę i zeszłam na dół. Zobaczyłam, że Teodor próbuje zrobić naleśniki co chwila patrząc w mój zeszyt z przepisami. Był cały obsypany mąką a w powietrzu unosił się zapach spalenizny. Nad patelnią wznosił się czarny dym. Po chwili mój przyjaciel mnie zauważył i uśmiechnął się niewinnie. Podeszłam do okna i otworzyłam je na oścież, by dym mógł swobodnie wylecieć. Zabrałam patelnie od Teodora i zręcznym ruchem ręki podrzuciłam naleśnika. Powiedział, że muszę go tego nauczyć. Zaśmiałam się i skończyłam smażyć. Po kilku minutach wyjęłam dżem i nutellę i zaczęliśmy jeść. Było przy tym sporo zabawy. Miałam cały nos w czekoladzie. Przez ten czas wyschły mi włosy. Wzięłam smycz i wyszłam z psem na spacer.
Poszłam do parku, w którym kiedyś często spotykałam się z przyjaciółmi. Nagle, Ozzy zerwał się ze smyczy i pobiegł w stronę innego psa, który jak zauważyłam również uciekł właścicielowi. Na szyi miał różową obrożę, więc domyśliłam się, że to sunia. Od razu zaczęli się ganiać. Chwilę później podbiegł do mnie przystojny brunet.
-To twój pies?-zapytał zdyszany.
-Tak, ten husky.
-Haha, no to widzisz, mamy problem. Ja też mam huskiego.
-No rzeczywiście.
-Czy my się nie znamy?-zapytał nagle.
-Nie wiem, a jak się nazywasz?
-Jake Arron. A ty Hermiona Granger?
-Taak, skąd wiesz?
-Serio mnie nie pamiętasz? Nie pamiętasz jak razem przychodziliśmy do parku się bawić i jak wracaliśmy do domu cali brudni?
-Jake? To na prawdę ty?
-We własnej osobie!
-O mój Boże! Ile to już lat minęło? Z 10?
-Przynajmniej! Ale długo cię nie było. Pamiętam jakby to było wczoraj jak widziałem cię w samochodzie twoich rodziców. Miałaś 11 lat. A pamiętasz jak leżeliśmy na parkingu przed moim domem i jak patrzyliśmy w gwiazdy? Mówiłaś, że to jest takie...
-...romantyczne-dokończyłam.
-Właśnie. Czyli jednak coś pamiętasz.
-No trochę. Zrobiłeś sobie kolczyki!
-Taa. Rodziców to wkurzyło i się wyprowadzili.
-Hermiona! Jezu, szukam cię po całym parku-to Teodor właśnie do nas podbiegł.
-Nie potrzebnie, i tak zaraz wracam.
-To twój...chłopak?-spytał Jake.
-Co? Nie, przyjaciel. Chłopak jest daleko. Za niedługo się może spotkamy.
-Już chłopaka ma. Jak ty wyrosłaś! Jeszcze niedawno mówiłaś, że to ohydne i, że ty nigdy się nie zakochasz.
-Eee, czyli się znacie?-spytał Teodor.
-Tak, to jest mój przyjaciel z czasów, kiedy jeszcze nie chodziłam do Hog...-zacięłam się. Przecież nie mogłam mu powiedzieć o Hogwarcie. - ...szkoły. Tak do szkoły.
-Przecież na naszym osiedlu też jest szkoła.
-Tak, ale ta była, jak to powiedzieć, specjalna.
-Spoko, Dobra będę leciał, musimy się jeszcze spotkać. Dasz mi swój numer?
-Jasne.
I po tym poszliśmy w swoją stronę. Przez całą drogę opowiadałam Teodorowi jak to w czasach, kiedy byliśmy dziećmi się spotykaliśmy. Nie mogłam powstrzymać śmiechu, gdy o tym opowiadałam. Powiedziałam mu też, że jest o 2 lata starszy. Wspominałam jak razem się bawiliśmy. Zrobiło mi się tak jakby ciepło w środku. Dopiero teraz zauważyłam jak bardzo mi go brakowało. Kiedyś nie potrafiłam spędzić bez niego jednego dnia a przez te 7 lat nie widywałam go w ogóle.
Kiedy byliśmy już w domu, wykąpałam się, zjadłam lody i poszłam do pokoju. To był zarazem wspaniały ale i okropny dzień. Spotkałam mojego najlepszego przyjaciela ale wróciłam z Hogwartu.
Około 23 przyszedł Teodor. W ręce miał dwa kieliszki i czerwone wino. Poszliśmy do salonu i otworzyliśmy napój. Całą noc gadaliśmy o mojej przeszłości. Chciałam też, żeby opowiedział mi trochę o sobie.
-Kiedy byłem mały moi rodzice już należeli do śmierciożerców. Jednak to nie oddaliło nas od siebie. Mówili mi, że nie pozwolą mi przyłączyć się do nich. Sami byli tam z przymusu. Często chodziliśmy na spacery i razem się bawiliśmy. Jednak, kiedy ojciec zmarł, mama stała się zimna, oziębła. Prawie wcale ze mną nie gadała. Nie przychodziła na posiłki, a na pociąg odwoziły mnie skrzaty domowe. Czułem się, jakby mnie nie zauważała. Niedawno postanowiła zacząć żyć normalnie. Rozmawialiśmy , jedliśmy razem było tak jak dawniej. Została przyłapana na pomaganie Potterowi. Zatrzymała go u nas w domu. Mi kazała uciekać. Nie mogłem się jej przeciwstawić. Harry szybko się teleportował. W oknie zobaczyłem zielone światło. Kiedy pobiegłem do domu widziałem tylko moją mamę leżącą na ziemi obok łóżka z różdżką w ręce.
Położyłam mu rękę na ramieniu i przytuliłam go. Po paru minutach poszliśmy spać.
Witam! Mam nadzieję, że was wystarczająco zaskoczyłam. I znowu pojawił się ktoś nowy. Myślę, że może wam się spodobać, ale wiecie, każdy ma inny gust. Nie chcę nic zdradzać, ale niestety za niedługo koniec. Może jeszcze 3-4 rozdziały i to będzie nasz 1 The End! Mam nadzieję, że zostaniecie ze mną przy następnym opowiadaniu, które będzie o....tutututuutut....Dramione! Lub kimś innym. Ale kocham ten parring, więc pewnie będzie o nich. Zdradzę wam, że już zaczynam myśleć o czym będzie. Ale się rozpisałam. Koniec! :)
~Panna Weasley <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz