~~Taka króciutka notka ode mnie. Przepraszam za to, że długo mnie nie było. Obiecuję poprawę. Miłej lektury :) / Panna Malfoy~~
Hermiona tego dnia była inna niż zwykle. Mniej precyzyjna, bardziej zaspana i zbyt roztrzepana jak na siebie. Niegdyś jej śliczne fale pokrywające jej połowę twarzy zmieniły się w nieustraszone, nieujarzmione loki o jeszcze większej objętości. Gdy przyjechała na peron, którym jeździła co roku do szkoły, przypomniała sobie o tym, że połowę rzeczy zostawiła w domu. Jedno się nie zmieniło. Jej punktualność. Zawsze miała pół godziny zapasu więc spokojnie wróciła do domu i zabrała drugi kufer.
Przedział, w którym siedziała przez większość czasu był pusty. Pod koniec podróży dosiadła się jakaś dziewczyna, ale była zbyt zapatrzona w mugolski telefon, więc nie zwracała uwagi na Hermionę. Szatynka od razu ją rozpoznała. To była Amelie Martinez z 3 roku.
Przez ostatni rok Hermiona stała się szarą myszką. Poluzowała kontakty z przyjaciółmi oraz z innymi starymi znajomymi. Lecz przez ostatnie dni czuła na sobie obcy wzrok. Za każdym razem gdy ktoś na nią patrzył przeszywał ją dreszcz, ale to uczucie było inne. Były one o wiele mocniejsze. Hermiona postanowiła, że od jutra rozpocznie poszukiwania tajemniczej osoby, która ukradkiem patrzy się na nią.
Zaraz po uczcie dziewczyna poszła wziąć kąpiel. Musiała pomyśleć nad wszystkim. Uwielbiała leżeć pod wodą. Co 2 minuty wynurzała się by zaczerpnąć powietrza. Cisza, która ją otaczała była nietypowa. Zbyt monotonna. Od dawna Hermiona chciała zmienić coś w swoim życiu. Lecz dopiero teraz poczuła, że to ten moment. To właśnie teraz miała odmienić życie na nowe, lepsze.
Dziewczyna obudziła się w skrzydle szpitalnym. Nie miała pojęcia co się stało i jak tu trafiła. Jedyne co była w stanie zobaczyć to zegar wskazujący godzinę siódmą dwadzieścia. Co chwilę ktoś wchodził i wychodził z pomieszczenia. Nagle ktoś stanął przy jej łóżku. Był to Ronald Weasley.
- Nie myślałem, że byłabyś do tego zdolna. - wyszeptał.
- Słucham? Co masz na myśli?
- Naprawdę musiałaś to robić w ten sposób. Beznadziejne.
- Nie mam pojęcia o czym mówisz!
- Posłuchaj, mogłabyś chociaż oszczędzić sobie tą szopkę. Nie myślałaś chyba, że nikt nie wejdzie do łaźni?
- O czym ty do mnie mówisz?! Co się w ogóle stało.
- Chciałaś się utopić. Ktoś widział jak mówisz Hannie o tym jaki to ja jestem beznadziejny, jak to twoje życie jest złe. Myślałaś, że się o tym nie dowiem jeżeli to się nie uda?
- Co? Kto ci o tym powiedział?!
- Czyli to prawda...wiedziałem. Jesteś okropna...
I rudzielec wyszedł ze skrzydła. Hermiona była załamana. Nie wiedziała o co tu chodzi. Przecież ona nie chciała sobie nic zrobić. Ron od dawna się jej podobał. Po tym co jej powiedział nie była w stanie sobie wyobrazić kolejnych lekcji bez wzajemnych pogaduszek. To było straszne...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz