Muzyka

sobota, 31 grudnia 2016

Kiss for luck #0 | Nice Party, czyli prolog

 Uwaaaga! Jakoś dostałam weny i stwierdziłam, że zacznę pisać nowe opowiadanie. To raczej będzie Blamoine. Ale ostrzegam, coś mi obiło więc może być głupie xD.
 ZAPRASZAM :D
.................................................................................................................................................

   To był piękny i ciepły dzień. 16 letnia Hermiona wstała jak zwykle w wakacje o 9. Założyła kapcie i zeszła do kuchni. Na blacie zastała karteczkę od jej mamy:
Nie chcieliśmy Cię budzić, 
pojechaliśmy na lotnisko.
Do zobaczenia za dwa tygodnie, Kochamy Cię    
   Państwo Granger polecieli do Grecji. Dziewczyna miała dwa tygodnie dla siebie. Od czasu do czasu, będzie do niej przyjeżdżać babcia i sprawdzać czy wszystko jest w porządku. 
   Zaspana Hermiona, wolnym krokiem podeszła do lodówki i wyciągnęła kurczaka z wczorajszej kolacji. Podgrzała go w mikrofali po czym usiadła z talerzem na kanapie. Zjadła go szybko i wróciła do pokoju. Zamierzała spędzić resztę dnia w łóżku oglądając filmy, ale oczywiście coś musiało popsuć jej plany. 
  Szybko wkładając szlafrok i przyczesując włosy, Hermiona zbiegła do drzwi wejściowych. Za nimi zobaczyła swoje dwie przyjaciółki. 
-Sophie? Olivia? Co wy tu robicie? - pyta przytulając każdą. 
-No jak to co, dowiedziałyśmy się, że wróciłaś i, że rodziców nie ma, to przyszłyśmy - powiedziała Sophie. 
Dziewczyny były z bogatych domów, ale to nie zmieniło ich zachowania. Sophie to wysoka brunetka o pięknych, zielonych oczach a Olivia jest niską blondynką o brązowych oczach. Z Hermioną znają się bardzo długo, ponieważ chodziły do jednego przedszkola. 
-Słuchaj, rodzice jadą w góry na dwa dni więc robię dzisiaj imprezkę - mówiła Olivia. - I, uwaga, uwaga, będzie na niej taki mega przystojny chłopak i stwierdziłyśmy, że będzie idealny dla ciebie, więc musisz przyjść!
-No dobra, to chodźcie pomożecie mi wybrać w co się ubiorę! - powiedziała i poszła z przyjaciółkami do pokoju. 
  Kiedy przeszukały już całą szafę i straciły nadzieję na idealne ubranie na wieczór, zobaczyły, że w kącie leży pudełko z napisem 'zestaw na wyjątkową okazję'. Dziewczyny otworzyły je i od razu wiedziały, że Hermiona musi to dzisiaj założyć. 
  Po około 3 godzinach, Granger była już gotowa. Miała lekki makijaż, wyprostowane włosy i idealny komplet. Impreza zaczynała się dopiero o 18 więc miały czas, żeby pójść do Sophie i Olivii, żeby te się przygotowały. Dziewczyny ubrały się równie pięknie co Hermiona (Olivia, Sophie).  Nim się obejrzały zaczęli się schodzić pierwsi goście. W większości były to osoby, które Gryfonka znała. Witały się z każdym po kolei, do czasu, kiedy Granger została od nich odciągnięta. Wszyscy prosili, żeby zrobiła swoje słynne koktajle więc nie miała wyboru. Skończyła dopiero po godzinie. W tym czasie wszyscy zdążyli już przyjść. Wyszła do ogrodu, skąd można było usłyszeć grę na gitarze oraz skwierczenie drewna w ognisku. Po chwili, Hermiona usłyszała piękny śpiew chłopaka. Miała wrażenie, że gdzieś już go słyszała. Podeszła bliżej ognia i usiadła obok Olivii.
-Co to za chłopak? - spytała Miona.
-To właśnie ten idealny dla ciebie! Właśnie miałam iść cię szukać, zaraz was ze sobą poznam, tylko skończy piosenkę. 
   Hermiona nadal nie widziała jego twarzy, ponieważ wszyscy zgromadzili się wokół niego. Po chwili, rozeszli się a Granger z przyjaciółką mogły w końcu podejść do chłopaka. 
-Hej, Olivia - powiedział chłopak.
-Hej, Diable, to jest właśnie Hermiona - powiedziała, po czym odsunęła się na bok pozwalając nastolatkom się zobaczyć.
-Zabini? - powiedziała Gryfonka.
-Granger? A co ty tutaj robisz? - odpowiedział. 
-Przyszłam na imprezę do przyjaciółki, ale dziwi mnie co ty tu robisz?
-Olivia powiedziała, że będzie 'dziewczyna idealna dla mnie' to przyszedłem. 
-Dziwne, mi powiedziała prawie to samo.  
-Eeee, czyli się znacie? - spytała niepewnie blondynka. 
-Taa, jak widać - powiedzieli równocześnie. 
-Chodzimy do jednej szkoły - powiedziała Hermiona nie odrywając wzroku od Blaisa. 
Olivii jednak już nie było. Granger nie bardzo wiedziała co ma teraz zrobić, podobnie jak Zabini. Po chwili usiedli i patrzyli w ogień. 
-Kurcze, Blaise wymyśl coś, powiedz cokolwiek! - krzyczał głos wewnętrzny Ślizgona. 
-Too, jak tam wakacje? - powiedział w końcu.
-Nawet dobrze, trochę szkoda, że zostały tylko dwa tygodnie. 
-Taa, ja to się tam trochę stęskniłem za Hogwartem. 
-Ja w sumie też. 
-O nie...-powiedział cicho z szeroko otwartymi oczami.
-Co się stało?
-Zapomniałem zarezerwować hotel.
-Hotel? - Hermiona była wyraźnie zdziwiona. 
-Tak hotel. Dzisiaj przyjechałem do Wielkiej Brytanii i teraz mnie nigdzie nie przyjmą. 
-Możesz spać u mnie - powiedziała zanim ugryzła się w język.
-A to nie będzie kłopot dla rodziców?
-Wyjechali na dwa tygodnie więc luz. 
   Rozmawiali tak jeszcze przez kilka godzin, z przerwami na tańce, jedzenie lub 'koncerty' Blaisa. 
Po skończonej imprezie o godzinie 3, ludzie zaczęli się powoli rozchodzić. To samo uczynili uczniowie Hogwartu. Wolnym krokiem szli w stronę domu Hermiony. Kiedy byli już na miejscu, usiedli wygodnie na kanapie. 
-Zapomniałem ci powiedzieć, że ślicznie wyglądasz. 
-Dziękuję - odpowiedziała lekko zaróżowiona dziewczyna. 
Blaise zaczął rozglądać się po pokoju. Jego wzrok przystanął na szafce w książkami i albumami rodzinnymi. Szybko wstał  i podszedł do regału biorąc jeden z albumów. Popatrzył na Hermionę wzrokiem mówiącym 'mogę?'. Dziewczyna przytaknęła i poklepała ręką miejsce na kanapie obok siebie. Zdziwiła się, że tak szybko rozluźniła się w towarzystwie chłopaka. Czuła jakby znali się już wcześniej. Tak samo myślał Blaise. 
   Otworzyli album na pierwszej stronie gdzie było zdjęcie małej Hermiony ubrudzonej tortem czekoladowym. Chłopak szczerze się zaśmiał. Po kilku następnych stronach zobaczyli wyjątkowe zdjęcie. Byli na nim Miona i chłopiec w mniej więcej tym samym wieku co ona. 
-Wiesz kto to jest?- spytał przerażony Blaise. 
-Wiem tylko tyle, że się z nim przyjaźniłam w dzieciństwie. A co?
-Mam takie samo zdjęcie w domu. 
Patrzyli na siebie przez kilka sekund. Nie wiedzieli co powiedzieć. Hermiona nie mogła uwierzyć, że jej przyjacielem może okazać się chłopak ze Slytherinu. 
-Hermiono, chyba jesteś moją zaginioną najlepszą przyjaciółką - oznajmił ze szczęściem wymalowanym na twarzy, próbując to ukryć
 Dziewczyna jednak nie trudziła się i nie ukrywała radości. Zaczęła się śmiać i w końcu przytuliła Blaisa. 
-Gdzieś ty był przez tyle czasu przyjacielu? - spytała nie odrywając się od jego szyi.
-Praktycznie przy tobie, skarb. 


Omg, zaczynam nowe opowiadanie, Mam nadzieję, że się spodobało Skarby <3

~Panna Weasley 


wtorek, 5 lipca 2016

24 Epilog

No więc, Hej. Jak tak teraz to piszę a jest dokładnie 23.34, to w sumie nie wiem czy chcę już kończyć Fremione. Znaczy, chcę też zacząć następny parring ale trudno się będzie rozstać z Fredem :(. Mam nadzieję, że opowiadanie się podobało. 
                                                                             ~ ~ ~
   *8 i 1/2 miesiąca później*
-Aaaaaaa!-mój krzyk roznosił się chyba po całym Mungu.
-O Boże, O Boże. Hermiona, jak się czujesz?! Bardzo cię boli ? O Jezu!-Fred był chyba bardziej zdenerwowany nić ja. Co jest dziwne, bo to nie on leży na łóżku szpitalnym, i to nie jemu rodzi się dziecko! Chociaż, pod pewnym względem jemu, no ale wiecie o co mi chodzi!
-Fred!-złapałam go za koszulę.-Posłuchaj mnie teraz uważnie. Nigdy więcej nie chcę rodzić. Jasne?!
-Jasne, kochanie, jasne!-powiedział nadal zdenerwowany.
I właśnie wtedy wjechałam na salę, gdzie on nie mógł wejść.
   *około 9 godzin później*
-No co tak długo?!-pytał Fred wychodzącą z mojej sali pielęgniarkę.
-Spokojnie, panie Weasley, jedno już za nami-powiedziała i uśmiechnęła się.
-"Jedno już za nami..." O Jezu. Bliźniaki.
-Ej stary to chyba rodzinne-powiedział George.
-Taa.
Na oddział właśnie wbiegli Pansy, Blaise i Draco. Blondyn trzymał w rękach niebieskie i różowe baloniki, Zabini wielkiego misia a moja przyjaciółka niewielką, ozdobną karteczkę.
Po chwili, z sali wyszedł doktor i poinformował wszystkich, że mogą wejść. Tak się rzucili, że utknęli w drzwiach. W końcu dostali się do środka. Na rękach trzymałam małego Tobiego i Rosalie.
-Jakie słodziaki-powiedziała półtonem Pans.
-Ha. MOJE słodziaki-powiedział dumnie Fred.
-Wiesz co ci powiem, kochanie? Przez tydzień ty wstajesz do nich w nocy.
-Co!? Dlaczego?!
-Bo właśnie spędziłam prawie 10 godzin na rodzeniu tej małej dwójce urwisów.

Kilka dni później mogłam wyjść ze szpitala. Ta "ozdobna karteczka" okazała się zaproszeniem na ślub moich przyjaciół. Co było najlepsze, że byłam druhną!


*około 5 lat później*
Właśnie przygotowywałam obiad, kiedy usłyszałam dzwonek do nowego domu. Szybko opłukałam ręce i poszłam otworzyć. W drzwiach stała pani i pan Weasley. Przywitali się ze mną i zaprosiłam ich do środka.
-Gdzie są moje kochane wnuczęta?-zapytał mój teść.
A tak przy okazji. Jesteśmy z Fredem małżeństwem od 4 lat. Oświadczyny były piękne. Postarał się, i to bardzo. Byliśmy wtedy na Hawajach. Było tak romantycznie.
 Chwilę później na kolanach pana Weasleya siedziała cała trójka. Toby, Rosalie i mała Monic. A zapomniałam prawie. Pamiętacie jak mówiłam do Freda, że już nigdy nie chcę rodzić. Taa. Dwa lata temu urodziła się Monic. I od tamtego czasu jestem najszczęśliwszą mamą na świecie. I tak sobie żyjemy, długo i szczęśliwie :).

No więc, sama nie wiem co mam napisać :(.  Jest mi smutno, że to już koniec historii Freda i Hermiony. Mam nadzieje, że się spodobała. Oczekuję też, że zostaniecie ze mną podczas pisania następnego opowiadania. Ale wcześniej napiszę chyba kilka miniaturek. Zobaczymy ;). A więc miałam zdradzić dlaczego Draco tak się przeją wiadomością, że Miona jest w ciąży. W którymś z pierwszych rozdziałów jest, że chciał ją pocałować. No więc, Malfoy kochał Hermionę i nie mógł się pogodzić z tym, że ma dziecko z Fredem :). 
~Panna Weasley <3


niedziela, 3 lipca 2016

23 Dobro znowu zwycięża :)

...kiedy ze zniszczonego już Hogwartu wyskoczyły Gryf, Wąż, Borsuk i Orzeł. Ptak poszybował  z nisko opuszczonymi nogami w stronę śmierciożerców. Chwilę później 1/4 nich leżała już martwa na ziemi. I w tym momencie zaczęła się najbardziej epicka, że tak powiem, bitwa. Lew szybko rzucił się na przeciwników, co również uczynili Wąż i Borsuk. Razem z moimi przyjaciółmi pobiegliśmy w stronę większej liczby wrogów. Po chwili zauważyłam czerwony i zielony strumień światła. Gdy odwróciłam się w ich stronę,  zobaczyłam Dumbledora i Voldemorta, którzy nadal ze sobą walczyli. Strasznie się bałam. Usłyszałam jakiś dziwny dźwięk, jakby duszonej sroki. To Neville zabijał Nagini. W tym momencie była cisza. Wszystkie oczy były zwrócone w stronę dwóch najpotężniejszych czarodziei tych czasów. Oczy Czarnego Pana rozszerzyły się do prawie niemożliwych rozmiarów co  wykorzystał  dyrektor Hogwartu i zaatakował. Już po chwili Ten Którego Imienia Nie Wolno (a raczej nie wolno było) Wymawiać, upadł na ziemię i zaczął rozpadać się na milion kawałków jakby szkła. Popatrzyłam najpierw na moich przyjaciół a potem na śmierciożerców, którzy z przerażeniem w oczach odwrócili się i pobiegli w stronę mostu, gdzie czekali na nich strażnicy Hogwartu. Uśmiechnęłam się. Wiedziałam, że 3/4 a może nawet i wszyscy śmierciożercy trafią teraz do Azkabanu. Wiem, że nie powinnam się cieszyć,  bo przecież to też są ludzie, którzy popełnili w życiu bardzo duży błąd. Jednak, kiedy pomyślę o tych wszystkich mugolach i przede wszystkim moich znajomych, których zabili, to nie jest mi ich ani trochę szkoda.
   Zrobiło mi się słabo. Nogi miałam jak z waty, jednak próbowałam utrzymać równowagę. Ledwo podeszłam do Freda i go przytuliłam. On oparł brodę na mojej głowie, i powiedział te 3 wspaniałe słowa: Już po wszystkim. Może to są zwykłe sklejone ze sobą litery, ale uspokoiły mnie i pozwoliły na chwilę odpoczynku. Weszliśmy do Hogwartu, gdzie leżeli ranni. Wśród nich zobaczyłam Lunę. Miała zabandażowaną nogę i gazę przy skroni. Przy niej siedział zmartwiony Dean. Ucieszyłam się, że są razem. Podeszłam do nich i przytuliłam moją przyjaciółkę. W czasie, kiedy byliśmy u mnie w domu dużo ze sobą pisałyśmy. Znowu zrobiło mi się słabo. Szybko pobiegłam do łazienki. Usłyszałam za sobą głos Pansy, Blaisa , Draco i Freda. George prawdopodobnie został jeszcze w Wielkiej Sali. W sumie nie ma co opisywać. Zwymiotowałam. Tak, wiem fascynujące.

*Przed łazienką, w której jest Hermiona*
-Co jej się stało?-zapytała Pansy.
-Nie wiem, czy powinienem to mówić, bo pewnie sama chce wam go powiedzieć-powiedział niepewnie Fred.
-Słuchaj no, Weasley-powiedziała, kierując w stronę rudzielca różdżką.-Jeśli zaraz nie powiesz mi co się dzieje z moją przyjaciółką, to nieźle oberwiesz.
-Dobra, spokojnie. No bo Hermiona, jest w ciąży-powiedział cicho.
-Słucham?! Będę ciocią!-krzyknęła.
-Słyszę, że już się dowiedzieliście-powiedziałam spokojnie.
-Przepraszam kochanie, ale Pansy mi...
-Tylko gratulowała-dokończyła Pans.
-Ej, stary dobrze się czujesz? Może ty też jesteś w ciąży?-zapytał z uśmiechem na twarzy Blaise.
Draco siedział pod ścianą z  miną jakby dowiedział się, że jego ulubiona drużyna Quddicha właśnie odpadła z półfinału mistrzostw świata.
-Nie, nic. Po prostu się cieszę-wstał i z uśmiechem mnie przytulił.
  Chwilę później poszliśmy do Wielkiej Sali. Szybko pobiegłam do Harrego i Rona. Nawet nie miałam sposobności się z nimi przywitać.
-Cześć, Harry-powiedziałam i rzuciłam mu się na szyję.
-Cześć.
Jakby co, żebym nie wyszła na chamidło. Rona nie było w pobliżu, dlatego się z nim nie przywitałam.
   Właśnie podszedł do nas Dumbledore. Było widać, że był wykończony walką. Powiedział nam tylko, że się cieszy, że jest już koniec wojny i, że możemy wracać do domów. Po tych słowach poszedł podtrzymując się prof. McGonagall do swojego gabinetu.
   Przeszliśmy przez Zakazany Las i teleportowaliśmy się każdy do swojego domu. Blaise, Pansy i Draco mieszkali w Malfoy Manor, ponieważ nie było już kryjówką śmierciożerców. W rezydencji już czekała na nich Narcyza. Lucjusza zabrali do Azkabanu. Może to i lepiej? W końcu nie będzie musiała się z nim męczyć. Wracając do nas. Stałam przed domem, obok drzewa Teodora. Fred wszedł już do środka i zaczął powoli naprawiać (czarami oczywiście) wnętrze. Uśmiechnęłam się. Usiadłam obok i popatrzyłam w dal. Przypomniało mi się jak pierwszy raz ze sobą rozmawialiśmy.
-Miona, może zrobimy coś do jedzenia? Umieram z głodu-usłyszałam głos mojego chłopaka.
-Już idę. Może zamówimy pizze?
-Pizze? A co to?
Ja tylko się zaśmiałam i wytłumaczyłam temu głuptaskowi co to jest pizza.
-No ba, że zamawiamy! Najlepiej jakąś dużą, bo pewnie 3/4 całej zjesz ty i ono-powiedział i położył mi na brzuchu rękę.
-Spadaj-przytuliłam go.
Po około godzinie przyjechał nasz posiłek. Zamówiliśmy maxi hawajską. Fred nadal był przekonany, że będę jadła ogromne ilości jedzenia, Ja jednak myślę, że to jeszcze nie ten etap ;).
  Po wykąpaniu się, przebrałam się w moją piżamkę, i rzuciłam dla Freddiego podobną.
-Co to jest?-zapytał z przerażeniem w oczach.
-Nasze piżamy-powiedziałam i mrugnęłam okiem.
Poszłam do mojego pokoju, gdzie teraz stało piękne łóżko. Od razu do niego wskoczyłam. Chwilę później do pokoju wszedł Fred. Teraz byliśmy jednorożcami! W tych piżamach wyglądaliśmy zajefajnie.
   Zasnęłam bardzo szybko. Pierwszy raz od wielu tygodni. W końcu czułam się bezpiecznie. Wiedziałam, że już nic nam nie grozi, nareszcie będziemy normalnie żyć.

Hej, hej. Wiem, że straaaasznie długo nie dodałam rozdziału, ale nie mam weny ale są wakacje i będę pisać częściej. Mam nadzieję, że się wam spodobało. Ciekawi mnie o czym myśleliście, kiedy Draco usiadł pod ścianą, jak dowiedział się, że Miona jest w ciąży. Ale to zdradzę wam w epilogu! 
~Panna Weasley ^.^
 

sobota, 25 czerwca 2016

UWAGA!!!!!!!!!!!!!

    Dobra, w tytule było więcej niż 5 wykrzykników więc to poważne. Właśnie piszę ten 23 rozdział. Proszę o wyrozumiałość, ale ja na prawdę nie mam weny. A jak się pisze na siłę to nie wychodzi nic dobrego i jak teraz czytam to co napisałam w 23 to jestem załamana. Serio przepraszam :((((((.

poniedziałek, 6 czerwca 2016

22 Gdy wszystko się zaczyna...

   Tego dnia wstałam wcześniej i poszłam do sklepu razem z Ozzym. Miałam kupić bułki, ale zamiast tego kupiłam miliard innych rzeczy. W końcu nie mieliśmy co zjeść na śniadanie. Na szczęście znalazłam jakieś płatki owsiane i zrobiłam owsiankę. Moment po tym jak nałożyłam ją do misek ze schodów zaczął schodzić Teo. Wyglądał jakby nie przespał całej nocy. Miał za dużą koszulkę i szorty. Włosy miał roztrzepane. Usiadł przy stole i położył głowę na stole. Zaśmiałam się i zaczęłam jeść. Po chwili to samo uczynił mój przyjaciel.
   Usiedliśmy na kanapie i włączyliśmy telewizor. Właśnie leciały wiadomości.
"-Nasi meteorolodzy mówią, że nadchodzące dziwne chmury, nie mają nic związanego z nauką i przyrodą. Niektórzy uważają, że to sprawka sił nadprzyrodzonych. Nadal czekamy na inne informacje dotyczące dziwnych zjawisk pogodowych. 
-Dowiedzieliśmy się, że niedawno most w Londynie spadł z niewiadomych przyczyn. Niektórzy mówią, że widzieli jakieś istoty przelatujące obok nich. Naukowcy nadal badają te dziwne zjawisko. "
Popatrzyliśmy na siebie. Wiedzieliśmy co się z tym wiąże. Te "dziwne chmury" to tak naprawdę Mroczny Znak, te "istoty" to śmierciożercy. Bałam się, że za niedługo może być wojna. Ba, na pewno będzie. Kiedy tylko to powiedziałam, ktoś zapukał do drzwi. Nawet nie musiałam otwierać go, gdy tylko podeszłam do drzwi, te gwałtownie się otworzyły. W nich stał nie kto inny jak Fred. Od razu mnie przytulił i zamknął je szybko na klucz. Poszedł do salonu i przywitał się z Teodorem. Chwilę później do domu weszli George, Draco, Blaise i Pansy. Wszyscy poszli do salonu. Zrobiłam herbatę i przyniosłam jakieś ciastka. Zaczęliśmy rozmawiać o tym co ma się niedługo stać. Dowiedziałam się, że inni też zostali poinformowani, że mają nie wracać do szkoły. Jednak każdy deklarował się, że i tak pojedzie. Nawet Draco co wszystkich bardzo zdziwiło. Zrobiłam sałatkę i rozdałam wszystkim talerze. Po chwili w misce nic nie zostało. Zrobiło się już ciemno. Zaprowadziłam wszystkich do pokoi. Nie było łóżka dla Blaisa, więc musiał spać na kanapie. Szybko się wykąpałam i poszłam się położyć. Fred już dawno spał. Chwilę później uczyniłam to samo.
   I usłyszałam huk. Kiedy otworzyłam oczy mój chłopak był na korytarzu. Odwrócił się w moją stronę, podbiegł do mnie i pocałował jak najczulej umiał. Czułam, że po jego policzku płynie łza. Zanim wyszedł powiedział "Kocham Cię, uważaj na siebie". Gdy odpowiedziałam "My Ciebie też" zaniemówił i mnie przytulił. Obiecał, że będziemy żyć, że nic nam się nie stanie. Miałam taką nadzieję. Nie wyobrażam sobie życia bez Freda.
   Szybko wyjęłam z szuflady różdżkę i dołączyłam do Pansy na korytarzu. Widziałam w jej oczach panikę. W sumie to się jej nie dziwię. Sama byłam przerażona. Kiedy zbiegłyśmy na dół, zobaczyłyśmy na schodach nieprzytomnego śmierciożercę. Wyszłyśmy przed dom. Spotkałyśmy tam wszystkich. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Pans szybko pobiegła do Blaisa i rzuciła mu się na szyję. Gdy tylko zobaczyłam Teodora leżącego na trawie całego we krwi, zaniemówiłam. Wiedziałam, że zaklęcia Sectumsempra nie da się odwrócić. No chyba, że ktoś zna przeciw-zaklęcie.
Byłam cała zapłakana co zauważył Draco. Podszedł do Teodora, klękną nad nim i zaczął coś szeptać. Z racji tego, że stałam dość daleko od nich, chciałam jak najszybciej się do nich dostać. Ktoś mnie przytrzymał. W okół ślizgonów zaczęły wirować liście, z różdżki Draco "wyleciał" błękitny strumień światła i powędrował  w stronę rozcięć. Próbowałam się wyrywać, ale ten ktoś mnie obrócił i przytulił. Okazało się, że to Blaise. Chwilę później podszedł do nas Draco.
-Co z Teodorem? Dlaczego jeszcze tam leży?!-pytałam.
-Hermiona, musimy porozmawiać-powiedział spokojnie blondyn.
-Nie chcę teraz rozmawiać! Chcę wiedzieć co się z nim dzieje...
-Było za późno. Teodor...on...nie....
-Nie prawda! On jest silny, da sobie radę. Musisz spróbować jeszcze raz! Proszę....
-Już nic nie można zrobić. Już nie ma go na tym  świecie-powiedział i odszedł.
Czułam się okropnie. Właśnie straciłam najlepszego przyjaciela. Wydostałam się z uścisku Blaisa i podeszłam do mojego martwego już przyjaciela. Widziałam w jego oczach strach. Chyba pierwszy raz. Zawsze próbował mi udowodnić, że niczego i nikogo się nie boi. Na to wspomnienie uśmiechnęłam się, co wywołało jeszcze większy  płacz. Nie wytrzymałam i upadłam. Głowę miałam schowaną pomiędzy kolanami. Jak na złość teraz, kiedy mam ochotę o nim zapomnieć, żeby się trochę uspokoić, przypomina mi się wszytko co się działo w ciągu ostatnich lat. Zaczęłam żałować, że nie szukałam z nim kontaktu wcześniej. Klęknęłam, wypowiedziałam zaklęcie i jego ciało zniknęło. Zamiast niego pojawiła się malutka sadzonka drzewa. Wisterii. Szepnęłam to samo zaklęcie co Teodor kilka lat temu na moją bransoletkę z trawy. Nadal ją nosiłam i  nawet trochę nie zżółkła. Wisteria to to samo drzewo, na którym pierwszy raz się oficjalnie spotkaliśmy. Uśmiechnęłam się i podeszłam do reszty. Pansy przytuliła mnie i powiedziała, że wszystko będzie dobrze. Poczułam, że wkłada mi do dłoni kartkę złożoną na kilka części. Dowiedziałam się, że mam to przeczytać. Teraz.
" Hermiono,
pewnie, kiedy to czytasz już nie żyję.  Ale nie martw się. Wszystko się ułoży. Wiedziałem, że mnie zabiją pierwszego. Wiesz, moi rodzice,itd. Nie możesz się obwiniać za to co się stało. Niestety nie było czasu, żebym mógł się z Tobą pożegnać, ale wiedz, że Cię kocham. Żałuję, że nie poznaliśmy się wcześniej. 
  Żegnaj na zawsze. Zapomnij co było. Przepraszam za kłopot. Dziękuję za miłość...
Na zawsze Twój, Teo"
Płakałam. Znowu. I nie wiem czemu uśmiechałam się. Wydawało mi się to kochane. Napisał do mnie list pożegnalny. Wiedziałam, że zawsze będzie przy mnie. Może nie ciałem ale duchem. I z tego się cieszyłam. Tak, cała ja. Próbuje cieszyć się z małych nawet niewidocznych rzeczy w tym przypadku osób.
   Wstałam i ruszyłam w stronę Freda. Przytulił mnie. Po chwili wszyscy teleportowaliśmy się na tereny Hogwartu. To była już totalna masakra. Wszędzie było pełno martwych ciał. Uczniów jak i śmierciożerców. W oddali zobaczyłam Harrego, Rona i Nevila. Chciałam jak najszybciej się do nich dostać. Wiedziałam ,że jak ruszymy prosto do nich nie wyjdzie z tego nic dobrego. Wybraliśmy drogę przez Zakazany Las. Teraz i ja znałam go jak własną kieszeń. Kilka minut później byliśmy już przy moich przyjaciołach. Dopiero teraz zauważyłam Dumbledora idącego w kierunku Voldemorta.
Już mieli zacząć walkę, kiedy.....

I to już w kolejnym rozdziale. Przepraszam ,że tak długo nie dodawałam postów, ale po prostu nie mam czasu i weny. Przyznaje się bez bicia ;). Jak już wcześniej pisałam posty nie będą wstawiane regularnie. Jestem okropna. Wiem! Zabiłam Teodora. No ale ktoś musiał zginąć no i wypadło na Teosia. 
~Panna Weasley <3

    

czwartek, 19 maja 2016

21 Wracamy do domu

   Dlaczego zawsze, gdy jest idealnie musi się coś zepsuć?! Powtarzam sobie to pytanie już od ponad 2 godzin i nadal nie znam odpowiedzi.
   Siedzimy wszyscy w wagonie Prefektów Naczelnych- ja, Teo, Hanna i Ernie. Przez większość podróży czytałam, spałam i bawiłam się na siedzeniu z Ozzym. Katherina była już w drodze do Włoch. Na stacji pewnie czekała na nią moja ciotka. Może to i lepiej. Z mną nie byłaby bezpieczna. Przecież nawet nie skończyliśmy szkoły. Prof. McGonagall z samego rana przyszła do nas i kazała się szybko pakować i zejść z kuframi do Wielkiej Sali. To nie było takie proste, sądząc po tym ,że garderobę miałam większą niż Pokój Wspólny. Miałam chyba z 12 walizek i gdyby nie Teodor, Draco i Blaise to bym nigdy ich nie zniosła.
   Postanowiliśmy z Teo, że przez pewien czas będzie mieszkał ze mną. Mam duży dom więc się pomieścimy.
   Moja opiekunka powiedziała, że pod żadnym pozorem mamy nie wracać na wojnę do Hogwartu. To jest pewnie, że i tak tam pojadę. Przecież ktoś musi im pomóc.
   Właśnie dojeżdżaliśmy na stację. Na szczęście istnieje zaklęcie zmniejszające. Spakowałam wszystkie pomniejszone walizki do torebki i przeszłam przez peron 9 i 3/4. Możliwe, że widzę go po raz ostatni. Wracając do tematu, wyszłam ze stacji i razem z Teodorem ruszyłam w stronę przystanku autobusowego.Właśnie nadjeżdżał nasz numer. Szybko wskoczyliśmy do pojazdu i usiedliśmy na wolne miejsca. Już chwilę później byliśmy około 1 kilometra od domu. Gdy dotarliśmy zastaliśmy stary, prawie zawalający się budynek. Jednym ruchem różdżki go odnowiłam. Przed nami stał teraz błękitno-biały dość duży domek. Gdy tylko weszliśmy poczułam przyjemny zapach cynamonu. Pamiętam jak moja mama zawsze po powrocie z pracy piekła ciasteczka cynamonowe. Kiedy przechodziłam przez kuchnię przypominało mi się jak kilka lat temu razem z tatą próbowaliśmy zrobić mamie kolację bo źle się czuła. Skończyło się na tym, że cały pokój był w mące i sosie od spaghetti. Uśmiechnęłam się. Wspomnienia przelatywały mi przed oczami jak film.
   Pokazałam Teosiowi jego pokój i poszłam się odświeżyć. Nalałam do wanny wody i płynu o zapachu lawendy. Zapaliłam świeczki i weszłam. Kiedy zamknęłam oczy, pomyślałam o tym co się stanie jak Voldemort zyska siły, zrobiło mi się okropnie smutno. Pewnie już bym płakała ale przyrzekłam sobie, że już nigdy więcej tego nie zrobię. Leżałam tak jeszcze około godziny i w końcu wyszłam. Przebrałam się w dresy i luźną bluzkę i zeszłam na dół. Zobaczyłam, że Teodor próbuje zrobić naleśniki co chwila patrząc w mój zeszyt z przepisami. Był cały obsypany mąką a w powietrzu unosił się zapach spalenizny. Nad patelnią wznosił się czarny dym. Po chwili mój przyjaciel mnie zauważył i uśmiechnął się niewinnie. Podeszłam do okna i otworzyłam je na oścież, by dym mógł swobodnie wylecieć. Zabrałam patelnie od Teodora i zręcznym ruchem ręki podrzuciłam naleśnika. Powiedział, że muszę go tego nauczyć. Zaśmiałam się i skończyłam smażyć. Po kilku minutach wyjęłam dżem i nutellę i zaczęliśmy jeść. Było przy tym sporo zabawy. Miałam cały nos w czekoladzie. Przez ten czas wyschły mi włosy. Wzięłam smycz i wyszłam z psem na spacer.
   Poszłam do parku, w którym kiedyś często spotykałam się z przyjaciółmi. Nagle, Ozzy zerwał się ze smyczy i pobiegł w stronę innego psa, który jak zauważyłam również uciekł właścicielowi. Na szyi miał różową obrożę, więc domyśliłam się, że to sunia. Od razu zaczęli się ganiać. Chwilę później podbiegł do mnie przystojny brunet.
-To twój pies?-zapytał zdyszany.
-Tak, ten husky.
-Haha, no to widzisz, mamy problem. Ja też mam huskiego.
-No rzeczywiście.
-Czy my się nie znamy?-zapytał nagle.
-Nie wiem, a jak się nazywasz?
-Jake Arron. A ty Hermiona Granger?
-Taak, skąd wiesz?
-Serio mnie nie pamiętasz? Nie pamiętasz jak razem przychodziliśmy do parku się bawić i jak wracaliśmy do domu cali brudni?
-Jake? To na prawdę ty?
-We własnej osobie!
-O mój Boże! Ile to już lat minęło? Z 10?
-Przynajmniej! Ale długo cię nie było. Pamiętam jakby to było wczoraj jak widziałem cię w samochodzie twoich rodziców. Miałaś 11 lat. A pamiętasz jak leżeliśmy na parkingu przed moim domem i jak patrzyliśmy w gwiazdy? Mówiłaś, że to jest takie...
-...romantyczne-dokończyłam.
-Właśnie. Czyli jednak coś pamiętasz.
-No trochę. Zrobiłeś sobie kolczyki!
-Taa. Rodziców  to wkurzyło i się wyprowadzili.
-Hermiona! Jezu, szukam cię po całym parku-to Teodor właśnie do nas podbiegł.
-Nie potrzebnie, i tak zaraz wracam.
-To twój...chłopak?-spytał Jake.
-Co? Nie, przyjaciel. Chłopak jest daleko. Za niedługo się może spotkamy.
-Już chłopaka ma. Jak ty wyrosłaś! Jeszcze niedawno mówiłaś, że to ohydne i, że ty nigdy się nie zakochasz.
-Eee, czyli się znacie?-spytał Teodor.
-Tak, to jest mój przyjaciel z czasów, kiedy jeszcze nie chodziłam do Hog...-zacięłam się. Przecież nie mogłam mu powiedzieć o Hogwarcie. - ...szkoły. Tak do szkoły.
-Przecież na naszym osiedlu też jest szkoła.
-Tak, ale ta była, jak to powiedzieć, specjalna.
-Spoko, Dobra będę leciał, musimy się jeszcze spotkać. Dasz mi swój numer?
-Jasne.
I po tym poszliśmy w swoją stronę. Przez całą drogę opowiadałam Teodorowi jak to w czasach, kiedy byliśmy dziećmi się spotykaliśmy. Nie mogłam powstrzymać śmiechu, gdy o tym opowiadałam. Powiedziałam mu też, że jest o 2 lata starszy. Wspominałam jak razem się bawiliśmy. Zrobiło mi się tak jakby ciepło w środku. Dopiero teraz zauważyłam jak bardzo mi go brakowało. Kiedyś nie potrafiłam spędzić bez niego jednego dnia a przez te 7 lat nie widywałam go w ogóle.
  Kiedy byliśmy już w domu, wykąpałam się, zjadłam lody i poszłam do pokoju. To był zarazem wspaniały ale i okropny dzień. Spotkałam mojego najlepszego przyjaciela ale wróciłam z Hogwartu.
Około 23 przyszedł Teodor. W ręce miał dwa kieliszki i czerwone wino. Poszliśmy do salonu i otworzyliśmy napój. Całą noc gadaliśmy o mojej przeszłości. Chciałam też, żeby opowiedział mi trochę o sobie.
-Kiedy byłem mały moi rodzice już należeli do śmierciożerców. Jednak to nie oddaliło nas od siebie. Mówili mi, że nie pozwolą mi przyłączyć się do nich. Sami byli tam z przymusu. Często chodziliśmy na spacery i razem się bawiliśmy. Jednak, kiedy ojciec zmarł, mama stała się zimna, oziębła. Prawie wcale ze mną nie gadała. Nie przychodziła na posiłki,  a na pociąg odwoziły mnie skrzaty domowe. Czułem się, jakby mnie nie zauważała. Niedawno postanowiła zacząć żyć normalnie. Rozmawialiśmy , jedliśmy razem było tak jak dawniej. Została przyłapana na pomaganie Potterowi. Zatrzymała go u nas w domu. Mi kazała uciekać. Nie mogłem się jej przeciwstawić. Harry szybko się teleportował. W oknie zobaczyłem zielone światło. Kiedy pobiegłem do domu widziałem tylko moją mamę leżącą na ziemi obok łóżka z różdżką w ręce.
Położyłam mu rękę na ramieniu i przytuliłam go. Po paru minutach poszliśmy spać.

Witam! Mam nadzieję, że was wystarczająco zaskoczyłam. I znowu pojawił się ktoś nowy. Myślę, że może wam się spodobać, ale wiecie, każdy ma inny gust. Nie chcę nic zdradzać, ale niestety za niedługo koniec. Może jeszcze 3-4 rozdziały i to będzie nasz 1 The End! Mam nadzieję, że zostaniecie ze mną przy następnym opowiadaniu, które będzie o....tutututuutut....Dramione! Lub kimś innym. Ale kocham ten parring, więc pewnie będzie o nich. Zdradzę wam, że już zaczynam myśleć o czym będzie. Ale się rozpisałam. Koniec! :)
~Panna Weasley <3

wtorek, 17 maja 2016

20 Dzień z kuzynką

Bardzo przepraszam, że tak dawno nie dodawałam postów i od razu informuję, że nie będą dodawane często, ponieważ nie mam weny. Postaram się oczywiście pisać częściej ale nie niczego nie obiecuję. PRZEPRASZAM!


   Nadal nie wiem co mam o tym myśleć. Muszę zajmować się Katheriną i to nie z własnej woli. Ja nawet nie wiem jak się opiekować dziećmi. Jednak, kiedy przypomnę sobie jak chamsko ją potraktowałam to aż mi smutno. Postanowiłam, będę już dla niej miła. Spędzę z nią dziś cały dzień. Ale najpierw muszę się doprowadzić do porządku. Wstałam w łóżka i popatrzyłam na moich przyjaciół. Ze wszystkich tylko Draco nie spał. Ubrany był w zwykłą czarną koszulkę i dresy. Siedział teraz na kanapie i czytał gazetę. Ciekawiło mnie, od jak dawna nie śpi i dlaczego nas nie zbudził. Szybko do niego podeszłam i usiadłam obok niego.
-Dzień dobry-powiedział.
-Cześć-nadal miałam zaspany głos. 
-Jak się spało?
-Nawet dobrze.
-A jak się czujesz? Sporo wczoraj wypiłaś, chyba najwięcej z nas wszystkich. Nawet Blaise tyle nie pije. 
-Weź, nawet nie pytaj. Głowa mi pęka. 
On tylko się zaśmiał i czytał dalej. Wstałam i poszłam się przebrać. Gdy spojrzałam na zegarek, było już dawno po śniadaniu. Dopiero teraz zorientowałam się, że nie ma Teodora. Kiedy weszłam do Pokoju Wspólnego, zauważyłam jak mój przyjaciel siedzi na kanapie z Katheriną i grają w Eksplodującego Durnia. Już chwilę później oboje byli cali w zielonej mazi. Nie wytrzymałam i zaczęłam się śmiać.  Najpierw dziwnie się na mnie popatrzyli, a potem na siebie. Minutę później wszyscy skręcaliśmy się ze śmiechu. Kiedy już przestaliśmy wstałam  i wyczarowałam jakieś ciastka i naleśniki z dżemem wiśniowym, ponieważ nie jadłam śniadania. Gdy zjadłam, ubrałam lekką kurtkę i zeszłam z moją kuzynką do wyjścia.
   Chwilę później byłyśmy niedaleko Hogsmeade. Zaszłyśmy do Trzech Mioteł i dowiedziałam się, że Katherina pierwszy raz pije piwo kremowe. To było dla mnie niemałe zdziwienie, ponieważ myślę, że nie ma lepszego napoju jak piwo kremowe. No może kakao, ale to inna sprawa. Potem poszłyśmy do Miodowego Królestwa. Kupiłyśmy mnóstwo słodyczy i ruszyłyśmy w stronę Wrzeszczącej Chaty. Kiedy przechodziłyśmy obok Magicznego Sklepu Weasleyów, zrobiło mi się bardzo smutno. Tak dawno nie widziałam się z Fredem. Potem napiszę do niego list, teraz mam się integrować z małą Boil.
   Pod koniec dnia wróciłyśmy do zamku. Okazało się, że w wieku 9 lat mówi jak nastolatka, czyli z sensem. Szybko zjadłyśmy kolację  i pobiegłyśmy do Pokoju Wspólnego. Usiadłyśmy przy parapecie i zaczęłyśmy pisać:
Kochany Fredzie, 
od dawna się nie widzieliśmy, chyba, że to mi się tak zdaje. Nie wiem czy wiesz, ale zajmuję się moją 9-letnią kuzynką- Katheriną. Jest bardzo miła. Jestem pewna, że jak się spotkacie to też się polubicie. Ona już wręcz nie  może się doczekać, kiedy cię pozna! Ostatnio pomagałam Deanowi  pracy domowej, kiedy Katherina zapytała czy to on jest moim chłopakiem. I wiesz co on odpowiedział? Że nie , ale chciałby. To dziwne. Nie uważasz?  Wczoraj była mała impreza i tak się upiłam, że to teraz (20.30) mnie boli głowa. Spędziłam dziś genialny dzień! Byłam w Hogsmeade. Ale nie było jednak aż tak fajnie jak z tobą. Mam nadzieję, że się niedługo spotkamy.
Całuję, Hermiona.
 PS Odpisz szybko <3
-I to tyle?-zapytała mała.
-Co tyle?
-Nie widziałaś się z nim tak długo, a napisałaś tylko tyle?
-No resztę opowiem mu jak się spotkamy.
-Aha, spoko. Dobranoc-powiedziała i z uśmiechem na ustach poszła w stronę swojego pokoju.
Ja także odeszłam do swojego. Umyłam się i ubrałam w piżamę. Kiedy leżałam na łóżku spod drzwi wleciał papierowy samolocik. Przywołałam go zaklęciem i przeczytałam.
To był najlepszy dzień w moim życiu. Dziękuję
K.B.
   Uśmiechnęłam się. Myślałam, że to będzie beznadziejne wychowywanie kuzynki. Okazało się, że to jest genialne. Można z nią normalnie porozmawiać i pośmiać się. Zaczęłam ją lubić. 
   Już nie mogę doczekać się, kiedy spotkam się z Fredem. Chciałabym też przedstawić Katherinę dla Freda. 
   Przeczytałam jeszcze kilka stron książki, poszłam umyć zęby i położyłam się do łóżka. Przez jeszcze pięciu minut nie mogłam zasnąć. Myślałam o tych wszystkich nieodrobionych lekcjach. Muszę je jutro załatwić. Ale tak mi się nie chce! No trudno. Muszę jakoś wytrzymać do końca roku.


Witajcie, po jakże długiej przerwie. Przepraszam was jeszcze raz, że nie dodawałam postów ale wena mnie opuściła a jak pewnie wiecie pisząc coś z przymusu nie wyjdzie nic dobrego. Mam nadzieję, że wam się spodobało.
~Panna Weasley 

poniedziałek, 9 maja 2016

OBCZAJCIE TO!

Cześć z tej strony Panna Malfoy i chciałabym Wam pokazać teledysk Dramione do piosenki Faded. Właśnie ją znalazłam i od razu miałam myśl "Muszę wstawić na bloga!". Proszę więc o łapki w górę dla autora (jeśli Wam się spodoba) ponieważ uważam, że jego praca jest tego godna. Tu macie link:

https://www.youtube.com/watch?v=qjGU7k9p9zg

Więc dziękuję za uwagę

~Panna Malfoy

sobota, 7 maja 2016

Secret Love | Dramione 2 Plotki

   Kolejne dni przyniosły Hermionie jeszcze więcej problemów. Wszyscy patrzyli na nią spode łba. Nawet nauczyciele na lekcjach poświęcali jej szczególnie dużo uwagi. Dopiero po paru dniach zrozumiała o co chodzi. Plotki szybko rozeszły się po szkole. Ktoś znalazł ją w łazience z kartką "Żegnajcie...". Dziewczyna jako jedyna wiedziała, że to nie prawda. Postanowiła jednak porozmawiać z Hanną.
   Zaraz po 17 szatynka pobiegła pod pokój wspólny Puchonów. Nie znała jednak hasła, więc czekała na pierwszego lepszego Puchona, który będzie chciał wejść do pokoju. Zdziwiła się gdy po dziesięciu minutach zjawiła się sama Hanna Abbott.
- Hanna, zaczekaj...
- Cześć? Spieszę się...
- Chciałam porozmawiać...o tym co niby zaszło parę dni temu.
- Chyba nie mamy o czym rozmawiać.
- Przecież wiesz, że to nie prawda. Nie spotkałyśmy się nigdy wcześniej.
   Lecz dziewczyna odeszła bez słowa. Hermiona nie wiedziała co ma zrobić. Kto jest taką świnią, żeby zrobić jej coś takiego. Pierwsze jej podejrzenia padły na Rona, ale po chwili rozwiała je myślą, że nie byłby do tego zdolny. Po chwili doszła do wniosku, że może to być 'obserwator'. Tylko, że nie miała pojęcia kto to mógłby być. Nie miała żadnych wrogów. Była załamana, że nikt jej nie wierzy.
   Następnego dnia Hermiona nudziła się więc poszła na trening quidittcha. Wpierw o godzinie dziesiątej do meczu ze Slytherinem przygotowywał się Gryffindor. Dziewczyna widziała, że Ron ukradkiem patrzy na nią. Jednak ten wzrok mówił wszystko "I po co wpieprzałaś się do mojego życia?". Przytłaczało ją poczucie winy za coś czego i tak nie zrobiła. Później był trening Slytherinu. Również patrzył się na nią jeden z chłopaków. Lecz po chwili poczuła wzrok obserwatora. Zaczęła szybko rozglądać się za źródłem energii. Wywołała nawet zaklęcie Accio, ale przyciągnęło ono tylko starą, mugolską lornetkę z jej torby. Poddała się.
   Wieczorem Hermiona wyszła na błonia by popatrzeć na zachód słońca. Był taki piękny. Po chwili ktoś dołączył do niej.
- O proszę, kogo ja tu mam!
Dziewczyna od razu po głosie poznała, że to Malfoy.
- Czego chcesz?
- Wyszedłem na błonia, patrzę i myślę 'Cóż to za piękna istota stoi sama o zachodzie słońca', lecz gdy podszedłem było to  'A nie to tylko Hermiona'.
- Wyjdź.
- Akurat tak się składa, że nie wierzę w te brednie, które rozsiewa banda rudzielców.
- Jak zwykle musisz mi dopiec. Skończ i idź sobie.
I chlopak wyszedł. Hermiona nie ukrywała tego, żę miło się jej zrobiło gdy usłyszała o tym, że jeszcze jest nadzieja na zapomnienie 'tego' co zaszło.
   Gdy wszystko w miarę się uspokoiło, znów ktoś to wszystko zepsuł. W ciągu tygodnia dostała siedem takich samych listów o treści "Nieźle musiałaś zabalować, żeby chcieć zrobić coś takiego. Dawaj zabaluj jeszcze raz, ciekawe co teraz wymyślisz! - Wierny ANTYfan Hermiony"
Hermiona nie wiedziała co z tym zrobić. Postanowiła pójść do opiekunki Gryffindoru i wszystko jej powiedzieć.
- A więc mówisz, że ktoś nęka cię tymi listami.
- Tak. Przez siedem dni w tygodniu dostałam siedem listów o tej samej treści. Nie wydaje się pani to dziwne?
Po chwili do sali wkroczył prof. Snape szarpiąc za rękę Rona.
- Złapałem go jak wypisywał oszczerstwa na pannę Granger.
- Co...to jednak ty?
- Panie Weasley! Nie podejrzewałabym nigdy, że byłby pan do czegoś takiego zdolny! Zawieszamy pana w prawach ucznia oczywiście. Hermiono?
- Tak pani profesor?
- Dostawałaś takie listy wcześniej? To dlatego chciałaś to zrobić?
- Nie pani profesor. Ja to wszystko wymyśliłem.
Hermiona nie dała rady więcej tego słuchać. Jak on to mógł zrobić? A ona jeszcze miała wyrzuty sumienia! Poszła więc na błonia w nadziei, że znów przyjdzie ślizgon. Czekała 15 minut, ale nikt nie przyszedł. No trudno. Może następny dzień będzie lepszy.

~~Kolejny rozdział jak obiecałam sobie dłuższy niż poprzedni. Bardzo mi się podoba! Ogólnie mam do Was prośbę...moglibyście być bardziej aktywni? Czyli czy moglibyście wyrazić w komentarzach, u mnie i u Ani, czy Wam się podoba czy nie? Z góry dzięki~~ Panna Malfoy

czwartek, 5 maja 2016

Secret Love | Dramione 1 Monotonna cisza.

~~Taka króciutka notka ode mnie. Przepraszam za to, że długo mnie nie było. Obiecuję poprawę. Miłej lektury :) / Panna Malfoy~~

   Hermiona tego dnia była inna niż zwykle. Mniej precyzyjna, bardziej zaspana i zbyt roztrzepana jak na siebie. Niegdyś jej śliczne fale pokrywające jej połowę twarzy zmieniły się w nieustraszone, nieujarzmione loki o jeszcze większej objętości. Gdy przyjechała na peron, którym jeździła co roku do szkoły, przypomniała sobie o tym, że połowę rzeczy zostawiła w domu. Jedno się nie zmieniło. Jej punktualność. Zawsze miała pół godziny zapasu więc spokojnie wróciła do domu i zabrała drugi kufer. 
   Przedział, w którym siedziała przez większość czasu był pusty. Pod koniec podróży dosiadła się jakaś dziewczyna, ale była zbyt zapatrzona w mugolski telefon, więc nie zwracała uwagi na Hermionę. Szatynka od razu ją rozpoznała. To była Amelie Martinez z 3 roku. 
   Przez ostatni rok Hermiona stała się szarą myszką. Poluzowała kontakty z przyjaciółmi oraz z innymi starymi znajomymi. Lecz przez ostatnie dni czuła na sobie obcy wzrok. Za każdym razem gdy ktoś na nią patrzył przeszywał ją dreszcz, ale to uczucie było inne. Były one o wiele mocniejsze. Hermiona postanowiła, że od jutra rozpocznie poszukiwania tajemniczej osoby, która ukradkiem patrzy się na nią. 
   Zaraz po uczcie dziewczyna poszła wziąć kąpiel. Musiała pomyśleć nad wszystkim. Uwielbiała leżeć pod wodą. Co 2 minuty wynurzała się by zaczerpnąć powietrza. Cisza, która ją otaczała była nietypowa. Zbyt monotonna. Od dawna Hermiona chciała zmienić coś w swoim życiu. Lecz dopiero teraz poczuła, że to ten moment. To właśnie teraz miała odmienić życie na nowe, lepsze.
   Dziewczyna obudziła się w skrzydle szpitalnym. Nie miała pojęcia co się stało i jak tu trafiła. Jedyne co była w stanie zobaczyć to zegar wskazujący godzinę siódmą dwadzieścia. Co chwilę ktoś wchodził i wychodził z pomieszczenia. Nagle ktoś stanął przy jej łóżku. Był to Ronald Weasley. 

- Nie myślałem, że byłabyś do tego zdolna. - wyszeptał.
- Słucham? Co masz na myśli?
- Naprawdę musiałaś to robić w ten sposób. Beznadziejne.
- Nie mam pojęcia o czym mówisz! 
- Posłuchaj, mogłabyś chociaż oszczędzić sobie tą szopkę. Nie myślałaś chyba, że nikt nie wejdzie do łaźni?
- O czym ty do mnie mówisz?! Co się w ogóle stało.
- Chciałaś się utopić. Ktoś widział jak mówisz Hannie o tym jaki to ja jestem beznadziejny, jak to twoje życie jest złe. Myślałaś, że się o tym nie dowiem jeżeli to się nie uda?
- Co? Kto ci o tym powiedział?!
- Czyli to prawda...wiedziałem. Jesteś okropna...
   I rudzielec wyszedł ze skrzydła. Hermiona była załamana. Nie wiedziała o co tu chodzi. Przecież ona nie chciała sobie nic zrobić. Ron od dawna się jej podobał. Po tym co jej powiedział nie była w stanie sobie wyobrazić kolejnych lekcji bez wzajemnych pogaduszek. To było straszne...

środa, 4 maja 2016

Wielki Powrót!

Uwaga, Uwaga! Ogłoszenia Parafialne!
  Oznajmiam, że powróciła do nas druga założycielka tego bloga! Aga znów jest wśród żywych! Cieszmy się i radujmy! Znów będzie pisać Dramione i nie wiem jak wy, ale ja jestem ciekawa o czym to będzie :)!
~Panna Weasley <3


DZIĘKUJĘĘĘĘ <3 ~Panna Malfoy

wtorek, 3 maja 2016

19 Złe, czy dobre wieści?

Od razu przepraszam, że tak długo to trwało, ale wena wyjechała na majówkę. Mam nadzieję, że wam się spodoba.
~~~



Dziś rano, przyszła do mnie prof. McGonagall z jakąś ważną informacją. Przyniosła mi list od dyrektora.
"Droga Panno Granger,
niedawno pańska ciotka, pani Boil, poinformowała nas o pewnej małej czarownicy. Ma 9 lat i jest pańską kuzynką. Niestety, dookoła trwa wojna i mała Katherina nie jest bezpieczna a jak panna wie, potrzebujemy nowych uczniów. Dziś około godziny 16 pańska kuzynka przybędzie do Hogwartu. Będzie mieszkać w dodatkowym pokoju w Pokoju Prefektów Naczelnych. Inni prefekci zostali już poinformowani o jej przyjeździe. Bardzo bym prosił, a tak właściwie pańska ciotka prosi o zajęcie się Katheriną. Z racji tego, że bardzo dobrze znam drogą Miliam od razu zgodziłem się na jej przyjęcie. Mam nadzieję, że niedługo wszystko się ułoży.
Z poważaniem, 
prof. Dumbledore"
Byłam w szoku. Ostatnim razem, kiedy widziałam Katherinę była jeszcze bardzo mała. Ale dlaczego akurat ja? Nie mogli jej wysłać, no nie wiem ,do moich rodziców? Przecież to jest siostra mojej mamy na pewno by się nią zajęła.
   Szybko się ubrałam i popatrzyłam na zegarek. 13.35. Mało czasu. Od razu wzięłam się za sprzątanie. Wszystko co aktualnie leżało na ziemi, miało być na półkach. Już kilka minut później było posprzątane. Założyłam dość luźną, zieloną bluzkę, granatowe jeansy i czarne buty na nawet wysokim obcasie. Chciałam wyjść na błonia. Musiałam pobyć trochę sama. Albo jak już nawet bym kogoś spotkała to i tak musiałabym to wszystko powiedzieć. Nie dam rady długo trzymać tajemnicy. Narzuciłam na siebie lekki płaszczyk i wyszłam z Hogwartu. Od razu kierowałam się w stronę starego pomostu. Z daleka zauważyłam czyjś zarys. Chyba ta osoba mnie też zobaczyła, bo wstała i do mnie podbiegła. To był Draco.
-Oo, widzę, że panienka dzisiaj w kolorach Slytherinu-powiedział.
-No jakoś tak wyszło.
-Coś się stało?
-Tak-prawie krzyknęłam a on się tylko zaśmiał i poszedł w stronę pomostu, a ja za nim.
Usiedliśmy i zaczęłam nawijać. Po kilkunastu minutach narzekania na moją ciocię skończyłam. Draco wydawał się niewzruszony. Trochę mnie to wkurzyło bo ja mu tutaj opowiadam o moich problemach a on sobie nic z tego nie robi. Jednak po pewnym czasie patrzenia przed siebie powiedział: Aha. To mnie już wyprowadziło z równowagi. Zaczęłam na niego krzyczeć, że go zdenerwowałam, że do mnie nie mówi się : aha. No i z tej złości zepchnęłam go do jeziora. Tak wiem, że to dziecinne ale nie miałam pomysłu co mogę mu za to zrobić.
-Co to miało być?-zapytał wychodząc z wody.
-Nie wiem-ledwie wstrzymywałam śmiech. - Chciałam się jakoś na tobie zemścić.
   Potem pomogłam mu osuszając go zaklęciem i razem poszliśmy do szkoły. Akurat zdążyliśmy na obiad.  Gdy popatrzyłam na stół nauczycieli zauważyłam, że prof. McGonagall gestem dłoni pokazuje mi, żebym po uczcie zajrzała do jej gabinetu. Nadal nie wiem jak to poznałam. Szybko skończyłam jeść i poczekałam na Deana. Poprosił, żebym pomogła mu odrobić eliksiry. Z racji tego, że jest moim bardzo dobrym kolegą, prawie przyjacielem, zgodziłam się. Powiedziałam mu, że muszę jeszcze na chwilkę zajść do McGonagall. Gdy wyszłam z Sali szybko pobiegłam w stronę gabinetu.Kiedy tylko weszłam poczułam mocny zapach perfum, których nigdy nie lubiłam. Od razu wiedziałam, że to moja ciotka. Przeraziłam się. Nie wiedziałam, że już jest 16. Popatrzyłam kątem oka na ciocię i kuzynkę i usiadłam na wygodnym krześle. Wydawało mi się, że wyglądam na strasznie zestresowaną i, że zachowuje się jak to powiedzieć, "sztywnie". Chciałam, żeby to spotkanie już minęło, żebym mogła schować się w swoim pokoju i już z niego nie wychodzić. 
Prof. McGonagall wstała i zaczęła chodzić po pokoju proponując każdemu ciasteczko. 
-No więc, chyba każda z was wie dlaczego tu przyszła. Dyrektor niedawno poinformował mnie, że do Hogwartu ma przybyć najmłodszy uczeń, jakiego kiedykolwiek mieliśmy. Nie powiem, że mnie to nie zdziwiło mniej niż pannę Granger. 
-Ciociu, ale dlaczego nie mogłaś dać Katheriny dla moich rodziców. Przecież oni by się nią zajęli lepiej ode mnie, to po pierwsze. A po drugie ja mam zajęcia codziennie, co ona będzie robić przez pół dnia?
-Katherina interesuje się zwierzętami, więc spędzi ten czas z Hagridem. A przez resztę dnia ty będziesz się nią zajmować. Chyba nie masz nic przeciwko?-zapytała mnie. 
-No nie, tylko chciałabym też czasami wyjść gdzieś z przyjaciółmi czy spotkać się z chłopakiem. 
-Ja chętnie poznam twoich przyjaciół!-powiedziała mała Boil. 
-Przykro mi panno Granger, ale nie ma pani wyboru. To był rozkaz dyrektora-powiedziała opiekunka.
W odpowiedzi przewróciłam tylko oczami i wyszłam z gabinetu. Nie wiem dlaczego to zrobiłam ale w tym momencie miałam wszystkiego dosyć. Już milion razy bardziej wolałabym siedzieć i odrabiać za Rona prace domowe niż siedzieć tam jeszcze minutę dłużej przy tych okropnych, babcinych perfumach. 
*W gabinecie, w tym samym momencie*
-Co w nią wstąpiło? Ostatnim razem jak ją widziałam, była bardzo grzeczną dziewczynką zawsze posłuszną i miłą. A teraz? Pomalowane na czarno paznokcie, zwykłe ubrania zamiast szat, za grosz kultury. Co mogło ją tak zmienić, droga Minerwo?
-Wydaje mi się, że to przez tą integrację ze Slytherinem. Teraz praktycznie nie spotyka się z nikim innym jak ślizgoni. Z tego co wiem, to dziś ma się spotkać z gryfonem. Dobrze, że jej chłopakiem nie jest ślizgon, to dopiero by była masakra. Na szczęście chodzi z chłopcem z Gryffindoru.
-A jak się nazywa? Może znam. Bo on jest z tego samego roku co Hermionka?
-Nie, starszy. Weasley. Tylko nie jestem pewna, z którym. 

  Musiałam stać jeszcze przed drzwiami i czekać aż w końcu wyjdą. Gdy to się w końcu stało zaprowadziłam Katherinę pod Pokój Prefektów Naczelnych, pod którymi stał już Dean. Szybko wytłumaczyłam mu moim zrezygnowanym wzrokiem, że nie mam ochoty mu tłumaczyć o co chodzi. Przez pierwsze 10 minut pokazywałam kuzynce co gdzie jest. W końcu mogłam pomóc przyjacielowi w pracy domowej. Gdy zaczynaliśmy, Katherina usiadła na kanapie i patrzyła co robimy.
-To ty jesteś chłopakiem Hermiony?-zapytała nagle.
-Nie, ale chciałbym-powiedział z uśmiechem na twarzy.
Ja jednak czułam, że na moich policzkach pojawiają się rumieńce. Zignorowałam ją i pomagałam dalej. Jednak ona nie dawała za wygraną. Chciała wytłumaczyć Deanowi, dlaczego i jak powinien zacząć mnie podrywać. Jak na tak młody wiek była bardzo wygadana. Gryfon próbował nie zwracać na nią uwagi ale co chwila widziałam , że jego usta wykrzywiają się w uśmiechu. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię. W końcu nie wytrzymałam. Wzięłam Katherinę za rękę i zaprowadziłam do mojego pokoju. 
-Posłuchaj. Dean jest tylko moim przyjacielem, więc nie tłumacz mu jak ma mnie poderwać.
-Ale ty nie chciałabyś z nim chodzić?
-Ja już mam chłopaka, którego bardzo kocham, więc nie. 
-Aha, no dobrze to już nie będę go namawiać. To o czym mogę z wami porozmawiać?
-Możesz iść spać.
-To ja poczekam aż skończycie. 
-Ale my skończymy późno i prawdopodobnie potem jeszcze będziemy chcieli sami porozmawiać. Może zaproszę też jeszcze kilka innych osób, więc moja odpowiedź brzmi, nie. 
-No dobrze-powiedziała i smutna odeszła w stronę swojego pokoju.
Kiedy wróciłam, Dean siedział na kanapie i patrzył w kominek. Szybko skończyliśmy pisać esej i poszliśmy do pokoju Teodora. Myślałam, że będzie już spał ponieważ było dawno po północy. Na szczęście jutro jest sobota. Ślizgon siedział w swoim wiszącym fotelu i czytał książkę. Na jego łóżku siedzieli Pansy, Draco i Blaise. Wszystkich zaprosiłam do mojego pokoju na małą imprezkę. Blaise jako człowiek kochający imprezy jako pierwszy znalazł się na mojej kanapie. Teo wyją z barku kilka butelek Ognistej Whisky. I tak minął nam wieczór. Na piciu, rozmawianiu, śmianiu się i tańczeniu. W końcu wyszło na to, że w Pokoju W spólnym na prawdę była impreza. Wszyscy prefekci naczelni Hogwartu i moi przyjaciele bawili się do rana. To był chyba najdziwniejszy dzień w moim życiu. 


 Heej! W końcu napisałam post! Jeeej ! Nie wiem czy sprawa z kuzynką się przyjmie bo pisałam to trochę na szybko. Tak właściwie napisałam cały post w jeden dzień, kiedy zwykle zajmuje mi to 3-10 dni. Dobra nieważne. Mam nadzieję, że się spodobało i proszę o recenzję w komentarzach :)
~Panna Weasley <3














 

wtorek, 19 kwietnia 2016

18 Bardzo ważna rozmowa

Hej, od razu informuje, że ten post może być nudny albo po prostu nieciekawy, ponieważ nie mam weny i piszę to z pewną trudnością.  
                               ~ ~ ~ 
 Kiedy się obudziłam nie bardzo wiedziałam o co chodzi. Wszyscy leżeli na ziemi a z mojej podłogi wychodził materac. Chociaż to pewnie normalne w świecie czarodziei. Nagle, przypomniałam sobie wczorajszą noc. Wspólne oglądanie filmów, rozmowę z Pansy... No właśnie! Miałam porozmawiać z Blaisem! O Jezu, o co ja go mam zapytać?! Chodziłam po pokoju, ale pomimo, że wszyscy jeszcze spali i tak czułam, że ktoś myśli: Co to za wariatka? Łazi w kółko trzymając się za głowę. Wymyślę coś na poczekaniu.
  Nikt oprócz Georga nie spał. Z racji tego, że reszta prefektów poszła do miasta, mieliśmy całe dormitorium dla siebie. Wyczarowaliśmy jedzenie i picie. Kiedy spojrzałam na zegar, zdziwiłam się bo była prawie 14. Zmarnowaliśmy tak dużo dnia! Musiałam odrobić na jutro lekcje, pogadać z Blasiem, pożegnać się z Fredem. Normalnie MASAKRA! Wszyscy mówili, że mam po prostu wyluzować, ale ja nie umiem tak do końca wyluzować, żeby nie wyluzować na maksa, bo kiedy już tak się stanie, to ja nie mogę przestać się wyluzowywać! 
  Gdy już się uspokoiłam poszłam nakarmić Ozzego. Wyglądał na zmęczonego i wkurzonego. Wygląda na to, że wczoraj zostawiłam go w salonie. Teraz się na mnie obraził. Śmiesznie wyglądał. Wyobraźcie sobie psa, który, kiedy coś do niego mówisz odwraca się od Ciebie i zaczyna skomleć.
  Ubraliśmy się, obudziliśmy Georga i wyszliśmy na błonia. Mimo, że było chłodno podobało mi się jak zawsze. Po drodze rozstaliśmy się. Pansy poszła razem z Teodorem, Malfoyem, Blasiem i Georgem do miasta. Weasley musiał iść szybko pilnować interesów. Ja natomiast trzymając za rękę mojego chłopaka ruszyłam w stronę mostu. Tam było tak pięknie. Po kilku minutach byliśmy na miejscu. Usiedliśmy uważając, żeby nie trafić na łamiące się deski. Niektórych już nie było.  Siedzieliśmy tak bardzo długo. Rozmawialiśmy i śmialiśmy się aż do zachodu Słońca. Niestety, Fred musiał już wracać. Ciężko było się w nim żegnać, wiedząc, że nie będzie go blisko. Bo wiecie, razem z Georgem wracają do Nory z powodu zbliżającej się wojny. Najpierw byli przeciwni, ale pani Molly ich przekonała. Znaczy to bardziej był rozkaz. Nieważne, wracając do sprawy, nie chciałam się z nim żegnać. To było bardzo trudne. Oboje wiedzieliśmy, że nawet jak zaatakują Hogwart to będę walczyć i nie wiadomo, kiedy się spotkamy. Jeśli się spotkamy.
  W drodze powrotnej spotkaliśmy Colina Creeveya. Mówił , że McGonagall chce nam coś powiedzieć. Szybko poszliśmy do Wielkiej Sali. Gdy tylko weszliśmy, profesorka oznajmiła:
-Drodzy uczniowie! Z racji tego, że w Hogwarcie nie jest już bezpiecznie, odsyłamy was do domów.
-Ej, Minerwo-szepnął któryś z nauczycieli.-Powiedz w prost. Dzieciaki muszą wiedzieć co się dzieje na świecie.
-Och, dobrze. No więc dzieci. Jak już wiecie, Czarny Pan się odrodził i zamierza napaść na zamek. Tu naprawdę będziecie w niebezpieczeństwie. Wasi rodzice zostali już poinformowani. Jutro z rana około godziny 12 powozy będą na was czekać pod szkołą. Przykro mi. A teraz możecie zjeść kolację.
  Mi było smutno, że nie zobaczę się z rodzicami, ale Fred raczej się cieszył. Mówił, że będę mogła przyjechać do Nory. Ja jednak, wolałabym pojechać do mojego rodzinnego domu. Zasmucił się, ale obiecałam, że będę go odwiedzać i trochę się rozchmurzył. Spokojnie zjedliśmy kolację i ruszyliśmy do wyjścia z Hogwartu. Mój chłopak musiał już wracać.
-Masz na siebie uważać-powiedziałam i dałam mu buziaka.-Kiedy wrócisz masz mi dać znać, jasne?!
-Jasne, jasne-uśmiechną się tak jak to on umie, uroczo a zarazem sarkastycznie.
-Ej, ja mówię poważnie, martwię się o ciebie.
-Wiem, wiem-powiedział i mnie przytulił.-Do zobaczenia, kochanie.
-Cześć, Kotku-nie lubił jak tak mówiłam, więc zrobiłam to specjalnie. On tylko przewrócił oczami i jeszcze raz mnie przytulił. Chciałam jak najbardziej przeciągać tą chwilę, niestety odciągnęli mnie Draco i Blaise.  Jeden wziął mnie za ręce, a drugi za nogi.
-Hermiona, nie chcesz może POGADAĆ z jednym z nas?-spytał Malfoy.
-Co? Nie, a cze.....aaaa tak, Blaise muszę z tobą pogadać-Draco chyba też wiedział, że Pansy podoba się Blaise.
-No, to ja idę. Paa-i zadowolony z siebie blondyn odszedł w stronę lochów.
-To o czym chcesz porozmawiać?-spytał ślizgon.
-Słyszałam, że chcesz zerwać z Ginny, nie mylę się?
-Masz rację, chcę.
-A masz jakieś konkretne powody? Nie wiem, jakaś inna dziewczyna, czy coś?
-A co? Chcesz zająć jej miejsce?-zaśmiał się.
-Nieee, ja już mam chłopaka. Po prostu znam taką osobę, której się podobasz.
-Tak? A kogo?
-A taka tak, znajoma-musiałam się powstrzymać od krzyknięcia, że Pansy się w nim zakochała.
-Uuu, no wiesz a ładna jest?
-Piękna, zielone oczy, długie ,ciemne włosy i jest szczupła.
-Chętnie bym ją poznał, gdyby nie to, że już mi się jedne podoba.
-Tak?! Powiesz mi kto to?
-Dobra. No..to jest..Pansy.
-Serio? Ooo, to takie słodkie!-krzyknęłam.
-Miona! Ja cię kocham, ale weź się zamknij bo jeszcze będą nam kazali na koniec pomagać sprzątać Filchowi.
-Haha, przepraszam.
-No i co ja mam robić?
-Ja uważam, że powinieneś powiedzieć dla Pans, że ci się podoba.
-A co jeśli mnie odrzuci?
-Nie odrzuci, wiem to.
I po ty rozeszliśmy się do pokoi. Kiedy tylko weszłam, od razu usłyszałam chrapanie Erniego. Nie mogłam zrozumieć jak Hanna go wytrzymuje. Na szczęście ściany mojego pokoju są dźwiękoszczelne. Szybko przebrałam się w piżamę i skoczyłam pod kołdrę. Chwilę później obok mnie leżał Ozzy, tym razem go wpuściłam. Gdy tylko przyłożyłam głowę do poduszki zasnęłam. Śnili mi się moi przyjaciele. Pansy chodziła z Blaisem, Harry siedział na błoniach z Penelopą a Fred trzymał za rękę Lavender. Chwila co?! Co ta głupia dziewucha sobie myśli?! Jak zaraz do nich podejdę, jak im wygarnę to mnie popamiętają a w szczególności Weasley. Kiedy już chciałam do nich ruszać ktoś mnie przytrzymał.
-Puść mnie!-krzyczałam.
-Nie wierzgaj tak, bo się spocisz.
Rozpoznałam ten głos. Ten sam zimny, oschły głos.
-Malfoy, jak mnie zaraz nie puścisz to jeszcze ty oberwiesz!
-Spokojnie, kochanie.
-Co? Jakie kochanie?!
-No jak to? Nie pamiętasz? Chodzimy ze sobą od kilku tygodni.
Co proszę? Po 1. Jak mogłam zapomnieć coś takiego? Po 2. Dlaczego nie chodzę już z Fredem? Po 3. Dlaczego spotykam się z Draco? Musiałam się tego dowiedzieć.
-Dlaczego nie chodzę już z Fredem?
-Uznałaś, że za mało czasu spędzacie razem, on pojechał do Nory, ty zostałaś w Hogwarcie i nie wiedziałaś czy spotyka się z kimś innym. No i też dlatego, i pewnie dlatego, że George powiedział ci, że w okół Freda kręci się taka laska z sąsiedztwa a on jej nie ignoruje.
-Oo, to wszystko wyjaśnia.
I kiedy Draco chciał mnie pocałować sceneria się zmieniła. Byłam w Zakazanym Lesie na polanie. Często przychodziłam tam z Teodorem. Tylko tym razem on leżał na niej w bezruchu. Obok niego leżała jego połamana różdżka. Gdy tylko do niego podbiegłam zobaczyłam na jego ciele wiele głębokich ran. Od razu wiedziałam, że to było wynikiem czaru Sectumsempra. Niestety nie miałam zielonego pojęcia jakie jest zaklęcie uzdrawiające. Jedyne co zdołał powiedzieć to "Nie okazuj tego co czujesz, powiedz, że wyjechałem. Pamiętaj, że cię kocham" i po tych słowach zmarł na moich kolanach. Nie mogłam powstrzymać łez. Wiedziałam, że to tylko sen, ale czułam, że mam mokrą od łez poduszkę. Szybko wstałam (to jest już po tym jak się obudziłam) i pobiegłam do pokoju Teodora.
-Co się stało?-zapytał bardzo zaspanym głosem. Kiedy zobaczył moje zaszklone oczy i mokre policzki, zerwał się z łóżka i do mnie podszedł. -Mionka, co się stało?!
-Nic, musiałam sprawdzić czy nic ci się nie stało-powiedziałam i się do niego przytuliłam.
-..nic ci się...Co? O czym ty mówisz?
-No może to trochę głupio zabrzmi, ale miałam koszmar gdzie widziałam ciebie jak leżysz cały zakrwawiony i musiałam sprawdzić czy żyjesz.
-Spokojnie, to był tylko sen. Chcesz ze mną dzisiaj spać?
W odpowiedzi tylko kiwnęłam głową. Resztę nocy przespałam spokojnie.

Hej! Mam nadzieję, że wam się spodoba bo mi nie za bardzo. Jak pewnie zauważyliście zmieniło się tło na blogu. Niestety powciskałam kilka przycisków za dużo no i stało się. Jeśli chcecie mogę załatwić inne tło, ale jak wam się to podoba to napiszcie w komentarzu. 
~Panna Weasley :>

niedziela, 10 kwietnia 2016

17 Nocka

Środa, 30.09.2016 rok, 16.47
Siedziałam na pochyłym drzewie,  kiedy podszedł do mnie Draco. Usiadł obok mnie i oparł głowę o gałąź. Wyglądał jakby coś  go martwiło.
-Coś się stało?
-Tak.
-Powiesz mi co?- zapytałam z ciekawością.
-Wiesz co mi powiedziała Pansy? Że jej najlepsza przyjaciółka łazi za takim jednym ślizgonem i nie spędza z nią  czasu. To dziwne, że mi przytrafiło się to samo.
-Ups.
-Teraz to ups.
-Draco,  przepraszam. Obiecuję,  że teraz będę spędzać z wami więcej czasu.
-Taa, jasne ostatnio też tak mówiłaś, i że Teodor teraz cię potrzebuje.
-No bo tak jest.  On znowu to zrobił, jak ty byś się zachował, gdyby Blaise to zrobił?
-Nie wiem- odpowiedział po chwili namysłu.
-No widzisz. Obiecuję, że teraz będę spędzać więcej czasu z Pansy. Możesz jej powiedzieć, żeby przyszła do mnie po kolacji.
-Okey,  to lecę- powiedział szczęśliwy i pobiegł do szkoły.
-Powiedz jej,  żeby wzięła piżamę, ty tez możesz przyjść.-krzyknęłam.
Zaraz miała być kolacja.  Usiadłam obok gryfonów. Harrego i Rona nadal nie było.  Martwiłam się już o nich. Powinni już dawno wrócić. Na stole pojawiło się jedzenie. Wzięłam trochę frytek, kurczaka i groszek.  Było jak zawsze pyszne. Siedziałam naprzeciwko stołu ślizgonów dokładnie przed  Blaisem, Pansy i Draco. Obok nich siedział Marcus Flint. Nadal się zastanawiam, dlaczego jeszcze uczy się w Hogwarcie skoro jest prawie 6 lat starszy. Może nie zdał? Potem zapytam się Draco. Pamiętam jak wyglądał na drugim roku. Krzywe zęby, przylizane włosy. Zmienił się ogromnie. Teraz miał proste zęby i ładnie ułożone włosy. Przez chwilę się w nich wpatrywałam. Potem zauważyła mnie Pansy. Chyba już wiedziała, że zapraszam ją na noc do siebie bo była cała w skowronkach. I wtedy podeszła do mnie Ginny, z którą miałam coraz gorsze kontakty. Ona zaczęła przyjaźnić się z Penelopą a ja z Pans. Ostatnio powiedziała mi nawet, że kradnę jej Blaisa.
-Hej.
-Cześć-powiedziałam.
-Co robisz dziś wieczór?
-Zaprosiłam do siebie kilka osób, a co?
-Nie nic, bo wiesz jutro nie ma zajęć cały dzień bo jakieś egzaminy piszą czy coś takiego, no i robimy taką małą imprezkę w Wieży Gryffindoru i myślałam, że może wpadniesz ale masz już plany więc nie ważne.
-Ale się rozgadałaś. Dzięki za zaproszenie.
-Taa, no to pa.
To było dziwne. Nie gadałyśmy ze sobą bardzo długo a tu nagle podchodzi i pyta czy przyjdę na imprezę. Nadal nie pamiętam o co się tak właściwie pokłóciłyśmy, bo mało pamiętam z tych ostatnich dwóch lat. Ale zaraz sobie przypomnę.
  Właśnie szykowałam popcorn i miski na chipsy, bo zaraz miała przyjść Pansy z Draco. Na biurku stały już szklanki i picie. Byłam  prawie gotowa. Skoro mają u mnie nocować to muszę skołować jakieś łóżka. Chociaż nie, ja i Pans będziemy spać na jednym łóżku, ponieważ jest na tyle duże, żeby pomieścić dwie osoby, a Draco może spać na kanapie. Szykowałam już filmy. Chciałam, żeby ślizgoni w końcu jakiś zobaczyli. Nie oglądałam jeszcze nic na moim nowym telewizorze, odkąd prof. McGonagall pozwoliła mi go wyczarować. Wyjęłam z szafy kilka koców i mnóstwo poduszek. Chwilę później usłyszałam pukanie. Ciekawe jak wyglądali pukając w obraz. Szybko pobiegłam ich wpuścić. Byli jeszcze w normalnych ubraniach, więc czuje się trochę dziwnie stojąc przed nimi w piżamie na ramiączkach z wielką, śpiącą owcą na środku i krótkich spodenkach. Zaprosiłam ich do środka a oni automatycznie poszli do mojego pokoju. Moja przyjaciółka schowała się w garderobie a przyjaciel w łazience, kiedy wyszli byli już w piżamach. Pans miała na sobie biały podkoszulek z Myszką Miki i krótkie, czerwone spodenki w białe kropki. Draco był w samych bokserkach. Kiedy popatrzyłam na jego tors, kolana mi się ugięły. Normalnie miał sześciopak! Ale taki bardzo widoczny. Po chwili założył luźną bluzkę i dresy. Domyślam się, że potem je zdejmie. Usiedliśmy na kanapie i chcieliśmy już oglądać film, kiedy ktoś zapukał do drzwi mojego pokoju. Myślałam, że to Teo, ale kiedy je otworzyłam zobaczyłam tam Blaisa. Był już ubrany jak do snu. Jego żółte ubranie byłoby widoczne z kilometra. Szybko wszedł i skoczył na siedzenie obok przyjaciół.
-Nie jesteś na imprezie u Ginny?-spytałam zaskoczona, że w ogóle przyszedł.
-Nie, jest na mnie zła. Już mnie to denerwuje. Cały czas się obraża. Chyba z nią zerwę.
-Aha, spoko. A co tak właściwie tu robisz?
-Jak to co? Draco powiedział, że idzie z Pansy do ciebie i zapytałem czy też mogę iść no i powiedział że tak.
-Aaaa, bo ja ciebie nie słuchałem i przytaknąłem, żebyś się odczepił, sorry stary.
-Ale mnie nie wygonisz?-zapytał Zabini z oczami szczeniaczka.
-Jasne, że nie. Oglądamy?
Film był świetny.  "Król lew" nigdy mi się nie znudzi. Najlepsza bajka świata. Potem, kiedy zaczęliśmy "Krainę Lodu" do pokoju wszedł Teodor. On także był w piżamie. Jakby każdy w Hogwarcie wiedział, że dzisiaj jest u mnie nocka. Za moim przyjacielem stali Fred i George. I wtedy uświadomiłam sobie, że nie ma już gdzie spać.  Gdy powiedziałam to na głos, Nott zaprowadził mnie pod drzwi wejściowe do pokoju. Obok włącznika światła był jeszcze jeden przycisk, cały taki puchowy i różowy. Nawet nie zauważyłam, że tam jest. Kiedy go wcisnęłam, podłoga zaczęła się "wciągać" do środka a chwilę później wysunął się materac. Ba! Wszędzie gdzie były panele, leżał teraz materac. Tak jakby podłoga była materacem! I teraz każdy miał gdzie spać. Ten pokój zaskakiwał mnie coraz bardziej.
  Wszyscy usiedliśmy pod telewizorem i dalej oglądaliśmy bajkę. Po niej, każdy chciał oglądać horror. Każdy, oprócz mnie. No ale zgodziłam się na "Szubienica". Zawsze, kiedy był straszny moment piszczałam i "psułam atmosferę" jak to twierdził Draco. Najgorzej było, kiedy skończyły się przekąski. Wszyscy narzekali i mówili, że to moja wina. No ale kurcze, miały być trzy osoby razem ze mną. Na szczęście, George wyczarował jeszcze kilka paczek chipsów i produktów z ich sklepu. Około godziny 3 byliśmy tak obżarci słodyczami, że większość z nas pozasypiała. W sumie to zostałyśmy tylko ja i Pansy. Mówiła, że chce pogadać.
  Usiadłyśmy na moim łóżku gdzie było pełno ubrań i opakowań po jedzeniu.
-Hermiona, jest sprawa. Bo mi się podoba chłopak, i on ma dziewczynę ale powiedział, że chyba z nią zerwie.
-I w czym problem? Powinnaś się cieszyć, że będzie wolny.
-No tak tyle, że to Blaise.
-Blaise ci się podoba?-zapytałam się na tyle głośno, że chłopcy poruszyli się na materacu.
-Miona! Możesz się zamknąć? Nie chcę, żeby cały świat o tym wiedział.
-Przepraszam, nie panuję nad moim głosem.
-Dobra, wybaczam ci-powiedziała surowo, lecz łagodnie i z uśmiechem. - Mogłabyś z nim pogadać? To dla mnie bardzo ważne. Od tego zależą losy świata!-krzyknęła, na co panowie podnieśli głowy i zaspanymi oczami na nas spojrzeli.
-Losy świata zależą od czego?-spytał pół nie przytomny George.
-Chyba od tego, czy zjemy pączki czy nie-odpowiedział Draco, któremu najwyraźniej śniły się pączki.
-No to lepiej je zjedzmy-zgodzili się Fred i Blaise.
My tylko się zaśmiałyśmy i zeszłyśmy z łóżka. Ja poszłam się położyć obok mojego chłopaka, a Pansy gdzieś na podłodze albo kanapie. Nie pamiętam. Tak właściwie,  nie pamiętam nic oprócz rozmowy z Pansy. Wiem jeszcze tylko, że to była najlepsza nocka na świecie.

Tamtatataaaam! Przepraszam, że tak długo to trwało, ale wiecie jak to jest, święta, egzaminy szóstoklasisty i szkoła. Obiecuję, że teraz będę pisać o wieeeeele częściej. 
~Panna Weasley <3

sobota, 19 marca 2016

16 "Forever together"

   Nie wierzę. Nie wierzę, że on znowu to zrobił. Ostatnim razem prawie go straciłam. I to wszystko była moja wina. Kiedy najbardziej mnie potrzebował, nie było mnie przy nim. Nienawidzę się za to. Gdyby Blaise wtedy nie wszedł, już by go za mną nie było. Teraz to mogło się powtórzyć. Tylko tym razem, nie mam zielonego pojęcia, dlaczego to zrobił. Ale muszę się tego dowiedzieć. Kiedyś powodem była depresja, spowodowana śmiercią ojca, z którym był bardzo blisko. Śmierciożercy  dopadli go na zdradzie. Tylko co tym razem się stało? Nie wydawał się przygnębiony. Był raczej szczęśliwy. Nie pokazywał, że coś się dzieje. Albo to ja nie potrafiłam tego zauważyć.
   Biegnę tak szybko, jak tylko mogę. Przed chwilą Blaise powiedział mi, że Teodor jest w skrzydle szpitalnym. Przestraszyłam się, że mógł sobie znowu coś zrobić. Biegnę coraz szybciej. Zaraz zaczną się wszyscy schodzić na kolację. Od kilku dni ze sobą nie rozmawialiśmy.  Musiałam to przemyśleć. Byłam na niego wściekła, ale i tak chciałam zobaczyć, czy nic mu nie jest.  Strasznie się bałam. Byłam już pod drzwiami komnaty. Zobaczyłam jak siedzi na łóżku w samym końcu sali. Na szczęście było z nim wszystko w porządku. Pani Pomfrey dawała mu jakieś leki. Uśmiechnął się, ale widząc moją minę szybko zmienił swoje nastawienie. Moje przerażenie przerodziło się w złość, radość i znowu przerażenie. Coś jednak musiało się stać skoro się tu znalazł. Szybkim krokiem podchodzę do jego łóżka. Kiedy się z niego zrywa, przytulam się do niego mocno. Odwzajemnia uścisk. Wydawałoby się, że jest tak pięknie. Po chwili, odsuwam się od Teodora, patrzę mu ze złością w oczy i wymierzam mu policzek.
-Za co?!-pyta chwytając się za twarz. W odpowiedzi tylko go przytulam. Wiem, że to dziwne, ale byłam równocześnie wściekła i strasznie szczęśliwa. Myślałam, że na to zasługuje, ale też że nie. Chwilę później, znowu biję go w twarz. Odwracam się i ruszam w stronę drzwi. Teodor szybko do mnie podbiega, chwyta mnie za rękę i patrzy mi w oczy.
-Możesz mnie puścić?-spytam spokojnie.
-Jeśli mi powiesz dlaczego ze mną nie rozmawiałaś, i dlaczego mnie walnęłaś w twarz.
-Oj Teo, Teo. Jak ty niczego nie rozumiesz.
-To mi wytłumacz.
-Obiecałeś mi, że więcej tego nie zrobisz.
-Jak widzę i słyszę, moje problemy ciebie nie obchodzą.
-Jakie problemy? Teodor, ty mi o niczym nie mówisz.
-A mam ci teraz wszystko powiedzieć?
-Nie, nie tutaj. Potem pogadamy jak wyjdziesz.
I tak skończyłam moją konwersację z Teodorem. Nie mogłam znieść myśli, że był taki samolubny. W ogóle o mnie nie pomyślał. Nie pomyślał o tym jak będę się czuła, nie pomyślał o tym, że będę miała poczucie winy. Czułam się jakbym nic dla niego nie znaczyła, a przecież to on mówił mi, że jestem jedną z nielicznych osób, które kocha. Ale spokojnie, to taka przyjacielska miłość. Teraz mam co do tego pewne wątpliwości.
  Minęło kilka godzin i Teodor wrócił ze skrzydła szpitalnego. Wszedł właśnie przez dziurę w portrecie do Pokoju Wspólnego prefektów  naczelnych. Po chwili zapukał w moje drzwi, kiedy powiedziałam proszę, wszedł niepewnie i wskoczył na moje łóżko.
-To jak, idziemy na błonia?-zapytał wyraźnie radosny, tylko mi nie było do śmiechu.
-Myślisz, że o tym zapomniałam?-pytam nie odrywając się od książki.
-Miałem taką nadzieję. Hermiona, obiecuję ci, że to się więcej nie powtórzy.
-I ja mam teraz ci uwierzyć?
-Wiem, że cię okłamałem i złamałem obietnicę, ale teraz mówię na poważnie, wybacz mi. To się naprawdę nie powtórzy.
Wiem, że nie powinnam mu wybaczyć, ale te jego wielkie oczy działają na mnie jak oczy szczeniaczka.
-Zachowałeś się samolubnie, w ogóle o mnie nie pomyślałeś-w oczach miałam łzy. Zawsze, kiedy sobie o tym pomyślę robię się strasznie przygnębiona i chce mi się płakać.
-Hermiona, kiedy to robiłem, nie myślałem o nikim. Nie myśl sobie, że porównuję cię do innych, albo że jesteś dla mnie nikim. Teraz jesteś jedyną osobą na tym świecie, na której mi zależy.
-A co z twoją mamą?-zapytałam. Wiedziałam, że ona i ja tylko się dla niego liczymy.
-Widzisz, Miona. Pamiętasz jak się okazało, że śmierciożercy zabili mojego ojca? To teraz było tak z moją matką. Tak więc teraz jesteś jedyną osobą, na której mi zależy.
Zszokowało mnie to. Dlaczego mi wcześniej tego nie powiedział? Na pewno nie mówiłabym, że zachował się samolubnie. Czuję się okropnie.
-Dlaczego mi tego nie powiedziałeś? Przecież pomogłabym ci jakoś to przetrwać.
-Kiedy tylko się o tym dowiedziałem, poszedłem do łazienki, no i stałoby się.
-Wiesz, że cięcie się nic nie da. Przerabialiśmy to już chyba ze sto razy. Teodor, wiesz, że ja bym nie dała rady bez ciebie żyć.
Mój przyjaciel, jak na przyjaciela przystało, podszedł do mnie i mnie przytulił. W tym momencie to on potrzebował pocieszenia a nie ja.
-Nie rób mi tego więcej-powiedziałam.
-Ej, pamiętasz? Forever together-szepną mi do ucha.
-Jasne, że pamiętam.
-To dobrze, robaczku.

czwartek, 10 marca 2016

15 Urodziny, cz. 2

   Po moich słowach, z lasu wybiegli Draco, Pansy i Blaise. Ciemnoskóry chłopak trzymał w ręku tort, z świeczkami w kształcie cyferek 18.
-Wszystkiego najlepszego!-krzyknęli chórkiem.
-Ojej...Dziękuje!Aż się wzruszyłam-mówiłam wycierając pojedynczą łzę z policzka.
   Po kolei każdego przytulałam. Potem zjedliśmy tort i ruszyliśmy w stronę Hogwartu. Już z daleka zauważyłam pomarańczowy płomień, który z każdym krokiem stawał się większy. Gdy byliśmy blisko zobaczyłam, że przy ognisku siedzą bliźniacy, Harry, Ron, Ginny, Dean i Seamus. Wszyscy, którzy coś dla mnie znaczą. Niektórzy nawet trochę więcej niż "coś'.
-Nie jesteście z Dumbledorem?-zapytałam.
-Pozwolił nam przyjechać na jeden dzień-tłumaczył Harry.-Przecież nie moglibyśmy przegapić twojej 18-stki.
   Wręczyli mi prezenty, chociaż sama ich obecność była najlepszym prezentem. Byłam równocześnie na nich wściekła, i cieszyłam się, że przyjechali. Jednak, pojechali beze mnie. Pewnie mieli ku temu konkretne powody, ale teraz nie chciałam się tym zajmować. Miałam ochotę, zapomnieć na ten jeden wieczór o świecie z zewnątrz. O wojnie, o rodzicach, który stracili pamięć, o zmarłym Syriuszu. Pamiętam to jakby było wczoraj. Harry nie mógł się otrząsnąć.
   Usiedliśmy przy ognisku, smażyliśmy pianki i kiełbaski. Nagle, zauważyłam, że coś wystaje zza ławki Blaisa.
-Blaise, co masz za ławką?-spytałam.
-Co? A nie nic, taki nieudany, głupi pomysł Pansy.
-Wcale nie jest głupi!-oburzyła się ślizgonka.- Jest genialny.
-Czy tylko ja nie wiem o co chodzi?
-No bo Blaise umie...-Pansy nie skończyła.
-Nic, nic nie umiem, dlatego właśnie dajesz mi korki.
-No mów! W końcu mam urodziny.
-Ech, no dobrze-powiedział nareszcie.-Bo Pansy zaproponowała, żebym wziął gitarę i zagrał coś, i najpierw się zgodziłem, ale się trochę wstydzę.
-Umiesz grać na gitarze? Super-powiedziałam i jeszcze bardziej wtuliłam się w Freda.-Możesz coś zagrać.
  Mój ciemnoskóry przyjaciel, wziął instrument na kolana, nastroił i zaczął grać. Najpierw zaczął szybkie melodie. Coś w typu Highway to Hell. Dziwnie to brzmiało, kiedy gra się na gitarze klasycznej. Ale i tak podobało mi się. Cieszyło mnie to, że zrobili tak dużo dla mnie. Są na prawdę wspaniali. Najlepsi przyjaciele na świecie.
  Fred wstał, powiedział, że za chwilkę przyjdzie i odszedł. Zauważyłam, że wszyscy wymieniają spojrzenia i się uśmiechają. Znowu nie wiedziałam o co chodzi. Blaise po chwili zaczął grać coś , co chyba miało być Smells Like Teen Spirit, Nirvany. Dziwiło mnie, że zna takie piosenki. Mugolskie piosenki. W sumie to ostatnio słuchałam tej muzyki, to może się nauczył przez ten czas, kiedy siedział w Pokoju Prefektów Naczelnych.
  Moje rozmyślania przerwało szczekanie. Było coraz bliżej. Przed moimi oczami ukazał się Fred ze smyczą w ręce.
-Niespodzianka!-krzyknął.
-To jest pies-powiedziałam szybko.
-No tak, pomyślałem, że kiedy straciłaś Krzywołapa, przydałoby ci się zwierzątko, tak więc masz mieszańca haskiego. Nazywa się Ozzy.
Wręczył mi smycz, usiadł i czekał na moją reakcję. Przerażenia zmieniło się w radość. Mój nowy piesek jest śliczny. Dowiedziałam się również, że to magiczny szczeniaczek. Zażartowałam, że to Piorun, ale nikt nie wiedział kto to jest. Kucnęłam i popatrzyłam na moje szczęście. Podrapałam go za uchem, a ten padł jak zdechły, z wywalonym jęzorem i "uśmiechem" na mordce. Był bardzo posłuszny. Mimo, że dopiero go dostałam, już na tyle mu ufałam, że spuściłam go ze smyczy, wcześniej tłumacząc jak dla dziecka, że ma być tylko w zasięgu mojego wzroku. Co ciekawe, posłuchał.
  Przez resztę wieczoru, do około 1 w nocy siedzieliśmy przy wygasającym ognisku, słuchając Blaisa, jedząc pianki. W końcu postanowiliśmy pójść do Hogwartu. Okryłam się szczelniej bluzą Georga i poszliśmy do zamku. Myślałam, że bliźniacy wrócą do swojego sklepu, ci jednak poszli z nami. Pansy, Draco i Blaise poszli do lochów, Harry,Ron, Dean i Seamus do Wieży Gryffindoru, a ja, Teodor, Fred i George do Pokoju Prefektów Naczelnych. W Pokoju Wspólnym wyczarowałam łóżko dla George, ponieważ Fred uparł się, żeby spać ze mną.
  Przebrałam się w piżamę, umyłam zęby i położyłam się. Po chwili przyszedł Fred. Położył się koło mnie i przytulił. Kiedy już prawie zasnęliśmy, ktoś wszedł do pokoju. To był George. Nieprzytomnym głosem spytałam "Co się stało?". To był dziwny widok. Rudzielec stał na środku pokoju, w piżamie w chmurki, z misiem w ręce, mówiąc "Nie mogę zasnąć". Pozwoliłam mu spać z nami. Fred był tak zmęczony, że już dawno spał. Bliźniak położył się z mojej drugiej strony. Po chwili słyszałam chrapanie chłopaków. Nie mogłam tego znieść. Wyszłam z sypialni i położyłam się do łóżka Georga. Spokojnie przespałam całą noc.
  Z rana usłyszałam krzyk, przeradzający się w kłótnię. Niechętnie poszłam do mojej sypialni. Na środku stali bliźniacy. Kłócili się o coś. Nie byłam dokładnie pewna o co, ponieważ jest tak wcześnie, że żadne informacje nie trafiają do mojego mózgu.
-Możecie się tak nie drzeć?-spytałam.
Ich oczy od razu przeniosły się na mnie. Zacichli.
-Dziękuje-powiedziałam i wróciłam do łóżka, w Pokoju Wspólnym. Myślę, że nadal patrzą w miejsce, na którym przed chwilą stałam. To musiało dziwnie wyglądać. Dziewczyna w za długich, różowych spodniach  w białe serduszka i bluzce, która była od niej o cztery razy większa, przychodzi i prosi o ciszę. Tak, to było dziwne.
  Po śniadaniu, poszłam z Teodorem na błonia. Kazał mi założyć strój kąpielowy, bo będziemy się kąpać w jeziorze. Pogoda była na tyle dobra, że była taka możliwość. Kiedy byliśmy na miejscu i moczyliśmy się w wodzie, zauważyłam coś czerwonego na ręce mojego przyjaciela. Szybko chwyciłam jego rękę, i mimo, że się wyrywał nie udało mu się.
-Znowu to zrobiłeś-powiedziałam patrząc w wodę.
-Hermiona, posłuchaj. Jaaa....-nie skończył.
-Miałeś tego nie robić. Obiecałeś!-krzyknęłam ze łzami w oczach.
Wyszłam z wody, opatuliłam się w ręcznik i poszłam do zamku.

Wiem, że krótki. Mam nadzieję, że się spodoba, i że końcówka was zszokuje. 
~Panna Weasley 




niedziela, 6 marca 2016

Fremione- 14 Urodziny, cz.1

Chciałabym Wam coś powiedzieć. Będę różnie pisać te opowiadania. Raz będzie w pierwszej osobie, raz w trzeciej. Przepraszam, że tak jest ale..no nie wiem jak to wytłumaczyć. Mam nadzieję, że spodoba się Wam ta zmiana. Od razu tłumaczę. W mojej historii, nie będzie niektórych wydarzeń jak w książce,np. Dumbledore nie umrze na szóstym roku.


***
19.09.2015r.
  Znowu to samo. Co noc taki sam sen. Idę ciemnym korytarzem, przez jakiś mroczny budynek. Strasznie się boję, chociaż wiem co się stanie. Dokładnie to samo co wczoraj, przedwczoraj, i tydzień temu. Od początku roku śni mi się to samo. Coraz częściej mam przed oczami tą samą scenę.
  Mijam coraz więcej zamkniętych drzwi. Wiem, że ostatnie są zawsze otwarte. Idę w tamtym kierunku, potykając się o stertę starych książek. Do końca korytarza zostało już kilka kroków. Nagle słyszę pięć głosów. Zawsze urywają w połowie tego samego zdania. Słyszę, że jest tam młoda dziewczyna. Płakała. Chcę pobiec tam, i ją pocieszyć. Odzywa się trójka chłopców.  Namawiają kogoś, żeby się uspokoił, ochłoną. Potem, słyszę tylko krzyki i płacz dziewczyny. Jak zawsze szybko biegnę. Kiedy odchylam drzwi, zauważam Freda. Stoi tam z różdżką w ręku. Na ziemi leży czwórka moich przyjaciół. Teodor, Blaise, Pansy i Draco leżą nieruchomo na podłodze. Nie mogę się ruszyć. Mam ochotę podbiec do nich i jakoś uratować. Jednak potem uświadamiam sobie, że od avady nie da się nikogo uratować. Patrzę co chwila to na Freda, to na moich przyjaciół. Dociera do mnie w końcu, co zrobił mój chłopak. Zabił najbliższe mi osoby. Nagle podchodzi do mnie. Dotyka dłonią mojego rozgrzanego policzka.
-Już nikt nam nie będzie przeszkadzać-mówi z takim spokojem, że nigdy nie uwierzyłabym, że zrobił coś takiego. 
O czym on mówi?! Nikt nie będzie nam przeszkadzać. Wprawdzie spędzam ze ślizgonami coraz więcej czasu, ale nie podejrzewałabym, że jest aż tak zazdrosny. Zawsze, kiedy ma mnie przytulać, nie mam siły go odepchnąć. W takiej sytuacji, każdy byłby wściekły, i prawdopodobnie, zabiłby Freda. Ale nie ja. Nie mogłam się ruszyć, nic powiedzieć, i myśleć. W końcu się otrząsam. Gdy celuję w niego różdżką, budzę się. I tak jest co noc. Nie mam już siły, patrzeć jak moi przyjaciele leżą martwi. 
  Obudziłam się. Rozejrzałam się po pokoju, nadal nie podnosząc głowy. Orientuje się, że to nie moja sypialnia. Nagle, czuję, że ktoś głaszcze mnie po głowie. Szybko podnoszę się z nóg Teodora. Wygląda jakoś inaczej. 
-Obudziłaś się w końcu. Już myślałem, że będę musiał szukać miejsca na twój grób.
Głos też mu się zmienił. Coś jeszcze nie pasuje. Już wiem! Ściął włosy. Miał teraz lekko wygolone po dwóch stronach głowy i dość długie włosy na środku. Zmienił styl. Już nie wygląda jak emo. Teraz miał na sobie szarą podkoszulkę, czerwoną koszulę w kratkę, czarne jeansy i ciemne trampki. 
-Gdzie ja jestem?-spytałam nadal nieprzytomnym głosem.
-W mojej sypialni-powiedział obojętnie.-Często tu przychodzisz.
-Jestem  pokoju Slytherinu?!
-Nie, głupia. W sypialni prefektów naczelnych.
Zszokowało mnie. Przecież uczniowie piątego roku, nie mogą być prefektami naczelnymi. Mogą być tylko z siódmego roku. 
-Jaki jest rok?-spytałam.
-2015, Hermiona , co się z tobą dzieje?!
-Przecież...Przed chwilą był 2013...O co chodzi?!
-Miona, dobrze się czujesz? Może walnęłaś się w głowę czy coś?
-Nie, wszystko w porządku. A Fred? George? Uczą się jeszcze? Słyszałam, że chcieli uciec ze szkoły, po SUM-ach. No właśnie?! Muszę się uczyć do SUM-ów!
-Dziewczyno, ogarnij się! Zdałaś je dwa lata temu. A Weasleyowie, już dawno rzucili szkołę.
Nie chciałam się już dłużej kłócić. Jak mogłam nie zauważyć, że minęły dwa lata?! To oznacza, że jestem pełnoletnia. 
-Kto jeszcze jest prefektem naczelnym?-pytałam, siadając obok niego.
-Ja, ty, Ernie i Hanna Abbott. 
-A Harry? Ron? Gdzie oni są?
-Nie mam pojęcia, Dumbledore gdzieś z nimi wyjechał.
-Pojechali szukać horkruksów-szepnęłam.-Beze mnie.
-Przykro mi, mała-objął mnie ramieniem.-Ale nie myśl teraz o tym. Masz urodziny!
Dopiero sobie przypomniałam. Dziś kończę 18 lat. Pomyślałam, kiedy są urodziny Teodora. I nagle wszystko, co działo się podczas tych dwóch lat, przypomina mi się. Wiem już, że mój przyjaciel ma urodziny 25 maja i ma już swoje wyczekane 18 lat. Przed oczami przelatują mi wszystkie wydarzenia. Widzę, jak razem z Fredem siedzę na pomoście, trzymamy się za ręce i patrzymy na zachód słońca. Widzę, jak razem z Pansy, Draco, Blaisem i Teodorem siedzimy w Pokoju Życzeń i uczymy się eliksirów. Głównie to ja ich uczę. Widzę, jak z Teosiem chodzimy po Zakazanym Lesie. Wiedziałam, że się nie zgubimy. Czułam to. Poza tym, Nott znał Las jak własną kieszeń. Widziałam to, jak Harry kłóci się z Penelopą, a potem go pocieszam. Widziałam to, jak Ginny opowiada mi o tym jak Blaise z nią zerwał, a potem chciał wrócić bo wszystko przemyślał. Widziałam też to, jak George patrzy na mnie i Freda, kiedy się całujemy. W jego oczach, widać było złość, zazdrość i...smutek? 
-Hej, mała, idziemy stąd?-odezwał się nagle.
-Hmm? Tak, jasne, chodźmy.
Wróciłam do mojego prywatnego dormitorium. Było wielkie. Prawie jak mój stary pokój w Wieży Gryffindoru. Była tam ogromna szafa z lustrem, wielkie łóżko z wezgłowiem , dwa okna z poduszkami na parapecie, wejście do łazienki zdobiło kilka zdjęć. Najbardziej podobała mi się toaletka. Było na niej wszytko, zaczynając od zwykłych wacików, kończąc na perfumach od Diora. W szafie były najróżniejsze ubrania. Na wieszakach wisiały śliczne sukienki, na półkach spodnie o jakich nigdy nie marzyłam, to samo z bluzkami. Dopiero potem zauważyłam ciemne, rozsuwane drzwi. Prowadziły do garderoby. Tylko w tej garderobie, były  buty. Szpilki, koturny, baletki, adidasy, trampki. Wszytko. Na szafkach leżały torebki a w szufladach różne bransoletki, naszyjniki i kolczyki.Zemdlałam. Chwilę później obudziłam się na wygodnej kanapie (również była w pokoju).
-Chyba to był zły pomysł,  z tym remontem-śmiał się Teodor, podając mi szklankę wody.
-To ty?
-Wszystkiego najlepszego!-przytulił mnie.
-O Boże! Teodor! Kocham cię po prostu!-odwzajemniłam uścisk.
-No wiem, wiem. Jeszcze dodaj jaki to jestem wspaniały, przystojny, mam świetny styl...
-O nie, nie. Bez przesady-zaśmiałam się.
Nie mogłam uwierzyć, że zrobił to sam. Pokój jaki pamiętam, był bordowo-żółty (w barwach Gryffindoru). Nie podobało mi się wtedy. Teraz mogłabym siedzieć tam całymi dniami.
-Mam dla ciebie jeszcze jedną niespodziankę. Chodź-wziął mnie za rękę, zakrył oczy i dokądś zaprowadził.
Zabrał rękę  z moich oczu, i zrzucił prześcieradło z szafki. Było tam całe mnóstwo książek. Odwróciłam się do niego i rzuciłam się mu na szyję. Strasznie mi się podobał ten mój nowy pokój.
-Dziękuje-szepnęłam.
-Spoko.
Dmuchną mi w ucho, wziął za rękę, i wyprowadził z mojego dormitorium. A tak chciałam tam zostać. Zaprowadził mnie na błonia. Było dość ciepło. Zaprowadził mnie, jak się spodziewałam, do Zakazanego Lasu. Usiedliśmy na naszym ulubionym, przechylonym drzewie.
-Ślicznie wyglądasz-powiedział nagle.
Spojrzałam na siebie. Ubrana byłam w błękitno-białą bluzkę z odkrytym brzuchem krótkimi rękawem, Krótkie jasne spodenki, na ręce ładną bransoletkę, na głowie niebieskie okulary w kwiatki. Na nogach  morskie buty  z odkrytym palcem. Paznokcie miałam pomalowane na czarno. Na prawym ręku dwa piękne pierścionki.  Z włosów miałam zrobionego warkocza. Zauważyłam, że sporo urosły. Teraz, kiedy były związane sięgały ponad za połowę moich pleców.
  Świetnie się rozmawia z Teodorem. Przez około godzinę siedzieliśmy w Lesie. Potem poszliśmy w stronę Hogsmade. Po drodze Nott złapał mnie za rękę. Nie to, że mnie podrywa, czy coś. To było po przyjacielsku. Byliśmy już pod sklepem Weasleyów. Kiedy tylko weszliśmy,nadal nie odrywając od siebie rąk, poszliśmy w stronę lady, w celu znalezienia Freda. Oczywiście tam był.
-Widzę, że podrywasz moją dziewczynę-powiedział patrząc na nasze ręce.
-Kto by nie chciał-zaśmiali się.
-Ej, nadal tu jestem-przypomniałam im o tym, że żyję.
-Słyszałeś coś Teodor?
-Nie Fred.
-Ja też nie.
-Ej! Chłopaki!
-To chyba tylko klienci.
-Chyba tak.
-Dobra! Też się do was nie odzywam!-powiedziałam zakładając ręce na piersi.
-No dobra, już dobra-zaśmiał się rudzielec,przytulając mnie od tyłu, ponieważ się od nich odwróciłam. Po chwili stałam już z nim twarzą w twarz, i już mieliśmy się pocałować, kiedy między nas wpadł George.
-Hermiona!-krzykną.
-George!
-Sto lat, młoda!
-Jesteś tylko rok starszy...
-No dobra. Sto lat, stara!-zaśmiał się, i mnie przytulił, wręczając pudełko zapakowane w papier ozdobny.
-Jakaś okazja?-spytał Fred.
-Nie żartuj-powiedział z kamienną twarzą bliźniak.
-Nie wiem o co ci chodzi.
-Są urodziny twojej ....dziewczyny!-zawahał się Weasley.
-Serio?-spytał, ale widząc mój karcący wzrok, przestał.-Żartuje, jasne, że pamiętam.
-Może gdzieś wyjdziemy?-spytałam.
-Słuchaj, nie mogę, skarbie. Mamy straszny ruch w soboty. No wiesz, uczniowie przychodzą, i takie tam. Ale obiecuje, że ci to wynagrodzę.
-No...Dobra. To cześć-dałam mu całusa na pożegnanie i ruszyłam w stronę drzwi.
-Ej, Teodor. Dopilnuj, żeby miała najlepsze urodziny na świecie, okey?-powiedział Fred.
-Jasne.
Wychodząc, Fred dał nam Miętowe Ropuchy i Fasolki wszystkich smaków Bertiego Botta. Poszliśmy kupić lody. Ja wybrałam poziomkowe, czekoladowe, śmietankowe i caffe latte. Teodor wziął pistacjowe, waniliowe, malinowe i ciasteczkowe. Szliśmy w stronę Wrzeszczącej Chaty. Niedaleko była dość wysoka górka. Widać było na niej wszystko. Hogwart, jezioro, Hogsmade i Wrzeszczącą Chatę. Uwielbiam ten widok. Jest tu tak ślicznie, że trudno sobie wyobrazić.
  Robiło się już ciemno, ale jako prefekci naczelni mogliśmy chodzić po zamku jak i po błoniach do której chcieliśmy. Położyłam się na plecach, i popatrzyłam w pojawiające się gwiazdy.
-Pamiętasz jak się poznaliśmy?-spytał Teodor kładąc się obok mnie.-Też patrzyliśmy w gwiazdy.
-Taak, pamiętam też jak powiedziałeś dość dużo faktów o mnie.
-Taaa...
-Tylko skąd wiedziałeś, że uwielbiam kakao i herbatę owocową i co rano pryskam się truskawkowymi perfumami?
-No...widzisz...bo ja...no ten...
-Powiedz po prostu.
-No bo ja byłem wtedy trochę w tobie zakochany, ale nie martw się, przeszło mi-zauważyłam, że się zarumienił, ale uśmiechnęłam się i przytuliłam go.
-Może już wrócimy? Robi się zimno i ciemno-zaproponowałam.
-Boisz się-zapytał machając palcami przed moją twarzą i udając ducha.
-Nie, po prostu...No dobra! Boję się. Masz mnie.
-Nie bój się, jestem przy tobie-zaśmiał się, za co dostał w ramię.
-Spadaj... Teraz mówię poważnie. Idziemy?
-Zaczekajmy jeszcze chwilę.
-Do której godziny masz zamiar tu siedzieć?-spytałam obojętnym głosem.
-Do..-spojrzał na zegarek.-Około 22. Jest 20, więc jeszcze 2 godziny.
-Ech, co my będziemy robić przez ten czas.
-Możemy zagrać w 10 pytań.
-Okey, zaczynasz.
-Ech no dobra. Hmm pomyślmy. Byłaś kiedyś w tak trudnej dla ciebie sytuacji, że chciałaś się zabić?
To pytanie mnie zszokowało. Znaczy rozmawialiśmy już kiedyś na ten temat, kiedy zauważyłam na ręce Teodora rany po cięciu, ale to było dawno.
-Hmmm, raz.
-Opowiedz mi o niej.
-Nie, nie. Teraz moja kolej. Ile miałeś dziewczyn?
-Ha, ciężko zliczyć. Nie no, żartuje. Z....6-7? Nie pamiętam, nie liczę ich. Teraz ja. Opowiedz mi o tej sytuacji.
-To nie jest pytanie.
-O Jezuu, Możesz opowiedzieć mi o tej sytuacji?-zamrugał szybko oczami i się uśmiechną.
-Okey, chociaż nie lubię o tym rozmawiać. Trochę to głupie.
-Postaram się nie śmiać-powiedział z udawaną powagą.
-No więc to  pomiędzy czwartym a piątym rokiem, miał być bal, Turniej Trójmagiczny, no wiesz. Ron chciał, żebym poszła z którymś z nich-Harrym albo nim. Tylko problem był w tym, że poszłam z Wiktorem Krumem. Ron robił mi awantury o to, że poszłam z Wiktorem na bal.
-I o to chodzi?-spytał z rozczarowaniem.
-Nie, to dopiero początek, jakiś ty niecierpliwy. Później był piąty rok. Zaczęłam chodzić z Fredem i Ron stał się strasznie nerwowy. Robił mi wyrzuty za to, że spotykam się z jego bratem. Zabronił mi się nawet z nim spotykać. Potem, zaczął wyznaczać ludzi, z którymi mogę rozmawiać, a z którymi nie. Ślizgoni, nie mówię o tobie, wyzywali mnie cały czas, Snape uwziął się na mnie, moja najlepsza przyjaciółka zaczęła łazić za Penelopą, i ja już nie miałam siły-to już mówiłam ze łzami w oczach.- Poszłam w nocy  do łazienki Jęczącej Marty, ale na szczęście jej tam nie było. Kiedy już tam byłam, stłukłam zaklęciem lustro, wzięłam kawałek szkła i kiedy miałam już to zrobić, ktoś zabrał mi go z ręki, i mocno przytulił a ja płakałam w jego białą koszulę. Szepnął mi do ucha trzy słowa "Wszystko będzie dobrze". Nie mogłam rozpoznać kto to. Kiedy wychodził z łazienki, zostawiając mnie samą, zauważyłam platynowe włosy. Draco uratował mi życie.

Tamtatatam! Oto koniec tak czekanego, przeze mnie, rozdziału. Szczerze mówiąc, nie wiedziałam do czego zmierzam. Znowu podzieliłam na dwie części. Jeśli będę miała jak to jutro zacznę pisać drugą część. Mam jak zawsze nadzieję, że się spodobało. 
~Panna Weasley <3